Barbara Engelking-Boni, czyli jak żydowska kretynka może być profesorem.

Profesórkę Barbarę Engelking-Boni znamy w x głównie z powodu jej powalającego na wznak rasizmu i szowinizmu, jaki zamanifestował się w wypowiedzi na temat śmierci, którą dla porządku zacytujemy:

Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna… śmierć, jak śmierć… A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym [TVN 24 „Kropka nad i „, 09.02.2011]

Według żydówki Engelking-Boni śmierć Polaka to coś w rodzaju śmierci zwierzęcia. Taki maly pryszcz. Błahostka. Bagatela. Tyle, co piardnąć.
Było zwierzę – nie ma zwierzęcia… i tyle.
Co innego dla żyda: to spotkanie z Bogiem, to dramat i metafizyka.
A Polak po śmierci, jak należy rozumieć, nie spotka się z Bogiem. Przepadnie w nicość. Kopa w dupę i do piachu. Żaden dramat, zwykła biologia.

Poniżej film na Youtube, który czasami, jakoś tak sam z siebie, znika. Dlatego dołączamy również adres na Vimeo.

Także: >https://vimeo.com/53751099

Barbara Engelking-Boni wypowiedziała też cenną myśl na temat odpowiedzialności naszego narodu za tzw. holocaust:

Nie ponosimy winy karnej, ci którzy byli za to odpowiedzialni ponieśli winę, nie ponosimy winy politycznej, ale być może ponosimy jakiś rodzaj tej metafizycznej winy za to co się na naszej ziemi w czasie wojny działo, za którą my jesteśmy odpowiedzialni..

Mamy więc nowy rodzaj odpowiedzialności za czyjeś zbrodnie: metafizyczny. Nie jest jeszcze, czego wydaje się żałować profesórka, ujęty w kategorie kodeksu karnego – ale poczekajmy, wszystko przed nami.

Były mąż Barbary Engelking, Michał Boni, znany SB-cki kapuś, człowiek totalnie wyprany z ambicji i honoru, jak się wydaje wyrządził wcale nie metafizyczne szkody wielu ludziom swoim donosicielstwem. Ale tego profesórka nie opisze. Woli obarczać wyjątkowo przyzwoicie zachowujące się społeczeństwo polskie jakimi „metafizycznymi winami”.

Swoją drogą warto zauważyć, że trudna uroda Barbary Engelking-Boni należy do tej samej kategorii, co facjaty Joanny Grabarczyk (żydowska witryna HejtStop), Doroty Wellman (żydowskiego kaszalota lansowanego w TVP) czy niejakiej Martyny Równiak (aborcjonistki).
Wszystkie z tej samej sztancy.

Już dawno przestały się bać, że ktoś im łby ogoli i wybatoży nahajami.

Notka biograficzna, za Wikipedią:

Barbara Teresa Engelking (ur. 22 kwietnia 1962 w Warszawie) – polska psycholog i socjolog. Zajmuje się badaniem historii getta warszawskiego, okupacyjnej Warszawy i zagłady Żydów. Jest autorką książek związanych z zagadnieniami Holocaustu. Prowadzi bazę danych getta warszawskiego. Jest profesorem i kierownikiem Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Od 2014 przewodnicząca Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej.
W 1993 uzyskała w IFiS PAN stopień doktora w zakresie nauk humanistycznych po obronie pracy doktorskiej pt. Doświadczenie Holocaustu i jego konsekwencje w relacjach autobiograficznych, przygotowanej pod kierunkiem Aldony Jawłowskiej-Konstanciak. Była asystentem i adiunktem w IFiS PAN, gdzie obecnie jest zatrudniona na stanowisku docenta.
W 2002 uzyskała w IFiS PAN stopień doktora habilitowanego nauk humanistycznych w zakresie socjologii (specjalność: socjologia kultury) na podstawie rozprawy habilitacyjnej pt. „Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście”.
Od 2012 jest członkiem Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej (w latach 2012-2014 wiceprzewodniczącą rady, a od 2014 przewodniczącą Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej [1]).
W 2003 otrzymała Nagrodę im. Jerzego Giedroycia (za książkę Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście), w 2013 Nagrodę Jana Karskiego i Poli Nireńskiej.

Efekt setnej małpy – parapsychologiczna komunikacja niewerbalna

Efekt Setnej Małpy to zjawisko nie do końca poznane, nie całkowicie zrozumiałe dla większości ludzi. Jego pojęcie zakrawa na elementy wiary w istnienie więzi, komunikacji parapsychologicznej pomiędzy osobnikami należącymi do tych samych gatunków.

Badania dotyczące tego zagadnienia pochodzą z 1952 roku i odbyły się na japońskiej wyspie Kojima.

Efekt setnej małpy – Przebieg eksperymentu

Badacze obserwowali duże stado małp zamieszkujące wyspę należącą do Japonii. Wykorzystując odruch Pawłowa, regularnie dokarmiali grupę słodkimi ziemniakami.

