Na końcu „krętej drogi”

„Chwała tym, co walczyli o prawdę na czele z Antonim Macierewiczem” – powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński, przemawiając na styczniowej miesięcznicy smoleńskiej – dodając, że „nasza droga (…)czasem ze względu na okoliczności jest kręta. Ufajcie, że idziemy razem w tym samym kierunku”.

Te słowa padły w dzień po głębokiej „rekonstrukcji rządu”, z którego usunięty został Antoni Macierewicz, Jan Szyszko i Witold Waszczykowski, podobnie jak wcześniej – premier Beata Szydło, od której zagadkowego odwołania ta „rekonstrukcja” się zaczęła.

Rzeczywiście, kręte to wszystko, żeby nie powiedzieć – krętackie. No bo jakże to? Z jednej strony „chwała”, a jednocześnie – won z rządu, won ze stanowiska ministra obrony?

Takim językiem „chwała” nie przemawia. Chwała przemawia całkiem inaczej. To prawie jak w kolędzie „Bóg się rodzi”, gdzie śpiewamy między innymi „wzgardzony okryty chwałą”. Ale Franciszkowi Karpińskiemu, który tę kolędę napisał, chodziło o ukazanie serii paradoksów: „ogień krzepnie, blask ciemnieje”, podczas gdy w tym przypadku podejrzewam raczej krętactwo.

Ale krętactwo pojawia się zazwyczaj wtedy, gdy trzeba za wszelką cenę ukryć coś kompromitującego. Czyż nie to właśnie miał na myśli prezes Kaczyński, przyznając, że „nasza droga (…) jest kręta” ze względu na „okoliczności” – ale przezornie powstrzymał się od zdefiniowania tych zagadkowych „okoliczności”, a tylko zaapelował o „zaufanie”, że „nadal idziemy razem w tym samym kierunku”. To akurat może być prawdą na takiej samej zasadzie, że szczury idą w tym samym kierunku co i szczurołap-flecista, ale oczywiście każdy w innym celu.

W tej sytuacji uchylmy nieco zasłonę skrywającą owe tajemnicze „okoliczności” i spróbujmy zastanowić się, w jakimże to kierunku prezes Kaczyński prowadzi zarówno tych, co mu ufają, jak i wszystkich pozostałych, to znaczy – całe państwo.

Zacznijmy od przypomnienia, że Lech Kaczyński uczestniczył w naradach w Magdalence, gdzie generał Kiszczak wraz z gronem osób zaufanych uściślał i konkretyzował ogólne postanowienia, jakie w sprawie transformacji ustrojowej w naszym nieszczęśliwym kraju podjęli Sowieciarze do spółki z Amerykanami, z ramienia których projektantem i inspektorem nadzoru był urzędnik Departamentu Stanu pan Daniel Fried, późniejszy ambasador USA w Warszawie, a obecnie znowu urzędnik Departamentu Stanu, tyle, że wyższej już rangi.

Jakie były szczegóły tych ustaleń – tego nie wiem, ale przypominam sobie odpowiedź, jakiej na łamach „Gazety Wyborczej” udzielił był w pierwszej połowie lat 90-tych Stefan Bratkowski Stanisławowi Jankowskiemu „Agatonowi”, który dziwował się, że w „wolnej Polsce” komuna nie tylko jest bezkarna, ale się panoszy. To dlatego – wyjaśnił red. Bratkowski – że w Magdalence zostały udzielone pewne gwarancje, których trzeba dotrzymywać. Te gwarancje obejmowały również scenę polityczną – że mianowicie nie zostaną na nią dopuszczeni „ekstremiści”, to znaczy – uważany za największe zagrożenie ruch chrześcijańsko-narodowy.

Oczywiście wtedy zakazać wprost tego nie wypadało, bo zaraz pojawiłyby się jeszcze większe wątpliwości co do autentyczności naszej młodej demokracji, toteż ZCh-N najpierw się pojawił, ale właśnie Jarosław Kaczyński wystawił mu recenzję, że jest on „najkrótszą drogą do dechrystianizacji Polski”, wskutek czego Zch-N wkrótce umarł śmiercią naturalną, a jego miejsce zajęło Porozumienie Centrum, próbujące zmonopolizować nie tylko „prawicę”, ale również „patriotyzm”.

Porozumienie Centrum nastręczyło skołowanemu narodowi na prezydenta Lecha Wałęsę w charakterze jasnego idola, przy którym Lech Kaczyński został szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a Jarosław politykował na terenie parlamentarno-rządowym.

Wydawało się, że prawa strona politycznej sceny została solidnie zabetonowana, ale stare kiejkuty miały swoje widoki, więc Mieczysław Wachowski bez specjalnego trudu całe to towarzystwo rozgonił i w wyborach w roku 1993 do rządów triumfalnie wróciła komuna w postaci SLD i PSL. Potem na fasadę wysunięta została Solidarność w postaci AWS, która w koalicji z Unią Wolności zużywała się moralnie, aż wreszcie zniknęła bez śladu w roku 2001, kiedy to ponownie zatriumfowała komuna tym bardziej, że prezydentem zaś, po przegranej Lecha Wałęsy w roku 1995 został na dwie kadencje Aleksander Kwaśniewski.

W tej sytuacji niepodobna nie przypomnieć spiżowej sentencji Józefa Stalina, że w demokracji najważniejsze jest przygotowanie odpowiedniej alternatywy dla wyborców. A jak rozpoznać, czy alternatywa została przygotowana prawidłowo? Tak, że bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane.

Sytuacja z roku 1990 powtórzyła się i to z nawiązką, w roku 2005, kiedy to prezydentem został Lech Kaczyński, a szef zwycięskiego Prawa i Sprawiedliwości wysunął na premiera Kazimierza Marcinkiewicza, by po kilku miesiącach ustąpić miejsca samemu prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, który siłą inercji na stanowisku premiera dotrwał do listopada 2007 roku, kiedy to jego miejsce zajął Donald Tusk.

We wrześniu 2009 roku amerykański prezydent Obama dokonał „resetu” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, wycofując USA z aktywnej polityki w Europie Środkowo-Wschodniej, a 10 kwietnia 2010 roku miała miejsce katastrofa smoleńska w której zginął prezydent Lech Kaczyński i 95 innych osób.

Jednak w roku 2013 USA wróciły do aktywnej polityki w naszej części Europy i rozpoczęły się przygotowania do przebudowy politycznej sceny pod kątem potrzeb, jaka Stany Zjednoczone zamierzały prowadzić w tym zakątku świata. W tym celu trzech kelnerów – i tak dalej – co w 2015 roku doprowadziło do obsadzenia stanowiska prezydenta państwa przez rok wcześniej nikomu nie znanego jako samodzielnego polityka Andrzeja Dudę, podczas gdy PiS wygrało też wybory parlamentarne i utworzyło rząd panią Beatą Szydło na czele.

W grudniu przeciwko pani Szydło opozycja wysunęła wniosek o wotum nieufności, który został odrzucony, a pani premier podczas debaty uzyskała recenzję najlepszego premiera III RP – i jeszcze tego samego dnia została zdymisjonowana na rzecz Mateusza Morawieckiego, który 9 stycznia dokonał „głębokiej rekonstrukcji” rządu, usuwając z niego ministra Obrony Antoniego Macierewicza, ministra środowiska Jana Szyszkę i ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego.

Dlaczego tak się stało? Oto prezydent Andrzej Duda dopuścił się wobec swego wynalazcy felonii, co pozycję Jarosława Kaczyńskiego osłabiło tak, jakby mu ktoś złamał jedną nogę. Prezydent Duda, występując przeciwko swemu wynalazcy, pozbawił się sympatii PiS, więc musiał poszukiwać politycznych sojuszników – i stare kiejkuty mu się w tym charakterze nastręczyły – ale nie za darmo, tylko za cenę głowy Antoniego Macierewicza na tacy.

I prezydent Duda wywiązał się z obstalunku, co jednak wymagało aprobaty prezesa Kaczyńskiego. Dlaczego? Dlatego, że osłabiony na skutek felonii swego wynalazku prezes Kaczyński zaczął cofać się na całej linii pod naporem Niemiec i starych kiejkutów, którzy organizują awantury w kraju. W rezultacie stare kiejkuty za pośrednictwem prezydenta odzyskały wpływ na politykę państwa, a premier Morawiecki otrzymał zadanie „ocieplenia stosunków z Unią Europejską”.

Sęk w tym, że o „ocieplenie” może dokonać się poprzez wywieszenie przez Polskę białej flagi, która, gwoli udelektowania wyznawców pana prezesa, będzie przyozdobiona mnóstwem kolorowych wstążeczek, mających zakrywać bezwstydną białość.

Ale to nie koniec „krętej drogi”, bo skoro pan prezes cofa się na całej linii, to warto zapytać – dokąd? Myślę, że pod żydowski parasol ochronny, który obiecał rozpiąć nad nim najnowszy przyjaciel Polski, pan Jonny Daniels. Jaką cenę Polska będzie musiała za to zapłacić? Wydaje się, że odpowiedź już znamy, a to z uwagi na proces, jaki toczy się w amerykańskiej legislaturze w sprawie ustawy JUST, jaką 12 grudnia zatwierdził amerykański Senat i która wkrótce może trafić na biurko prezydenta Trumpa. Daje ona Stanom Zjednoczonym możliwość wywierania na Polskę rozmaitych nacisków w razie gdyby ociągała się z realizacją żydowskich roszczeń majątkowych, szacowanych na 65 mld dolarów. Realizacja tych roszczeń oznaczałaby, że Polacy za własne pieniądze zafundowaliby sobie we własnym kraju szlachtę jerozolimską.

W tej sytuacji cóż innego pozostaje, jak zaufać, że to wszystko dla naszego dobra? Toteż nic dziwnego, że w przemówieniu skierowanym do uczestników ostatniej miesięcznicy smoleńskiej, prezes Kaczyński nawet nie próbował opisywać „krętej drogi” do świetlanej przyszłości, tylko apelował o zaufanie, że „idziemy w tym samym kierunku”. Ano nie da się ukryć, że to niestety prawda.

Okazało się, że nieprzejednana opozycja została takim nieoczekiwanym zwrotem sytuacji zaskoczona do tego stopnia, że okazała się doń absolutnie pod żadnym względem nieprzygotowana, co nieubłaganym palcem wytknęły jej stare kiejkuty za pośrednictwem telewizyjnej stacji TVN, którą od początku podejrzewam o niebezpieczne związki z nimi.

Najwyraźniej stare kiejkuty musiały oczekiwać, że pan Grzegorz Schetyna potrafi coś wymyślić, podobnie jak pani Lubnauer ze swoimi koleżankami z Nowoczesnej. Widać, że i u starych kiejkutów nietęgo, no ale to drobiazg w porównaniu z perspektywą, że „dobra zmiana” może zakończyć się w żydowskich objęciach.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Reklamy

Iran – ostatni krok

Wszczęte dwa tygodnie temu pierwsze protesty w Meszhedzie wyrażały sprzeciw i niezadowolenie z działalności banków i innych instytucji kredytowych, opóźniających miesiącami decyzje finansowe. Już jednak kilka miesięcy temu sam spotykałem pierwszych – pokojowych manifestantów, pikietujących w tych kwestiach irański parlament i bank centralny.

Obecnie sektor bankowy w Iranie uległ znacznemu wzmocnieniu, inwestując od 15 do 25 proc. aktywów w ryzykowne projekty inwestycyjno-budowlane i inne, o wątpliwej wartości.

Tymczasem nie można zaprzeczyć, że obywatele Iranu (co autor poświadcza własnym przykładem) borykają się obecnie z poważnymi problemami finansowymi, wynikającymi z sytuacji kraju, szczególnie zaś z zaangażowania niemal całej energii i zaangażowania prezydenta Rouhaniego i jego ekipy w proces wdrażania Joint Comprehensive Plan of Action (JCPOA). I chociaż Rouhani obiecał rozwiązanie wszystkich ekonomicznych problemów właśnie w wyniku tego procesu pokojowego – tymczasem kryzys tylko się nasilił.

Ekonomia Oporu

Oczywiście, wpływ na to miały także amerykańsko-europejskie sankcje i embargo handlowe, ale bezpośrednim katalizatorem okazała się nieskuteczność administracji Rouhaniego. Najwyższy Przywódca, Ali Chamenei od lat naucza o اقتصاد مقاومتی – Ekonomii Oporu oraz znaczeniu wewnętrznej polityki gospodarczej (opartej o krajową produkcję i zatrudnienie), tymczasem wielu przedstawicieli administracji (w szczególności z bezpośredniego zaplecza Rouhaniego) wciąż wierzy, że jedynym rozwiązaniem pozostaje jak najbliższa kooperacja z ekonomiką euro-amerykańską.

Ta różnica zdań stała się zresztą na tyle głośna, zaś hasło «Ekonomii Oporu» na tyle głośne – że na wezwanie wielu osób i środowisk cieszących się znaczącym społecznym autorytetem Najwyższy Przywódca ogłosił bieżący rok (perskiego kalendarza) właśnie rokiem „Ekonomii Oporu – Produkcji i Zatrudnienia”

Teoretycznie, w następstwie tej decyzji mieliśmy do czynienia z falą kontraktów przywożonych i zawieranych z irańskimi partnerami państwowymi i prywatnymi przez europejskich inwestorów takich jak Peugeot – Citroen, Total i innych. Jednak, jak zauważył Najwyższy Przywódca – umowy te wprawdzie podpisywano, jednak niczego nie zmieniało to z punktu widzenia zwykłych Irańczyków. Ci z kolei zaczęli dostrzegać niewywiązywanie się Rouhaniego ze składanych obietnic i nadmiernie rozbudzanych nadziei. Wszystkie profity, jeśli nawet się pojawiły – zostały bowiem skonsumowane przez wielkie korporacje, nawet nie przez klasę średnią.

Organizowanie pokojowych manifestacji jest w Iranie uprawnieniem wynikającym z konstytucji. Żadna z pierwszych demonstracji nie miała gwałtownego przebiegu, wszystkie odbywały się spokojnie i bez przemocy – do czasu, kiedy zostały zinfiltrowane przez ewidentną agenturę i prowokatorów, palących flagi narodowe, portrety bohaterów, atakujących budynki wojskowe i obiekty użyteczności publicznej, nawet przy użyciu broni. W ten sposób pierwotne przyczyny i cele wystąpień zostały przesłonięte całkowicie nową narracją.

Dla sytuacji Islamskiej Republiki Iranu najważniejszym pozostaje jednak wybór szerokich mas społeczeństwa, które choćby przez liczny (73,03 proc.) udział w ostatnich wyborach prezydenckich zademonstrowały swoje poparcie dla Rewolucji Islamskiej, potwierdzając, że głównym czynnikiem stabilizacji Iranu i bezpieczeństwa w całym regionie pozostaje mądrość Najwyższego Przywódcy. A mówiąc szczerze – jaki procent wyborców amerykańskich czy europejskich aktywnie uczestniczy w tamtejszych wyborach?

Sajjid Ali Chamenei mówił w swoim przemówieniu 15. Lutego 2017 r.:

„Powtarzam to przedstawicielom naszych władz: jeśli ludzie nawet biorą udział w manifestacjach 22 Bahmana (data na kalendarzu perskim odpowiadająca rocznicy 11. lutego 1979 r., wybuchu Rewolucji Islamskiej), nie oznacza to bynajmniej, że są zadowoleni ze wszystkiego, co robimy, że nie czują niedosytu, że nie odczuwają skutków problemów występujących w naszym kraju. Ludzie nie akceptują dyskryminacji, wszędzie tam, gdzie ją odczuwają – cierpią, jak od choroby. Podobnie – gdy dostrzegają obojętność władzy na ich problemy, gdy widzą, że sprawy ważne stoją w miejscu. 22 Bahman to okazja szczególna, to wyraz sprzeciwu wobec ingerowania z zewnątrz w nasze sprawy – ale oczekiwania obywateli wobec władzy są równie realne i poważne. Skargi dotyczą spraw kluczowych, jak recesja, bezrobocie czy inflacja”.

Dodał też:

„Jeden z przywódców europejskich w rozmowie z naszymi przedstawicielami podkreślał, że »gdyby nie JCPOA, wojna z Iranem byłaby pewna«. To tylko kłamstwo! Dlaczego mówią o wojnie? Ponieważ chcą zaangażować umysły w wojnę. Prawdziwą wojną jest jednak wojna ekonomiczna, sankcje i zrujnowanie poziomów aktywności zawodowej, przemysłu i technologii w naszym kraju. Zwracają naszą uwagę na działania zbrojne, abyśmy mogli zapomnieć o tych innych wojnach. Prawdziwa wojna to wojna kultur i cywilizacji!”.

Wychodząc z lekcji udzielonych przez Najwyższego Przywódcę – niewątpliwie należy uznawać prawo ludzi do pokojowego demonstrowania, przy jednoczesnej jednak wzmożonej czujności na obce infekcje. Nie możemy zapomnieć o tym, co się wydarzyło i wciąż dzieje się na Ukrainie, w Gruzji i kilku innych krajach na wschodzie Europy.

Oprócz tego poznaliśmy przecież manipulacje medialne w Libii i Syrii, dokonywane przez takich ludzi jak francuski samozwańczy filozof Bernard-Henri Lévy i George Soros. Mamy dobrze udokumentowane całe akcje PR-owe, jak fałszywe demonstracje, inscenizowane w Katarze, a prezentowane np. jako libijskie. Byliśmy świadkami tego samego w Syrii, oglądaliśmy aktorów występujących jako tamtejsze niewinne dziewczęta i chłopcy, brutalnie poranieni i pobici przez armię syryjską – a wcześniej przygotowywane w studiach „ofiary snajperów” na kijowskim Majdanie.

W trakcie ostatnich wydarzeń w Iranie głównonurtowe media zachodnie regularnie używały tych samych ujęć dla ilustrowania relacji z różnych irańskich miast. BBC Persian, VOA Persian i Manoto starały się na wszelkie możliwe sposoby eskalować chaos. A trzeba zauważyć, że od czasu wyborów prezydenckich w 2009 r. powstało ponad 200 kanałów perskojęzycznych! Znaczna ich część skupiła się na prowokacjach i kolportowaniu wezwań do obalenia rządu przez manifestacje uliczne. Równocześnie zaś prowadzone jest systematyczne pranie mózgów identycznymi serialami i filmami atakującymi nasze tradycyjne wartości i styl życia. W „dziełach” tych trudno się zorientować kto z kim w danym momencie pozostaje w relacjach seksualnych, kto z kim jest w ciąży, a promocja zboczeń jest przedstawiana jako normalność.

Wszystkie te międzynarodowe kanały telewizyjne finansowane są przez mocarstwa zachodnie, na czele z elitami brytyjskimi i amerykańskimi. Ponadto NGO-sy, takie jak Brookings Institution’s Centre for Middle East Policy (Saban centre), International Republican Institute, Freedom House, United States Agency for International Development (USAID), Albert Einstein Institution, Council on Foreign Relations, American Enterprise Institute i wiele innych całe swoje zaangażowanie kierują obecnie na wywarcie maksymalnego wpływu na sprawy irańskie.

Trump i jego poplecznicy w imię ideologii “praw człowieka” dokładają wszelkich starań by wywołać w Iranie chaos, korzystając, że wciąż bezkarne pozostają poprzednie międzynarodowe zbrodnie Amerykanów, morderstwa polityczne, ludobójstwo, tortury, gwałty, przemoc, grabież dóbr i surowców słabszych i biedniejszych narodów.

Irańczycy – zarówno zwykli ludzie, jak i elity z jednej strony odrzucają przemoc, z drugiej jednak słusznie są przeciw skorumpowanym „autorytetom”, które powinny zapłacić za nadużycie narodowego zaufania – zgodnie ze słowami Najwyższego Przywódcy. Byłoby dość powodów, by takich jednostek się pozbyć. Równocześnie też wielu przedstawicieli sił wiernych porządkowi, jak choćby generał Mohsen Rezaee uważa, że nie powinno się tą samą miarą traktować świadomych prowokatorów z pokojowymi demonstrantami, domagającymi się poprawy sytuacji gospodarczej, co jest przecież żądaniem uzasadnionym i podstawowym.

Kontekst międzynarodowy

Zdecydowanie, Iran, Rosja, Syria i Hezbollah zwyciężyły w ogłoszonej przez Amerykanów tzw. „Wojnie z Terroryzmem”, niwecząc projekt rozpoczęty 9/11. Wszystkie ekstremistyczne, sekciarskie grupy wahabickie uległy podczas próby spełniania amerykańskich planów organizacji Bliskiego Wschodu. W tej sytuacji próba wywołania chaosu w Iranie wydaje się być ostatnim, rozpaczliwym krokiem. Na szczęście Irańczycy wykazują się mądrością i odpowiedzialnością wystarczającą, by przeciwstawić się tym spiskom.

W demokratycznych państwach, takich jak Iran manifestacje pro-rządowe wcale nie zdarzają się tak często. Ludzie gromadzą się na ulicach pomimo wyjątkowo mroźnej zimy, protestując przeciw przemocy i zakłóceniom porządku – czego oczywiście nie pokazują media zachodnie czy saudyjskie. Szczególnie zaś jakoś w swych relacjach starały się one unikać pokazania jednego z głównych haseł wystąpień na rzecz porządku: „My przypilnujemy porządku na ulicach – a rząd niech pilnuje gospodarki!”.

Kolejny aspekt, to kordon amerykańskich baz wojskowych rozmieszczonych wokół Iranu, stanowiących zaplecze dla licznych grup terrorystycznych, takich jak Al-Kaida na naszych wschodnich, a ISIS na zachodnich granicach – stworzonych przez wywiad Stanów Zjednoczonych. Ich działania zakończyły się jednak całkowitą porażką, a Najwyższy Przywódca, Sajjid Ali Chamenei mógł wyśmiać Donalda Trumpa podkreślając, że ten naśladuje tylko swego o wiele bystrzejszego poprzednika – Ronalda Reagana, który jednak również nie dał rany pokonać Iranu.

Wiemy już także, że zeszłoroczny atak ISIS w Teheranie był zorganizowany i sponsorowany przez rząd saudyjski, a jeszcze przed zamachami Ben Salman (saudyjski następca tronu) zapowiadał „zaniesienie wojny na terytorium Iranu”. Również podczas ostatnich wydarzeń nawet twitterowe hatsztagi prowadziły przede wszystkim do Arabii Saudyjskiej.

