Schudrich skarży się na „polski antysemityzm

Naczelny rabin Polski Michael Schudrich, który choćby przy okazji żydowskiego święta Chanuka był podejmowany z honorami przez prezydenta Andrzeja Dudę, postanowił poskarżyć się na rosnący w naszym kraju „antysemityzm”, co raczył uczynić na antenie niemieckiej telewizji państwowej.

Zdaniem zwierzchnika żydowskiej społeczności w Polsce, obecną sytuację można porównać do wydarzeń z marca 1968 roku, za co odpowiada nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.

Już sama niemiecka telewizja Deutsche Welle na początku swojego reportażu sugeruje, iż „Żydzi w Polsce doświadczają nowej fali antysemityzmu”, a przyczyną takiego stanu rzeczy jest „nowe prawo negujące polski współudział w nazistowskich zbrodniach”.

Z tą tezą zgadza się Schudrich, skarżący się na nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która w jego opinii powoduje, że prawo sankcjonuje „każdego, kto powie, że Polacy są odpowiedzialni lub współodpowiedzialni za nazistowskie zbrodnie popełnione przez III Rzeszę niemiecką”

Rabin mówi przy tym o niepokoju społeczności żydowskiej, ponieważ polskie prawo jest przez nich postrzegane jako próba wybielania historii II wojny światowej, dodatkowo ograniczająca wolność słowa.

Na zakończenie materiału Schudrich widoczny jest w warszawskiej synagodze, gdzie przestrzega on przed kolejną emigracją Żydów z Polski, o ile polskie społeczeństwo nie zwalczy „antysemityzmu” i wystarczająco go nie potępi. [Ależ emigrujcie, emigrujcie czym prędzej! – admin] 

Schudrich w listopadzie ubiegłego roku był gościem prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, z kolei miesiąc później był stałym bywalcem chanukowych uroczystości organizowanych w Sejmie oraz w Pałacu Prezydenckim, gdzie był podejmowany z honorami przez wspomnianego już Dudę.

Co ciekawe, rabin w ubiegłym miesiącu wypowiadał się zupełnie inaczej, kiedy podczas spotkania z Dudą w Krakowie twierdził, iż na świecie nie ma miejsca na antypolonizm.

Na podstawie: wpolityce.pl, tvp.info.
http://autonom.pl

Reklamy

Recenzja książki „Bestialstwo UPA pod Lubomlem na Wołyniu”

You are here:

Wiceszef resortu cyfryzacji Marek Zagórski i były senator PO Andrzej Misiołek przyjęci do PiS

Wiceszef resortu cyfryzacji Marek Zagórski i były senator PO Andrzej Misiołek zostali przyjęci do Prawa i Sprawiedliwości – zdecydował dziś komitet polityczny PiS – wynika z informacji PAP zbliżonych do kierownictwa partii.
              Foto: Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

– W czwartek wiceminister Zagórski oraz senator Andrzej Misiołek zostali przyjęci do Prawa i Sprawiedliwości – poinformował PAP polityk ze ścisłego kierownictwa PiS.

Zagórski dotychczas był wiceszefem Porozumienia, partii Jarosława Gowina wchodzącej wraz z PiS i Solidarną Polską w skład Zjednoczonej Prawicy.

W minionym tygodniu „Rzeczpospolita” informowała, że Zagórski ma zostać nowym ministrem cyfryzacji, jednocześnie przejść do PiS, „co ma być efektem porozumienia w ramach Zjednoczonej Prawicy”.

Zagórski jest wiceszefem Ministerstwa Cyfryzacji od września 2016 roku. Resort ten od 9 stycznia br., gdy odwołana została Anna Streżyńska, nie ma kierującego nim ministra. Konstytucyjny nadzór nad resortem sprawuje premier Mateusz Morawiecki, a bieżącymi pracami kieruje Zagórski jako sekretarz stanu.

Z kolei Misiołek (wraz z Leszkiem Piechotą) w grudnia ub.r. opuścił Platformę Obywatelską i przeszedł do klubu PiS. Politycy tłumaczyli wtedy tę decyzję listopadowym głosowaniem nad rezolucją PE na temat sytuacji w Polsce, którą poparło 6 europosłów PO, a także sierpniowym wywiadem wiceszefa Platformy Borysa Budki dla niemieckiej gazety „Die Zeit”.

Budka przekonywał w nim m.in., że „Unia Europejska musi pokazać bezwzględność, ale jednocześnie dać do zrozumienia, że nie jest ona skierowana przeciwko Polakom, tylko przeciwko rządowi”. Dodał, że „UE musi postawić Polsce ultimatum”.

Od słów tych odcięli się po kilku dniach Piechota i Misiołek, a władzom partyjnym i klubowym PO zarzucili, że nie zareagowały na „niegodne polskiego posła wystąpienie” i „na skandaliczne zachowanie europosłów”.

W przyjętej 15 listopada rezolucji, europarlament wezwał polski rząd do przestrzegania postanowień dotyczących praworządności i praw podstawowych zapisanych w traktatach. PE zainicjował też własną procedurę zmierzającą do uruchomienia art. 7 traktatu wobec Polski. W dokumencie znalazł się również apel PE do polskiego rządu, by potępił „ksenofobiczny i faszystowski” Marsz Niepodległości.

blob:https://onet.tv/453bf36c-a48c-4583-9a10-fba69f2df059

Granica „polsko-francuska” (lechicko-frankońska) rozpoczynała się od Adriatyku

Granica „polsko-francuska” (lechicko-frankońska) rozpoczynała się od Adriatyku,

przechodziła w okolicy dzisiejszego Linzu
brzegiem Dunaju do Ratyzbony (Regnica),

stamtąd do Norymbergi.

Od Norymbergi szła do Bambergu,

Erfurtu,
dalej wzdłuż biegu Soławy,
Halle,
Magdeburga
i Łaby,
aż do jej ujścia między Hamburgiem i Lubeką,
gdzie znajdował się Związek Wielecki
.