Małpy zawsze wiedziały, kiedy i gdzie dostaną przysmak, który bardzo im zasmakował. Problematyczne było dla nich jednak jego spożywanie, gdyż ziemniaki brudziły się w piasku.

Pewnego dnia jeden z nich wpadł do morza. Małpa, która go wyjęła, zauważyła, że jest czysty, pozbawiony piasku i smaczny. Odtąd robiła tak każdego kolejnego dnia i stopniowo przyłączały się do niej inne należące do stada osobniki.

Pewnego dnia, gdy setna małpa weszła do morza, aby wypłukać ziemniaka, okazało się, że robi tak już całe stado, stąd nazwa efektu.

Nie byłoby w tym nic zaskakującego, bo zwierzęta zwyczajnie uczyły się od siebie nawzajem i w konsekwencji wszystkie dysponowały wiedzą, która znacząco ułatwiała im zjedzenie posiłku. Jednakże okazało się, że w tym samym czasie kiedy wiedzę czy umiejętność taką zyskała setna małpa na Kojima, podobnie postępować zaczęły inne małpy z tego samego gatunku, przebywające na innych, w żaden sposób nieskomunikowanych ze sobą wyspach.

Wnioski z doświadczenia

Pojawiła się więc teoria, że gdy powstaje nowa myśl, nowa idea, umiejętność czy rozwija się nowy poziom wiedzy, stopniowo przekazujemy je sobie w ramach jednego gatunku.

Stają się one coraz powszechniejsze i bardziej ogólnodostępne, a w momencie gdy, „setna” osoba, przedstawiciel gatunku, zgłębi daną rzecz, staje się ona znana wszystkim, niezależnie od tego, gdzie aktualnie się znajduje. Staje się czymś całkowicie oczywistym.

Zdaniem licznych badaczy, którzy czynili publikacje związane z „efektem setnej małpy”, eksperyment przeprowadzony w latach 50 XX wieku udowadnia istnienie sieci niewerbalnej komunikacji pomiędzy przedstawicielami jednego gatunku.

Zależność taka pozwala na utrzymanie dla danej populacji, niezależnie od jej rozmieszczenia na świecie, jednakowego poziomu rozwoju i ewolucji.

Wiara w efekt setnej małpy

Doświadczenia zdają się potwierdzać, coś, co dla wielu osób nie mieści się w granicach logicznego myślenia.

Efekt setnej małpy stanowi akt przekonania, wiary, a nawet pewności, że istnienie poszczególnych gatunków na ziemi jest ze sobą silnie powiązane również na płaszczyźnie pozazmysłowej.

Ukazuje to, że łączą nas powiązania znacznie silniejsze niż egzystowanie w sąsiedztwie innych przedstawicieli tego samego gatunku, jednocześnie obrazując nam wysoki poziom odpowiedzialności za rozwój nas wszystkich i każdego z osobna.

Efekt setnej małpy prezentuje, że gdy pewna część konkretnej populacji zyskuje określoną wiedzę, to w sposób lawinowy staje się ona dostępna dla osobników należących do tego samego gatunku.

Jeśli obserwujemy społeczności odcięte od siebie i niepowiązane to taką zależność można interpretować jedynie jako pozazmysłową, jako parapsychologiczną komunikację niewerbalną.

https://www.odkrywamyzakryte.com

Islamski gniew kontra króliczek

W Manchesterze dokonała się kolejna odsłona zderzenia cywilizacji. Po jednej ze stron stanęli gotowi na wszystko, diabolicznie brutalni, stuprocentowo przekonani do swoich racji islamscy fanatycy, a po drugiej nurzająca się w zmysłowości i hedonizmie, oddającą cześć mamonie i innym fałszywym bożkom, masa upadłościowa po cywilizacji zachodniej.

Wynik tego zderzenia jest dość łatwy do przewidzenia.

Nie ma wątpliwości, że źródłem siły islamskiego świata jest upokarzająca słabość „naszej strony”. Jak bowiem wygląda świat zachodni oczami prawowiernego wyznawcy Allaha? Jego emblematyczną, a z pewnością przemawiającą do wyobraźni niejednego muzułmanina odsłoną jest „twórczość” i sceniczny wizerunek gwiazdki, podczas której występu doszło do krwawego zamachu.

Droga jaką podążała „kariera” dwudziestotrzyletniej Ariany Grande jest dość typowa. Rosnąca rozpoznawalność zyskana dzięki występom w serialach dla młodzieży sprytni spece od muzycznego show biznesu postanowili przekuć na sukces w świecie muzyki pop. Sprawa nie była stosunkowo trudna, gdyż dziewczyna posiadała całkiem niezłe warunki wokalne. „Jedyne” czego musieli dokonać marketingowi macherzy, to spowodować, aby jej sceniczny wizerunek stał się atrakcyjniejszy dla karmiącej się popkulturą rzeszy młodych ludzi.

W tym, jak i wielu innych przypadkach – wystarczy wspomnieć takie bohaterki młodzieżowych produkcji telewizyjnych jak Hannah Montana (Miley Cyrus), czy Britney Spears – wspomniane uatrakcyjnienie polegało na maksymalnej seksualizacji ich artystycznego emploi.