Protesty a irański system polityczny

Wielu moich zagranicznych przyjaciół pytało mnie najpierw o stanowisko Mahmuda Ahmadineżada do ostatnich wydarzeń, a następnie wyrażało zaniepokojenie o jego losy. Jako jego dawny gorący poplecznik pragnę podkreślić przede wszystkim, że mogę sobie wyobrazić, jak zrozumienie wewnętrznej polityki Iranu może być trudne dla zagranicznych obserwatorów (skąd zresztą bierze się i ogólne zdezorientowanie zachodnich mediów głównego nurtu). Pisałem o tym sporo w innych miejscach i tam też odsyłam zainteresowanych, dla wyjaśnienia jednak kwestii podstawowych – muszę podkreślić kilka faktów.

Jak wiemy – władza sądownicza w Iranie jest politycznie autentycznie niezależna, ponieważ byliśmy świadkami jak wielu krewnych prominentów, takich jak syn Hashemiego Rafsandżaniego (Mehdi), brat prezydenta Rouhaniego (Hossein Feridon), brat wiceprezydenta Jahangiriego (Mehdi), zastępca Ahmadineżada (Mohammad Reza Rahimi) zostali skazani za korupcję i odbywają obecnie kary więzienia. Tymczasem ostatnio Ahmadineżad zaczął atakować… władzę sądowniczą, ponieważ jego bliscy przyjaciele zostali aresztowani lub zatrzymani.

Co do zatrzymania samego Ahmadineżada ani jego prawdopodobnego zaangażowania w niedawne prowokacje – brak jest wiarygodnych potwierdzeń. Jako dla jego oddanego zwolennika byłaby to wiadomość bardzo smutna, jednak jednocześnie musiałbym też przyznać, że ten wielki niegdyś człowiek stał się ostatnimi czasy bardzo samolubny i arogancki…

Co dalej z Iranem?

Gdy Trump uznał Jerozolimę za „stolicę Izraela” – cały świat skupił się na Palestynie, a uwaga od wydarzeń w Iranie została skutecznie odwrócona. Najlepszym jednak podsumowaniem ostatnich wydarzeń i zwłaszcza przyszłości wydają się słowa Najwyższego Przywódcy, wypowiedziane 9. Stycznia. Sajjid Ali Chamenei omówił swoistą piramidę wpływu oraz przepływu środków służących eskalacji sytuacji w Iranie:

„1. Spisek został zorganizowany przez Amerykanów i syjonistów. Od wielu miesięcy knuli oni, aby rozpocząć zamieszki w małych miastach, a docelowo przenieść je do centrum.

2. Pieniądze zostały dostarczone przez zamożny rząd znad Zatoki Perskiej. W końcu konspiracje są kosztowne… Amerykanie nie lubią wydawać pieniędzy, gdy mają do tego chętnych wspólników.

3. Trzecia strona trójkąta składa się z uległych popleczników z USA: organizacji Mohajhedeen-E-Khalq (Mudżahedinów Ludowych), morderczego MEK. Władcy USA po pierwsze wiedzą, że nie osiągnęli swojego celu: mogliby próbować powtórzyć próbę, ale rozumieją, że w ten sposób nigdy nie wygrają. Rozumieją też, że sami zmuszają nad do odwetu. (…)

Milionowe manifestacje będące reakcją na ostatnie wydarzenia to fakt bez precedensu. Ten wielki, spójny ruch ludowy przeciwko spiskowaniu wrogów, z taką organizacją, świadomością i entuzjazmem, jest unikalny na świecie i sięga wprost do 40-letniego dziedzictwa naszej Rewolucji. (…) Jest to walka narodu przeciwko antynarodowi; walka Iranu z anty-Iranem; walka islamu przeciwko antyislamowi: to zawsze istniało i będzie trwało. (…) „Wszystkie działania, które wrogowie prowadzili przeciwko nam w ciągu ostatnich czterdziestu lat, to kontrrewolucja. Rewolucja wykorzeniła polityczną pozycję wrogów w kraju, dziś ci kontratakują, ale za każdym razem przegrywają. Wróg działa, ale nie może posuwać się naprzód, bo zbyt silny jest opór narodowo-społeczny. (…)

Po raz kolejny naród z pełną mocą mówi Stanom Zjednoczonym, Wielkiej Brytanii i ich naśladowcom: NIE DACIE NAM RADY! (…) Czytałem różne analizy ostatnich dni, wszystkie łączyło jedno – rozróżnienie autentycznych potrzeb i dążeń naszych ludzi od destrukcyjnych działań wyalienowanych grup. (…) To, że jednostka ludzka czuje się wyzzuta z jej praw, że setki ludzi spotykają się i zbierają, by wyrazić swoje obawy – to jedno, niezależnie od tego, że wielu uczestników takich zgromadzeń niewłaściwie wykorzystuje swoje prawo do okazywania niezadowolenia – obrażając Koran, Islam, flagę państwową, świątynie, posuwając się nawet do sabotażu i dewastacji. Nie mieszajmy jednak tych dwóch płaszczyzn. (…)

Społecznie pragnienia, apele i protesty zawsze miały swoje miejsce w naszym kraju i tak jest i dziś. Tym bardziej, że przyczyną obywatelskiego niezadowolenia są faktycznie kontrowersyjne działania różnych instytucji finansowych. (…) Tych skarg należy z uwagę wysłuchać – i odpowiedzieć na nie. (…) I musimy to zrobić wszyscy. Nie mówię „wysłuchajcie!”. Ja też czuję się odpowiedzialny, mówię: wszyscy wsłuchajmy się co mówią i czego chcą ludzie i znajdźmy odpowiedzi! (…) Jednocześnie jednak musimy dodać, że ostatnie wydarzenia nie wzięły się znikać, ktoś je starannie przygotował i zorganizował. I potwierdzają to nasze źródła bezpieczeństwa. (…)

Mamy do czynienia z akcją trwającą od miesięcy. Nawet media Mudżahedinów Ludowych przyznają, że od takiego czasu środowiska te współpracowały z Amerykanami, bezpośrednio realizowały ich konkretne zlecenia, szykowały zamieszki i kreowali ich liderów. (…) Zaczęło się od skupiania uwagi na drożyźnie – to zawsze chwyta. To miało podburzyć ludzi, wypchnąć ich na ulice, a mocodawcy już podsuwali by następne hasła. (…) Z jednej strony uczestnicy zamieszek krzyczeli „oddamy życie dla dobra Iranu” – a równocześnie palili naszą flagę! Jak te dwie deklaracje mogą iść ze sobą w parze? Tylko głupiec by tego nie zrozumiał!

To wrogowie niech giną, w walce z ludźmi pobożnymi, bogobojnymi, oddanymi rewolucji. Takimi jak 300.000 męczenników z epoki Świętej Obrony. (…)

Cóż, Stany Zjednoczone są teraz wściekłe, bardzo wściekłe; nie tylko na mnie, ale na nas wszystkich i na wszystko: na wszystkich Irańczyków, na nasz rząd i na Rewolucję Islamską, ponieważ znowu przegrały. (…) Zaczynają się więc kłamstwa – prezydent USA opowiada, że irański rząd obawia się własnych obywateli. Nie, irański rząd narodził się z narodu; istnieje dla narodu, jest tworzony przez naród irański i opiera się na nim. Dlaczego miałby obawiać się własnego narodu? Gdyby nie było narodu, nie byłoby islamskiego rządu! (…)

„On [Trump] mówi też, że irański rząd obawia się Stanów Zjednoczonych. Tak bardzo się ich boimy, że pozbyliśmy się ich wpływów najpierw z własnego kraju, a potem po 2010 r. wyrzuciliśmy z całego regionu? (…) Władcy w Stanach Zjednoczonych po pierwsze wiedzą, że nie osiągnęli swojego celu. Mogliby tę próbę powtórzyć, rozumiejąc jednak, że nigdy go nie osiągną. Po drugie, atakując nas muszą być pewni odwetu. Po trzecie zaś człowiek, który siedzi obecnie Białego Domu – choć wydaje się być bardzo niestały – musi zdać sobie sprawę, że te ekstremalne i psychotyczne epizody nie pozostaną bez odpowiedzi”.

Podsumowując ajatollah Ali Chamenei dodał zaś: „Ci, którzy chcą koniecznie współpracować z amerykańskimi agentami – wiedzą, że wybierają między nimi, a łaską Boga”. I to jest wskazówka dla nas wszystkich.

Hamed Ghashghavi
Irański specjalista z zakresu polityki USA i Europy Zachodniej, sekretarz ds. międzynarodowych konferencji „New Horizon” oraz „Hollywoodism” w Teheranie.
Tłum. KR

http://prawica.net

HOLOKAUST JAKO NAJLEPSZY BIZNES

Szanowny Panie, piszę to co publikowano w prasie. Pat Buchanan był trzykrotnie kandydatem na Prezydenta USA i w swych kampaniach ujawniał materiały Tajne, co miano mu za złe. Tłumaczył np. Holokaust jako Mit obliczony na wyłudzenie Gigantycznych Odszkodowań, co się UDAŁO. Np. w r. 1968 ogłoszono, że Żydzi zarobili na Holokauście prawie 6 bilionów $ tylko w krajach kapitalistycznych a ponieważ suma była Co Do Miliarda to pochodziła z instytutów finansowych.
Wówczas kapitał żydowski liczyło KILKADZIESIĄT instytutów, ale Kapitał Kryminalny zaczął tępić to jako Antysemityzm, wobec czego dziś kapitał żydowski liczą tylko Anglicy, choć w związku z WTC w Moskwie podano, że kapitał stalinowsko-holokaustyczny liczy 300 bilionów $. Gdy Żydzi zaczęli się Dopierdalać do Anglików za LICZENIE kapitału żydowskiego jako Antysemityzmu to ci opublikowali Paszport Adolfa Hitlera: Pochodzenie ŻYDOWSKIE; Narodowość ŻYDOWSKA; Kapitał KRYMINALNY – czyli Cały HOLOKAUST.
Przeczytałem, że Przeor Jasnej Góry zakazał występu zespołowi HUNGARICA jako Antyholokaustycznemu: https://sportowefakty.wp.pl/pilka-nozna/731405/pilnujcie-polski-jasna-gora-znowu-zaplonela-racami//. Przeor ma nazwisko Waligóra co kojarzy się ze Skarbem HOLOKAUSTA Adolfa Hitlera w Wałbrzychu. Kolegowałem się z działaczem ludowym Stanisławem Majem, który obsługiwał logistycznie w Krakowie pociągi żydowskie z Oświęcimia do Gdańska. Raul Wallenberg wydał bowiem 90 tysięcy paszportów RODZINNYCH Żydom Węgierskim a Szwecja miała ruch Bezwizowy z USA.
Rząd szwedzki poprosił więc Armię Czerwoną o wykonanie na Wallenbergu Wyroku Śmierci, więc gdy Dyrektor Domów Wariatów pod Moskwą i na Uralu poprosił Chruszczowa o zwolnienie Wallenberga jako Już Zupełnie Zdrowego to Chruszczow rzucił się na niego, przewrócił i zaczął DUSIĆ. Opamiętał się jednak, ale audiencja była SKOŃCZONA.
Czesław Wójcik, ojciec Tomasza z Solidarności, jako funkcjonariusz służby specjalnej Delegatury pisał raporty do Londynu w/s Treblinki. Dopraszał się w też zeznań s tej sprawie, co okazało się NIEMOŻLIWE. Mówił mi, że WSZYSTKIE pociągi z warszawskiego Getta szły przez Siedlce, gdzie w Iganiach składy były dzielone na TREBLINKĘ i BIAŁOWIEŻĘ, która była własnością Georinga.
Myślałem, że z Białowieży lecieli do Szwecji, która miała ruch Bezwizowy z USA, ale warszawiak Witold Miłoszewski pouczył mnie, że Nie Do Szwecji tylko LENINGRADU, gdzie pociągi przejeżdżały przez front i jechały do Murmańska, aby frachtem powrotnym konwojów zbrojeniowych, które nie były atakowane przez Niemców, płynąć do USA.
Pat Buchanan głosił że jego kampanie polityczne były Torpedowane przez Kapitał Nowojorski, z którym się ponoć na Usranym Końcu DOGADAŁ – czyli że zapłacono mu, aby Nie Płakał. David Irving głosił np., że NIE BYŁO HITLEROWSKIEJ JURYSDYKCJI ANTYŻYDOWSKIEJ za co był Więziony. Gdy pouczyłem go, że Była to Wsadził Morde w Kubeł: http://wandaluzja.pl/?p=p_321&sName=hitlerowski-system-pracy-niewolniczej// czyli że sprawę załatwili jego protektorzy. Jak mawiał Asz to Żydzi dopuszczają do mediów i władzy tylko tych, na których mają HAKI i pewność, że dadzą się Przekupić.
20 razy robili polaczków w Durnia IMPERIUM LECHITÓW, kierowanym przez Zawodowych Prowokatorów, z wyraźnym Celem PRZEJĘCIA kapitału historycznego dla stworzenia Euroazjatyckiego IZRAELA ze stolicą w Stalingradzie czy Konstantynopolu. Tym razem się jednak Nie Udało, choć mistrz logiki politycznej, mason angielski Stanisław Michalkiewicz zelżył Lechiadę od Rzygowin Ubeckich… Teraz sperma jerozolimska walczy o aneks do 45 Przykazań Niszczenia Polski: NIE DOPUSZCZAĆ DO PUBLIKACJI ZAWIERAJĄCYCH WARTOŚCI OPISÓW WYNALAZCZYCH.
Treblinka była obozem Komisariatu Żydostwa Rzeszy, przemilczanie czego jest niemieckim SKURWYSYŃSTWEM. Oświęcim i Majdanek były obozami Pracy Niewolniczej SS – nie mylić z Pracą Przymusową – a obozy nad Bugiem obozami Wehrmachtu, który aktem ANTIKOMUNISTISCHBEFEHL w Białymstoku zaangażował się w problem Żydowski. Praca PRZYMUSOWA podlegała Goeringowi jako Ministrowi Gospodarki Rzeszy, który był też Komisarzem Żydostwa Rzeszy. W Norymberdze Amerykanie zapytali Goeringa, dlaczego optował za wojną z Polską? to odpowiedział, że POTRZEBNA była polska siła robocza.
W obozach KŻRz i WM nie odzyskiwano złota a w obozach SS Tak. W Treblince ANTIKOMUNISTISCHBEFEHL egzekwowała Abwehra a w Oświęcimiu i Majdanku to nie wiem. Istotne jest, że Niemiecki Komitet NKWD na HRADCZANIE był Najwyższym Sądem SS. Przeor Waligóra płacze więc, że gdyby NIE ANTIKOMUNISTISCHBEFEHL Wehrmachtu przeciw kapitałowi Kryminalnemu to wszyscy mieliby już spermę jerozolimską. – Auuu…
Jeśli idzie to tych Sto Tysięcy Żydów, których Gomułka przeniósł z obozów niemieckich do Warszawy to mój przyjaciel, dr Kazimierz Abramski mówił, że rektor PGd lubił opowiadać, w Jaki Sposób Został Polakiem. Po Wyzwoleniu SOBIBORU zapisał się na emigrację do Palestyny, ale do obozu przyjechała delegacja PPR z Towarzyszem Gomułką, która obiecała za Wstąpienie do PPR Polskie Nazwisko, Pracę i Mieszkanie w Prestiżowym mieście Polski więc on wybrał Gdańsk. Wówczas wstąpiło gremialnie do PPR 30 tysięcy pensjonariuszy Sobiboru. Gomułka z Cyrankiewiczem byli Komisarzami Długu JEDWABEŃSKIEGO. Za Złamanie w Jedwabnem Planu Barbarossa Stalin dał Goldzie Meir 500 miliardów dolarów ZŁOTYCH wyznaczając na płatnika Polskę, która to należność została uiszczona przez Gomułkę i Cyrankiewicza Co Do Grosza. Za próbę opublikowania tego w Chicago zamordowano Jaroszewiczów.

Druga twarz PiS-u – casus Kazimierza Kowalskiego

Kiedy 13 grudnia 2017 r. media nagłośniły decyzję wojewody łódzkiego prof. Zbigniewa Raua odnośnie zmiany nazw 26 ulic i jednego placu w ramach tzw. dekomunizacji, początkowo zwracano uwagę na przemianowanie pl. Zwycięstwa na pl. Lecha Kaczyńskiego (vide cz. 1 mojego tekstu), na pojawienie się ul. Johna Wayne’a oraz na nazwy kłopotliwe w życiu codziennym ze względu na swoją długość, jak np. ul. Strajku Łódzkich Studentów 1981 r., czy ul. Romskich Ofiar Getta Łódzkiego.

W przypadku „Romskich” (a nie Cygańskich) ofiar jednak to nie tylko kwestia uciążliwej nazwy, ale i ulegania wpływom obozu politycznej poprawności, którego jednym ze sztandarowych wyrazów aktywności jest zmienianie starych, arbitralnie uznawanych przez ten obóz za niepoprawne, na nowe, równie arbitralnie, poprawne.

Ideologia politycznej poprawności – „political correctness” – przyszła do nas oczywiście z Zachodu (z USA), gdzie od 50 z górą lat przekształca sposób myślenia i wyrażania opinii głównie przez środowiska akademickie, polityczne, kulturalne, tworząc z jednej strony nowe tabu, z drugiej, faktycznie, kneblując wolność słowa i wymiany myśli (jak celnie ujął to w piosence „12 groszy” Kazik Staszewski: „Okazało się, że pastor King nie był murzynem, ani czarnym, on był Afro-Amerykaninem”).

Nie rozwijając w tym miejscu tego ciekawego zagadnienia współczesności, stwierdzam jedynie, że w Polsce przykładem takiej usilnie i krok po kroku narzucanej zmiany językowej jest właśnie słowo „Rom” w zastępstwie „niepoprawnego” „Cygana”. Formacja pisowska, na każdym kroku odwołująca się do tradycyjnych wartości, nie może ulegać ideologii o bezapelacyjnie lewackiej proweniencji.

Jednak najważniejsze, jeżeli chodzi o reakcję na nowe nazwy ulic, miało dopiero się stać. Wśród tychże wojewoda Rau zaproponował bowiem także ul. Kazimierza Kowalskiego, prezesa Stronnictwa Narodowego w latach 1937-39, zamordowanego przez Niemców w niesławnej egzekucji w Zgierzu w 1942 r. Początkowo tego nie zauważono albo może myślano, że chodzi o słynnego łódzkiego artystę Kazimierza Kowalskiego, śpiewaka operowego (i nie tylko) i działacza na polu kultury.

Jednak wtedy odezwała się niezawodna w takich sytuacjach „Gazeta Wyborcza”, piórem Igora Rakowskiego-Kłosa, który przypuścił totalny atak na właściwego Kazimierza Kowalskiego. Repertuar tego ataku w niczym nie zaskakuje – „GW” uderzyła naturalnie w antysemityzm Stronnictwa Narodowego i samego Kowalskiego, przedstawiając go bez mała (bez użycia tego słowa) jako hitlerowca, podpierając się zresztą cytatami z różnych wystąpień Kowalskiego – i jako lokalnego działacza SN, i jako adwokata–obrońcę w procesach ludzi (zazwyczaj też członków SN) oskarżonych o działania antyżydowskie, i jako prezesa SN.

Praktycznie wszystkie przytoczone wystąpienia miały charakter albo ostrej polemiki na sali sądowej, polemiki politycznej na forum rady miasta Łodzi, albo miały rys typowo wiecowy o ostro akcentowanych różnicach i hasłach politycznych. Rakowski-Kłos na tej podstawie kreśli obraz Kowalskiego – potwornego antysemity, który niczym innym się nie zajmował, jak tylko zwalczaniem Żydów. Liczne wycieczki pod adresem Dmowskiego i fakt, że Kowalski był prezesem Stronnictwa mają utwierdzić w przekonaniu nie tylko o antysemickiej jednostronności prezesa, ale i całego ówczesnego ruchu narodowego i go całkowicie zdyskredytować. Autor przy tym naturalnie stosuje oceny z dzisiejszej perspektywy.

Czytelnik nie dowiedział się z publikacji niczego o sytuacji w Polsce przed wojną, ani tym bardziej o szczególnym kontekście łódzkim. Ot po prostu, Kowalski wzorował się na hitlerowcach, był spiskowcem zmierzającym do przeprowadzenia faszystowskiego puczu w II RP, i, jak napisał Rakowski-Kłos: „osobiście nadzorował działalność bojówek SN, które wybijały szyby w żydowskich sklepach, biły i zastraszały przechodniów”.

„GW” wykorzystując artykuł Kowalskiego „Nasza walka” kreśli paralelę z „Mein Kampfę posiłkując się (znakomitą) pracą Mariusza Maraska „Narodowiec, katolik, radykał. Życie i działalność Kazimierza Kowalskiego (1902-1942)”, Zgierz 2012. Szkoda tylko, że wybiórczo i tendencyjnie – „artykuł, którego zbieżność z „Mein Kampf” Adolfa Hitlera wydaje się nieprzypadkowa, bowiem jego tematem jest „rozwiązanie kwestii żydowskiej” (tu „GW” celowo nawiązuje do późniejszego pojęcia „Endlösung”). Tymczasem Marasek pisze:

„Uderzające jest podobieństwo tytułów artykułu i książki, którą Kowalski czytał w więzieniu w 1934 r. Moja walka Adolfa Hitlera była jednak manifestem niemieckiego rasizmu i szowinizmu, podczas gdy artykuł Kazimierza Kowalskiego propagował integralny nacjonalizm. Dlatego, mimo zbieżności tytułów, istota obu publikacji jest całkiem odmienna”.

Co do rozwiązania problemu żydowskiego Marasek słusznie zwraca uwagę na zbieżność programu narodowego, doprowadzenia do emigracji Żydów z Polski, z programem syjonistów, w tym Izaaka Grünbauma, który wołał „Żydzi muszą skończyć z pasożytowaniem na ciele innych narodów” oraz Włodzimierza Żabotyńskiego, który pragnął ewakuacji Żydów z Europy i skupienia ich w jednym państwie.