Dokładnie ją przestudiuj mapę. Linia przerywana, sięgająca poza Limes Sorabicus, wyznacza najdalszą na Zachód granicę osadnictwa Słowian. VI-VIII wiek: Słowianie graniczą z Danią (Jutlandia), sięgają nad Ren (Grań), Radencę, Men (Mień), aż po rzekę Lech w Bawarii, która do dziś nosi tę nazwę. Dawna nazwa Augsburga to Miasto Lecha, Salzburga – Starogród, Regensburga (Ratyzbony) – Regnica, Poczdamu – Postupim


Limes Sorabicus Karola Wielkiego, czerwona linia przerywana: zachodnia granica osadnictwa Słowain w VI-VIII wieku
„Pierwsze wtargnięcie Germanów na ziemie słowiańskie nastąpiło już w pierwszym tysiącleciu przed n. Ch. i rozpoczęło pochód Germanów na wschód, ten wieczny odtąd Drang nach Osten” –

Włodzimierz Dzwonkowski, „Prahistorja ziem polskich” (Słowiańszczyzna pierwotna. Początki polskiej kultury i organizacji), Warszawa 1918.

W tym samym dziele jest zamieszczona mapa „Słowiańszczyzna Zachodnia i Germania w VI-IX wieku po nar. Chr.”, a w niej zaznaczone czerwonymi punktami zachodnie granice osadnictwa słowiańskiego: Hamburg, rzeka Ilmenawa, Brunszwik, góry Harcu, Fulda,Wuerzburg, rzeka Wernica oraz zakreślony czerwoną linią ciągłą Limes Sorabicus, przeprowadzony w 808 roku przez Karola Wielkiego (granica oddzielająca jego monarchię od Słowiańszczyzny zachodniej).

Limes Sorabicus (niem. Sorbenmark, „granica łużycka”) to łacińska nazwa linii obronnej cesarstwa frankońskiego utworzonego przez Karola Wielkiego i używana kilkukrotnie przez roczniki frankońskie Karolingów – Annales Fuldenses w IX w. dla określenia marchii na pograniczu germańsko-słowiańskim na Soławie.

Granica ta miała odgradzać Franków i podbitych przez nich Germanów od pozostałych Słowian.

Po podbiciu Serbołużyczan przez Sasów oraz utworzeniu na Łużycach granicznej Marchii Wschodniej na odcinku północnym pomiędzy Zatoką Kilońską a dolną Łabą granica nazywana była później jako Limes Saxoniae.

Wielki polski patriota, ks. dr Stanisław Dołęga-Kozierowski (1874-1949) polski historyk i językoznawca, duchowny katolicki, profesor Uniwersytetu Poznańskiego, członek Polskiej Akademii Umiejętności, badający słowiańskie nazwy własne na terenach dzisiejszych Niemiec, wydał w Poznaniu w 1934 roku „Atlas nazw geograficznych Słowiańszczyzny Zachodniej”w której zamieścił mapę dokumentującą onomastycznie słowiańskie osadnictwo sięgające aż poza Limes Sorabicus Karola Wielkiego,.

KRONIKI NIEMIECKIE, RZYMSKIE I ARABSKIE O IMPERIUM LECHITÓW I ANTYCZNE NAZWY POLAKÓW.

 

Pod filmem linki do – kronik polskich – trzeba krok po kroku rozwijać linki

Poczet królów, książąt, władców polskich. Przed katoliccy królowie Polski według Długosza, biskupów Boguchwała i Kadłubka, kroniki Franciszkańskiej i Bielskiego, i o Imperium Polan. Tu:

POCZET 15 PRZED KATOLICKICH KRÓLÓW POLSKI WEDŁUG KRONIK NIEMIECKICH ht/../tps://ww//w.youtube.com/watch?v=RNUYp…

Materiały źródłowe do greckiego pochodzenia Polaków od synów Noego ht..tps:/../www.youtube.com/watch?v=aSKFg….

Najwiecęj alternatywnych wersji cudów związanych z otrzymaniem korony przez Piasta podają Bielski i Długosz w rozdziale o Piaście.

Link do Kroniki Bielskiego htt..ps:/../archive.org/details/kronikapo…
Link do Kronik arcybiskupa Prokosza ht..tp:/../books.google.ca/books?id=FrRbA.

Kronika biskupa Kadłubka ht..tp:/../poetica.freehost.pl/kronika.h..t.ml

Kronika arcybiskupa Długosza ht..tp:/../ww..w.polona.pl/item/192557/4/

Kronika Wielkopolska ht..tp:/../historiapolski.eu/kronika-lech…

Link do Białczyńskiego który zajmuje się naukowo genetyką i pochodzeniem Słowian a ponadto wyjaśnia kosmiczną naturę bogów czczonych przez Polan
ht..tp://bialczynski.pl

O pangermańskim szowiniźmie i nacjonaliźmie, o nieustannych próbach naciągania faktów i anglo-niemieckich manipulacjach przy Y-DNA
http://bialczynski.pl/2011/12/26/o-germanskim-szowinizmie-nacjonalizmie-i-nieustannych-probach-naciagania-faktow-anglo-niemieckie-manipulacje-przy-y-dna

Dla chcących nabyć kroniki Bielskiego link ht..tp://ww..w.amazon.co.uk/Marcin-Bielsk…

O pochodzeniu Polan źródła h..ttp:/../wieczorna.pl/tajemnice-histori…

Stare mapy pokazują Kraków nad Renem i w Niemczech wschodnich ht..tp:/../www.jassa.org/

O wojnach Ariovistusa z Cezarem tu w Dziejach Słowiańszczyzny: ht..tps:/../archive.org/details/dziejesow…

ZBIÓR UKRYWANYCH PRZED POLAKAMI KRONIK
ht..tp:/../kronikihistoryczne.blogspot.ca…

O wojnach Polaków o Bawarię i bitwach nad rzeką Lech w Bawarii ,

ht..tps:/../youtu.be/Yu0Th3ZCW7Q

UKRYWANA POLSKA ARCHEOLOGIA
ht..tps:/../youtu.be/IaW23574QDs

Lechickie fakty i mity

Choć w mniejszym bądź większym stopniu teorię o ciągłej obecności Słowian na terenie Niżu (przynajmniej od 900-400 roku p.n.e) czyli tzw. teorię neoautochtoniczną popierali między innymi Wojciech Kętrzyński i Edward Romuald Bogusławski, to w głównej mierze jej rozwój i promocję zawdzięczamy Józefowi Kostrzewskiemu.