Nie ma chyba bardziej charakterystycznego rysu współczesności niż nasycanie wszelkich możliwych treści wyuzdaną seksualnością. Problem ten dotyczy nie tylko obliczonych na zysk marketingowych strategii sprzedażowych, ale również tzw. wysokiej kultury. Pornografia trafiła bowiem, przy wtórze jęku zachwytu, na filmowe i teatralne salony.

Jednak polem, na którym seksualizacja stanowi szczególne wyzwanie dla wszystkich zatroskanych o moralną kondycję dzieci i młodzieży, jest bez wątpienia popkultura, którą reprezentuje m.in. piosenkarka Ariana Grande. Oto próbka jej twórczości – słowa pochodzą z piosenki, której tytuł „Niebezpieczna kobieta” jest adekwatny do scenicznego wizerunku zaprezentowanego w teledysku (tłm. za tekstowo.pl):

Coś w Tobie sprawia, że czuję się jak niebezpieczna kobieta
Coś w, coś w, coś w Tobie
Powodujesz, że chcę robić rzeczy, których nie powinnam
Coś w, coś w, coś w Tobie.

Ot, zwykła piosenka dla młodzieży, czyż nie? To może jeszcze jeden cytat:

Stałeś się moim ulubionym grzechem
Więc niech oni, niech oni sobie gadają.

Wątpliwości nie pozostawia także okładka najnowszej płyty piosenkarki nawiązująca do stylistyki jednego z najbardziej popularnych magazynów erotycznych.

Aberracja moralna, drążąca współczesny świat, z pewnością nie umyka uwadze – śniących po nocach o podboju – islamskich bojowników. Oni wiedzą, że najpewniejszą oznaką nieodległego w czasie kresu cywilizacji jest zawsze upadek moralny skutkujący porzuceniem wszelkich zasad… To się właśnie dzieje na ich oczach.

Łukasz Karpiel
http://www.pch24.pl

Łagowska: Kryminalny Kijów

Michaił Bułhakow w autobiograficznym opowiadaniu o wojnie domowej na Ukrainie „Niezwykłe przygody doktora” pisał: „Dlaczego nie urodziłem się sto lat wcześniej? Albo jeszcze lepiej: sto lat później. A jeszcze lepiej, gdybym się w ogóle nie urodził”.

Od wydarzeń opisanych w tym opowiadaniu minęło sto lat. Obecnie na Ukrainie najnowsza filmowa adaptacja powieści Bułhakowa „Biała gwardia” jest zakazana, gdyż „propaguje ona pogardę do ukraińskiego języka, narodu i państwowości”.

Bułhakow – naoczny świadek dramatycznych losów Kijowa lat 1918-1919 – przedstawił ówczesną Ukrainę jako efemeryczne państwo pod niemieckim protektoratem stworzone dla osłabienia carskiej Rosji, zaś armię URL na czele z Symonem Petlurą opisał jako rozbestwioną bandę nacjonalistów, budzących zgrozę i przerażenie wśród mieszkańców Kijowa. [B. proszę nie poniewierać słowa „nacjonalista” przypisując mu znaczenie „szowinista” – admin]

W ostatnim czasie kijowska kronika kryminalna obfituje w zdarzenia, których głównymi bohaterami są weterani tzw. ATO – antyterrorystycznej operacji, czyli walk na wschodzie Ukrainy. Szczególnego rozgłosu w rosyjskich i ukraińskich mediach nabrała sprawa zabójstwa byłego deputowanego rosyjskiej Dumy Państwowej Denisa Woronienkowa, którego zastrzelono 23 marca w środku dnia w samym centrum Kijowa. Ochroniarz osobisty Woronienkowa i zabójca po zadanych sobie nawzajem ranach postrzałowych, zginęli w szpitalu.

Jako poseł komunistycznej frakcji Woronienkow był gorącym zwolennikiem rządzącej partii Jedyna Rosja, popierał aneksję [? – admin] Krymu i entuzjastycznie wypowiadał się o projekcie Noworosji. W październiku ubiegłego roku musiał terminowo opuścić swój kraj ze względu na oskarżenia o udział w oszustwie, tzw. rejderstwie, czyli nielegalnym przejęciu budynku o wartości 100 tysięcy dolarów. W związku z upływem kadencji stracił immunitet, więc razem z żoną ─ eksdeputowaną Marią Masakową, wyemigrował na Ukrainę, gdzie oboje małżonkowie przyjęli ukraińskie obywatelstwo.

W Kijowie Woronienkow ostro krytykował politykę rządu rosyjskiego, porównując Rosję do nazistowskich Niemiec. Wystąpił też jako świadek w spawie byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza oskarżonego o zdradę państwową. Woronienkow twierdził, że ujawni dowody kompromitujące zarówno Janukowycza, jak i wpływowych polityków rosyjskich.