Z kolei o nadzorowaniu bojówkarzy: „Brak śladów, aby wszczynał awantury i bił kogokolwiek. Nie znamy także przypadków namawiania do bicia”. O tym już p. Rakowski-Kłos nie pisze, bo to przecież niewygodne i nie a propos. A przecież oceniając ex post można powiedzieć, że wielkim nieszczęściem dla Żydów była dalece niewystarczająca skuteczność ówczesnych haseł syjonistów.

Gdyby hasło emigracji i skupienia Żydów europejskich w jednym państwie (czyli w przyszłym Izraelu) zostało zrealizowane w latach 30-tych, to nie doszłoby do hekatomby narodu żydowskiego podczas II wojny światowej. Ale w takiej sytuacji dzisiaj Rakowski-Kłos musiałby dziękować Kowalskiemu i SN, a nie pluć na niego. Śmieszny jest też zarzut „GW”, że Kowalskiemu „nie przeszkadzało to, że od ponad pięciu lat rozrastał się w Niemczech system obozów koncentracyjnych, a także obowiązywało rasistowskie ustawodawstwo. (…) i doszło do nocy kryształowej (…) po której 100 tys. osób zmuszono do emigracji”.

No, cóż, nie przeszkadzało to też większości przywódców politycznych świata, którzy nie zerwali z tego powodu stosunków z Niemcami, nie przeszkadzało to także rządzącej w Polsce sanacji, której prominentni działacze, jak np. szef policji gen. Kordian Zamorski, brali nawet udział w Parteitagach. To książka przyjaciela i najbliższego współpracownika Kazimierza Kowalskiego, Jędrzeja Giertycha „Tragizm losów Polski” znajdowała się już przed wojną (w 1938 r.) na hitlerowskim indeksie obok m.in. „Starej baśni” Kraszewskiego, „Soli ziemi” Józefa Wittlina, „Wyrąbanego chodnika” Gustawa Morcinka, „Na tropach smętka” Melchiora Wańkowicza, „Słówek” Boya-Żeleńskiego, czy „Grażyny” Mickiewicza.

Zaś ze wspomnianych przymusowych emigrantów Stany Zjednoczone, w których na uniwersytetach obowiązywały wówczas „kwoty żydowskie”, czyli „numerus clausus”, przyjęły ledwie 19 tys. osób. Widocznie nie przeszkadzała im zanadto polityka III Rzeszy i noc kryształowa…

Wszechwładza państwa w III Rzeszy nie cieszyła się poparciem Stronnictwa Narodowego, przeciwnie, była przedmiotem krytyki, tak jak w Polsce SN zwalczał obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej (do którego narodowcy byli licznie kierowani), jako wyraz samowoli sanacji niezgodny z polską tradycją „neminem captivabimus nisi iure dictum”. Zaś przewrotu w państwie tzw. grupa Kowalski-Giertych pragnęła dokonać nie dla władzy, ale aby powstrzymać katastrofalną jej zdaniem politykę sanacji współdziałania z Niemcami.

Jednak ta tendencyjna i skrajnie wybiórcza argumentacja „GW” wystarczyła, aby wojewoda łódzki zmienił zdanie! Co zresztą nie przeszkadza „GW” uważać go za przychylnego „skrajnej prawicy”, zaś jego uzasadnienia rezygnacji z ul. Kazimierza Kowalskiego uznawać za niezadowalające. Zbigniew Rau stwierdził po proteście „GW”, że „Nadanie jednej z ulic w Łodzi imienia Kazimierza Kowalskiego to błąd; zamiast niego patronem będzie Leopold Tyrmand.
– Służby łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego w sprawie Kazimierza Kowalskiego nie dotarły do tych faktów z jego życia publicznego, które zostały podane w najnowszych publikacjach prasowych. Ujawnione haniebne wypowiedzi są niezgodne z pluralistycznym charakterem łódzkiej tożsamości”.

Służby wojewody nie dotarły też zapewne w ogóle do życiorysu Kowalskiego i nie wiedzą, że był on głównym animatorem sukcesu wyborczego SN w wyborach samorządowych w 1934 r. (44,83 % głosów, 54,16% mandatów w radzie miasta Łodzi). 21 grudnia 1934 r. rada wybrała prezydentem Łodzi posła SN, wybitnego przedstawiciela „starych” w stronnictwie, Stanisława Rymara, zaś wiceprezydentami, właśnie Kazimierza Kowalskiego i również przedstawiciela „starych” prof. Zygmunta Podgórskiego. 8 czerwca 1935 r. minister spraw wewnętrznych Zyndram-Kościałkowski podważył wynik wyborów, nie zatwierdzając ostatecznie nowych władz Łodzi. Wkrótce SN ogłosiło bojkot wyborów do Sejmu w 1935 r.

Kazimierz Kowalski wśród członków Koła SN „Grzybów” – 19 lutego 1939

W następnych wyborach samorządowych SN nie odniósł już takiego sukcesu, ale był znaczącą siłą (30,38% głosów i 37,50% w 1936 r.; 16,44 % głosów i 21,42 % mandatów w 1939 r.) w mieście obok PPS i organizacji żydowskich i niemieckich (te cztery podmioty zdobywały ok. 85% głosów).

Można więc powiedzieć, że na gruncie polskim w Łodzi, w czasach Kazimierza Kowalskiego toczyła się walka pomiędzy wpływami klasowymi (PPS), a narodowymi (SN), zaś organizacje mniejszościowe miały bardzo dużo do powiedzenia.

W wysoce skonfliktowanych politycznie latach 30-tych sytuacja łódzka jawiła się jako szczególnie trudna. „Pluralistyczny charakter łódzkiej tożsamości”, „wielokulturowość Łodzi”, bazujący na tych założeniach „Festiwal Czterech Kultur”, to nie rzeczywistość historyczna, ale bajka stworzona na potrzeby zagospodarowania umysłów nie znających swej historii łodzian po 1989 r. Bajka równie prawdziwa, jak nie tak dawno opisywana przeze mnie wielokulturowa „rzeczpospolita przyjaciół” w ujęciu Prezydenta RP.

Zamieszkiwanie różnych narodów i kultur w jednym miejscu nie oznacza automatycznie – i tak jest bez wątpienia w przypadku łódzkim – wytworzenia jakiejś wspólnej, wielonurtowej tożsamości. Zaprzeczeniem tezy o pluralistycznej tożsamości jest choćby powieść Reymonta „Ziemia obiecana”, ale faktycznie przeczą jej rzeczywiste dane. Polacy, głównie pochodzenia chłopskiego, znaleźli się w Łodzi w XIX wieku, jako tania siła robocza i byli bezwzględnie wyzyskiwani przez Żydów i Niemców.

Później obcy fabrykanci ucywilizowali się, jednak układ stosunków własnościowych, jeśli chodzi o środki produkcji, pozostał bez zmian. Kiedy nastała wolna Polska, myślący narodowo Polacy usilnie dążyli do zmiany stosunków. Dzisiaj nie zdajemy sobie sprawy, a niektórzy boją się po prostu formułować taką tezę, ale sytuacja, w której Polacy, coraz bardziej świadomi i pragnący być rzeczywistym i wykształconym, po latach zaniedbań i zaborowej niemożności edukacji dla mas, gospodarzem własnego kraju, musieli akceptować nie polską własność w przemyśle, nadreprezentację mniejszości w wielu kluczowych zawodach, była na dłuższą metę nie do utrzymania.

Wiele mówią dane odnośnie struktury narodowościowej własności i zatrudnienia łódzkiego przemysłu w latach 30-tych: Łódź miała 56,3% ludności polskiej i 34,5% Żydów; 69% robotników to byli Polacy, Żydzi 19%; wśród samych Polaków 77% było robotnikami; to Żydzi byli jednak właścicielami aż 77,4% wszystkich zakładów pracy najemnej, Polacy tylko 7%. („Skład społeczny Stronnictwa Narodowego w Łodzi w latach 1936-1939” [w:] „Rocznik Łódzki” T. XXXVII, 1987, s. 283-286.).

Taka jest prawda o „pluralistycznym charakterze łódzkiej tożsamości”. Łatwo jest dzisiaj potępiać i wykpiwać ostry (z dzisiejszego punktu widzenia zapewne za ostry) język politycznej walki i konfrontacji, trudniej natomiast spojrzeć na problem z perspektywy ówczesnych czasów i uczestników tamtych wydarzeń.

„GW” i wojewoda przeszli do porządku dziennego nad tymi elementami życiorysu Kazimierza Kowalskiego, które stanowią o istocie jego roli politycznej i historycznej. W kwietniu 1939 r., Kowalski, który „podziwiał” hitlerowców, i któremu „nie przeszkadzało”, wystąpił z niezwykle istotnym przemówieniem antyniemieckim, w którym ostrzegał przed zbliżającą się wojną z Niemcami i formułował zadania i cele polskie. Współautorem przemówienia był Jędrzej Giertych, zostało ono później wydane jako broszura Polska wobec Niemiec. W zasadzie były to dwa wystąpienia, najpierw 2 kwietnia 1939 r. w Łodzi, a później 30 kwietnia w Warszawie. Przemówienia Kowalskiego odbiły się szerokim echem w kraju, cytowali je z aprobatą nawet przeciwnicy polityczni SN.

Kazimierz Kowalski stwierdził wówczas m.in.:

„Dziś jest już rzeczą widoczną, że nieuchronnie zmierzamy ku wojnie europejskiej. (…) Do wojny tej zmierzają Niemcy. Toteż na Niemcy spadnie odpowiedzialność za tę wojnę oraz za rozlew krwi i zniszczenie dóbr moralnych i materialnych, które ona spowoduje. (…) Dzisiaj system stworzony przez traktat wersalski leży w gruzach. (…) A ponieważ życie nie znosi próżni, na gruzach jednego porządku automatycznie wyrasta porządek inny: wyrasta „Imperium Germanicum”, oparte o zasadę niemieckiego panowania nad siecią protektoratów. A między „Imperium Germanicum”, a niepodległością Polski kompromisu być nie może. (…)

Dzisiaj nie czas już na nowe kompromisy, ale czas już najwyższy na postawienie tamy pochodowi zdobywczemu Trzeciej Rzeszy. (…) Czas już by Niemcy uprzytomniły sobie, że w zbliżającej się wojnie będą miały Polskę przeciw sobie. Naród polski przeciwstawi się nie tylko wszelkiej próbie zamachu Niemiec na bezpośrednie interesy Polski, ale również i dalszemu wzrostowi potęgi Niemiec – obojętnie, w która stronę Europy ona by się skierowała. (…) Polska przypomni sobie, że Dmowski walczył o Opole, o Gdańsk, o Prusy Wschodnie, o Słupsk i Piłę. (…)

Jeżeli Francja dąży dziś (…) do ustalenia swej granicy militarnej na swej granicy naturalnej – na Renie, to i Polska może się upomnieć o swą granicę militarną na dawnej rubieży historycznej, na linii Sudetów i dolnej Odry”.

Tak mówił, jako przywódca wielkiego stronnictwa, jako jeden z wybitnych polskich polityków, prezes Stronnictwa Narodowego Kazimierz Kowalski w kwietniu 1939 r. Nie tylko zdecydowanie sprzeciwiał się agresywnej polityce hitlerowskich Niemiec, ale też formułował prawo Polski do powrotu na linię Sudetów i Odry. Spełnienia tej zapowiedzi nie dożył. Endecki program zachodni doszedł do skutku trzy lata po jego tragicznej śmierci. To m.in. za te słowa był uważany za groźnego wroga Niemiec i poszukiwany podczas okupacji niemieckiej.

Aresztowany przebywał na Pawiaku i w łódzkim więzieniu przy ul. Sterlinga. W zachowanych listach do rodziny jawi się jako człowiek pełen optymizmu, spokojny, troszczący się o rodzinę i ufający Bogu. 20 marca 1942 r. okupant niemiecki wyznaczył 100 Polaków do likwidacji za zamach na dwóch urzędników niemieckich. Kazimierz Kowalski zginął tego dnia rozstrzelany na Placu Stodół w Zgierzu wraz ze swym bratem Bolesławem i 98 innymi Polakami. Ciała wrzucono do zbiorowej mogiły w lesie po lewej stronie drogi Zgierz-Ozorków.

Dla środowiska „GW” powyższe fakty nie mają znaczenia – liczą się wyłącznie słowa wypowiadane w ferworze kłótni politycznej i polityczna walka z Żydami w latach 30-tych, na którą spogląda się bez kontekstu czasu i miejsca, bez konfrontacji z kontekstem sytuacji międzynarodowej, i która ma dyskwalifikować zaangażowane w nią osoby na wieki wieków, tak, że nie mają one mieć prawa do upamiętnienia choćby w postaci nazwy ulicy.

Ekskluzywizm mesjanizmu żydowskiego został tu zastąpiony przez ekskluzywizm historyczny, gdzie wszystko musi obracać się wokół Żydów na warunkach przez nich samych określonych. Wojewoda łódzki ulegając „GW” utwierdza to środowisko w przekonaniu, że droga, którą zastosowało wobec Kazimierza Kowalskiego jest słuszna i skuteczna.
Może tylko dziwić, że „GW” kręcąc nosem, ale jednak akceptowała marsz 11 listopada prezydenta Bronisława Komorowskiego, który składał wieńce znienawidzonemu Dmowskiemu. Dziwić może, że ludzie „GW” byli w stanie potraktować niegdyś inaczej np. Jana Dobraczyńskiego.

Wspomnę najpierw fragment słynnego tekstu Jana Dobraczyńskiego „Obowiązek antysemityzmu” z „Myśli Narodowej” nr 6 z 6 lutego 1938 r.:

„Talmud przeżarł duszę współczesnego żyda i to nie tylko dlatego, aby był złym w każdym swoim wierszu, ale dlatego, że jest zbiorem sprzeczności i szkołą obłudy. Książka, która na tej samej stronie nakazuje kochać i nienawidzić, litować się i pogardzać, być uczciwym i oszukiwać, samą swą konstrukcją truje i zakaża. (…) Człowiek może bardzo nisko upaść ale zawsze potrafi jeszcze kogoś kochać. Natomiast książka, która uczy jednocześnie miłości i nienawiści, popycha grupę do walki ze światem. Czyni z żydów wrogów całego świata”.

A jednak Michał Głowiński, jedno z dzieci żydowskich uratowanych przez Dobraczyńskiego we współpracy z Ireną Sendlerową, w czasie wojny, potrafił napisać w „GW” 3 lipca 1999 r. w tekście „Tajemnica Dobraczyńskiego”:

„Kiedy poproszono mnie, bym napisał opinię dla Yad Vashem, izraelskiego instytutu przyznającego odznaczenia tym, którzy ratowali Żydów, nie wahałem się ani chwili, uczyniłem to natychmiast w pełni świadom, że spełniam elementarny obowiązek wdzięczności. Można powiedzieć w stylu nieco archaicznym: Dobraczyński wykazał się w czasach okupacji cnotami heroicznymi, w najwyższym stopniu zasługującymi na podziw i symboliczne upamiętnienie.

Jego czyny były powszechnie znane, należałoby się zatem dziwić, że sprawa przyznania medalu wypłynęła tak późno, kiedy był już schorowany – i wycofał się z życia publicznego. Jak słyszałem, sam o tym zdecydował, by w latach poprzednich sprawy nie wszczynać, bo dla wielu mogła być kłopotliwa (…). (…) Przed wojną Dobraczyński wielokrotnie powracał do problematyki żydowskiej, była ona jednym z głównych tematów jego publicystyki, ogłaszanej w czasopismach skrajnej prawicy narodowej, przyznającej się do katolicyzmu. Należał do całkiem pokaźnej w latach 30. grupy siewców nienawiści. (…) I ten właśnie człowiek ma ogromne zasługi w ratowaniu żydowskich dzieci w czasie, gdy groziła za to kara śmierci!

Podjął tę akcję, oczywiście, w pełni świadomy ryzyka, jakie się z nią wiąże. Pracował w Radzie Miejskiej, w wydziale zajmującym się sprawami społecznymi, to jemu właśnie podlegały domy dziecka, w tym ten, który miał charakter przelotowy, to znaczy dawał na krótko schronienie dzieciom porzuconym i bezdomnym, by je następnie wysyłać do sierocińców. I do tego domu, w którym przebywać można było tylko kilka dni, przyjmował dzieci żydowskie, co zakładało sporządzenie fikcyjnego wywiadu i nadanie – jeśli tego nie uczyniono wcześniej – z polska brzmiącego imienia i nazwiska. Istnienie takiej przechowalni miało ogromne znaczenie, gdyż danie schronienia choćby na kilka dni równało się często uratowaniu życia”.

Jedno słowo wypada poświęcić SLD i innym organizacjom lewicowym w Łodzi, które same nie wystąpiły z atakiem na Kowalskiego, ale później natychmiast ochoczo poparły histeryczny atak „GW”. Jak czytelnicy „Myśli Polskiej” wiedzą, kierując się nie tylko własnym endeckim, ale i ogólnie polskim spojrzeniem na historię, uwzględniającym inne tradycje polityczne, staram się godzić stanowiska różnych opcji i znaleźć coś w rodzaju „złotego środka” pamięci historycznej. Dlatego przeciwstawiam się wycinaniu z historii Polski działań i osób związanych z – użyję pewnego skrótu myślowego – lewicową tradycją myślenia o Polsce, wszędzie tam, gdzie na obronę ta tradycja w moim przekonaniu zasługuje.

Niestety, ludzie lewicy współczesnej, także SLD, nie postępują podobnie. Doklejają się do „GW”, bo atakuje PiS, ale żadnej refleksji w tym nie ma. Bronią pl. Wilhelma Szewczyka, bo przemianowano go na pl. Kaczyńskich, choć nie mają pojęcia, że głosił przed wojną poglądy, który bez trudu pozwalają go zakwalifikować tak, jak Kazimierza Kowalskiego – jako skrajnego antysemitę (vide artykuł kol. Motasa). Kowalski zły, Szewczyk dobry? Nie, tu trzeba zakwestionować nie osoby, ale metodę myślenia o polityce historycznej. Ta w wydaniu PiS jak i ta w wydaniu „GW” są skażone ideologicznie w równym stopniu, różnią się tylko wektorami w niektórych aspektach.

W ostatniej części przedstawię dowody na to, że przyjęcie optyki „GW” oznaczałoby w istocie wykreślenie z polskiej pamięci historycznej postaci o wiele bardziej znanych od Kazimierza Kowalskiego i hołubionych, także, według nie do końca sprecyzowanego kryterium, na łamach gazety Adama Michnika.

CDN
Adam Śmiech

Jest to dokończenie artykułu pt. „Dekomunizacja, Kowalski, Szymanowski, Tuwim i inni… antysemici”, który ukazał się w numerze 1-2/2018.
Zob. http://mysl-polska.pl/1443
lub https://marucha.wordpress.com/2018/01/07/kowalski-szymanowski-tuwim-i-inni-antysemici-1/

Myśl Polska, nr 3-4 (14-21.01.2018)
http://mysl-polska.pl

I tak to jest… jedno dziennikarskie gówno z „Wyborczej” wysmaży pełen kłamstw paszkwil, a potem nie da się tego odkręcić. Bo kto czyta propolskie, niszowe media?
Admin

REKONSTRUKCJA CZY CYROGRAF Z PAŁACEM ?

Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy – kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

sobota, 2 grudnia 2017

REKONSTRUKCJA CZY CYROGRAF Z PAŁACEM ?