Po drugiej stronie barykady jest jeden z głównych twórców krakowskiej szkoły archeologii historycznej – Kazimierz Godłowski, który skutecznie kwestionował podstawy metodologii badawczej Kostrzewskiego. W maszynopisie jego referatu wygłoszonego na konferencji archeologicznej w Moskwie z 1977 r. znajdujemy taki oto fragment:

,,Dlaczego właściwie przyjmować, że ludzie posługujący się pewnym językiem mieli równocześnie lepić garnki o proporcjach, czy też w pewien specjalny sposób formować brzeg naczynia i co więcej kontynuować tego rodzaju tradycje przez setki lat. Dlaczego mamy zakładać, że cechy te nie były przyjmowane, zapożyczane i przekazywane niezależnie od różnic etnicznych – tak jak wszystkie inne elementy kultury materialnej, duchowej i społecznej, na których dyfuzję mamy mnóstwo przykładów.”

Mimo wielu zastrzeżeń i wątpliwości prezentowanych przez licznych badaczy, dzięki posiadanej dziś przez nas wiedzy genetycznej, historycznej i archeologicznej, ja przez większość czasu pozostawałem i pozostaję nadal umiarkowanym zwolennikiem teorii o stałej obecności Słowian na terenie Niżu.

Wysoce cenię sobie pracę wykonaną przez autora książki ,,3000 lat Państwa Polskiego”, który może i pozwolił sobie na pewne nadinterpretacje, lecz był doprawdy najbliżej ustalenia prawdy na temat naszej przeszłości; i to na długo przed powstaniem Internetu oraz dokonaniem wielu współczesnych badań genetycznych.

Gdy z czystej ciekawości poznawałem historię Słowian, obracałem się jednocześnie w pewnym politycznym środowisku, w którym zaczęła zachodzić ogromna zmiana. Mimo dalszego nawiązywania do tradycji organizacji o tej samej nazwie istniejącej przed wojną i podkreślającej nierozłączność katolicyzmu z polskością, coraz częściej musiałem czytać niepochlebne wpisy na temat Kościoła Katolickiego. Z czasem rozwinęły się one w masową furię znaczącej części paru środowisk.

Furię przemieniono wkrótce później w skoordynowany atak. W tym celu sięgano po wysoce nieobiektywnych autorów i pisma, których autentyczność jest bliska zeru. Często także przekłamywano liczne wydarzenia historyczne, licząc na niewiedzę Internautów i ich skłonność do dawania wiary wszystkiemu, co napisze anonimowy użytkownik portalu społecznościowego. Jak grzyby po deszczu wyrosły nowe witryny, blogi, strony na portalach społecznościowych, pseudo-historyczne książki, które nieprzypadkowo promowano na półkach wielu księgarń.

Nie była w mej ocenie przypadkiem koordynacja działań wielu propagandzistów, którzy swoje rewelacje publikowali na niemal każdej otwartej i zamkniętej grupie na Facebooku, a także na rozmaitych forach dyskusyjnych. Z początku zresztą, choć masowe, te ataki na Kościół Katolicki i katolicyzm były poniekąd delikatne. Ostrożnie również poruszano tematy dotyczące historii Słowian, publikując jedynie informacje o nowych odkryciach naukowych i odkopując zapomniane fakty.

Początkowo wykorzystywano liczne fakty i odkrycia (np. Żmijowe Wały, Wazę z Bronocic, haplogrupę krwi R1A1, historyczne kroniki), by z czasem powoływać się już niemal wyłącznie na nic innego jak na zwyczajną mitologię, na mapy fałszowane w Paincie, na podania pseudo-historyczne, których wiarygodność obalono znacznie lepiej niż wielu apokryfów, na teorie autorów książek o Reptilianach jak i na anonimową pracę internetowych i amatorskich lingwistów, którzy w ostatnim czasie wysunęli publicznie propozycję ogromnego przymierza świata Słowian i muzułmanów, albowiem ,,Allah” oznacza w ocenie niektórych z nich ,,A’Lacha”, czyli Lecha i Lechitę.

Niestety, lecz w dobie Internetu, gdy większość osób naprawdę wierzy w niemal każdą przeczytaną rzecz, tego rodzaju ,,lingwistyka” i manipulacje ufologów, stały się kanwą nowej wiary tysięcy Polaków.

Weźmy zatem na szpilkę naszego czołowego ideologa Turbosłowian – pana Janusza Bieszka.

Mimo tego, że od wydania pierwszej części rewelacji Janusza Bieszka pdt. ,,Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna” minęły już trzy lata, książka ta nadal jest widoczna na wielu półkach w popularnej sieci księgarni.

,,Badał historię Prasłowian jako twórców kultury łużyckiej, jak rownież plemion lechickich oraz plemion polskich. Jako jeden z argumentów Janusz Bieszk podaje historyczny obraz (1,37 x 2,22 m) Jasnogórski Poczet 52 Królów i Książąt Polskich znajdujący się w Częstochowie.” (źródło)

Jak widać nie wszyscy ,,badacze” posiadają umiejętność odróżniania prawdy od fikcji albo odróżniania faktów od mitologii i legend. Równie dobrze można by bez wiedzy na temat mitologii greckiej przeczytać zbiór mitów, znaleźć parę waz, posągów i uznać na tej podstawie, że Tytani faktycznie musieli istnieć, a Herakles to postać historyczna. Podobnie jak Minotaur i Gorgona Meduza.