W Rosji zaprzeczają temu, aby Woronienkow dysponował ważną informacją o rosyjskich strukturach rządowych: w tym przypadku służby specjalne uniemożliwiłyby mu opuszczenie kraju. Dziennikarze rosyjscy zwracają uwagę na liczne uwikłania byłego parlamentarzysty w przestępstwa finansowe.

Istniało wiele przesłanek, aby Woronienkow mógł zostać ofiarą porachunków kryminalnych. Według rosyjskich służb specjalnych za morderstwem eksdeputowanego najprawdopodobniej stoi Wiktor Kuriło – szef międzynarodowego gangu finansistów, działającego w Rosji i na Ukrainie.

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko nazwał zabójstwo Woronienkowa „aktem terroru państwowego ze strony Rosji”, prokurator generalny Jurij Łucenko określił go jako „typową dla Kremla egzekucję świadka”, a według doradcy szefa MSW Antoniego Heraszczenki morderstwa dokonali zwerbowani przez rosyjskie służby Ukraińcy.

Bezpośredniego sprawcę zabójstwa Woronienkowa zidentyfikowano dzięki znalezionym przy nim dokumentom tożsamości: okazał się nim obywatel Ukrainy Paweł Parszow, uczestnik batalionu ochotniczego „Donbas”. Ukraińskie MSW szuka podejrzanego o wspólnictwo w morderstwie kolegę Parszowa, Jarosława Lewenca.

Podczas prezydentury Janukowycza przeciwko Lewencowi toczyło się postępowanie karne, natomiast po ucieczce byłego prezydenta wypuszczono go z aresztu jako więźnia politycznego. Natychmiast po uwolnieniu Lewenec aktywnie włączył się w działalność narodowo wyzwoleńczą: wstąpił do organizacji „Prawy sektor”, po kilku miesiącach przeniósł się do batalionu „Donbas”, następnie został jednym z założycieli ruchu „Obrona wielkiej Ukrainy”. Towarzysze broni Jarosława Lewenca, uczestnicy ruchu nacjonalistycznego, zaprzeczają zarówno jego kontaktom z rosyjskimi służbami, jak i oskarżeniom o udział w zabójstwie Woronienkowa.

Morderstwo rosyjskiego eksparlamentarzysty wpisuje się w szereg zabójstw dokonanych na Ukrainie przez ostatnie lata po zwycięstwie tzw. „rewolucji godności”.

Rok temu, 20 lipca w wyniku wybuchu bomby podłożonej w samochodzie w centrum Kijowa o godzinach porannych zginął znany rosyjski i białoruski dziennikarz Paweł Szeremet. Samochód był własnością jego partnerki Ołeny Prytuły, właścicielki wpływowego internetowego wydawnictwa „Ukraińska Prawda”, w którym pracował Szeremet. Do wyjazdu na Ukrainę jesienią roku 2014 dziennikarza zmusiła polityka zewnętrzna Rosji: aneksja Krymu oraz poparcie separatystów na Donbasie. Szeremet krytykował zarówno rosyjskie jak i ukraińskie władze.

Zamach na dziennikarza porównuje się z dokonanym w 2000 r. zabójstwem Heorhija Gongadze, założyciela „Ukraińskiej Prawdy”, którego śmierć stała się siłą napędową „rewolucji pomarańczowej”.

Przypadków morderstw dokonanych na tle polityczno-kryminalnym w Kijowie jest wiele, wszystkie je łączy niemożność znalezienia i ukarania sprawców. Przedstawiciele ukraińskich władz twierdzą, że zarówno za śmierć Szeremeta, jak i za zabójstwo Woronienkowa winę ponoszą rosyjskie służby specjalne, a celem jest destabilizacja sytuacji na Ukrainie. Według prezydenta Poroszenki do planu owej destabilizacji zalicza się również pożar w składzie amunicji w Charkowie, a także atak na konsulat polski w Łucku.

Aleksandra Łagowska
http://konserwatyzm.pl

NIENAWIŚĆ NIE TŁUMACZY KŁAMSTWA, TO KŁAMSTWA TŁUMACZĄ NIENAWIŚĆ

Cześć I

NIENAWIŚĆ NIE TŁUMACZY KŁAMSTWA, TO KŁAMSTWA TŁUMACZĄ NIENAWIŚĆ.