W roku 2005, prezes PiS pomylił się „tylko” o nominacje Marcinkiewicza i Sikorskiego. Konsekwencje tych błędów mogły wówczas zdecydować o klęsce wielu projektów nowego rządu, w tym, o  zaniechaniu sprawy najważniejszej – likwidacji „długiego ramienia Moskwy”.
Dziewięć lat później, pan Kaczyński popełnił „błąd” bardziej tragiczny w skutkach, rekomendując Andrzeja Dudę na stanowisko głowy państwa.
Określenie „błąd” musi być ujęte w cudzysłów, ponieważ nie mam żadnej pewności, czy tym razem „komputer” pana Kaczyńskiego nie dokonał wyboru w pełni świadomego, intencjonalnego.
Naprawa personalnych błędów prezesa PiS odbywa się zwykle pod przykryciem tzw. mechanizmów demokracji i jest dokonywana podczas zabiegu zwanego „rekonstrukcją rządu”.
W lipcu 2006 roku, błędy skorygowano w sposób możliwe najprostszy – przyjmując prośbę o dymisję, złożoną przez samego premiera Marcinkiewicza. Identyczną metodą – poprzez prośbę o dymisję „wyregulowano” też sprawę Sikorskiego.
Dziś taki zabieg byłby mocno utrudniony, dlatego mitolodzy demokracji muszą wysilić się na  większą inwencję. Tym większą,że sytuacja jest zdecydowanie trudniejsza.
Jeśli po dwóch latach  piętrzenia medialnej zasłony propagandowej, „wybudzenie” Andrzeja Dudy, było zaskoczeniem dla pana Kaczyńskiego, mielibyśmy dowód politycznego infantylizmu prezesa PiS, zaś  naprawa  „błędu” mogłaby okazać się niewykonalna.
Jeśli jednak operacja „wybudzenia” została zaplanowana i stanowi jeden z warunków postawionych przez „akuszerów” nowego rozdania,  reakcja szefa PiS powinna uwzględniać reguły narzucone „zwycięzcom” z roku 2015. Musi też prowadzić do odblokowania tych projektów „dobrej zmiany”, które najmocniej oddziałują na emocje społeczne. Po tym, co wydarzyło się w lipcu br. , dalsze „straty wizerunkowe”, byłyby nazbyt groźne.
Dzięki szybkiej interwencji dyspozycyjnych „wolnych mediów” udało się już uniknąć skojarzenia „zdrady” Andrzeja Dudy z osobą prezesa PiS. O ile wybraniec pana Kaczyńskiego jest dziś nawet (umiarkowanie) krytykowany przez rządowych żurnalistów, o tyle ten, który uszczęśliwił wyborców kandydaturą pana Dudy, bywa nieodmiennie przedstawiany jako polityczny geniusz, największy strateg i jedyna nadzieja Polaków.
Gdy przed dwoma miesiącami napisałem, że „nie ma żadnych podstaw, by rozdzielać (jak czynią to propagandyści) zachowania prezydenta od intencji pana Kaczyńskiego. To on ponosi całkowitą odpowiedzialność za „wybudzenie” Andrzeja Dudy, za prezydencką frondę i mistyfikację „dobrej zmiany”. Nie ma asymetrii w tych postawach. Jest za to kolejna klęska „złożonej strategii” szefa PiS, który wzorem użytecznych głupców z lat komuny, mógł uwierzyć, że idąc na „kompromis” z bestią, uda się stworzyć lub ocalić dobro” – akapit ten był cytowany jako dowód szalonych „teorii spiskowych”  i  „niepohamowanego krytykanctwa” autora.
Przyznaję, że rządowe „wolne media” dokonały solidnej roboty propagandowej i skutecznie oddzieliły „zdradę” Andrzeja Dudy od „zdrowego korzenia” Prawa i Sprawiedliwości. Równie wyśmienitym posunięciem, było ogłoszenie (niemal natychmiast po lipcowych wydarzeniach) zamiaru „rekonstrukcji rządu” oraz rozgrywanie tego tematu przez kolejne miesiące.
Zakładam, że już wówczas pan Kaczyński musiał wiedzieć, iż przyjdzie mu naprawiać własne błędy polityczne i „dogadywać się” ze środowiskiem prezydeckim. Jedno z narzędzi mitologii demokracji, doskonale nadawało się do oszukania wyborców i ukrycia przed nimi prawdziwej przyczyny „rekonstrukcji”.
Prezes PiS nie może dokonać zmiany prezydenta ani wpłynąć na decyzje ośrodka prezydenckiego. Może jednak stworzyć rząd, który w większym (niż dotychczas) stopniu będzie respektował interesy tego ośrodka, a jednocześnie, potrafi przeciwstawić się dalszym roszczeniom.
W takiej konstrukcji, ewentualna wymiana Beaty Szydło na Jarosława Kaczyńskiego, byłaby nie tylko próbą zniwelowania skutków „błędu” z 2015 roku, ale sposobem na ustanowienie mocnego i niepodlegającego dalszym naciskom przywództwa.
W ramach tej konstrukcji, Pałac Prezydencki dostałby wolną rękę w sprawach polityki zagranicznej (zmiana szefa MSZ) i gospodarczej (dalsze poszerzenie władzy M.Morawieckiego) oraz gwarancje wpływu na kwestie obronności.
Dążeniem A.Dudy (jako kontynuatora polityki B.Komorowskiego), jest oczywiście dymisja szefa MON, ale nie można wykluczyć, że ośrodek prezydencki zadowoli się mniejszymi ustępstwami. Na przykład – rezygnacją z ustawy degradacyjnej i przyjęciem propozycji BBN w kwestiach systemu dowodzenia armią lub odebraniem Antoniemu Macierewiczowi służb wojskowych i przekazaniem ich pod nadzór ministra M.Kamińskiego. Można tego dokonać w ramach wielokrotnie anonsowanej (i wstrzymywanej) reformy służb specjalnych. Taka operacja „odrąbania rąk”, wpłynęłaby kojąco na nerwy ludzi, którym antyrosyjskie działania kontrwywiadu kojarzą się z „esbeckimi metodami”.
Gdyby to rozwiązanie nie satysfakcjonowało A. Dudy i miało dojść do dymisji Macierewicza, również ta decyzja zostanie szybko i skutecznie rozgrzeszona.
Jeśli stanowisko premiera obejmie Kaczyński, wyborcy niechybnie usłyszą o „ogromnym wzmocnieniu i najlepszej gwarancji dobrej zmiany”. Obowiązki szefa MON może wówczas przejąć polityk formalnie „namaszczony” przez prezesa PiS, a on sam zapewni elektorat, że reformy  ministra Macierewicza „nie są zagrożone”.
Jeśli premierem pozostanie pani Szydło, partyjna narracja może sięgnąć po sprawdzony argument o „wygaszaniu szkodliwych sporów” oraz wytłumaczy się dążeniem do „konsensusu, który pozwoli zachować spójność zjednoczonej prawicy”. Nie na próżno wmawia się wyborcom PiS, że tylko tego rodzaju „zjednoczenie” (z menażerią egzotycznych postaci ) zapewni „prawicy” kolejne lata szczęśliwych rządów.
Z  perspektywy, w jakiej oceniam pomysł „rekonstrukcji”, jest on przede wszystkim  metodą naprawienia „błędu” pana Kaczyńskiego – czyli wyrazem kolejnego porozumienia w ramach nowego rozdania z roku 2015. Szef partii rządzącej został zmuszony do szukania „konsensusu” ze środowiskiem prezydenckim, a obraz „zrekonstruowanego rządu” będzie świadczył o zakresie tej ugody.  Zasada, o której wielokrotnie wspominałem – „gwarantem zachowania status quo jest ośrodek prezydencki i jakiekolwiek spory w tym zakresie, będą rozstrzygane na korzyść tego ośrodka”- jest jednym z systemowych dogmatów III RP.
Byłoby nierozsądne, gdyby po operacji smoleńskiej, która „skorygowała” systemową pomyłkę – prezydenturę Lecha Kaczyńskiego, dopuszczono do podważenia tej fundamentalnej zasady.
Fronda pana Dudy musiała być na tyle dotkliwa, by uzmysłowić prezesowi PiS, że bez  kolejnych ustępstw (na rzecz poszerzenia władzy prezydenckiej) nie będą możliwe, choćby symboliczne „dobre zmiany”. Jeśli więc politycy PiS myślą o fruktach drugiej kadencji, a rządowi żurnaliści o kolejnych latach prosperity – „spór na prawicy” musi zostać zażegnany.
O cenę tej „rekonstrukcji” i tak nikt nie zapyta.

81 komentarzy:

  1. Szanowny Panie Aleksandrze,

    Tuzy powożenia „ludem” ze „strefy wolnego(?)słowa” słowem sie nie zająkną na temat „siłowników ośrodka prezydenckiego”, a przecież gołym okiem widać, że nie są to tchórzo-fredki z pierwszych stron gazet, bo Gołowąs, Soloch, czy Łapinski, to jedynie mapety w ich rękach. Jak wyznawcy Kaczyńskiego łykają jego porażkę w starciu z mapetami, skoro nie dopuszczana jest do nich opcja „ciemnej strony mocy”? Jak godzą się ze stawianiem w kącie ich idola, nieomylnego „wielkiego stratega’? Napisał Pan o tym w swoim tekscie, ale odpowiedź na te pytania to miażdżąca ocena braku kwalifikacji wyborczych/demokratycznych „ludu”. To wreszcie wykładnia konieczności „Długiego marszu przeciwko mitom”. W istniejącaj rzeczywistości manipulatorów i manipulowanych nic dla Polski nia ma prawa się udać. Idziemy po Polskę!

    Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz

  2. Jestem pewien, że cenę za „rekonstrukcję” rządu zapłaci Antoni Macierewicz, przez Polonię uważany za Ostatniego Rycerza Rzeczpospolitej.

    Nie możemy dopuścić do Jego marginalizacji. Warszawski szczyt NATO, to zasługa AM. Obecność wojsk NATO w Polsce, to też zasługa MON. Sen o BBN, jako nad-MON, jest niezwykle szkodliwy.

    Wysiłki, czynione przez AM jeszcze od spotkania jego z Reaganem, sprawiły, że jest jedyny i najlepiej postrzegany polski polityk w Waszyngtonie.

    Sukces wyborczy PiS wśród Polonii amerykańskiej, to osobista zasługa i gigantyczna praca wykonana właśnie przez Macierewicza.

    Odpowiedz

  3. Szanowny Panie Aleksandrze,

    Napisałem niedawno krótko na ten temat
    http://blogmedia24.pl/node/79022
    ale gdzież mi do Pańskiej precyzyjnej analizy sytuacji, pisanej – jak sądzę – w kluczowym momencie. Możemy mieć tylko nadzieję (słabą), że wynikające z tej oceny zachowania („frukty” i „żurnaliści”) pójdą jednak innym torem. Co do ośrodka prezydenckiego mamy już pełną jasność.
    Sławomir Cenckiewicz komentując na tweeterze skandaliczne zablokowanie awansu na pierwszy stopień oficerski w SKW skrytykował wypowiedzi ministra Solocha, który zamiast odnieść się do info o blokadzie, opowiadał, ileż to już Duda w tym roku awansów podpisał. Zasłaniał skandal statystyką…
    Wstrzymywanie się w sprawie awansów w SKW może być zapowiedzią słuszności Pańskiego przewidywania o przejściu służb pod pieczę min. Kamińskiego (a wtedy Soloch z Dudą dostaną możliwość czynienia skolko godno). Medialna „obróbka” tej blokady potwierdza też kondycję okołorządowych żurnalistów. Bo przecież o sprawie poinformowała pierwsza „Gazeta Wyborcza”, podczas gdy wspomniane media solidarnie nabrały wody w usta.
    Prof. Cenckiewicz zamieścił także ciekawy opis atmosfery pałacowej: „Zastanawiam się czemu to wszystko służy… Ta pasja walki z Macierewiczem na każdym kroku. Kolegę spotkałem z Kancelarii Prezydenta który mówił mi o obsesji antyMacierewiczowej, która opanowała ten urząd do samego dołu urzędniczego”.
    Zaczadzenie TVNem? Wieloletnia, sowiecka nienawiść do Macierewicza ciągnąca się od lat 70-tych (w roku 1977 po spotkaniu AM z młodzieżą akademicką w Gorcach, gdy AM zamykano do więzienia, w „Trybunie Ludu” ukazał się paszkwil: „Macierewicz uczy młodzież, że krew jest smarem historii”)?
    Co by to nie było, świadczy jak najgorzej o prezydencie, który konserwuje w kancelarii ludzi nie tylko nie potrafiących myśleć propaństwowo, ale też owładniętych chorą, atawistyczną obsesją.

    Bardzo dziękuję za tekst i pozdrawiam

    Odpowiedz

  4. Szanowny Panie Aleksandrze

    Po lekturze Nudis Verbis (już wiemy dlaczego Pana dlugo nie było 🙂 ) rozsądnym i słusznym rozwiązaniem ze strony p.Kaczyńskiego byłoby zostawienie Macierewicza ,Ziobry i Szyszki (choć jego resort ,aż tak strategiczny nie jest) na stanowiskach. W antypolskich mediach na te osoby największy atak jest prowadzony.Co prawda ,raz pan Ziobro „numer wywinął” lecz można to złożyć na potrzebę zaspokojenie własnych ambicji. Myślę, że pan Ziobro wie o co toczy się walka.
    Czy nie powinien pan prezes przeprowadzić kontrataku i wymienić ministrów , ktorych wspomniane media tolerują a nawet czasami chwalą tj. Morawieckiego i Gowina. I tu przy panie Gowinie zatrzymałbym się na chwilę. Wróbelki ćwierkają , że Gowin miałby tworzyć tzw. skrzydło prezydenckie. Czy nienależałoby się go pozbyć chirurgicznym cięciem ,poprzedzonym odowiednią „narracją” z szeregów PiSu zważywszy na jego partyjną przeszłość.

    Jak Pan slusznie zauważył nawet prawicowi publicyści i redaktorzy obnażyli prezydencką woltę. Ostatnia artykuł i stanowcza linia apropos przepoczwarzenia Prezydenta Dudy w Dudaczewskiego odczytuję jako przejscie do kontry NASZEJ strony. Ojciec dyrektor zainicjował tę kontrę podczas niedawnego wywiadu w pałacu prezydenckim.

    Kolejną ważną kwestią była Tłiterowa akcja osłonowa #MuremZaMacierewiczem zapoczątkowana przez niezależną telewizję IdźPodPrąd. Widzowie finansujący ten medialny projekt ,gdzie codziennie od poniedziałku do piątku sprawy polskie są komentowane z narracją propolską, powołują właśnie swoją partię polityczną. Mottem przewodnim partii Ruch 11 Listopada jest antykomunizm. Nie ukrywam ,że gorąco im kibicuję.

    Wojna o umysły trwa a przeciw nam duże siły się zjednoczyły. Ale jak to pan Macierewicz mawiać lubi „jestem osobą z natury optymistyczną” czego kazdemu życzę.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz

  5. Pan Prezes Jarosław Kaczyński musi albo wydać wojnę ośrodkowi prezydenckiemu albo na zdradzi sprawę Polski, tę, której jego brat – najbliższy mu w całym życiu człowiek,najwierniejszy przyjaciel – poświęcił życie.

    Oprócz zobowiązania wobec Polski, Premier Kaczyński ma zatem również zobowiązania wobec Brata i idei, którą obaj kiedyś żyli. Czy Pan Kaczyński żyje tą ideą nadal?

    Jeśli żyje, to – jak wiadomo od czasów Aleksandra Macedońskiego – węzły rozsupłuje się w sposób prosty: mieczem. Należy zrekonstruować rząd, ponownie zostać premierem i dać pełne poparcie Panu Antoniemu Macierewiczowi. Tu należy szukać korzyści ze zjednoczenia, nie w wirtualnym świecie „zjednoczonych wyborców”.

    Działając razem, panowie Kaczyński i Macierewicz mają szansę, aby Polskę trwale wyleczyć z posowieckiego chłoniaka. Należy pamiętać, iż liszaje na skórze Rzeczpospolitej – czy to dudaczewskie, czy komorowskie – są jedynie zewnętrznymi objawami niszczącej organizm choroby: po ekstrakcji prawdziwych ognisk chorobowych, te zewnętrzne objawy ustąpią, zanikną, a skóra wróci do zdrowia.

    Trzeba, aby dłoń, lancet, wola i oko – współdziałając – dokonały operacji.

    Pozbawienie życia chłoniaka nie niesie ze sobą żadnych skutków etycznych lub moralnych. O tym także warto pamiętać.

    Odpowiedz

  6. Jestem za… Tak powinno sie stac!

  7. Objecie funkcji premiera przez pana Kaczyńskiego będzie równoznaczne ze zwolnieniem pana Macierewicza . Po prosti zgodu na niego nie wyrazi PAD . Mniejszym złem jest pozostawienie tego rządu z równoczesnym wprowadzeniem kilku zmian(np.Gowin out). Ale obawiam się że doprowadzi to do rozpadu tzw Zjednoczonej Prawicy.Prezes jest szachowany z dwóch stron . Zatem może lepiej by było doprowadzić do przedwczesnych wyborów .Pojawiły się nowe ruchy , które mogą wiele zmienić . Czasami kpalicja może być lepsza niż tzw.zjednoczenie które jest tylkopozorem takiego.

  8. W tym wszystkim co Pan pisze jest jeden maly problème…Polacy, w tym j’ai,po wieloletnich kompromitacjach urzedu prezydenckiego,jak rowniez faktu,ze jest on zarzewiem konflikt, nie widza zadnego sensu istnienia tego urzedu

    Odpowiedz

  9. 1.
    Czy J. Kaczyński może przehandlować ministra A. Macierewicza?

    Owszem, może. Niestety, właśnie tak oceniamy J. Kaczyńskiego, że on jest do tego zdolny. I to nie tylko my tu ale to jest raczej powszechne przekonanie ponieważ dla pisoskich lemingów zdradzenie A. Macierewicza (a co za tym idzie własnego brata – prowadzenie sprawy smoleńskiej) będzie manewrem, jakąś zaledwie roszadą polityczną, kolejnym genialnym posunięciem genialnego stratega.
    Wspólne stanowisko z panem Dudą w sprawie Aneksu jest tu wskazówką. Protesty „radykałów” uciszono i zostało to łyknięte bez zająknięcia.

    2.
    Przez prawie dwa lata elektorat zaczął się przyzwyczajać jak to jest gdy Oni się boją a My zaczynamy powoli wygrywać. Przyznajmy, że jest zmiana w porównaniu z czasami PO. Dlatego Duda zadał cios psychologiczny w spektakularny sposób bo ten entuzjazm mógłby się rozlewać szerzej, ludzie mogliby zacząć sobie wyobrażać, że Polska należy do nich.

    3.
    @rodakvision 12 grudnia 2017 00:56
    O właśnie, zła Zosia, Czerepach i jakiś Adrian z kabaretu – to mają być rzekome powody, że Duda taki zmieniony jakoby urok padł na niewinną białogłowę.

    A Duda musi mieć plecy w postaci bardzo silnego lobby. Kasta w sądach i kasta w wojsku.

    4.
    Urząd prezydenta, jak już zauważono, jest w IIIRP kontrolować z zewnątrz najłatwiej (w porównaniu ze skomplikowaną i rozbudowaną maszynerią partyjną). Począwszy od Jaruzelskiego, przez Bolka, Alka, Brąka – Duda wpisał się właśnie w ten poczet.

    Odpowiedz

  10. Do wszytkich maszerujących,
    Na stronach marszu #przeciwmitom mamy nowy dział – Poczet Śmiałych, ludzi którzy warzyli się rzucić wyzwanie zamialczającym Aleksandra Ściosa i jego najnowszą książkę „Nudis verbis przeciwko mitom”. Poczet otwierają Panowie: Paweł Toboła Pertkiewicz, Jerzy Taragalski i Bogdan Zalewski. Brawo i dziękujemy! http://www.rodaknet.com/rp_aktualnosci_2017_dlugi_marsz_przeciwko_mitom_poczet_smialych.html

    Pozdrawiam Państwa i proszę o nieustawanie w promocji książki.

    Odpowiedz

  11. #MuremZaMacierewiczem sprzeciw społeczny trzeba pokazać pisowskim sprzedawczykom interesów Polski

    Odpowiedz

  12. Panie Aleksandrze , dlaczego PAD ułaskawił pana Kamińskiego Mariusza ?

    Odpowiedz

  13. Dede,

    Nie wiem i przyznam, że niespecjalnie mnie to interesuje.

  14. Oczywiście nie oceniam tego pana i być może jest całkowicie niewinny. Ale niektóre wznikłe później sytuacje dają troszkę do myślenia.

    Odpowiedz

  15. Rodakvision,

    Szanowny Panie Mirosławie,

    Zadał Pan dobre pytanie – „Jak wyznawcy Kaczyńskiego łykają jego porażkę w starciu z mapetami, skoro nie dopuszczana jest do nich opcja „ciemnej strony mocy”? Jak godzą się ze stawianiem w kącie ich idola, nieomylnego „wielkiego stratega’?”.
    Kłopot w tym, że wyznawcy pana Kaczyńskiego nie zaprzątają sobie głowy takimi problemami więc i na to pytanie nie potrzebują szukać odpowiedzi.
    Określenie – wytrych -”strategia prezesa” rozgrzesza wszelkie błędy, każdą głupotę czy podłość.

    Myślę też, że na kwestię relacji Kaczyńskiego z Pałacem, warto spojrzeć właśnie z perspektywy długiego marszu.
    Bo też, ani mnie bawi ani uważam za potrzebne drobiazgowe analizowanie tych relacji, a jeśli podejmuję taki temat, to tylko z jednego powodu.
    „Rekonstrukcja rządu”, jak i każda kolejna mistyfikacja z zasobu mitologów demokracji, służy oszukaniu Polaków. Jest metodą realizowania zakulisowych i szkodliwych dla nas geszeftów, przy pomocy narzędzi całkowicie dalekich od realiów III RP.
    Ileż cynizmu i fałszu jest w postawie tych luminarzy „niezależnych mediów”, którzy wprawdzie sugerują naciski Pałacu na pozbycie się ministra Macierewicza, czy w sprawie uzyskania wpływu na kwestie polityki zagranicznej, ale jednocześnie tumanią odbiorców bredniami o „silnej pozycji prezesa”, „autonomii pani premier” itp. wytworami propagandy.
    Jest głęboko nieuczciwe, jeśli dla zysku jakiejś grupki nieudolnych polityków, zmusza się nas do wiary w nieistniejące „mechanizmy demokracji” i każe uznawać owych polityków za wyrazicieli polskich interesów.
    Czegoś podobnego nie ma w żadnym cywilizowanym kraju, gdzie polityk jest człowiekiem wynajętym przez wyborcę do wykonania określonej roboty.
    Wierzyć w polityka – to już nawet nie zabobon, ale niewolnicze szaleństwo.
    Dlatego nie obchodzi mnie pan Kaczyński ani pan Duda. Ich relacje, gierki i uwikłania są mi całkowicie obojętne, tak jak mój los i los moich rodaków jest obojętny tym panom.
    Wiem natomiast, że ta „rekonstrukcja” jest działaniem wymuszonym przez środowisko A. Dudy i wszelkie jej mechanizmy sprowadzają się do „wypracowania konsensusu”, który zapewni realizację interesów akuszerów nowego rozdania z roku 2015. Jeśli nasi rodacy „przełkną” to oszustwo, przyjdą kolejne, coraz bardzie ordynarne i groźne, bo przemycane pod osłoną „dobrej zmiany”.

    Pozdrawiam Pana

    Odpowiedz

  16. Szanowny Panie Kazefie,

    „Nienawiść do Macierewicza” zawsze ma sowieckie korzenie. Nie może też dziwić, że znajdziemy ją w środowisku, które „dobrej zmianie” pozostawił B.Komorowski.
    Gdy przez dwa lata opisywałem konserwowanie w BBN i w Pałacu wszelkich „zdobyczy” komorowszczyzny, byłem posądzany przez wyznawców pana Dudy o robotę agenturalną.
    Pewien „nawrócony” nieszczęśnik, który przez te same dwa lata wypisywał hiper brednie o lokatorze Pałacu i budując mu propagandowy pomniczek niemiłosiernie atakował ministra Macierewicza, zestawił mnie nawet z miejscem, w którym stoi ZOMO. Tak dalece sięga nienawiść do wszystkiego, co kojarzy się z obecnym szefem MON.
    Ale ta „tradycja” jest przecież częścią „środowiska patriotycznego”. Ci sami, którzy deklarują dziś – „murem za Macierewiczem”, chętnie przyjmują przekaz podobnych nieszczęśników, zachłystują się niezależnością mediów, biorących udział w „esbeckim gambicie”, sławią mądrość prezesa, który publicznie wspierał haniebne akcje Pałacu oraz dobroć pani premier, która w jednym z ośrodków propagandy idiotycznie „dyscyplinowała” szefa MON.
    Jeśli jest to schizofrenia, to – z cała pewnością – ma sowieckie korzenie.