Czytelnicy mogą w tej chwili sądzić, że idę nieco daleko z tym porównaniem i znacznie przesadzam, jednak ten sam ,,badacz historii Słowian” napisał, że ,,Odnośnie metod badawczych – mam swoje własne i nie muszą być one zgodne ze „stricte naukowymi”. (źródło)

Jakoś mnie to nie dziwi, albowiem ,,stricte naukowe” metody opierają się właśnie na odsiewaniu ziarna od plew i na odróżnianiu faktów historycznych od mitów o wilkołakach i rusałkach. Metody ,,stricte naukowe” opierają się na krytycznej analizie źródeł, na odróżnianiu hipotez od teorii i na naukowej weryfikacji faktów, ale wiem też, że dziś są to metody wielu osobom nieznane.

Dla naszego ,,badacza” dowodem na istnienie jakiegoś króla jest NOWOŻYTNE przedstawienie postaci historycznych i legendarnych, które wedle (jakże obiektywnego i poważnego) ,,Tajnego Archiwum Watykańskiego”, Kościół Katolicki przed Polakami ukrywa. W dodatku ukrywa całkiem nieźle, wydając w 1990 roku specjalnie dla tegoż dzieła album o nakładzie 20 tyś egzemplarzy i wieszając je tam, gdzie mogą oglądać je turyści.

,,W książce „Cywilizacje kosmiczne na Ziemi” autor, próbując porównać studia nad Biblią, tabliczkami sumeryjskimi, oraz badania innych, równie nieuznanych co on, badaczy, dochodzi do wniosków, że m.in. na Ziemi przed powstaniem Cywilizacji Wielkich Rzek istniały już cywilizacje pochodzenia kosmicznego władające zaawansowaną technologią i używające ludzi, stworzonych przez siebie metodami inżynierii genetycznej, jako niewolników. Tym sposobem próbuje on wytłumaczyć m.in. niebiańskie pochodzenie bóstw w wielu kulturach, mit o Atlantydzie, czy budowę Stonehenge.” (źródło)

Jak ulał pasuje to do teorii wielu blogerów, którzy przekonują nas, jakoby to Słowianie byli potomkami Ariów, a Ariowie to tak naprawdę kosmiczni Aniołowie. Skoro jedno i drugie słowo zaczynają się na literę ,,a”, dla internetowych badaczy słowiańszczyzny stanowi to niepodważalny dowód lingwistyczny.

Swoje główne dzieło tj. ,,Słowiańskich królów Lechii” i zarazem Świętą Księgę każdego Turbosłowianina, nasz autor zaczyna od swego niesamowitego odkrycia epitafium. Wykorzystuje przy tym fakt, że mało kto zna dziś dobrze łacinę, tłumaczy ten tekst za Tadeuszem Wolańskim (tutaj z uwzględnieniem skrótów):

,,C[aio] Avillio Lescho | Ti[berius] Claudius Buccio | columbaria IIII, oll. VIII,| se vivo a solo ad | fastigum mancipio | dedid.”

Jako:

,,Na pożegnanie Awiłłowi Leszkowi, Tyberyusz Klaudyusz grób ten z cztérma framugami, na ośm urn popielnych, jeszcze za życia, jemu jedynie, dla zaszczytu, na zupełną własność oddał.”

Jak brzmieć może natomiast bliższe oryginałowi tłumaczenie? (znalezione w Internecie, ale chętnie opublikuję alternatywne)

,,Gajuszowi Awiliuszowi Lescho, Tyberiusz Klaudiusz Buccio, cztery kolumbaria i osiem urn, za życia, od ziemi do sufitu przekazał i wystawił.”

Ale przecież to jest koronny dowód i od tego zaczyna się cała książka! Czytelnik zatem już na starcie jest przekonany do geniuszu autora i czyta dalej rozmaite legendy oraz mity, przedstawiane w niej jako niezaprzeczalne fakty.

Autor nie widzi ponad to przeszkody w opieraniu się na wpół-mitologicznych kronikach, będące całkowitą normą w średniowieczu. Nawet ja studiując częściowo historię kultury i literatury wiem doskonale, jak usilnie kronikarze w Szwecji starali się za pomocą mitów i legend udowodnić rozmaite pochodzenie Szwedów i na tej podstawie usprawiedliwić dążenia terytorialne państwa i jego królów. Dla żadnego historyka nie jest tajemnicą pisanie legend czy pieśni pod dyktando władzy i jej ideologii, ale i o tym nasz ,,badacz” nie wie. Najprawdopodobniej, albowiem wolę zakładać niewiedzę, niż złą wolę.

Jednym z głównych argumentów Turbosłowian jest tzw. przekonanie ,,historiografii okupantów”, jakoby to Polacy pojawili się znikąd w momencie chrztu, podobnie zresztą jak i ich państwowość.

Już same wątpliwości budzi fakt porównywania struktur plemiennych (dopiero wtedy reformowanych i jednoczonych) do rozwiniętych organizmów państwowych albo współczesnych teorii narodowościowych, skoro nie istniało wtedy jeszcze pojęcie narodowości. Jednak nie, nikt tak naprawdę nie jest przekonany, jakoby to Polacy zeszli z drzew w momencie chrztu. W każdym razie nie są do tego przekonani poważni historycy. W tym celu wystarczy sięgnąć po prace naukowe któregokolwiek z nich, o ile nie wykracza to poza umiejętności przeciętnego Ario-Anioła i Jaszczuroludzia.