Bez złośliwości i bez inwektyw, postaram się obalić bajdy i mity, które w III RP robią za fakty historyczne. Wiara w te obowiązujące brednie historyczne w III RP, czyni z faktów historycznych kabaret, a z ówczesnych przywódców bandy idiotów! Władze III RP kształcą nam pokolenie debili, pokolenie, które czci naszych ludobójców, zdrajców i morderców jako bohaterów narodowych. Gdy jakiś Nowak, Kowalski, Podgórski, etc, etc, w swoim domu uczy swoje dzieci, że bitwa pod Grunwaldem była z Chińczykami w 315 roku na terenie dzisiejszej Grenlandii, że Lenin i sowieci razem w 895 roku byli przeciwni chrystianizacji Polski. to nie nasza sprawa, to sprawa Kowalskich, Nowaków, etc, etc, etc. Bo te dzieci uczone w domu przez Kowalskich i Nowaków, w normalnej szkole dowiedzą się prawdy, dowiedzą się że ich tatuś nie miał pojęcia o historii. Ale co mamy zrobić gdy takich i podobnych bredni uczą nasze dzieci w publicznych szkołach? Co mamy zrobić, gdy naszych bohaterów -którym zawdzięczamy nie tylko swoje życie, ale także fizyczne istnienie naszej nacji, naszego narodu, władze przedstawiają jako ludobójców, jako zbrodniarzy, a ludobójców naszego narodu, gloryfikują jako bohaterów! Młodzież szkolna, nasze dzieci, razem z bękartami naszych wyklętych morderców, którzy w III RP sprawują władzę, oddają cześć zdrajcom naszego narodu, ludobójcom i mordercom naszego narodu. To władze państw odpowiadają za edukacje swoich obywateli, to władza decyduje o poziomie edukacji. To od władzy powinniśmy dowiadywać się prawdy o naszej historii, tej odległej i tej współczesnej. To każda władza wbija nam do głowy, że naród bez przeszłości, bez teraźniejszości nie ma przyszłości, taki naród musi umrzeć! I ta sama władza, która tak pięknie mówi, napisała nam nową historię ziejącą nienawiścią do naszych bohaterów i ciągle dodaje nowe kłamstwa, w której zdrajcy, kanalie, ludobójcy i mordercy naszego narodu, są bohaterami tej władzy, a ofiary zamordowane przez bohaterów tej władzy, są przedstawiane jako kaci naszego narodu! W kłamstwach okupacyjna władza III RP przebiła kłamstwa III Rzeszy, a prezydent Duda i jego wszyscy poprzednicy, przebili swoimi kłamstwami samego Adolfa Hitlera i Josepha Goebbelsa razem wziętych. Historię zacznę od cudu nad Wisłą, czyli „napaści sowieckiej” na II RP. W czerwcu roku 1920 na nasze wojska w Kijowie napadli komunistyczne hordy armii czerwonej! Co myśmy robili w Kijowie? W roku 1920 Kijów był integralną częścią Rosji radzieckiej, to kolebka Rosji. Co myśmy robili napadnięci w Kijowie? Dokładnie i zupełnie tak samo- jak na nas w Kijowie, wojska sowieckie napadły w Stalingradzie na wojska niemieckie, a potem, jakby jednej napaści było im mało, sowieci napadli na wojska III Rzeszy pod Kurskiem! Nie mam pojęcia, jak naszą obecność w Kijowie i naszą paniczną ucieczkę z Kijowa przed wojskami armii czerwonej, cudem zatrzymaną w Radzyminie przez generała Rozwadowskiego można nazwać sowiecką napaścią? Nazwa tego cudu, zatrzymania rozgromionych, spanikowanych wojsk polskich, nosi nazwę „cudu nad Wisłą”. Sama ta nazwa, „cud nad Wisłą” sugeruje 99% Polakom, że to my zostaliśmy napadnięci przez sowieckie wojska. MY! Bohater III RP Piłsudski, nie uczestniczył w zmaganiach wojennych roku 1920, przerażony atakiem armii czerwonej w Kijowie, uciekł z Kijowa prosto do Warszawy, zamelinował się u kochanki i czekał na wynik wojny przez siebie rozpętanej. To napisana dla Piłsudskiego historia, wykreowała go na wodza bitwy warszawskiej, z którą nie miał nic wspólnego. On uciekł przerażony z Kijowa gdy sowieckie wojska zaatakowały, zdezerterował, nie dowodził bitwą, był tchórzem, dezerterem i kompletnym dyletantem w sprawach wojska. Po przewrocie majowym w 1926 roku Piłsudski kazał zamordować autora cudu nad Wisłą, generała Tadeusza Rozwadowskiego. Otruli generała w wiezieniu, a „nieznani sprawcy” ukradli ciało generała z grobu, ponieważ rodzina domagała się sekcji zwłok. Taki bohater jak Piłsudski w sam raz nadaje się na bohatera władz III RP. Nie da się ukryć, że w roku 1920, to myśmy byli agresorem, to myśmy napadli na Rosję radziecką, to myśmy schwytanych oficerów armii czerwonej w liczbie 15- 17 tysięcy – zgodnie z pisemnym rozkazem Władysława Sikorskiego, zabijali natychmiast po schwytaniu. To myśmy ponad 80 tysięcy schwytanych jeńców z armii czerwonej, zakatowali, zabili, zamordowali, zagłodzili, umierali zakatowani przez sadystycznych strażników, zostali zabici kijami, kolbami karabinów, zastrzeleni, zarąbani, a tysiące z nich wyprowadzonych nago na mróz, było polewanych wodą aż zamarzli. To są fakty, o których mówili strażnicy obozowi. W naszym kraju nie ma nawet wzmianki o tych zamordowanych jeńcach. 