    Dziękuję Panu i pozdrawiam

    Odpowiedz

  17. Grzesiek Chochliczek,

    Być może niezbyt uważnie przeczytał Pan mój tekst, bo wzmianka o „interwencji dyspozycyjnych „wolnych mediów”, w żaden sposób nie oznacza, że „nawet prawicowi publicyści i redaktorzy obnażyli prezydencką woltę”.
    Przeciwnie – przez ostatnie dwa lata, ci ludzie robili wszystko co w ich mocy, by ukryć przed Polakami prawdziwe oblicze pana Dudy i budowali nad nim szczelną osłonę propagandową.
    Dopiero, gdy Duda dokonał rzeczy spektakularnej i odmówił podpisania ustaw sądowych, a jego ludzie zaczęli jawnie i arogancko atakować szefa MON, owi prawicowi publicyści musieli (podkreślam) odnotować te fakty.
    Musieli, lecz nie z powodu troski o wolność słowa i Pańskie prawo do niezależnej informacji, ale dlatego, że (umiarkowane) krytykowanie Dudy leżało w interesie prezesa PiS, który w ten sposób chce uzyskać lepszą pozycję negocjacyjną.
    To główny powód, dla którego luminarze tej publicystki piszą cokolwiek krytycznego pod adresem Pałacu i gdyby nie nakaz partyjny, nadal czytalibyśmy propagandowe laurki. Fakt, że w żądnym miejscu tych mediów nie pojawi się (choćby) wzmianka o odpowiedzialności pana Kaczyńskiego i jego roli w tragicznym wyborze A.Dudy, jest dostatecznym dowodem na prawdziwość mojej tezy.

    Bardzo mnie cieszą różnego rodzaju dowody poparcia dla ministra Macierewicza, ale nie przywiązywałbym zbyt wielkiej wagi do tego rodzaju deklaracji. Układ rządzący ma w głębokim poważaniu opinie wyborców i póki dysponuje instrumentami „rządu dusz”, nie musi obawiać się takich reakcji. Myślę też, że wielu z tych, którzy dziś wyrażają poparcie dla szefa MON, za rok lub dwa lata, będzie odpowiednio „uformowanych”.
    Teza – któż jak nie PiS”, wzmocniona emocjami „walki z opozycją” zrobi swoje i wyborcy szybko rozgrzeszą „strategiczny unik” prezesa Kaczyńskiego.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz

  18. Panie Przemku,

    Szczerze wątpię, by ludzie, o których rozmawiamy oceniali takie kwestie poprzez prymat etyki lub moralności.
    Jeśli prawdziwa jest hipoteza, że do wygranej A.Dudy w roku 2015 doszło na skutek ustaleń ze środowiskiem „akuszerów”, a ta wygrana miała otworzyć PiS-owi drogę do władzy, jakże pan Kaczyński mógłby wybrać „szansę, aby Polskę trwale wyleczyć z posowieckiego chłoniaka”?
    Czy nie należy się spodziewać, że wybierze raczej to, co zapewniło jego partyjnym kamratom objęcie państwowych stanowisk i nadal może zagwarantować drugą kadencję?
    Nie podejrzewam prezesa PiS, by był „marzycielem”, czyli posiadał ten wielki dar, jaki był udziałem marszałka Piłsudskiego.
    Pan Kaczyński jest raczej „pragmatykiem” i „partyjnym strategiem” -co oznacza, że wybiera to, co służy trwaniu u władzy i pomaga partyjnym interesom.
    Jeśli ma świadomość, jak naprawdę wyglądało zwycięstwo „dobrej zmiany” i ile zawdzięcza środowisku, które promowało pana Dudę, dokona wyboru zgodnie z tą „pragmatyką”.
    Może sobie na to pozwolić, ponieważ wmówiono nam, że PiS=Polska.

    Odpowiedz

  19. No tak, Makiawelli, rozdział XVIII – ‚W jaki sposób książęta powinni dotrzymywać wiary’.

  20. Marcin Ís,

    Trafnie Pan zauważył, że „wspólne stanowisko z panem Dudą w sprawie Aneksu jest tu wskazówką”. Podobnie, jak współudział w pierwszej odsłonie „esbeckiego gambitu”, która miała zastraszyć otoczenie szefa MON, ograniczyć go w polityce personalnej oraz osłabić ośrodek ministerialny i poddać go partyjnej „lustracji wizerunkowej”.
    Gdy premier, prezes i politycy PiS ochoczo włączyli się w nagonkę na ministra Macierewicza, w tekście „Esbecki gambit” z lutego br. pisałem – „Jeśli Jarosław Kaczyński włącza się w cele ataku wymierzonego w ministra Macierewicza, a trudno inaczej zinterpretować to zachowanie, konkluzja może być tylko jedna: nie jest to efekt błędu, ale świadomej intencji i przemyślanej strategii. Ten wniosek, może z kolei prowadzić do przypuszczeń, że pojawia się zamysł odsunięcia Antoniego Macierewicza od zarządzania ministerstwem obrony narodowej.
    Taka decyzja, z pewnością ucieszyłaby niemałe grono polityków PiS, uradowała „niezależnych” żurnalistów i została „ze zrozumieniem” przyjęta w Pałacu Prezydenckim. Ludzie, których jedynym celem jest druga kadencja i pełny portfel, muszą dostrzegać zagrożenie w „kontrowersyjnych” działaniach szefa MON i wzdrygać się przed perspektywą wskazywania winnych tragedii smoleńskiej.”

    W wyznawaniu takiej tezy, utwierdza mnie dziś partyjna narracja o „złym Andrzeju Dudzie i dobrym Jarosławie Kaczyńskim”. To znana odmiana komunistycznej „strategii nożyczek”.
    W kontekście psychologicznym, można ją porównać do koncepcji „dobrego i złego gliniarza”, w której jeden gra przysłowiowym „kijem”, drugi zaś oferuje „marchewkę”, zaś delikwent ma być przekonany, że ten „dobry” działa w jego interesie.
    Wzorcowym przykładem takiej narracji jest dzisiejszy tekst T.Sakiewicza – „Nie powielać polityki PR”:
    http://niezalezna.pl/210366-tomasz-sakiewicz-redaktor-naczelny-gazety-polskiej-apeluje-nie-powielac-polityki-pr
    Zwróciłem na niego uwagę na TT, bo ten tekst anonsuje rozwiązanie konfliktu (podobno nieistniejącego) na linii PiS-Pałac i przemyca tezę, zgodnie z którą Kaczyński zawsze – niezależnie co i jak zrobi- pozostanie politycznym herosem i jedyną nadzieją Polaków.
    Wychwalając więc „dobrego” prezesa PiS i zapowiadając, że jeśli „zły” prezydent doprowadzi do dymisji Macierewicza -”nie zagłosuję na Andrzeja Dudę w żadnych wyborach, nawet gdyby jego miejsce miał zająć Tusk” – Sakiewicz uprawia klasyczną demagogię.
    Bo – jakże ów „zły” Duda może doprowadzić do dymisji Macierewicza, jak nie za zgodą prezesa Kaczyńskiego?
    Czy można sobie wyobrazić, że taka decyzja zapadnie wbrew woli „naczelnego stratega”?
    A skoro nie można, to w jakiej pozycji stawia to szefa PiS i jaką nań nakłada odpowiedzialność?
    W tekście Sakiewicza nie znajdziemy takich odpowiedzi, a ponieważ media Sakiewicza „dorobiły” się już czytelników politycznie uświadomionych, nikt też nie zada naczelnemu GP równie „nieodpowiedzialnych” pytań.

    Odpowiedz

  21. PiS nie równa się Polska. PiS to mgła powstała z przepuszczenia partyjnych strategii, pragmatyzmu, strategicznych uników i przeróżnych mądrości etapu przez mikser Prezesa. Mgła dosyć gęsta wokół Prezesa a rzedniejąca po promieniu. To corpus delicti dzisiejszego układu. Z jądra wypadają w naszym kierunku postaci z wielkimi słowami na ustach, inne z gromkimi okrzykami a inne z rozwianym włosem i obłędem w oczach. Ale wszyscy są spreparowani. Bez wyjątku. Zarówno „silny strateg”, „najlepszy minister”, „autonomiczna premier”, „przebudzony prezydent” no i „tumaniący odbiorców bredniami”. Tuman – po rosyjsku mgła. Dlaczego opozycja jest tak nieskuteczna? Też błądzi we mgle? Jak doskonały jest nośnik który tak jak powietrze unosi parę wodną w prawdziwej mgle, unosi kurz wydobywający się z miksera pracującego w pobliżu Prezesa? Panie Aleksandrze już go Pan tu nie raz nazwał, nasz Mackiewiczu. Jak długo nie pozwoli mgle opaść. Miejscami chyba już coś widać. Gdzie Pan stoi Panie Aleksandrze że udaje się Panu tyle dostrzec?
    Jeśli chodzi o deklaracje poparcia to dla Pana mogą być one pozbawione wagi lub nawet niezrozumiałe. Jednak warto się przyglądać tym którzy je składają bo być może nie wszyscy dadzą się „uformować” i będą swoich deklaracji bronić do krwi. Środowisko z którego wyłania się partia Ruch 11 Listopada wydaje się przynajmniej w części zbudowane na fundamencie który może to gwarantować. Z drugiej strony działania o. Dyrektora też nie wydają się być budowane na piasku.

    Odpowiedz

  22. Nie jest niczym odkrywczym, że PIS nie równa się Polska. Tak jak, nie przymierzając, Piłsudski nie równa się II RP. Choć jest pewnym rechotem historii, że tak jak dla Marszałka Naród był wspaniały tylko ludzie k.. tak dla dzisiejszego stratega Polacy są zbyt głupi by stanowić wolny (przynajmniej od socjalistycznej maszyny biurokratycznej) naród. Możemy oczywiście klepaniem w klawiaturę użalać się nad naszym ciężkim losem zbiorowiska osób pretendujących do miana dumnego wolnego Narodu. Możemy pluć na JK, bo nie jest prawicowym politykiem na miarę najlepszych światowych wzorców. Możemy wylewać żółć (chyba najbardziej polskie słowo  ) z powodu ciągłych, skutecznych na domiar złego, działań rozbijających patriotyczne prawicowe ruchy polityczne. Ale zadajmy sobie jedno podstawowe pytanie: co sami zrobiliśmy/robimy, by skutecznie odmienić otaczającą nas rzeczywistość?
    Od dłuższego czasu zastanawiam się czy jest jakieś „oficjalne” środowisko, które można wesprzeć zarówno finansowo jak i pracą „u podstaw” i takiego środowiska nie znajduję (nie chodzi mi o wpłaty na konto pojedynczego człowieka, ale konkretne środowisko ludzi).
    W różnych miejscach Internetu można znaleźć grupki ludzi mających dobro Polski na sercu. Ale w sumie jak liczna jest to grupa ludzi? Ile z tych osób jest w stanie choćby drobną stałą wpłatą poprzeć „marsz”? Ile z tych osób rozumie o co jest ta gra?
    Wspomina Pan o Ruchu 11 Listopada. Nie mam wątpliwości, że są to ludzie ideowi. Ale mnie osobiście razi megalomania p. Chojeckiego. Trudno mi wesprzeć człowieka, który oskarża o zdradę na podstawie choćby jednej niepodobającej mu się wypowiedzi. Media o. Tadeusza o ile szalenie potrzebne nie mogły się oprzeć pragmatyzmowi i nie poruszają tematów zabronionych (jak chociażby wynika z wypowiedzi p. Sumlińskiego).
    Czy jesteśmy w stanie na tyle się zorganizować, by przeprowadzić choćby jedną skuteczną akcję?

  23. SEMANTYKA STOSOWANA

    Setna rocznica odzyskania niepodległości.

    Stulecie odzyskania niepodległości.

    Stulecie niepodległości.

    Sto lat Niepodległej!

    Odpowiedz

  24. Panie Aleksandrze,

    Jak Pan myśli, CO BĘDZIE DALEJ z samozwańczymi „sukcesorami” Marszałka?

    Może tak?

    – I będą się spotykali,
    rozstawali, śmiech na sali,
    siedem rzek, siedem gór
    między sobą obmyślali.

    A potem się nam pokłonią
    I to będzie farsy kres
    Spektatorzy pójdą spać
    ubawiwszy się do łez.

    Mała farsa z kupletami,
    trochę słońca, dużo śmiechu,
    trafny rys obyczajowy
    I oklaski.

    Tyle, że u tych z nas, którzy Polskę mają w sercach, a nie w zakłamanych orędziach,
    będzie to gorzki śmiech przez łzy. I upokarzające poczucie bezsilności…

    Pozdrawiam Pana serdecznie

    Odpowiedz

  25. Karol Krzeszewski, Rafał Stańczyk,

    Mój blog nie jest dobrym miejscem do prowadzenia jakiejkolwiek agitacji partyjnej, dlatego nie dopuszczam komentarzy, w których pojawiają się entuzjastyczne wzmianki na temat inicjatyw politycznych, w tym środowiska „Idź pod prąd”.
    Cieszy mnie, że wielu ludzi z tego środowiska wyraża akceptację dla tez zawartych w „Nudis verbis-przeciwko mitom”, ale też mam przeświadczenie, że przy dokładniejszym zbadaniu poglądów prezentowanych w tej książce, mogłyby pojawić się rozbieżności.
    Musze też podkreślić, że choć nie identyfikuję się z pomysłem łączenia polityki z „biblijnym fundamentem”, z zainteresowaniem przyglądam się inicjatywie pana Chojeckiego i jego przyjaciół.
    Proponowałbym jednak zachować sporą rezerwę wobec wszelkich nowych inicjatyw i pozwolić im sprawdzić się w dłuższym odstępie czasu oraz w konkretnych sytuacjach. Nie sposób też mówić dziś o politykach lub działalności politycznej tego ruchu.
    Nie potrafię również ocenić – na ile solidna jest wola wspierania ministra Macierewicza przez środowisko IPP i jak dalece pan Chojecki i jego koledzy potrafiliby podzielać poglądy pana ministra, np. w kwestiach historycznych czy światopoglądowych. Chciałbym wierzyć, że hasło „murem za Macierewiczem”, oznacza „murem za tymi wartościami, które Antoni Macierewicz reprezentuje”.
    Nie wykluczam natomiast, że tego rodzaju środowiska, mogłyby aktywnie uczestniczyć w budowaniu antysystemowej siły politycznej.
    Jest wiele osób, które dostrzegają potrzebę obalenia zmurszałych fundamentów komunistycznej hybrydy oraz odrzucenia partii i polityków związanych z systemem III RP. Ci ludzie nie mają dziś swojej reprezentacji politycznej ani dostępu do rządowych mediów. Nie mają również mocnego przywódcy – autorytetu.
    W kwietniu br. w tekście „ESBECKI GAMBIT CZY MAT MACIEREWICZA ?” napisałem m.in. o potrzebie budowania takiej opozycji:
    „Po to, by nie była to kolejna „trzecia siła”, inspirowana przez środowiska esbeckie, trzeba jednego warunku – wiarygodnego i silnego przywódcy, który z klęski zawiedzionych nadziei i traumy utraconych szans, potrafiłby zbudować potencjał ruchu politycznego. Można przypuszczać, że taki ruch zdobyłby poparcie ogromnej większości „twardego” elektoratu PiS, ale też przyciągnął wyborców z innych środowisk, wykluczonych dziś na mocy systemowych inscenizacji.
    Lęk przed podobnym scenariuszem jest tym większy, że ze strony Antoniego Macierewicza nigdy nie groziły i nie grożą działania wymierzone w partię J. Kaczyńskiego, a tym bardziej, sprzeczne z interesem Polski.
    Żadna „partia ludu pisowskiego” nie musi być wrogiem pana Kaczyńskiego ani dążyć do marginalizacji PiS-u. To sprawia, że próba przymusowej „radykalizacji” takiej inicjatywy lub szermowanie zarzutem „ataku na PiS”, byłoby absurdalne i skazane na porażkę.
    Teoria szachowa mówi, że poprawne przeprowadzenie gambitu, powinno gwarantować graczowi uzyskanie lepszej pozycji. Ponieważ „esbecki gambit” nie jest potyczką dwóch szachistów, lecz niespotykaną w teorii gier kombinacją „organizatora turnieju”, to zakończenie ma wzmocnić wyłącznie jego pozycję. Gdyby odpowiedź na pytanie – co dalej, uwzględniała zamysł powstania autentycznej opozycji, efekt fałszywego gambitu okazałby się zabójczy dla kreatorów tej gry.”

    Jestem przekonany, że dziś jesteśmy jeszcze bliżsi rozstrzygnięcia tego gambitu. Niewykluczone, że (najdalej w kwietniu 2018 roku) okaże się, iż logika ludzi w brązowych butach oraz zamysły ich politycznych pomagierów, są niewiele warte. Wówczas, ewentualna dymisja szefa MON, może nabrać całkowicie innego charakteru.

    Odpowiedz

  26. … środowiska tzw. „prawicowe”, „antysystemowe” nie są aż takim problemem, jakby mogło się wydawać. Oczywiście, powoli gromadzą co raz większy kapitał społeczny, jednak najczęściej brakuje im trwałego spoiwa „ideowego”, które zastępują generalnie wspólną, znaną pulą postulatów politycznych. Nagminnie też, część z tych postulatów, propagowanych przez zwolenników według obecnej popularności, przyjmowana jest bez głębokiej refleksji. To wszystko sprawia wrażenie chwilowych sojuszy, a skoro tak, w pełni zasadne jest spostrzeżenie Pana Ściosa, aby pozwolić im sprawdzić się w dłuższej perspektywie czasowej, o ile w ogóle którekolwiek z nich jeszcze wg kogoś takiej obserwacji wymaga.

    Wracając do postulatów; powyższy wywód sprowadza się do dwóch kwestii – pewna partia postulatów może zostać łatwo rozbita, poprzez zagospodarowanie i wdrożenie w życie przez będących u władzy (co poniekąd jest aktualnie czynione przez obóz rządzący), kolejna: najzwyczajniej w świecie – spacyfikowana w bitwie informacyjnej, poprzez rzetelną analizę tych postulatów.

    Co do trwałego spoiwa ideowego, a raczej jego braku – wg mnie świadczy on w wystarczający sposób o proweniencji „prawicowych” organizacji, o istotnej i nieodzownej różnicy kulturowej, która pozwala na trafne rozstrzygnięcie o ich realnym poziomie antysystemowości; pomimo towarzyszącej im pewnej retoryki historycznej i innych propaństwowych miraży narracyjnych.

    Kłopot w tym, że łączy je (te ruchy) osobliwa spuścizna po PRL, widoczna także w działaniach środowisk określanych przez Autora jako „wspólnota brudu”. Ten toksyczny spadek przeniesiony do IIIRP, instrumentalnego podejścia do ludzi, niczym do pustych bukłaków, a w konsekwencji wypełniania ich zupełnie nieistotną substancją – w interesie doraźnym danej grupy trucicieli; ten spadek stanowi zagrożenie, przed którym dzięki Bogu potrafimy się obronić.

    W temacie ewentualnej dymisji szefa MON, z wyrokiem co najwyżej półrocznym, nie pozostaje nic innego jak podpisać się pod przewidywaniami Autora, co do „elitarnej” specyfiki tej logiki. Ile jest warta – czas pokaże; pole możliwych scenariuszy działań zawęża się z każdym tygodniem.

  27. Pani Urszulo,

    Bardzo celny przykład semantyki stosowanej.
    Nie przypadkiem, w III RP fetuje się tak „egzotyczne” dla tego państwa rocznice, jak „obchody 90. rocznicy powstania formacji, chroniącej najważniejsze osoby w państwie”, czy „95 rocznicy ustanowienia Sztabu Generalnego Wojska Polskiego”.
    Uczestniczący w nich politycy, nawet słowem się nie zająkną, że współczesna, działająca w III RP formacja „chroniąca najważniejsze osoby w państwie” wywodzi się z tzw. Jednostki Wojskowej Nr 1004 i Wydziału Ochrony Rządu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego PRL i nie ma nic wspólnego z tradycją II Rzeczpospolitej.
    Dzisiejszy BOR (podobnie jak Policja czy ABW) to zaledwie zmodyfikowane formacje z czasów okupacji sowieckiej, zarządzane od początku III RP przez ludzi służących okupantowi.
    Podobnie – co wspólnego ze Sztabem Generalnym Wojska Polskiego, utworzonym w roku 1918, ma instytucja powołana sowieckim rozkazem z sierpnia 1944 roku i kierowana przez takich degeneratów, jak Spychalski, Korczyc czy Zarako-Zarakowski?
    Świętujący 95 lecie SGWP generałowie III RP wywodzą się z tzw. ludowego wojska, które nie było żadnym wojskiem polskim lecz formacją zbrojną założoną i kierowaną przez okupanta.

    W podobny sposób, Polacy zostaną okłamani „stuleciem niepodległości”. Nikt z obecnych polityków nie odważy się powiedzieć, że z tego stulecia, jedynym okresem niepodległego bytu państwowego jest czas między 1918 – 1939 rokiem. Pozostałe 79 lat, to okres okupacji niemieckiej i rosyjskiej, a od 1989 roku – czas sukcesji komunistycznej, zwanej III RP.
    Ale nie to jest najgorsze.
    Za wyjątkowo podły, cyniczny i groźny uważam zamysł Andrzeja Dudy „świętowania 100 lecia niepodległości” razem z antypolską targowicą, ze zdrajcami, apatrydami i wszelkimi odmianami Onych.
    Ten pan zamierza zapraszać do swoich komitetów przedstawicieli „wszystkich środowisk” III RP – a zatem tych, którzy służyli w formacjach okupacyjnych, byli członkami partii kolaboranckich, prześladowcami Polaków, kapusiami bezpieki, sługusami reżimu sowieckiego.
    Tacy ludzie – z woli prezydenta wskazanego przez partię pana Kaczyńskiego, mają reprezentować naród i „elitę” współczesnego państwa. Tacy ludzie – mają „uświetniać” swoją obecnością uroczystości zorganizowane przez rządzących III RP.
    Trudno o bardziej szatański pomysł na fałszowanie historii i oszukanie Polaków.
    Trudno o bardziej widowiskowe splugawienie pamięci o Niepodległej.