Turbosłowianie lubią powoływać się na antycznych historyków. Sam Herodot wspominał o plemionach Neurów i Budynów, którzy mieli sąsiadować ze Scytami. Tak, sąsiadować, albowiem każdy szanujący się historyk wie dość o koczowniczym plemieniu Scytów (uwielbiających swoją jazdę i łuki, a także praktykujących najczęściej pochówek szkieletowy), by dostrzec ogromną różnicę w zwyczajach, metalurgii, pochówkach, a nawet metodach prowadzenia wojny Słowian i Scytów.

Oczywiście zarówno Scytowie, jak i Słowianie byli Indoeuropejczykami i badania genetyczne to potwierdzają, ale uważanie każdego potomka Indoeuropejczyków za Słowianina, jest co najmniej ahistoryczne.

W IV księdze ,,Dziejów” Herodota czytamy więcej na temat Scytów:

,,Co do spraw wojennych jest u nich taki zwyczaj. Skoro Scyta powali pierwszego przeciwnika, pije jego krew, głowy zaś tych wszystkich, których w bitwie uśmierci, odnosi królowi: jeżeli bowiem zaniesie głowę, ma udział w uzyskanej przez nich zdobyczy, w przeciwnym razie nic nie dostaje. A odziera ją ze skóry w taki sposób: Nacina skórę dookoła uszów, potem chwyta głowę za włosy i wytrząsa ją; dalej zeskrobuje ze skóry mięso żebrem wołowym i garbuje ją w ręku; a skoro ją zmiękczy, posługuje się nią jak ręcznikiem, zawiesza ją u uzdy konia, na którym jeździ, i jest z tego dumny. Kto bowiem ma najwięcej takich ręczników, ten uchodzi za najdzielniejszego. Wielu z nich sporządza też ze zdartych skór szaty do wdziewania, zszywając je jak kożuchy pasterskie. Wielu również z prawej ręki trupów swych wrogów ściąga skórę wraz z paznokciami i sporządza z niej nakrywkę kołczanu. Bo skóra ludzka jest mocna i błyszcząca, i przewyższa lśniącą białością prawie wszystkie inne skóry. Niejeden nawet z całego człowieka zdziera skórę, po czym napina ją na drewno i konno obwozi. To więc jest u nich w zwyczaju.”

Jakoś ma się to kiepsko do miłujących pokój i żyjących w strukturach demokracji plemiennej Słowian, którzy wedle Turbosłowian nie praktykowali nawet niewolnictwa, ani składania ofiar z ludzi. Jednakowoż u ,,badacza” czytamy, że Scytowie byli Słowianami i jedną z wielu części Imperium Lechickiego.

Zerknijmy zatem do Tacyta:

,,Tu kończy się Swebia. Waham się czy plemiona Peucynów, Wenedów i Fennów zaliczyć mam do Germanów, czy do Sarmatów, jakkolwiek Peucynowie (niektórzy zwą ich Bastarnami) językiem, kulturą, sposobem osiedlenia i budowy domostw przedstawiają się jako Germanowie … Wenedowie wiele przejęli z obyczajów Sarmatów, albowiem w swych wyprawach łupieskich przebiegają wszystkie lasy i góry, jakie wznoszą się między Peucynami (Bastarnami) a Fennami. Raczej jednak należy ich do Germanów zaliczyć, ponieważ budują stałe domy, noszą tarcze, lubują się w pieszych marszach i chyżości – a wszystko to odmienne jest u Sarmatów, którzy spędzają życie na wozie i koniu.”

Inni Turbosłowianie idą jednak w zaparte i zaprzeczają istnieniu Germanów. Tak! Tych ludzi, z którymi Rzymianie walczyli, którzy dołączali do ich armii, zasiedlali ich Imperium, uczyli ich swoich języków, opowiadali o swojej kulturze, tradycjach, bożkach i geografii.

Ciekawe skąd zatem wzięły się języki germańskie, w szczególności język niemiecki, jeśli z Rzymianami graniczyli wyłącznie Prasłowianie i nigdy żadnych plemion germańskich tak naprawdę nie było? Niestety, lecz przypomina to właśnie przedwojenną historiografię niemiecką albowiem to Niemcy dla swych celów politycznych pierwsi zaczęli uważać się za potomków Arian/Ariów/Aryjczyków.

Nie wiem jednak w jakim stopniu tworzenie tego typu mitów ma służyć celom politycznym, a kiedy jest to po prostu objaw narodowych kompleksów i poczucia niskiej wartości.

Widząc jednak jak wiele osób czepia się nogami i rękami teorii, jakoby to Słowianie przed 10.000 lat tworzyli Imperium Lechickie i prowadzili swój program kosmiczny, zmieniam zdanie na temat tego, kto tu żyje swoimi kompleksami po odrzuceniu dotychczasowej tożsamości narodowej i musi udowadniać swoją wielkość każdym możliwym sposobem. Nawet jeśli te sposoby są, delikatnie powiedziawszy, skrajnie nienaukowe.

Naukowcy z Bydgoszczy ustalili, że najstarsi genetyczni przodkowie Słowian zamieszkiwali nasze tereny już 3-4 tys. lat temu, ale oni podchodzą z rozsądkiem do własnych badań genetycznych. Tym bardziej, że Słowianie w czasie Wielkich Wędrówek nigdy nie wynieśli się całkiem z terenów dzisiejszej Polski, a gdy malały wpływy innych kultur, przybyszów najzwyczajniej w świecie slawizowano. Grupa R1a1 u danej osoby oznacza wyłącznie, że przed 15-10 tysiącami lat, osoba ta miała najprawdopodobniej tego samego ojca co inni nosiciele tej grupy. Nie oznacza to jednak automatycznie zaklasyfikowania ich wszystkich jako Słowian, co zresztą byłoby niepoważne w przypadku licznych Polaków, Węgrów, Finów, Szwedów, Persów, Ubeków i Afgańczyków.