99, 99% Polaków pojęcia nie ma o naszych zbrodniach ludobójstwa, o naszym okrucieństwie. Ale ponad 99% z nas ma wiedzę o sowieckim ludobójstwie katyńskim dokonanym na nas bez żadnego powodu! Gdybyśmy znali historię, nie bajdy, to zbrodnia katyńska nie byłaby uznana przez nas, nawet za przykrość nam wyrządzoną. Czy może dziwić nas zbrodnia umownie nazwana katyńską, gdy mamy wiedzę o naszych zbrodniach 20 lat wcześniej? Przypomnę, rozkaz natychmiastowego zabijania schwytanych sowieckich oficerów wydał i podpisał Władysław Sikorski. Ten sam Sikorski zerwał stosunki dyplomatyczne z ZSRR nawiązane 30 lipca 1941 roku na wieść o katyńskiej zbrodni! Ten sam! W jakich kategoriach ocenić zachowanie generała? Niewyobrażalnego chamstwa, bezczelności, zdrady czy cynizmu? Zrywając stosunki dyplomatyczne doskonale pamiętał swój podpisany rozkaz mordowania wszystkich schwytanych jeńców sowieckich! To kim był ten Sikorski? Idziemy dalej z logiką historii. 30 września 1938 roku Niemcy, Anglia, Francja i Włochy podpisali układ monachijski datowany na dzień 29 września 1938 roku, mocą którego Adolf Hitler uzyskał prawo zajęcia Sudetów, które były częścią Czechosłowacji. To była łapówka Anglii i Francji, która miała zachęcić Hitlera do ataku na ZSRR. 30 września 1938 roku podpisano układ monachijski bez pytania Czechosłowacji o zdanie, nikt ich nie zapraszał do rozmów. Już w następny dzień, 1 października 1938 roku Hitler zajął Sudety, a 2 października 1938 roku Polska napadła na Czechosłowację rabując im Zaolzie. Byliśmy sojusznikami Hitlera, towarzyszami broni, rok wcześniej niż ZSRR! Nic nie usprawiedliwiało naszej napaści. Nic! Zachowaliśmy się tak jak cmentarne hieny, pożywiliśmy się trupem Czechosłowacji. O naszych zbrodniach w Zaolziu od zawsze panowała i do dziś panuje, grobowa cisza, a prawda jest taka, że zamordowaliśmy w obozach kilka tysięcy Słowaków, gwałciliśmy ich kobiety, rabowaliśmy mienie Słowaków, wysiedlaliśmy ich z ich ziemi! Zachowaliśmy się w Zaolziu tak samo, albo bardzo podobnie, jak SS w naszym kraju! Żadne opracowania „naukowe” nie zajmują się naszą agresją, jej nie było! Jedziemy dalej z prawdą historyczną. Dopiero w roku 1934 „demokracje” europejskie przyjęły ZSRR do Ligi Narodów. To ZSRR od 1934 roku zabiegał o zbiorowe bezpieczeństwo, o sojusze wojskowe państw Europy przeciw Hitlerowi. Nie trzeba nawet znać historii by mieć absolutną pewność, że to demokratyczna, wolnorynkowa, kapitalistyczna Europa, nie chciała mieć nic wspólnego z ZSRR. Nie mieli interesu bronić komunistycznego państwa przed Adolfem Hitlerem, a wręcz przeciwnie, byli zainteresowani jego zniszczeniem. Retoryka kanclerza Hitlera a potem wodza III Rzeszy, była dla „demokratycznych” państw Europy gwarancją, że ofiarami ich nowego przyjaciela -Adolfa Hitlera, będzie ZSRR i Żydzi. Nie mieli żadnego interesu by chronić komunistów! Więc brednie o rozmowach, czy ewentualnych sojuszach z ZSRR, są tylko bredniami. By nie być gołosłownym. Od kwietnia, maja i czerwca 1940 roku Europa zachodnia; Dania, Norwegia, Holandia, Belgia, Francja byli już okupowani przez Niemcy. Po napaści Niemiec na ZSRR 22 czerwca 1941 roku, z tych okupowanych państw wyruszyły na front wschodni legiony ochotników do walki z ZSRR razem z przyjaciółmi III Rzeszy. To byli ochotnicy! Brutalność tych wysłanych ludobójców z państw zachodniej Europy w traktowaniu ludności ZSRR, często przerastała brutalność SS. Te legiony walczyły po stronie Hitlera, nie po stronie ZSRR! Celowo nie dodałem państw; Litwy, Estonii, Łotwy, które walczyły po stronie Hitlera, bo akurat oni byli okupowani przez ZSRR od roku 1939. Rzekomy wkład państw zachodnich w pokonaniu Hitlera był niewielki, bohaterstwo ich wojsk na froncie zachodnim pięknie wygląda na filmach i w powieściach. 15.05.2017
===========================================================