    Pozdrawiam Panią

    Odpowiedz

  28. Dobry wieczór, Panie Aleksandrze,

    Byłam pewna, że akurat Pan w najwłaściwszy sposób rozwinie celowo hasłową „semantykę”. Dziękuję i dobrej nocy życzę. 🙂

    PS. Prezydenckie orędzie ostatecznie dowiodło, że pan Duda nieodwracalnie przystąpił do Targowicy. Teraz czekamy na drugiego zucha (przyszłego konkurenta do najwyższego urzędu?) – Mateusza Krzywoustego. Będę się naprawdę dobrze bawić, kiedy obaj pupile pana Kaczyńskiego skoczą sobie do oczu! :))

  29. SAMI SWOI – RUSKA SZOPA

    Panie Aleksandrze,

    Zaśmiewając się z tweeta „Cały naród cieszy się z odrzucenia „wotum nieufności” wobec PBSz i ze zrozumieniem oczekuje odwołania pani premier przez prezesa @pisorgpl i pałacowego lidera „opozycji” – wpisałam w Google: „jedność przeciwieństw”.

    I oto, co wyskoczyło na drugim miejscu:

    Włodzimierz Lenin – „W sprawie dialektyki” („Bolszewik” nr 5-6, 1925 r.)

    Cytatów oszczędzę, kto ciekaw, proszę zajrzeć tu: https://www.marxists.org/polski/lenin/1915/w_spr_d.htm

    = = = = =

    Pomyśleć, że od takich rzeźników (także umysłowych) cyklicznie zależą losy świata…

    Odpowiedz

  30. Szanowny Panie Aleksandrze, Szanowni Forumowicze,

    Aby zilustrować moją ocenę obecnej sytuacji pozwolę sobie zacytować fragmenty swoich poprzednich wpisów z października i sierpnia br.

    „Polityka to sztuka uwodzenia lub rozwiązania siłowe lub kombinacja obu tych działań”. Prawie zawsze taki turniej polityczny jest nieuczciwy i budzi sprzeciw i gniew. „Jeśli między uczestnikami jest prawdziwy rycerz bez skazy jego zachowanie może być tylko jedno-odnaleźć „organizatorów turnieju” i odciąć im głowę.” (7 paźdz. br. – Etap Czy Zakręt?)

    „Rycerz nie dogaduje się z bestią, tylko ucina jej głowę.” (7 paźdz. br. – Etap Czy Zakręt?)

    „Żeby zło pokonać musi się znaleźć ktoś, kto zedrze te maski z ich głów i pokaże narodowi, że wszystkie one mają to samo znamię na czole i służą temu samemu panu”. (w interesie WSI 20 paźdz. br.)

    Pan, Aleksandrze, odpowiedział w sposób następujący:

    „Pan ObserVator sformułował wielce ciekawe trzy „zasady”: organizacja, siła, odpowiedni moment dziejowy.
    Napisałem wówczas, że pytanie: jak się organizować, jak zbudować siłę i na jaki moment dziejowy czekać, jest w istocie pytaniem o naszą zdolność (potencjał) do działania.
    To samo pytanie trzeba stawiać w kontekście oczekiwań dotyczących przywództwa nowego ruchu politycznego: czy chcemy i potrafimy tak się zorganizować i stworzyć taką siłę, by w realiach III RP zaistniał odpowiedni moment dziejowy?
    Sądzę, że gdyby taki potencjał był widoczny, Antonii Macierewicz podjąłby kolejne wyzwanie”.

    Wynika z tego, że Pana zdaniem nie ma w tej chwili w Polsce żadnego polityka, który byłby w stanie podjąć wyzwanie odbudowy prawdziwej Polski. Gdyby przyjąć to za prawdę, byłoby to szczególnie bolesne i nieomal odbierające nadzieję, że ujrzymy za życia światło prawdy i wolności. Czy należy jednak odłożyć wszelką nadzieję na bok i czekać, aż ktoś inny za kilka pokoleń zrobi to za nas?

    Posłużę się jeszcze dwoma cytatami z moich wcześniejszych wypowiedzi:

    „Nastał czas koniecznych czynów, bo wszystko, co mówi się na temat zdrajców i zaprzańcow straciło już sens. Czy raczej odpowiednią wagę. Polska dopiero wtedy będzie prawdziwą dumną Rzeczpospolitą, kiedy jej obywatele będą wiedzieli, widzieli i czuli, że sprawiedliwość jest wymierzana z żelazną konsekwencją. To właśnie konieczne czyny. Jeśli ich aparat państwowy nie podejmie teraz, bezzwłocznie to przegra. Wszystko przegra”. (3 sierpnia br. – Przeciwko Mitologiom Georealizmu)

    Aparat państwowy podjął czyny, ale przeciwko samemu sobie.

    „Właśnie to „jak się wybić na niepodległość, gdy wszystkie siły polityczne są na garnuszku obcych” powinno i musi być przedmiotem głębokiej dyskusji na tym szanownym Forum”. (3 sierpnia br. – Przeciwko Mitologiom Georealizmu)

    Jak to sformułowałem 3 sierpnia w „Przeciwko mitologiom „Georealizmu”) można wyróżnić 3 zasady, czy też warunki politycznego sukcesu:

    1 Zasada I politycznego sukcesu brzmi:
    ORGANIZACJA

    2 Zasada II brzmi SIŁA

    3 Zasada III: ODPOWIEDNI MOMENT DZIEJOWY

    Kończąc zadaję Panu, Aleksandrze, oraz Szanownym Forumowiczom pytanie:

    Czy więc rzeczywiście nie ma ani potencjału, ani organizacji, ani momentu dziejowego do przywrócenia Narodu Obywatelom? A jeśli my go nie wytworzymy to kto, i ile pokoleń mamy jeszcze czekać? Jakim kosztem?

    Odpowiedz

  31. W istocie – ” genialny strateg”! W cudzysłowie do potęgi n-tej.
    Obrzydliwość !!!

    Odpowiedz

  32. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    Odpowiedz

  33. Mamy kolejny spelniony koncert zyczen Sil Wyzszych. Prezes traci kontakt z wyborcami sluchajac totalnej opozycji i kretow, moli oraz kornikow w najblizszym otoczeniu.Sklad nowego gabinetu Morawieckiego odpowie na pytanie czy Sily Wyzsze utracily wplyw na jakosc i kierunek utrzymania Nas w bolszewickim uscisku czy tez zlapaly nas za gardlo druga reka? Nieopublikowany pelny Zbior Zastrzezony oraz Aneks odbija sie zgaga po raz kolejny.Prezydent Wszystkich Prawnikow i harcerzykow moze zameldowac: odzyskalismy dla Was ponownie kontrole…

    Odpowiedz

  34. Ruszyły służbowe gotowce speców od łamania kręgosłupów.Pominę bełkot wszystkich ośrodków mediów „naszych i waszych”. Zacytuję te dot. MON,bez podania źródła: Sł.Cenckiewicz „Zabezpieczenie[operacyjne]nie oznacza agenturalności! M.Morawiecki angażował się w konspirację antykomunistyczną niezależnie od zaangażowania i bohaterstwa ojca”. B.Kownacki:”Nie możemy po prostu zaakceptować takich warunków finansowych[za Patrioty i offset]”.Wnioski są jak dla mnie dość jednoznaczne: agentura pod egidą Andrzeja D.oprócz montażu rezydentury WSI i kontynuowania gospodarczego rozbioru Polski woli świętoszkowaty stan niebezpieczeństwa pokrywany fałszywą propagandą „pojednań”.To co zrobili WSPÓLNIE pani B.Szydło to lincz,którego jakiś już czas temu w podobnej wspólnocie (tyle że lokalnej) wykonali na prezydent R.Śląskiej,co kosztowało życie jej męża.

    Odpowiedz

  35. Panie Wsojtku,

    1. Mnie również bardzo zaniepokoiła wypowiedź min. Kownackiego:

    http://niezalezna.pl/210829-nie-do-przyjecia-wiceszef-mon-o-cenie-za-patrioty

    2. „Wybiórczą asertywność” dr. Cenckiewicza także zauważyłam. Nieustępliwy wydaje się wyłącznie w stosunku do TW bolka i tych kolegów z IPN, którzy zaszli mu za skórę. Na prezydenta i na „dobrą zmianę” spogląda niezmiernie łagodnie, przez różowe okulary…

    Pozdrawiam serdecznie

  36. Jeszcze link do wywiadu z prok. Czyżewskim o karierach obu panów Morawieckich, który podawałam w ub. r.:

  37. Post scriptum. Jak będą się zapewne wspólnie pochylać 10.grudnia i 13.grudnia nad ofiarami,niech sobie przypomną swoje „wolnościowe” wzorce od łamania kręgosłupów i od cenzury prewencyjnej.Takimi się właśnie pojętnymi uczniami owych wzorców okazali.Pozdrowienia.

    Odpowiedz

  38. O właśnie!

    I może zaniechają uniwersyteckich dyskusji z Dukaczewskim i jemu podobnymi z sowieckiej/ruskiej bezpieki i WSI?

  39. PS: Proszę pozwolić mi jeszcze dodać, że czytając wpisy na „wPolityce.pl” nasuwają mi się 2 główne refleksje:

    1 Ludzie są zszokowani i zawiedzeni bądź „oszukaniem ich przez PiS”, bądź to nie mogą zrozumieć, jak ich genialny przywódca Kaczyński może popełniać takie błędy jak zdjęcie premier, która nie tylko miała szerokie poparcie społeczne, ale również stale rosnące uznanie w świecie wśród zwolenników prawicy, bądź też są oburzeni na ich nieliczenie się dłużej z głosem „suwerena”. Refleksja 1 zatem to odczucia zaskoczenia, szoku i zawodu, a także poczucie bycia oszukanymi i odtrąconymi przez PiS. Odczucie utraty ołtarza, w który wierzyli.

    2 Odczucia te ludzie starają się odreagować w deklaracjach typu ” Już nigdy ani ja ani moja rodzina nie zagłosuje na PiS”, „Właśnie straciliście mój głos”, „Naród rozliczy was przy urnie”. Refleksja 2 zatem brzmi: Naród wierzy w siłę kartki wyborczej, w swoje znaczenie jako wyborców, jednym słowem w to, że ktoś religijnie przestrzega głównej zasady demokracji, jaką jest kartka wyborcza. I właśnie to jest naczelnym elementem tego, co Pan nazywa „mitologią demokracji”. Ludzie wierzą, że mają jakieś znaczenie, dali sobie wmówić, że są podmiotem, suwerenem. A co by się stało z narodem, gdyby cała ta demokracja była farsą, teatrzykiem dla motłochu typu „władza w rękach ludu” a w rzeczywistości zupełnie niezależne od tego siły rozgrywały między sobą kto, kiedy i jak ma rządzić. Czy nie odpowiada to na pytanie dlaczego kolejna władza nie rozlicza poprzedniej, mimo, że pozornie są ze sobą zantagonizowane na śmierć i życie? Wiem, że to pytanie idzie daleko, bardzo daleko. Ale czy nie sądzi Pan, że jesteśmy pod swoistą hipnozą idei demokracji, pod silnym i bałwochwalczym wpływem jej mitu, a tak naprawdę nasze kartki wyborcze znaczą tyle, co suche liście pod wirnikami maszyny czyszczącej ulicę? Pozdrawiam Pana, Aleksandrze oraz wielce szanownych Forumowiczów. Niech Najwyższy Prawdziwy Bóg ma w opiece naszą ojczyznę, Polskę, którą wszyscy kochamy.

    Odpowiedz

  40. Mimo wszystko prosze nie klasc jednolitej etykiety na ten narod. Tak robia wrogowie. Prosze zauwazyc ze wspolnym mianownikiem oburzenia i goryczy w tej chwili nie jest wiara w kartki wyborcze i hipnoza demokracja, obojetne jaka statystyczna wiekszosc i jak liczona jeszcze podlega tej ciezkiej chorobie, tylko ludzkie przejecie absolutnie wyjatkowa podloscia z jaka ostatnie kroki zostawaly przeprowadzane. Obojetne jakie sa zloza iluzji, okazana nowa jakosc podlosci i demoralizacji sprawia ze to co boli ludzi w tej chwili boli inaczej – i jeszcze bardziej – niz bolal grudzien przed 36 laty. I to rani takze ludzi – sympatykow – miedzynarodowo, niestety. Istnieje granica ktorej nie wolno przekraczac, raniac dzieci, nawet w polityce.

  41. Mamy kolejny spelniony koncert zyczen Sil Wyzszych. Prezes traci kontakt z wyborcami sluchajac totalnej opozycji i kretow, moli oraz kornikow w najblizszym otoczeniu.Sklad nowego gabinetu Morawieckiego odpowie na pytanie czy Sily Wyzsze utracily wplyw na jakosc i kierunek utrzymania Nas w bolszewickim uscisku czy tez ponownie zlapaly nas za gardlo.

    Odpowiedz

  42. Do wszystkich maszerujących użytkowników TT,

    Proszę o przypięcie (Pin…) do swojego profilu tt Pana Aleksandra https://twitter.com/SciosBezdekretu/status/929763099384610816
    albo inny mówiący o książce lub marszu. Tak aby zachować informacje o książce i marszu na górze. Nadal realizujemy pierwszy etap marszu i promujemy książkę „Nudis verbis przeciwko mitom”. Będzie to nie tylko udział w promocji/marszu, ale i widoczna dla każdego odwiedzającego deklaracja. Sposób na zorientowanie z kim mamy do czynienia:swój-obcy 🙂

    Pozdrawiam Państwa

    Odpowiedz

  43. Panie Mirku, mam prośbę (dużą):

    Czy nie zechciałby Pan zmienić (a najlepiej wyrzucić) dość nieszczęśliwej grafiki- LOGO? – klik1klik2

    Pań Ścios w 2011 napisał „Długi marsz” =>LINK, a w r. 2012 „Długi marsz czy krótki bieg” =>LINK.

    Moje pierwsze skojarzenie: „na starość torba i kij…” :), poza tym: czy widział Pan kiedyś maszerujących o kiju??? Bo chyba nie będziemy uprawiać nordic walking?

    Pozdrawiam serdecznie i proszę się nie gniewać! 🙂

  44. Pani Urszulo,

    To logo wyniknęło z „kompozycji” grafiki ilustrującej „Długi marsz przeciwko mitom”.
    Proste skojarzenie znaku dla turystów pieszych. Na szlaku często spotyka się ludzi „o kiju”. Ten pieszy znój w kontrze do autostrady do kolonii. I tak zostało.
    Jeżeli maszerujemy (chociaż wątpię) w szyku i rytmie wojskowym to może być dobosz 🙂
    Żadnych dąsów Pani Urszulo.
    Proszę o sugestię, a najlepiej o propozycje projektów, bo myślę, że wśród maszerujących znajdą się jacyś graficy.
    Może być konkurs Pani Urszulo?
    To ogłaszamy konkurs na logo marszu. To przecież projekt otwarty, a zatem zapraszam do konkursu i oczekuję na prace:
    rpredakcja@exemail.com.au
    Nadesłane projekty zostaną zaprezentowane na stonach „Długiego marszu przeciwko mitom”
    http://www.rodaknet.com/rp_aktualnosci_2017_dlugi_marsz_przeciwko_mitom_start.html
    a wyboru dokonaja maszerujący poprzez głosowanie na blogu Bez dekretu.

    Pozdrawiam serdecznie

  45. Panie Mirku,

    Rozumiem, że bez „logo” i „grafik ilustrujących” nie ruszymy z miejsca? – Myślę, że to trochę niepoważne. Ale nie mnie o tym decydować, bo tylko tu komentuję. I dlatego już nie będę się wtrącać. :))

    Pozdrawiam serdecznie

  46. Pani Urszulo 🙂
    Wtrącać się trzeba, bo to nasz i otwarty projekt.
    Póki co czekam na konkursowe prace. Obym nie musiał czekać tak długo jak maszerować 🙂

    Równie serdecznie pozdrawiam

  47. Powtórzę za Panem Aleksandrem i Panem Kazefem:

    DZIEJE SIĘ WYJĄTKOWE DRAŃSTWO!

    Widać jest w naszej Polsce jeszcze wiele do rozkradzenia i najwyraźniej to ostatnia okazja do skoku na kasę, skoro panowie w brązowych butach aż tak się spieszą, że nie stać ich nawet na zachowanie pozorów.

    PACTA SUNT SERVANDA!

    ===================

    Pogarda – oto, co czuję.

    Odpowiedz

  48. Marcinkiewicz i Sikorski to nie jedyne błędy personalne Prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Oboje bracia Kaczyńscy wielokrotnie wpychali na najważniejsze urzędy w państwie, osoby, które okazywały się ich zdeklarowanymi wrogami. Przypomnieć można Stępnia i losy ustawy lustracyjnej, Janusza Kaczmarka i rozpad rządu, prezesa PZU i obce udziały w PZU, o Misiu, Kluzik-Rostkowskiej i wielu, wielu innych nie wspomnę. Może inaczej się nie dało – nie mnie ocenić. Podaję tylko zatrważające fakty.

    Odpowiedz

  49. Sukcesy Morawieckiego.
    „(…)w ubiegłym roku obecna władza dodatkowo zadłużyła nas na rekordowe 94,1 mld zł. Tak szybko nie zapożyczaliśmy się nigdy w historii po 1989 r.”

    „Zadłużenie Skarbu Państwa na koniec 2016 r. wyniosło 928,7 mld zł, czyli – licząc według metodologii unijnej – nie przekroczyło 60 proc. PKB, ale wzrosło z 51,1 do 54,4 proc. PKB.”
    Całość tu: http://www.bibula.com/?p=98584

    Doooobra zmiana!!!
    Kolega nieoczekiwanie spotkany cieszył się z możliwości uczestnictwa w jutrzejszym/dzisiejszym „Marszu smoleńskim” Uśmiechałem się pod nosem z politowaniem…

    Odpowiedz

  50. UWAGA, NARODZIE! OTO OBOWIĄZUJĄCY PRZEKAZ PARTYJNO-RZĄDOWY

    Hasztag #ZaufajmyPrezesowi swoimi zasięgami odsunął w cień akcję #MuremZaSzydło.

    Tak jak poza Kościołem nie ma zbawienia, tak nie ma prawicy zdolnej rządzić w Polsce bez Jarosława Kaczyńskiego.

    PRZYSWOIĆ. WYKONAĆ!

    ====================

    Wyróżnienia otrzymują:

    rednacz. Tomasz Sakiewicz => „Zaufajmy Jarosławowi Kaczyńskiemu” – Kaczyński udowodnił, że potrafi być strategiem kierującym wielkim obozem politycznym. Zmiany w rządzie są przede wszystkim jego decyzją i trzeba zaufać, że wie co robi. Doprowadził obóz patriotyczny do zwycięstwa niekonwencjonalnymi pomysłami również personalnymi. Obecnie zaczął marsz do kolejnego zwycięstwa. Można go nie lubić, ale nie należy nie doceniać jego politycznego geniuszu. Przekonali się o tym nawet jego wrogowie. #ZaufajmyPrezesowi

    red. Antoni Trzmiel =>”Roszada Kaczyńskiego” – Beata Szydło zlała się Polakom z 500+ niczym Janusz Gajos z Jankiem, Czterema pancernymi i psem. <> Nie byłoby sukcesu Szydło bez Morawieckiego. <> Tak jak poza Kościołem nie ma zbawienia, tak nie ma prawicy zdolnej rządzić w Polsce bez Jarosława Kaczyńskiego. [!!!] 

    Odpowiedz

  51. UWAGA, NARODZIE! OTO PRZEKAZ PAŁACOWY

    Pan prezydent spodziewa się zmian w składzie rządu. <> Te zmiany były dyskutowane. <> Gdy pan prezydent uzna za stosowne poinformować opinię publiczną o swoich preferencjach**, to to uczyni.

    Potrzebna jest świeża krew, by pewne procesy udało się lepiej realizować.

    Przekaźnik*** => Zamiast plaplińskiego sam prof. Nałęcz – WRÓĆĆĆĆ! – sam prof. Zybertowicz. /klik/

    ===================================

    ** Już nie lubi kobiet? A to się porobiło!

    *** Sensem przekaźnika jest przekaz – Stanisław Lem „GOLEM XIV”

    Odpowiedz

  52. PS.

    Beata Szydło – 54 lata
    Mateusz Morawiecki – 49 lat

    hmm…

    Odpowiedz

  53. Do maszerujących,

    Na stronach marszu #przeciwmitom są propozycje „headers” do wykorzystania przez maszerujących na waszych twiterach i facebook’ach 😎Zapraszamy do korzystania.Niech nas będzie widać. http://www.rodaknet.com/rp_aktualnosci_2017_dlugi_marsz_przeciwko_mitom_grafiki_foto_headers_tt_facebook.html … Proszę o RT

    Nadsyłajcie swoje propozycje.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz

  54. Szanowny Panie Aleksandrze, Komentatorzy i Czytelnicy.

    Próba „domknięcie systemu”, której tak obawialiśmy się w okresie poprzedzającym ostatnie wybory, dzieje się po raz wtóry.
    Wygenerowana na poziomie inżynierii społecznej nowa taktyka, której efektem jest PAD i obecne zmiany, ma ewidentnie doprowadzić do takiego samego celu z tym, że już w znacznie groźniejszej formule – gdyż rokującej wieloletnią trwałość systemu. Wzorce rodem ze wschodu są tu dość jasne. Masy o chrześcijańskiej tożsamości stanowią doskonały materiał do zarządzania, są wydajne i zdolne do wyrzeczeń w imię swoich wartości, a gdy ma się jeszcze w ręku „asa” w postaci zwasalizowanego episkopatu, trudno o lepszą konfigurację.
    Nie można oczekiwać od statystycznego Polaka podążenia za tempem kreowanych zmian. Niewielu już rozumie o co chodzi, a powiedzenie, iż od początku farsa z sądownictwem miała na celu głównie usunięcie A.M i tym samym wzmocnienie środowiska skumulowanego wokół Belwederu, narażała i jeszcze naraża autora wypowiedzi na umieszczenie w gronie sensatów i ludzi niepoważnych. Choć, tak na logikę, sama przecież obserwacja toczonych dysput, gdzie zawsze dyżurnym tematem pozostaje konflikt na linii PAD-MON i usunięcie A.M., powinny stanowić jednoznaczny powód do namysłu i w konsekwencji dowód na taką tezę!