A co ze znaną nam wszystkim mapą z Imperium Lechitów, która krąży po Internecie? Oryginalna mapa pochodzi z amerykańskiego atlasu historycznego ,,The Historical Atlas” autorstwa Williama R. Shepherda, a przerobił ją najpewniej któryś z anonimowych autorów Turbosłowiańskich. Wskazują na to liczne błędy, jakich nie popełniłby żaden prawdziwy historyk, gdyby przystąpił do tworzenia podobnej fałszywki. Historyk twierdząc, że autorem mapy jest Tacyt, na pewno nie użyłby cyfr arabskich (XIII wiek n.e), południka zerowego Greenwitch (XIX wiek n.e), ani współczesnego kroju pisma. To tylko nieliczne z wielu błędów wskazujących na fałszerstwo. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą…

Tu oryginalna mapa, bez przeróbek (W. R. Shepherd, Historical Atlas, New York 1911; kolejne wydania: 1921, 1926) (źródło)

Zaczęło się pięknie: od prawdziwych odkryć, faktów i merytorycznych dyskusji na temat naszego pochodzenia, naszej metalurgii i sztuki wojennej. Skończyło się na mitach, legendach, fałszywkach, podłym zakłamywaniu historii Polski oraz Kościoła, jak i na promowaniu neopogaństwa i mitów o przybyszach z kosmosu. Nie wierzę w przypadki.

Robert Grünholz
https://rgrunholz.wordpress.com

Wielkanocne weto Prezydenta

hermaszewskiTego mało kto się spodziewał – Prezydent Andrzej Duda w Wielki Piątek – ogłosił swoje weto wobec tzw. ustawy degradacyjnej.

To był prawdziwy szok dla tzw. twardego jądra PiS-u, co znalazło prawie natychmiast wyraz w fali brudnego i prymitywnego hejtu w Internecie. Co zdecydowało o tym, że Prezydent zdecydował się na zakwestionowanie uznawanej za „oczywistą oczywistość” ustawy PiS, którą nie tak dawno jeszcze klub sejmowy przyjmował prostackim i gromkim „Precz z komuną!”?

Musimy odwołać się do uzasadnienia wygłoszonego przez Prezydenta podczas specjalnego oświadczenia w tej sprawie. Okazuje się, że niejako rozsadnikiem całej sprawy były spory wokół gen. Mirosława Hermaszewskiego (na zdjęciu podczas obchodów wołyńskich w 2013 roku).

Fakt automatycznego zdegradowania wszystkich członków Wojskowej Rady Ocalenia N)arodowego (WRON), w tym właśnie polskiego kosmonauty – wywołał powszechną falę krytyki. Protestowały przed wszystkim środowiska kresowe, dla których Hermaszewski jest ocalałym z Ludobójstwa Wołyńskiego. Prezydent uzasadniając swoją decyzję zaczął właśnie od tej sprawy:

„Ale, Proszę Państwa, nie tylko oni składali się na WRON. W Wojskowej Radzie Ocalenia Narodowego byli także inni członkowie. Wiele się mówiło o gen. Hermaszewskim, ale oprócz gen. Hermaszewskiego, który wtedy był podpułkownikiem, był jeszcze inny, drugi podpułkownik i było jeszcze czterech pułkowników, a więc tych ludzi znacznie niższych stopniem, niż generałowie było kilku, to byli jeszcze wtedy względnie młodzi ludzie. A jak przyznaje historyk z IPN pan dr Grzegorz Majchrzak, nie tylko pan gen. Hermaszewski został wpisany najprawdopodobniej do Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego bez swojej zgody. I de facto był to rozkaz po prostu, który był wydany, żeby w tej Wojskowej Radzie Ocalenia Narodowego uczestniczyć. Jeżeli nie tylko on, to można się domyślać, że prawdopodobnie dotyczyło to przynajmniej części tych oficerów niższych rangą niż generałowie.

Otóż muszę Państwu powiedzieć rzecz następującą: to rozwiązanie, które zostało przyjęte w ustawie, które powoduje, że wszyscy członkowie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, oczywiście z tymi podpułkownikami i pułkownikami, więc także gen. Hermaszewskim włącznie, nie mają możliwości złożenia żadnych wyjaśnień, chociaż większość z nich żyje do dzisiaj, i nie mają możliwości następnie złożenia żadnego środka odwoławczego, po obwieszczeniu przez Prezydenta listy członków WRON tracą swoje stopnie wojskowe – jest czymś, z czym jako Prezydent zgodzić się nie mogę. Bo jest to z całą pewnością po pierwsze: naruszenie standardów demokratycznego państwa – brak możliwości jakiegokolwiek środka odwoławczego w sytuacji utraty prawa.

To raz, a dwa: Proszę Państwa, patrząc logicznie – dlaczego tak ma się stać z tymi ludźmi, skoro w lepszej sytuacji w takim razie niż oni są chociażby stalinowscy oprawcy w wojskowych mundurach, których sprawy będą rozpatrywane przez ministra, zgodnie z tą ustawą, za zgodą Prezydenta i będą mieli możliwość wniesienia – i ich rodziny – środka odwoławczego do sądu. Dlaczego ci oficerowie są potraktowani w taki sposób, a tamci wszyscy inni są potraktowani w sposób znacznie bardziej odpowiadający standardom demokratycznego państwa prawa, znacznie bardziej odpowiadający także standardom pewnej etyki działania (…)

To samo zresztą mówił gen. Hermaszewski w wywiadzie udzielonym „Gazecie Polskiej”. Wypowiadał się też, Proszę Państwa, na ten temat w ostatnim czasie na łamach jednej z gazet pan premier Jan Olszewski, patrząc na to trochę z innego punktu widzenia. Otóż on powiedział, że po prostu umieszczanie Hermaszewskiego obok Kiszczaka, obok Jaruzelskiego, obok Tuczapskiego obniża rangę tej ustawy, niszczy element symboliczny, którym jest tutaj tak ważny, i jest wątpliwe moralnie. Trudno się ze słowami pana premiera tutaj nie zgodzić (…)