Cześć II

NIENAWIŚĆ NIE TŁUMACZY KŁAMSTWA, TO KŁAMSTWA TŁUMACZĄ NIENAWIŚĆ.
Front zachodni powstał w czerwcu 1944 roku, III Rzesza już dogorywała, nic już nie mogło ich uratować. Alianci bardzo dbali o to, by ocalić jak najwięcej żołnierzy III Rzeszy, bo już w tedy trwały przymiarki do rozwalenia ZSRR razem z Niemcami. Nie zapominajmy, że głównodowodzący wojsk alianckich Dwight Eisenhower był 100% Niemcem urodzonym w USA, jego rodzice byli Niemcami. I dalej trzymam się tematu historii Polski. Polska, jako jedyny kraj podczas II wojny nie kolaborowała ani z III Rzeszą ani z ZSRR, wył minister od obrony III RP w dniu 8 maja 2017 roku. Upośledzony ministrze od obrony, rząd II RP uciekł na odgłos pierwszych salw wojny, pozostawił nas bez jakiejkolwiek obrony. Już 7 – 8 września 1939 roku przerażone władze II RP- z naczelnym wodzem na czele, były w komplecie w Zaleszczykach. A tam nie mieli z kim kolaborować, nikt im niczego nie proponował, nikt ich nie chciał. Armia ZSRR weszła w nasze granice 10 dni po ucieczce rządu II RP, było to 17 września 1939 roku. Nie mieli prawa na nas napadać, mieliśmy układ o pokoju wyją dyżurni „naukowcy” i dalej w tym tonie. Pakt był aktem sprzecznym ze wszystkimi umowami wiążącymi Polskę i ZSRR, tajny protokół do paktu Ribbentrop – Mołotow z dnia 23 sierpnia 1939, zawartego między Niemcami a ZSRR, przewidywał faktyczną likwidację Rzeczypospolitej przez III Rzeszę i ZSRR. Rząd ZSRR jednostronnie uznał układ pokojowy z 1932 i wszystkie umowy zawarte z rządem lub z udziałem rządu RP za nieistniejące pod pretekstem „zaprzestania istnienia państwa polskiego” i dokonał siłami Armii Czerwonej najazdu na nasz kraj! Wg „naukowców” III RP, agresja zbrojna ZSRR była złamaniem wszystkich powyższych porozumień międzynarodowych, w tym w szczególności paktu o nieagresji z roku 1932. To było wbicie nam noża w plecy, etc, etc, etc. Mam całkiem inne zdanie na temat napaści ZSRR. Pytam „uczonych” z III RP , Czy dyrektywa polskiego sztabu generalnego z sierpnia 1937 roku, była aktem przyjaźni wobec ZSRR? Ten dekret powstał dwa lata wcześniej niż pakt Ribbentrop- Mołotow. W sierpniu 1937 r. polski Sztab Generalny wydał dyrektywę nr 2304/2/37, w którym zawarto zapis o ostatecznym celu polskiej polityki, którym ma być „zniszczenie całej Rosji”, a jednym ze skutecznych narzędzi do jego osiągnięcia byłoby podżeganie wystąpień separatystycznych na Kaukazie, Ukrainie i centralnej Azji, w szczególności z wykorzystaniem wywiadu wojskowego” Koniec cytatu. Od rozpadu ZSRR trwa realizacja tej dyrektywy przez kolejnych prezydentów USA; Starego Busha, Clintona, Busha juniora i Obamy. Oni korzystali „z mądrości” tej dyrektywy, rozpętali z pomocą swoich polskich renegatów z III RP wojny na Kaukazie, w Czeczeni, Górnym i dolnym Karabachu, w Gruzji, Osetii, w Mołdawii, w końcu posłużyli się ludobójcami z banderowskiej Ukrainy. To dzieje się na naszych oczach. Gdybyśmy znali historie prawdy, a nie kłamstw, propagandy, zmyśleń i przeinaczeń, które robią w III RP za historię, to nasz kraj nie byłby folwarkiem USA. Wracam do II wojny. Nie będę polemizował z fantazjami „uczonych” o milionowych sowieckich wywózkach, o katowniach, o zbrodniach NKWD, etc, etc, etc. Mam 76 lat, urodziłem się we Lwowie, moi przodkowie od strony ojca i matki mieszkali we Lwowie kilkaset lat. Moja wiedza o zachowaniu sowietów na kresach pochodzi od rodziców, od krewnych, od znajomych rodziców, a także od mojego kilkanaście lat starszego rodzeństwa. Ich wiedza, ich opowieści, wykluczają publikowane brednie „uczonych” o zachowaniu i zbrodniach armii czerwonej na naszych kresach wschodnich. I tak; Sowieci nie wywieźli na Sybir milionów Polaków, ale ta prawda niczego nie zmieni, mimo dokumentów, w których prawda jest nie do podważenia. To nic, że te dokumenty NKWD pisane były w czasie trwania tych wywózek i po ich zakończeniu. Twórcy tych dokumentów byli zainteresowani by podać jak największą liczbę wywiezionych, bo większa liczba zabitych i wysiedlonych promowała ich pracę! W ich interesie leżało powiększyć