    Niezależne, już tylko z nazwy, „wolne media” podążają za intencjami akuszerów zmian i mam absolutną pewność, iż stosują przeróżne zabiegi, w tym blokady wypowiedzi w necie, by nam tej prawdy nie pokazać.
    Widzę nadchodzący czas smuty, tym groźniejszy, że przykryty bieżącymi pozorami sukcesów narodu i wielkości Polski. Nieuniknione odsunięcie A.M , odwleczone nieco w czasie przez nieprzewidzianą chyba wyjątkowo mocną reakcję internetu stanie się, tak czy owak, faktem. Może jeszcze nie w Grudniu, ale najpóźniej w Styczniu/Lutym przyszłego roku.
    Sądzę, że w zamyśle rozdających karty „micha i duma” mają nam wszystkim skutecznie zablokować krytyczne myślenie i wszelkie próby kontestacji rzeczywistości. Jeżeli do tego jeszcze dodać przewidywane efekty forsowanego „koniecznego wzrostu siły państwa” – w tym te z obszaru powszechnej kontroli internetu – tak akcentowanego i różnorako argumentowanego obecnie przez PiS , można podejrzewać, iż w najbliższej przyszłości to wszystko obróci się, niestety, przeciwko nam.
    Tworzenie, na razie w przestrzeni medialnej, kolejnej emanacji nowego FJN – haniebnej hybrydy wolnych z Onymi – z samym JK i Episkopatem w roli stymulatorów i gwarantów zmian, już trwa. Jej racjonalnym uzasadnieniem staje się potrzeba pojednania (tak dobrze znanego z historii i wcześniejszych operacji), pragmatyzmu szeroko pojętego zaplecza PiS, oraz wiary w mit demokracji i georealizm tych środowisk. Wystarczy poobserwować wypowiedzi w mediach by zdać sobie sprawę, że decyzja już zapadła, a kolejne etapy będą dostosowywane do podatności elektoratu na przekaz. Widzę tu grę na wszystkich stronach sceny, włącznie z „nieprzejednanym” tvn-em.
    Pożądane przez nas zmiany, kiedykolwiek miały by nastąpić, muszą być związane albo z sytuacją nadzwyczajną na świecie, albo wyjdą z środowiska dysponującego dostateczną mocą sprawczą!
    Ponieważ nie ma jej i przez długie lata nie będzie miała żadna systemowa partia polityczna czy też ruch społeczny, czeka nas długi, bardzo długi marsz. Aż kiedyś, być może, zdarzy się Polsce nowy Naczelnik.
    Niestety, dziś zmierzamy do takiej „niepodległej” jaki jej obecny „naczelnik”.

    Wiem, może to zbyt surowy w oczach wielu – nawet w tym miejscu – osąd JK w ustach zwykłego obywatela, bez specjalnych zasług i własnego dorobku.
    Obecnie jednak nie potrafię inaczej już myśleć niż tak, jak wyraziła to pani Urszula.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz

  55. Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz:
    „Rosjanie przy pomocy ludzi podporządkowanych Donaldowi Tuskowi upokorzyli polskie wojsko. Ja takich osób nie będę promował. Możecie mnie odwoływać”
    To już jest chyba …. pozamiatane.

    „Rzymkowski: Wolni i Solidarni mogą stać się zapleczem politycznym premiera Morawieckiego w ramach Zjednoczonej Prawicy” …
    Czy to sygnał że kolejny namaszczony przez genialnego stratega pójdzie sobie w bok,swoją drogą,w tylko sobie znanym kierunku ?

    Odpowiedz

  56. Szanowni Państwo,

    W komentarzu z 6 grudnia 2017 g. 20:11, skierowanym do panów Karola Krzeszewskiego i Rafała Stańczyka napisałem, że mój blog nie jest dobrym miejscem do prowadzenia jakiejkolwiek agitacji partyjnej.
    Poinformowałem również, że nie dopuszczam komentarzy, w których pojawiają się entuzjastyczne wzmianki na temat inicjatyw politycznych, w tym środowiska „Idź pod prąd”.
    Ponieważ cały czas trwają próby zamieszczania tego typu wypowiedzi, ponawiam informację. Szkoda czasu i fatygi.

    Obserwując natomiast zachowania osób kreujących Ruch 11 Listopada na Twitterze oraz ich usilne próby łączenia mojej książki „Nudis verbis-przeciwko mitom” z tezami głoszonymi przez pastora Chojeckiego, zaczynam nabierać przekonania, że dokonuje się dość mętnej, a nawet demagogicznej operacji. Co więcej, gdy zwróciłem uwagę na niestosowność takich zabiegów, natychmiast pojawiły się (doskonale mi znane) objawy wrogości ze strony niektórych zwolenników pana Chojeckiego. A skoro w identyczny sposób reagują na moją krytykę wyznawcy PiS i miłośnicy pana Dudy – na czym polega różnica?
    Uwadze tych osób umyka zapewne fakt, że nie jestem i nigdy nie będę związany ze środowiskiem Ruchu 11 Listopada i, jak zaznaczyłem wcześniej, nie identyfikuję się z pomysłem łączenia polityki z „biblijnym fundamentem”. Sposób organizowania tego ruchu zbyt przypomina mi inicjatywy znane z lat poprzednich, bym miał traktować go jako sensowną propozycję polityczną.
    Obawiam się również, że tak instrumentalne traktowanie moich tekstów – bez związku z całością przekazu bloga bezdekretu, za to pod „polityczno-bibilijną” tezę, jest fatalną i niebezpieczną praktyką.
    Oby na tej samej zasadzie nie było traktowane poparcie udzielane ministrowi Macierewiczowi.
    Dlatego wszelkie próby łączenia mojej osoby lub książki „Nudis verbis-przeciwko mitom” z inicjatywą pana pastora Chojeckiego, uważam za niedopuszczalne i nieuprawnione.
    Takie treści głosiłem na długo przed tym, nim powstało środowisko „Idź pod prąd” i nim ktokolwiek z dzisiejszych zwolenników tej inicjatywy próbował zainteresować się tematem mitologii III RP.
    Cieszy mnie oczywiście, że ludzie identyfikujący się z Ruchem 11 Listopada sięgają też po moją książkę, ale wyraźnie zaznaczam, że nie byłem, nie jestem i nie będę związany z żadnym środowiskiem politycznym.
    Do czasu, aż w przestrzeni publicznej III RP pojawi się autentyczna, antysystemowa inicjatywa, za którą będzie stał mocny i wiarygodny przywódca. Wiem, że taka inicjatywa powstanie.
    Jeśli nawet tego rodzaju oświadczenie nie przysporzy mi sympatii zwolenników pastora Chojeckiego lub będzie odebrane negatywnie, uważam za konieczne poinformowanie o tym Czytelników bezdekretu.

    Odpowiedz

  57. Szanowny Panie Aleksandrze,
    dziekuje za takie postawienie swojego stanowiska. Panskie opinie, wnioski i deklaracje napawaja, nadzieja na lepsza przyszlosc Polski i Polakow, a co i bez znaczenia w moim osobistym zyciu.

    Uklony i powodzenia …

    M. Lappalainen

  58. Panie Aleksandrze,
    Pragnę sprostować, że swoim wpisem nie miałem zamiaru agitować na rzecz jakiegokolwiek ruchu politycznego. Mój wpis zawierał jedynie wątpliwość w słuszność upatrywania realnego silnego przywódcy we wspomnianych w owym komentarzu środowiskach. Absolutnie zgadzam się z panem, że pański blog nie powinien być miejscem na agitację polityczną i pozwoliłem sobie na wpis, by nieco ostudzić zapał do wspomnianych środowisk.

  59. Uff, wreszcie!

    Bo jeszcze trochę, a zostałby Pan zdegradowany do roli ideologa ruchu pana pastora z Lublina, duszpasterza ok. 50 wiernych „Kościoła Nowego Przymierza”. /klik/

    Cieszę się też z Pańskiej pewności, że powstanie „autentyczna, antysystemowa inicjatywa, za która będzie stał mocny i wiarygodny przywódca”. Bardzo się cieszę!

    Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz

  60. Chyba nie można się obrażać na rzeczywistość gdyż – „habent sua fata libelli”
    Idąc dalej – moim zdaniem nic złego się nie dzieje, bo przecież : „Kto nie jest przeciwko wam, ten jest z wami” (Łk 9,50b)
    Ale żem ja niziutki więc… takie widzę świata koło …

    Odpowiedz

  61. ZGROZA

    5 grudnia pan prezydent wygłasza w Sejmie orędzie z okazji 150 rocznicy urodzin Józefa Piłsudskiego. Dzisiaj, w przeddzień 13 grudnia, bawi w Teatrze Wielkim na „urodzinach” Polsatu. Wraz z marszałkiem Senatu zajmuje miejsce w loży honorowej obok Zygmunta Solorza – TW ZEG. =>LINK

    https://wpolityce.pl/media/371379-polsat-konczy-25-lat-gala-urodzinowa-w-teatrze-wielkim-na-widowni-min-andrzej-duda-wideo

    Odpowiedz

  62. @Aleksander Ścios

    Dobrze, że wreszcie przeciął Pan ten SB-cki wrzód.
    Linia polityczna pastorskiej ekipy jest aż nazbyt czytelna, bazuje na przedstawionym kiedyś założeniu, według którego antykatalickość obywateli III RP, zapoczątkowana i doglądana przez środowisko Michnika, tak naprawdę nie posiada mocnych fundamentów ideowych (bo i jak może posiadać, skoro uskuteczniana jest przez „fachowców” od katolicyzmu, ewidentnie bezideowe antypolskie miernoty, które nawet nie rozumieją jego istoty), przez co zwykły, sprowadzony na manowce człowiek nie może zrozumieć z tej prymitywnej wojenki więcej, niż antyklerykalny jej charakter. Tymczasem, czy to się obcym podoba, czy nie – dominująca część naszych rodaków, posiada ten niewątpliwy atut, iż już w najwcześniejszych latach życia potomków, przekazuje im chrześcijański testament; wskutek naszego dziedzictwa kulturowego, nawet najbardziej zagubiony człowiek, nie może ich się pozbyć. I to środowisko, zwane przez niektórych jako „sekciarskie”, bazuje na tym przywiązaniu do naszego testamentu, przy jednoczesnym przeszczepieniu antyklerykalnej nienawiści od przeciwników polskości. To jest ich linia polityczna, w „patriotycznej” szatce. Trudno o większy cynizm i szkodnictwo, zwłaszcza w kategoriach duchowych. Bo w tych ziemskich – prędzej czy później znajdzie się miecz sprawiedliwości, wystarczająco ostry, aby wyciąć ten nowotwór raz na zawsze.

    Odpowiedz

  63. Stało się… Czy ta zmiana była konieczna? Niekonieczna ale przykryla PR-owsko ustawę o sądach.
    Mam jednak ciagle wrażenie, że Łubianka przez razwietkę ciągle poluje na min. Macierewicza. Czy odpuscila? Czy w negocjacjach grupa PAD miała za słabe argumenty. Na dziś wydaje sie, że tak.
    Kiedy następny atak? Cel: niedopuscic do zbudownia antybalistycznego systemu Patriot i ew. systemu Wisla.
    Ggyby on zaistnial, sila wojska w Krolewcu zostałyby poważnie ograniczona.
    Na to Łubianka nie może sobie pozwolić, jeśli myśli poważnie o szachowaniu a nawet przejeciu Niemiec.
    Niemcy mają inne bardziej ograniczone plany, odebrać to co utracili w II wojnie światowej.
    Znów nad naszymi glowami dwa buldogi planują zapasy.
    Tyle tylko, że ten Macierewicz ściągnął dywizje amerykanskie a te blokują calą prawie granice na Odrze a polskie jednostki nigdy nie były tak blisko rozlokowane tego najbardziej zmilitaryziwanego obszaru na swiecie, jakim jest Królewiec.
    Przy okazji widać kto sprzeciwia sie tej ryglowej koncepcji obrony w Wojsku Polskim… Widac dla kogo pracuje…

    Odpowiedz

  64. Szanowni Państwo,
    Mniej więcej od tygodnia Polacy są świadkami spektaklu medialnego pt. najwybitniejszy mąż stanu JE M. Morawiecki. Zastanawiające jest wychwalanie we wszystkich mediach. Potwierdzać by mogło to znaczenie słów „mój premier”. Zastanawiają mnie jednak okoliczności. Tydzień zasłony dymnej pozwolił na przegłosowanie w sejmie kilku ustaw, ale lato już pokazało, że prawdziwej zmiany Prezydent nie podpisze więc i zasłona wydaje się zbędna. Czyżby mogła w grę wchodzić umowa, wg której Premier jest gwarantem odwołania ministra MON w zamian za podpisy prezydenckie? Czy p. Szydło znając jakieś tajemnice, choćby z kampanii prezydenckiej, była niewygodna, czy tylko Prezes uznał, że po jej ostrych przemówieniach brukselczycy, chcąc pokazać swoją wyższość, nałożyli by kary w trybunale? W końcu realnym wydaje się także tak proste wytłumaczenie jak to, że Prezes jest zmuszony poddać się leczeniu wykluczającemu go z życia politycznego na jakiś czas i wprost obawia się w tym czasie zbytniego wzrostu siły zaplecza politycznego p. Macierewicza, której p. Szydło by się nie przeciwstawiła (mało istotne czy by nie chciała czy nie umiała)?
    Czy wierzycie Państwo jeszcze w chęć dokonania „dobrej zmiany” przez Prezesa i nieznane nam prawdziwe powody jej odwlekania, czy uważacie jednak, że przy całym ciężarze dźwiganym przez dziesięciolecia jednak się ugiął po stracie brata i zhańbił układem z nomenklaturą?

    Odpowiedz

  65. Panie Aleksandrze, na wstępie chciałem pogratulować genialnej książki. Nic więcej nie ma sensu dodawać bo wszystko dla myślących polskich Patriotów powinno być jasne. Bardzo się również cieszę z Pana stanowczego odcięcia się od środowiska, którego głównym przesłaniem jest nienawiść i pogarda do Świętej Wiary Apostolskiej, która dogmatycznie jest całkowicie zgodna z Regułą przekazaną przez pierwszych Chrześcijan. Powoli ten blog (oczywiście tylko z uwagi na niektóre komentarze) w moim odczuciu stawał się coraz bardziej „urbanowski” w narracji i szczerze powiedziawszy odszedłem tymczasowo mając w myślach Pana wspaniałe przesłanie na temat „systematycznego zniewalania Polaków za pomocą ukrywania prawdy”! Dlatego parę przydatnych FAKTÓW nikomu myślę nie zaszkodzi…

    Odpowiedz

  66. Widziałem, że już Pan Paweł Patrycjusz wspaniale wyjaśnił całą sytuację ale pozwolę sobie dodać tylko jedną myśl: Czy nie te same tezy słyszeliśmy w Trybunie Ludu na temat naszej Świętej Wiary? Nie mam wątpliwości, że drugiej reformacji nasz kraj nie przetrwa. Nie jestem w stanie pojąć jak zdrowo myślący ludzie są w stanie uwierzyć, że Marcin Luter był bohaterem pozytywnym i należy go promować. Rozumiem całkowicie, że Ci ludzie nie czytali nigdy Weimarer Ausgabe bo trzeba znać staroniemiecki albo łacinę, i bardzo proszę nie odebrać moich słów jako jakąś metodę poniżenia drugiego człowieka, tylko proszę mi wierzyć, że nikt nigdy w historii Kościoła do 1517, tak nie zanegował Boga jako Stwórcy Wszechświata i Boga jako Zbawiciela jak właśnie ten największy w dziejach heretyk. Oczywiście jak ktoś opiera całą wiedzę o Lutrze na filmie oraz na jego 95 tezach, to jasnym jest, że ulegnie podłej manipulacji, pod wpływem której 500 lat temu mordowano katolików, palono, plądrowano kościoły, gwałcono zakonnice i torturowano księży katolickich. Nie chcę absolutnie zabrzmieć jak ‚przesławny’ pan Grzegorz Braun, ale naprawdę wystarczy elementarna wiedza historyczna, żeby stwierdzić, że upadek I RP rozpoczął się właśnie za sprawą uczniów samego Marcina Lutra i Filipa Melanchtona, którzy rozprzestrzeniali protestancką herezję na terenie naszej Ojczyzny, przede wszystkim wśród arystokratycznej „elity”, do tego stopnia, że na sejmie piotrkowskim, król Zygmunt August pozbawił Kościoła Katolickiego jurysdykcji w przestrzeni regulacji małżenstwa! I tu upatruję przede wszystkim upadku duchowego i postępującej sekularyzacji naszego narodu ponieważ niewiele jest rzeczy świętszych w oczach Boga niż nierozerwalność małżeństwa! Jak można twierdzić, że cytuję ‚bóg pozbawił Polskę błogosławieństwa’ bo polscy jezuici ‚zmuszali’ wiecznie barbarzyńską mieszankę plemion mongolskich z kałmuckimi do przyjęcia katolicyzmu po zdobyciu Moskwy przez hetmana Żółkiewskiego. Jak słabą trzeba mieć wiarę w Boga, żeby uwierzyć w takie brednie?! My, Polscy katolicy dzięki Prymasowi Tysiąclecia i Papieżowi Janowi Pawłowi II, póki co nie mamy najmniejszej zgodności pojęciowej z protestantami. Co innego inne kraje ‚katolickie’. Ale to, że w XV, XVI, XVII wieku byli słabi katolicy i grzeszne duchowieństwo to przecież nic nowego! Każde pokolenie duchownych, biskupów, kardynałów czy papieży było, jest i będzie skazane na czarne owce! Prosty rachunek prawdopodobieństwa się kłania! Jednak oskarżanie, że nasz Kościół Święty nie wydaje wspaniałych owoców to jest delikatnie mówiąc, hańba! Podczas gdy sam Luter absolutnie nie chce słuchać o grzechu. Całą przyczynę grzechu przenosi na Przenajświętszego Boga!!! To zdecydowanie największy dramat całego protestantyzmu. Jeżeli jednak chodzi stricte o protestanckie biblijne chrześcijaństwo to nasunął mi się do głowy od razu jeden fragment z Nowego Testamentu:
    „Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że Jezus zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał, wystawiając Go na próbę: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. NA TYCH DWÓCH PRZYKAZANIACH OPIERA SIĘ CAŁE PRAWO I PROROCY.”(!)
    Tak więc, cóż znaczy to ideowo piękne wskazywanie na Nowy Testament podczas gdy najważniejsze przesłanie CAŁEJ BIBLII jest tak znieważane przez nienawiść, pogardę i wyzywanie nas, katolików, od pasożytów… Rozsądźmy wszyscy mający jakiekolwiek wątpliwości we własnych sumieniach kto jest po czyjej stronie. Non nobis, non nobis, Domine. Sed nomini tuo da gloriam…

    Odpowiedz

  67. @Zygmunt August
    Konsekwencja, Szanowny Panie, pewnego prawidła – niedaleko pada jabłko od jabłoni. Odnoszę się tu, naturalnie, do ultradestruktywnego działania ojca. Toż nie kto inny, jak Zygmunt Stary, który przy początkowo antyluterańskim nastawieniu (czego wyraz znajdujemy w edykcie toruńskim), już po kilku latach doprowadził do bezprecedensowego uznania na arenie międzynarodowej, niewybaczalnego mariażu władzy świeckiej i duchowej, w ramach tzw. hołdu pruskiego, akceptacji dla zaistnienia pierwszego państwa luterańskiego. Co w rychłej perspektywie czasowej okazało się nie tylko znajdować ujście, oddziaływanie na tak fundamentalną dla katolicyzmu nierozerwalności, nietykalności małżeństwa, na naszych terenach, ale na sąsiadujących ziemiach stanowiło też pewnego typu zaczyn, autokratyczny, z którego finalnie, po kilku stuleciach rozlał się jeden z najbardziej zbrodniczych totalitaryzmów w historii ludzkości.

    I teraz ktoś, w dziwnym hybrydowym stylu, stara się nam zainstalować na wschodzie Polski, zarzewie do powtórki z historii, tego prymitywnego permisywizmu, nienawistnej akcji quasi-protestanckiej. W jakim celu – kolejnej „wojny chłopskiej”? Trudno nie odnosić takiego wrażenia.

  68. Tak na szybko.
    Przemówienie PMM miejscami było dla mnie porywające. Podoba mi się ten człowiek.
    Myślę, że te historie z przesłuchiwaniami i zastraszaniem go krzywdą rodziny są prawdziwe.
    Coś nie tak?

    Problem polega na tym… że go złamali. On ma syndrom sztokholmski i to bardzo głęboko wpojony sowieckimi metodami udoskonalanymi przez dziesięciolecia. Zwracał się z prośbą do hołoty, która jest kontynuacją wszelkich wrogich i cynicznych antypolskich sił abyśmy byli jedno.
    To niedopuszczalne.

    Fałszywa obecnie nauka KK o tym, że nie ma złych łotrów tylko sami dobrzy (i wszyscy będą w raju dla dobrych) też nie jest bez znaczenia (głęboka wiara Morawieckiego jest też raczej autentyczna).
    Ponieważ sprawa IPPTV wychodzi ostatnio na tym blogu (wprowadzając raczej zamęt), zaznaczam, że jej nie oglądam i wyrażam wyłącznie własne stanowisko.

    Odpowiedz

  69. Było? Bo dopiero przypadkiem natrafiłem:
    https://www.ksjerzypopieluszko.pl/

    Ja się chyba czepiam ale:
    – „wesprzyj (nie akcję, nie petycję tylko: ) Wojciecha Sumlińskiego” ?
    – „Cel akcji:[…] premiera najnowszej książki” ?

    Ten egotyzm mi nie pasuje w tej sprawie.

    Odpowiedz

  70. Szanowni Państwo,

    Temat Ruchu 11 Listopada uważam za zakończony i nie widzę potrzeby poświęcania czasu „polityczno-bibilijnej” inicjatywie pana Chojeckiego.
    Tym bardziej, że po moich delikatnych upomnieniach, tu i na twitterze, spodziewam się dostąpić degradacji lub zaliczenia do grona agentury.