Proszę Państwa, chcę nadmienić jeszcze jedno, otóż, w tej chwili bacznie patrzy się na to, jak w Polsce przestrzegane są standardy demokratycznego państwa prawa i praworządności. Otóż jestem przekonany, że rozwiązanie, które zostało zaproponowane w odniesieniu do Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, do jej członków – brak możliwości złożenia jakichkolwiek wyjaśnień, utrata stopnia wojskowego z mocy samego prawa, po wydaniu obwieszczenia przez Prezydenta, brak możliwości wniesienia jakiegokolwiek środka odwoławczego zostałaby absolutnie – po pierwsze: być może zaskarżona do Trybunału konstytucyjnego, a po drugie: zostałaby zaskarżona prawdopodobnie do trybunałów europejskich. Ja nie mam co do tego żadnych wątpliwości, bo to jest po prostu pozbawienie kogoś kompletnie możliwości obrony. Nie mogę jako Prezydent się z tym zgodzić”.

Na drugim miejscu Prezydent omówił bardzo kontrowersyjną sprawę możliwości degradacji osób nieżyjących:

„Jak Państwo wiecie, w Polsce jest dosyć szczególny stosunek do osób zmarłych, generalnie jest u nas przyjęta zasada, często ludzie mówią: o zmarłych nie mówi się źle. Oczywiście, czasem od tego mogą być wyjątki, w wyjątkowych sytuacjach. Ta ustawa taki wyjątek – powiedzmy otwarcie – przewiduje, pozwala pozbawiać stopni wojskowych także tych, którzy nie żyją. Ale jest, Proszę Państwa, jeden problem i to bardzo poważny. Mam osobiście wątpliwości, przyznaję, czy tak powinno być, że ustawa może się odnosić również do osób nieżyjących odbierając im ich uprawnienia. Ale na ten temat można dyskutować – czy skala szkodzenia interesom Rzeczypospolitej, skala opresji wobec obywateli, skala zbrodni popełnionych przez niektórych ludzi nie powoduje, że niestety zasługują oni na takie potraktowanie. Ale jest, Proszę Państwa, jeden element, który ma dla mnie znaczenie etyczne i moralne.

Otóż, ustawa przewiduje, że w postępowaniu przed ministrem obrony narodowej można składać wyjaśnienia, może brać w nich udział osoba sama, jeżeli jeszcze żyje, może brać udział rodzina, jeżeli osoba nie żyje, mogą się włączyć do tego postępowania organizacje społeczne, przede wszystkim mowa o organizacjach kombatanckich. Ale, Proszę Państwa, jest problem – co będzie, jeżeli nie ma rodziny, jeśli nie ma takiej organizacji kombatanckiej, która w danym przypadku wstąpiłaby do postępowania? Czy to znaczy, że nie będzie nikogo, kto będzie reprezentował interesy tego człowieka? Czy to znaczy, że nie będzie nikogo, kto chociaż podejmie najmniejszą próbę znalezienia jakiś dokumentów w archiwach, które być może służyłyby temu człowiekowi za pokazanie, że nie – on jednak działał inaczej.

On być może tu dopuścił się czynu niegodnego, ale współpracował z podziemiem niepodległościowym. I są na to dowody. Nie ma takiej instytucji jak rzecznik osoby nieżyjącej, nie ma takiej instytucji, jak przewidziany obligatoryjnie obrońca osoby nieżyjącej. Nie ma. Uważam, że powinna być. I uważam, że jest to – bardziej od strony moralnej – poważny mankament tej ustawy, bardzo poważny mankament tej ustawy”.

„Proszę Państwa, wszystkie te elementy, które Państwu przedstawiłem powodują, że odmawiam podpisania tej ustawy i kieruję tę ustawę do ponownego rozpoznania przez Sejm, czyli krótko mówiąc wetuję tę ustawę – mówiąc popularnie” – zakończył Andrzej Duda.

Jak się wydaje, o czym Prezydent nie wspomniał – na jego decyzję wpłynęło raczej negatywne stanowisko opinii publicznej w tej sprawie. Ponad połowa (55,8 proc.) ankietowanych nie zgadza się na to, aby Wojciech Jaruzelski, Czesław Kiszczak i inne osoby „działające w komunistycznych organach bezpieczeństwa PRL” zostały pozbawione stopni wojskowych. Tylko 29 proc. aprobuje takie rozwiązanie. Za degradacją generałów PRL są głównie wyborcy PiS, ale oni też okazują się podzieleni (64 proc. za). Co ciekawe, za przyjęciem takich uregulowań jest też 22 proc. zwolenników PO i 17 proc. partii Razem.

Po wecie Prezydenta – w obozie Antoniego Macierewicza i przyległościach zawrzało. Kierunek ataku wyznaczył sam przywódca sekty, który na gorąco skomentował to w radiu Wnet.
„To nie jest dobra wiadomość, to smutna wiadomość dla Polski” – powiedział w Macierewicz.

„Bardzo żałuję, że doszło do takiego momentu, kiedy prezydent RP, wybrany w wolnych wyborach przez obóz patriotyczny, formułuje takie stanowisko, które jest sprzeczne w sposób zasadniczy z podstawowymi wskazaniami ruchu niepodległościowego. Bardzo negatywnie odciśnie się to na morale armii” – stwierdził były szef MON. [Psychol, kjm – admin]

Jego zdaniem decyzja prezydenta może wzmocnić środowiska, które wywodzą się m.in. „z układu stanu wojennego”. „To będzie traktowane jako gest w ich stronę i jest gestem w ich stronę. Wzmocni ich wpływy i doprowadzi do bardzo istotnych dylematów dla ludzi obozu patriotycznego. To następny krok w bardzo złą stronę, z jakim mamy do czynienia w ciągu ostatnich miesięcy” – ocenił Macierewicz.