    Odpowiedz

  71. Podpierający się Pańskim autorytetem wyznawcy „rodzinnej” inicjatywy politycznej pastora Chojeckiego ośmieszają się zarzucając Panu… lęk przed kościołem katolickim. Czym dowodzą nie tylko własnej ignorancji, ale i kompletnej nieznajomości tekstów Aleksandra Ściosa. Nawiasem, nie pojmuję jak można poważnie traktować „ruch”, którego filar hałaśliwie dowodzi że, cyt.: „To agentura watykańska namówiła Dudę do obalenia rządu.”

    https://dorzeczy.pl/kraj/49711/Kowalski-To-agentura-watykanska-namowila-Dude-do-obalenia-rzadu.html

    Dziwnie mi to przypomina sytuację sprzed dwóch lat i żarliwość popleczników estradowca Kukiza. Mam nadzieję, że przytomniejsi z nich po występach lidera na gali u Solorza (TW Zeg) choć trochę ochłonęli.

    https://wzzw.wordpress.com/2016/06/15/%E2%96%A0%E2%96%A0-polsat-telewizja-sluzb-specjalnych/

  72. „Nawiasem, nie pojmuję jak można poważnie traktować „ruch”, którego filar hałaśliwie dowodzi że, cyt.: „To agentura watykańska namówiła Dudę do obalenia rządu.”

    Mnie także poraziła ta bzdura, Pani Urszulo. Aż dziw, iż ów przenikliwy obserwator naszych czasów nie postuluje, iż to watykańska agentura do spółki z antarktycznymi potomkami nazistów tej namowy dokonała.

  73. Kreatorzy „legendarnych działaczy Solidarności” – czyli od bankstera do premiera

    Panie Aleksandrze,

    Nie uwiodły mnie w najmniejszym stopniu bogoojczyźniane, patetyczne zaklęcia z exposé, ani medialne „pompowanie” nowo objawionego cudu świata.

    „Polska Wielki Projekt”, „konserwatyzm modernizacyjny”, historia pisana wstecz i na nowo, dowodzenie z fałszywych autorytetów, manipulacje pustosłowiem – to wszystko przerabiałam i jestem trwale uodporniona.

    Ignoranckie („morawieckie”) bujdy typu: „Były kiedyś w Polsce podziały na białych i czerwonych, ale my Polacy nie jesteśmy tylko biali, albo tylko czerwoni. Czas wreszcie odrzucić te zabójcze podziały. My jesteśmy biało-czerwoni, wszyscy Polacy jesteśmy biało-czerwoną drużyną.” – odrzucam z oburzeniem. Nie należymy do tej samej drużyny, panie Mateuszu Morawiecki, synu Kornela (współtwórcy SW i … partii Kukiz’15).

    Pozdrawiam Autora i komentujących

    PS. Dwa lata temu bloger Karlin napisał na S24 znakomity tekst: „Odnalazła się metka z ceną dobrej zmiany” – pod którym się podpisuję. [ https://www.salon24.pl/u/karlin/678214,odnalazla-sie-metka-z-cena-dobrej-zmiany ]

    Odpowiedz

  74. Wpis Gospodarza dystansujący się od polityki spod znaku „biblijnego fundamentu” natchnął mnie otuchą. Wielką otuchą. Dopóki istnieje świadomość wielokrotnie wyrażonej tu racji stanu, dopóki ta świadomość ma być podstawowym i głównym spoiwem działania Polaków, dopóty Polska ma szansę być państwem niepodległym.

    Zdążyłem już zaznać, na twitterze właśnie, taktyki „wilczego posapywania” stadka zgromadzonego wokół pastora Chojeckiego. A poszło o rzecz banalną, czyli o to, że stadko to uznaje i wierzy, iż to ksiądz w parafii przede wszystkim kieruje codziennym sposobem troski rodziców o dzieci. To posapywanie do złudzenia przypominało posapywanie otoczenia pani Paczuskiej w rozkwicie największej utraty krytycyzmu. Seryjne gęganie gęgaczy powtarzających bzdury i poklepujących się porozumiewawczo po pleckach.

    „Biblijny fundament” jest dobry w osobistych relacjach z Bogiem i światem. Zarazem bardzo wymagający, wymagający przede wszystkim pokory w nagłaśnianiu, co się ze Słowa zrozumiało.

    Odpowiedz

  75. Panie Przemku,

    Na tym blogu, który często nazywam swoją małą ojczyzną, gromadzą się patrioci rozumiejący polską rację stanu, dążący do niepodległości ojczyzny. Dla mnie to najważniejsze i jedyne kryterium. Sprawy relacji z Bogiem, o których często Pan wspomina (i tu aż za dobrze Pana rozumiem…) – to są sprawy Pańskiego, i tylko Pańskiego sumienia.

    Pozdrawiam serdecznie, Poeto!

  76. MACIEREWICZ _ RM _ „GŁOS POLSKI”

    Są jeszcze tak liczni ludzie, […] którzy kpią sobie z dążeń niepodległościowych, którzy potrafią nazwać budowanie niepodległej Ojczyzny faszyzmem, nazizmem. Ba, ośmielają się porównywać tych, którzy dzisiaj odbudowują niepodległe państwo polskie, do zbrodniarzy Jaruzelskiego, którzy potrafią mówić, że to właśnie Jaruzelski, że to właśnie ci, którzy mają ręce umaczane w polskiej krwi, byli ludźmi działającymi na rzecz Polski – powiedział w felietonie „Głos Polski” na antenie TV Trwam i Radia Maryja minister obrony narodowej Antoni Macierewicz.

    Szef MON w swoim felietonie nawiązał do historycznych rocznic wydarzeń grudniowych: wprowadzenia stanu wojennego w 1981 roku oraz wydarzeń na Wybrzeżu z 1970 roku.

    Co roku mówimy o tym, że trzeba pamiętać o tych, którzy oddali swoje życie po to, abyśmy mogli dzisiaj odbudowywać niepodległość Polski. Te słowa mogą wydawać się banalne, ale zmienia się to, gdy przypomnimy sobie, w jaki sposób ci ludzie ginęli – akcentował Antoni Macierewicz.

    – Gdy przypomnimy sobie, jak straszliwą śmiercią ginął ks. Jerzy Popiełuszko, gdy przypomnimy sobie tych, którzy byli rozstrzeliwani u stóp wzgórza Nowotki, gdy przypomnimy sobie o czołgach, które wyjeżdżały na miasto, wyjeżdżały na ulice Gdańska rankiem 13 grudnia i rozbijały bramę Stoczni, niszcząc wszystko przed sobą, a ja to pamiętam doskonale. Pamiętam ludzi, którym pot ściekał z twarzy ze strachu – wszyscy się wówczas baliśmy, ale wiedzieliśmy też, że trzeba się temu po prostu przeciwstawić.

    O polską niepodległość walczyło wiele pokoleń, nie tylko w grudniu 1970 i 1981 roku, ale również wcześniej – zwrócił uwagę minister.

    – To jest cały ciąg pokoleń, od 1939 roku, a zwłaszcza od 1944, kiedy zmierzyliśmy się z okupacją sowiecką, którzy nie założyli rąk, którzy w najróżniejszy sposób, czy poprzez wychowanie swoich dzieci, czy poprzez walkę zbrojną, czy poprzez konspirację, czy poprzez naukę prawdziwej historii Polski, trwali w tym trudzie niepodległościowym, wielkim trudzie niepodległościowym – tłumaczył polityk.

    Szef resortu obrony zauważył, że poprzez pozwolenie na dominację kłamstwa w sferze publicznej przez ostatnie 28 lat, pamięci narodowej nie uczyniono podstawą wychowania najmłodszych pokoleń Polaków.

    – Dlaczego przez te 28 lat nie wychowywaliśmy pamięci, nie przywołaliśmy pamięci narodowej, nie uczyniliśmy jej fundamentem wychowania nowych pokoleń? Odpowiedź na to jest prosta: to nie jest tak, że Polacy są podzieleni. To jest tak, że pozwoliliśmy przez te wszystkie lata na to, żeby kłamstwo dominowało w sferze publicznej, żeby kłamstwo wchodziło do szkół, żeby kłamstwo było codziennie obecne w gazetach, w radio, w telewizji – akcentował.

    Było również przyzwolenie na bratanie się najwyższych autorytetów z ludźmi, którzy służyli kłamstwu – zaznaczył Antoni Macierewicz.

    – Zgadzaliśmy się na to, żeby najwyższe autorytety wspierały kanalie, żeby najwyższe autorytety pokazywały się razem z tajnymi współpracownikami, żeby najwyższe autorytety chodziły na przyjęcia do ludzi, którzy nie tylko zrobili z kłamstwa swój zawód i kłamstwu służą, przekształcając świadomość narodową zgodnie z moskiewskimi nakazami, ale także oklaskiwali w sposób oczywisty kpiące i podważające narodowy sens i narodową wartość działania tzw. satyryków – powiedział szef MON.

    Jeśli młode pokolenie nie będzie potrafiło rozróżnić narodowych bohaterów od zdrajców, będzie to efektem braku reakcji na obsadzanie na wysokich urzędach ludzi, którzy aprobują zdradę – wskazał minister.

    – Jeżeli będziecie utyskiwali nad tym, że wasze dzieci nie rozróżniają bohaterów od zdrajców, to dzieje się tak dlatego, że nie reagujemy wtedy, gdy ludzie na najwyższych stanowiskach aprobują zdradę i oklaskują kpienie z bohaterstwa i martyrologii narodowej – wyjaśnił polityk.

    VIDEO => https://www.youtube.com/watch?v=iI5piSraRoM

    Odpowiedz

  77. Do maszerujących,

    w listopadzie książka „Nudis Verbis przeciwko mitom” osiągnęła status bestsellera miesiąca. To dobry początek, bo to wy ją w dużej mierze kupowaliście. Teraz już wiecie jaką książkę oddał w wasze ręce Aleksander ŚCIOS. Wiecie jak bardzo jest potrzebna i dlatego powinniście ją promować, aby stała się powszechnie obecnnym w polskich domach „przewodnikiem” do wolnej Polski. Róbmy to zatem dalej! Promujmy.
    Na moim tt proszę o RT.

    Posiadający facebook’a niech tam też będą aktywni, udostępniajcie.

    Gratuluję i proszę o więcej

    Odpowiedz

  78. Prawda pokryta bursztynem jak gruba kreska i „pojednania”,co właśnie ma miejsce.Pozdrowienia.

    Odpowiedz

  79. W MIĘDZYCZASIE…

    Tow. Putin w prostych żołnierskich słowach podaje wykładnię zamachu smoleńskiego i (na razie po dobroci) poucza:

    Cyt. za interia:

    „Jeśli w samolocie były wybuchy – samolot skąd leciał, z Moskwy? Z Warszawy – to znaczy, tam je podłożono. Szukajcie w takim razie u siebie”. Po czym dodaje: – „Nie było tam żadnych wybuchów”.

    Zapytuje: „Czy chcecie dodatkowo utrudnić stosunki polsko-rosyjskie? Po co? By podwyższyć własne notowania?”

    I dalej:

    – „Wydaje mi się, że stosunki rosyjsko-polskie są ważniejsze niż po prostu bieżąca wewnętrzna walka polityczna w Polsce pomiędzy różnymi siłami, które wykorzystują jakiś front antyrosyjski”

    – „Przewróćcie w końcu tę kartę, dorośnijcie w końcu, osiągnijcie dojrzałość odpowiadającą wymogom dnia dzisiejszego i interesom narodu polskiego”.

    „Ile miejsc pracy zostało straconych, jaka mogłaby pojawić się produkcja zorientowana na rynek rosyjski”

    „Nie potrzebujemy niczego od Polski; chcemy rozwijać z Polską stosunki. Mam nadzieję, że to podejście weźmie górę”.

    http://fakty.interia.pl/swiat/news-putin-o-smolensku-na-pokladzie-tu-154m-nie-bylo-wybuchow,nId,2477352

    Dla władających rosyjskim – tow. Putin in vivo:

    Odpowiedz

  80. Nie pierwszy raz wszystkie media „nasze i wasze” pełnią rolę rezonatora bajek z Łubianki tak,jakby nie znali wroga nr1(i jego metod) którym jest reżim terrorystów państwowych putina/cyryla/kadyrowa i jego wszystkie V kolumny.Na przykład metody zamachów sponsorowanych przez russkie specsłużby obliczone wewnętrznie na rzecz reelekcji małego Wołodii[https://kavkazcenter.com/russ/content/lubyankskie-istorii-fsb-ispolzovala-svoj-messendzher-Telegram-dlya-raskrytiya-gruppy-piterskikh-islamistov.shtml] i obliczone zewnętrznie na pozyskanie tzw. opinii „świata pojednanych”,w tym oligarchii „biznesowej” z międzynarodówki „false peace” (tej resetowej-bis,pieriestrojkowej-bis,antysankcyjnej).Walka z korupcją na Ukrainie też może się okazać wytrychem wykorzystanym dla uwiarygodnienia upadającego kosztem normalnych Rosjan reżimu CCCPbis za „pozytywnie nawrócony”,podobnie jak gra obecnych decydentów PRLbis w „nawróconą-tuskomorrę-z-którą-już-można”.Bez rozliczenia zbrodni,kolaboracji z wrogami i mafii korporacyjnych nie ma kołaczy.

    Odpowiedz

Spokoju nie będzie

Sądziłem, że po rekonstrukcji rządu nastąpi uspokojenie, potrzebne do zmiany istniejących i obsadzenia nowych stanowisk. Tymczasem wczorajsze głosowanie w Sejmie nad projektami ustaw, dotyczących dzieci nienarodzonych, pokazało kolejną paskudną stronę obecnej sytuacji politycznej.

Okazało się, że wydawałoby się fundamentalna sprawa dla lewej i prawej strony sali sejmowej, jest tylko elementem politycznej rozgrywki.

Część posłów partii liberalno-lewicowych nie głosowała za projektem popieranym przez te partie nie dlatego, że się z nim nie zgadza, ale dlatego, żeby zamanifestować sprzeciw wobec kierownictwa partii.

Widać, że w partii „Nowoczesna” zmierza to do rozłamu, a w PO oznacza zwrot ku lewicy, co raczej rozłamem się nie skończy, ale organizacyjnym usunięciem, politycznym wypchnięciem i dobrowolnym odejściem kolejnych parlamentarzystów, członków partii i sympatyków.

Jeden z moich kolegów zadzwonił do mnie i powiedział, że to jest intryga Jarosława Kaczyńskiego w stylu Józefa Piłsudskiego, który w różnych partiach miał swoich stronników, którzy działali tak, żeby ich partie popierały działania politycznie korzystne dla niego.

Ja tego tak nie widzę. Sprawa prawnego zakresu obrony życia nienarodzonych jest dla Jarosława Kaczyńskiego niewygodna.

Do tej pory robił wszystko, by obowiązujące regulację w tej sprawie nie zmieniały się. Pewnie dlatego głosował za dalszym procedowaniem obu, wykluczających się projektów, licząc, że utkną na etapie wewnątrz sejmowych debat, sporów i procedur. I tak za dalszym procedowaniem głosowała cała „góra” PiS. Zapewne liczono, że opozycja z PO i „Nowoczesnej” karnie zagłosuje za swoim projektem, a głosy z PiS-u przeważą za dalszym procedowaniem obu projektów.

Jak to się mówi, Kaczyński chciał rubla zarobić i cnoty nie stracić. Nie udało się! Liberalno-lewicowy projekt odrzucono i pozostał tylko ten, dalej idący w ochronie życia nienarodzonych, a któremu do tej pory przeciwny był Kaczyński.

W tej sytuacji wszyscy mają problem i żadna z głównych partii bez dużego wewnętrznego konfliktu nie rozwiąże tego problemu. Na tym przykładzie widać, że chyba miałem rację, pisząc niedawno, że obecny rok będzie politycznie przełomowy. Wygląda na to, że nomen omen niejedna partia może się przełamać na części.

Andrzej Szlęzak
http://mysl-polska.pl

Poruszający wywiad z Aleksandrą Jakubowską. „Doceniłam wartość życia dopiero, gdy okazało się, że sama mam niepełnosprawne dziecko”.

Doceniłam wartość życia dopiero, gdy okazało się, że sama mam niepełnosprawne dziecko. Teraz myślę, że każde życie – a może nawet takie jeszcze bardziej – jest czymś najcenniejszym i trzeba robić absolutnie wszystko, by je uratować — wyznaje Aleksandra Jakubowska, była polityk SLD w poruszającej „Rozmowie Mazurka” na łamach magazynu „Plus Minus”.

– Dożyliśmy czasów, w których na salonach wstyd jest nie mieć za sobą aborcji. Tak jak wstyd jest nie mieć torebki Louis Vuittona za kilkanaście tysięcy, tak i wstyd nie mieć choć jednej aborcji i nie opowiadać o niej. A prawdziwa elita musi mieć tych aborcji kilka. Tak naprawdę to obrzydliwe — mówi z oburzeniem Jakubowska. Na zarzut, że kiedyś mówiła coś innego, odpowiada krótko: „życia nas zmienia”. Przyznaje, że był czas, gdy opowiadała się za dostępnością do antykoncepcji, edukacji seksualnej i aborcji, ale zmieniła zdanie.

Jakubowska stanowczo odcina się od celebrytek uczestniczących w czarnych protestach. Potępia decyzję o aborcji spowodowaną metrażem mieszkania czy innymi błahymi przyczynami. Nie potrafi pojąć mówienia o zygocie, zamiast o dziecku i decyzję o aborcji przy jednoczesnej „adopcji pszczoły”.

– Ja mówię „dziecko”, bo to jest dziecko. Nikt mi nie wmówi, że po połączeniu plemnika z jajkiem powstaje zygota, z której nie wiadomo, co może wyrosnąć. Wiadomo co wyrośnie – człowiek — podkreśla. Oburza się na celebrytki, które choć „zamożne, wykształcone, światowe”, wypowiadają się jakby nie miały pojęcia w jaki sposób zachodzi się w ciążę.

– Jeśli nie jesteś pewna, czy możesz tego dnia pójść z facetem do łóżka, to wypij szklankę zimnej wody — radzi z przekąsem, przypominając że przecież antykoncepcja jest w Polsce legalna i świetnie zarabiające celebrytki mają tego świadomość.

– Doskonale to wiedzą, tylko im chodzi o to, by można było bezkarnie usuwać te dzieci — konkluduje Jakubowska.

Wspomina też, że w dniu czarnych protestów mijała w centrum Warszawy dziewczyny idące na manifestację.
– Słyszałam ich rozmowy i proszę mi wierzyć, że one w większości nie wiedziały, o co w tej demonstracji chodzi. Miałam wrażenie, że idą na jakiś piknik. (…) Wie pan co mnie w tym wszystkim najbardziej przerażało i odpychało? Niesamowita wulgarność — przyznaje była posłanka SLD, dodając że widziała różne transparenty i była nimi wstrząśnięta.

– Rozumiem poetykę demonstracji, ale to, co tam wykrzykiwano czy wypisywano, po prostu było wulgarne i epatowało straszliwym chamstwem. I brakiem konsekwencji — dodaje, wyliczając niekonsekwencje takich haseł jak „mój brzuch, moja sprawa”, przy jednoczesnym domaganiu się alimentów.

Aleksandra Jakubowska opowiada też o swoim niepełnosprawnym synu, Piotrze.
– Ma 34 lata i 189 cm wzrostu. Do końca naszego życia będzie mieszkał z nami, bo jest niepełnosprawny intelektualnie. Uraz okołoporodowy, ale wtedy o tym nie wiedzieliśmy — wyznaje. Mówi, że rozwijał się wolniej niż inni, ale mówiono im, że „chłopcy tak mają”. Był bardzo spokojnym dzieckiem. Do specjalisty udali się dopiero wtedy, gdy miał problemy z mówieniem.

W końcu diagnoza o trwałej niepełnosprawności.
– Najpierw odrzucenie, próba podważenia diagnozy, niewiara w to, co usłyszałam. Potem obwinianie się i żal nad sobą: dlaczego mnie to spotkało, dlaczego moje dziecko, co ja takiego złego w życiu narobiłam [a no trochę tego by się nazbierało… – admin]. I dopiero potem przychodzi pełna akceptacja i pełne szczęście —  mówi Jakubowska, przyznając że był to wielki cios, który zabrał wcześniejsze plany dotyczące życia rodzinnego, wychowania dziecka, wprowadzania go w świat kultury, sztuki.

– Pewne rzeczy trzeba przyjąć do wiadomości i nie ma co nad tym płakać. (…) Takie jest życie, trudno, nie mamy na to wpływu. Trzeba tylko stworzyć dziecku jak najlepsze warunki — przyznaje. Dodaje, że ma wiele sympatii do Patryka Jakiego, ministra sprawiedliwości, który mówi o własnym synu dotkniętym Zespołem Downa.

– To bardzo fajne, że wszędzie chwali się swym dzieckiem. Bardzo go za to szanuję — mówi Aleksandra Jakubowska.

Przyznaje, że sytuacja finansowa rodziny wychowującej dzieci niepełnosprawne jest dramatyczna. Mówi, że dotychczas państwo nie pomagało rodzicom. Liczy jednak na obietnice rządu w sprawie zmian.

– Premier Beata Szydło i minister Elżbieta Rafalska [artykuł pochodzi z 10.11.2017 – admin] zapowiadają, że to dopiero początek zmian. Pamięta pan protest rodziców dzieci niepełnosprawnych w 2014 roku? Oni chcieli dostępu do lekarza, do turnusów rehabilitacyjnych i żeby te turnusy były dłuższe, chcieli wielu zmian systemowych. Jeśli one zostaną faktycznie przeprowadzone i pojawią się projekty tworzące system opieki nad dziećmi niepełnosprawnymi, to będzie rewolucja, duże brawa — podkreśla.

Oburza się też na skandaliczne określenia posłanek PO i działaczek lewicy, które krytykując ustawę „Za życiem”, twierdziły iż wypłata 4 tys. zł rodzinom dzieci niepełnosprawnych to „trumienkowe”.

– To jakiś koszmar, obrzydliwe, pełne pogardy określenie. Nie wyobrażam sobie, by jakakolwiek kobieta mogła tak mówić. (…) Od 12 lat jestem poza jakąkolwiek partią, a z kobietami mówiącymi o „trumienkowym” nie chcę mieć nic wspólnego — konkluduje Aleksandra Jakubowska.

mall / „Plus Minus”
https://wpolityce.pl/