Według niego, ludzie związani „z tamtym okresem w wojsku” będą uważali prezydenta za swojego obrońcę. „Będą uważali, że taką obronę uzyskali. Tego się domagali działacze KOD-u, różni inni ludzie w ciągu ostatnich miesięcy. (…) Bardzo źle się stało dla niepodległości Polski, dla odbudowy niepodległej armii, to zły znak i zła decyzja” – zaznaczył.

Macierewicz zwrócił uwagę, że decyzja prezydenta ma znaczenie nie tylko polityczne. „W wymiarze ogólnospołecznym to znak cofnięcia przemian w Polsce do bardzo wczesnego etapu umów w Magdalence. To naprawdę jest bardzo zła decyzja dla procesu odbudowy niepodległości Polski, a zwłaszcza procesu odbudowy siły, morale, jednoznacznego stanowiska odbudowy polskiego wojska” – powiedział.

Taka reakcja była do przewidzenia, co znalazło wyraz w ostrej publicystyce na portalach niezalezna.pl i Gazeta Polska. Nieco ostrożniejsze, ale tylko nieco – były komentarze oficjeli PiS-u. Rzeczniczka PiS Beata Mazurek wstrzymała się od szerszego komentowania sprawy. „Jesteśmy zaskoczeni i zawiedzeni, ale decyzji PAD dotyczącej zawetowania ustawy degradacyjnej komentować nie będziemy” – napisała na Twitterze. „Być może trzeba będzie znaleźć inny sposób, lepiej doprecyzować pewne zapisy w ustawie, ale nasz rząd na pewno nie zostawi tej kwestii nierozwiązanej” – powiedziała Polskiej Agencji Prasowej.

Z kolei bliski Jarosławowi Kaczyńskiemu Marek Suski stwierdził: „Oprócz zaskoczenia, rozczarowanie. Sądzę, że prezydent zrobił krok w kierunku, przynajmniej z jego punktu widzenia, elektoratu lewicowo-postkomunistycznego, tych, którzy służyli Rosji. Bardziej w kierunku takiego twardego betonu komunistów, którzy z Moskwą współpracowali. Nie sądzę, żeby ten elektorat postkomunistyczny, broniący Jaruzelskiego, nagle zaczął popierać Andrzeja Dudę. Nie jest znana opinia samego Kaczyńskiego.

Tymczasem niektórzy publicyści pisowscy wyrazili niespodziewanie zrozumienie dla decyzji Andrzeja Dudy. Np. Piotr Skwieciński, czołowy publicysta portalu wPolityce zakwestionował on „filozofię” tej ustawy, pisząc m.in.:

„Prezydent wypowiedział się otóż, symbolicznie, ale bardzo mocno przeciw idei, w myśl której ci Polacy, którzy odnajdywali się w PRL, traktowali to państwo wówczas jako czy to mniejsze zło, czy to – tak jest – po prostu jako normalną rzeczywistość, a nawet robili w nim różnego rodzaju kariery, mieli czuć się w niepodległej ojczyźnie gorsi. Odepchnięci. A taka wizja rzeczywistości była do tej intensywnie lansowana przez najbardziej radykalną część formacji IVRP.

Jest to wizja, po pierwsze, niesprawiedliwa. Logika trwającego przez prawie 50 lat państwa partyjnego nie pozwalała na utrzymanie niemal dychotomicznego podziału z lipca ’44 – na zwolenników niepodległości i stronników podległości wobec Kremla. Ludzie, angażujący się w rzeczywistość PRL, niekoniecznie czynili to kierując się złymi intencjami. Nie oznacza to, żeby ich wybory były dobre – ale też nie mówimy o nagradzaniu ich orderami czy wywyższaniu, tylko o niekaraniu. O nie strącaniu ich do jakiejś mentalnej, wirtualnej podklasy zdrajców. Bo często nimi nie byli.

Po drugie, jest to wizja politycznie przeciwskuteczna. Sprzyjająca robieniu sobie przez władzą wrogów (czy częściej – zwiększaniu niechęci i aktywizowaniu jej nosicieli) wśród ludzi, o których była wyżej mowa. A co ważniejsze – wśród ich dzieci i wnuków. Można bowiem uważać, że dziadek czy ojciec nie miał racji. Ale zgodzić się na jego symboliczne poniżenie – na to stać niewielu. Tworzenie takiej atmosfery formacji IVRP po prostu szkodzi”.

Czyli dał jasno do zrozumienia, że tak naprawdę decyzja Prezydenta jest próbą zatrzymania przy PiS elektoratu SLD, który przeszedł do niego po klęsce SLD na początku wieku XXI. Takimi nieprzemyślanymi działaniami, jak uchwalenie tzw. ustawy degradacyjnej, PiS sprawia, że cześć tego elektoratu – wraca z powrotem pod stare skrzydła. Pojawienie się na horyzoncie Moniki Jaruzelskiej może spowodować, że dynamika ta nabierze rozpędu. Albowiem pomimo wielu lat ostrej propagandy przedstawiającej Jaruzelskiego jako zło wcielone i prawie że największego kata narodu polskiego – jego mit utrzymuje się w społeczeństwie zastanawiająco mocno.

Nie można też wykluczyć w tej sprawie dyskretnej interwencji u Prezydenta Andrzeja Dudy Kościoła katolickiego, który dobrze wie o wzajemnych dobrych relacjach Wojciecha Jaruzelskiego nie tylko z Prymasem Józefem Glempem, ale przede wszystkim z Papieżem Janem Pawłem II.

Jan Engelgard
polski historyk, publicysta i samorządowiec.
Redaktor „Myśli Polskiej

http://prawica.net