w protokołach liczby ofiar. Nic i nikt nie zdoła juz wymazać z naszej pamięci mitu gehenny „milionów” zesłańców, mitu setek tysięcy zmarłych i zabitych podczas transportu. O historii trzeba jednak pisać uczciwie. Wg wiedzy naszych „uczonych,” sowieci wywieźli z Polski 1 700 000 ludzi, z tego 900 000 zmarło podczas wywózki. Te wstrząsające liczby wzięte z sufitu są do dziś publikowane w prasie, telewizji, a nawet w publikacjach pretendujących do miana naukowych. Problem w tym, że są mitami, bredniami, nie mają nic wspólnego z prawdą historyczną .Wszystkie te szacunki o milionach wywiezionych i zmarłych, powstawały na bazie cząstkowych danych, głównie relacji samych deportowanych, którzy nie mieli pojęcia co się dzieje poza ich wzrokiem i słuchem. Na początku lat 1992 mieliśmy swobodny dostęp do rosyjskich archiwów. Dopiero w tedy historycy mogli wreszcie zapoznać się z aktami NKWD, dokumentującymi bardzo dokładnie kolejne fale stalinowskiego terroru. Okazało się, że wszystkie cztery opisane deportacje objęły ok. 320 000 obywateli zamieszkałych na kresach w II RP. W tej liczbie ok. 320 tysięcy wywiezionych, znajdowało się ok. 25 000 Ukraińców zachodnich, 20 000 Białorusinów i 70 000 Żydów. Liczba wszystkich wywiezionych Polaków nie przekroczyła 220 tysięcy! Do czasu „amnestii” ogłoszonej w ZSRR w lipcu 1941 r. śmiertelność wśród zesłańców wynosiła od 2,8% do 5,8% rocznie. Ile osób zmarło po tej dacie – nie da się określić, ponieważ osoby te nie były już traktowane jako obywatele okupowanego państwa, mieli już takie same prawa jak obywatele ZSRR. Na pewno po czerwcu 1941 roku przeżyło znacznie więcej osób, niż to wynikało z wcześniejszych przypuszczeń. Wychodzi na to, że z liczby 1,700 tysięcy wywiezionych, zostało „tylko” 210- 220 tysięcy Polaków, gdyby z tej liczby zmarło nawet 6% , to było to ok 13 tysięcy ofiar. A więc nie ma 1700 tysięcy wywiezionych i 900 tysięcy zmarłych. Jest 220 tysięcy wywiezionych Polaków i ok. 13 tysięcy zmarłych Polaków. Taka jest prawda o sowieckim holokauście. Listy proskrypcyjne do wywózek Polaków tworzyli miejscowi Ukraińcy, ich bękarty są przyjaciółmi okupacyjnej władzy III RP. Z wiedzy moich rodziców wynikało, że to nie sowieci, tylko miejscowi Ukraińcy w grudniu 1939 roku zastąpili w lwowskich brygidkach polską obsługę więzienia. To oni, w miejsce Polaków byli tam strażnikami i to oni a nie sowieci zamordowali wszystkich więźniów brygidek z wyjątkiem Ukraińców. Zbrodnie każdego okupanta są dodatkiem do faktu okupacji i określają ich konduitę. Wszyscy wiemy jaki los spotkał w ZSRR 17- 20 tysięcy Polaków, wiemy o ofiarach w Starobielsku, Ostaszkowie, Kozielsku, Miednoje, umownie nazywamy to zbrodnią katyńską. Wszystkie ofiary zginęły od strzału w tył głowy. Wszystkie zabite ofiary z wyjątkiem jednej kobiety- Janiny Lewandowskiej, byli dorosłymi mężczyznami. Nie było pośród ofiar dzieci, kobiet, starców. Odkopane trupy były w jednym kawałku i nie nosili śladów przedśmiertelnych tortur! Ale już bardzo nieliczni wiedzą, że Katyń był odwetem za nasze ludobójstwo z roku 1920- 1922. Zakatowane przez nas sowieckie ofiary nigdy nie mieli i nadal nie mają cmentarza, nie mają kaplicy, nie maja grobów, wart honorowych, nie ma nawet informacji gdzie znajdują się doły w których są kości ich zakatowanych trupów! A zamordowaliśmy ponad 80 tysięcy jeńców sowieckich! Ponad osiemdziesiąt tysięcy! I nikt w Polsce nie wie gdzie są ich trupy! Ludobójstwo banderowskiej Ukrainy- nie tylko na Wołyniu, charakteryzuje się nieludzkim okrucieństwem wobec zakatowanych ofiar. Ofiarami banderowskiej Ukrainy są głównie dzieci, nawet bardzo malutkie dzieci i nawet one były masakrowane przed śmiercią. W żadnych dołach nie ma tylu trupów w kawałkach, co w dolach zgrzebanych przez banderowską Ukrainę. Oddawanie hołdu zabitym w Katyniu, cisza nad sowieckimi ofiarami, które myśmy zakatowali i umizgi do bękartów naszych ludobójców z banderowskiej Ukrainy, czyni z władz III RP okupantów i wspólników banderowskich zbrodni, stawia znak równości między władzą Kijowa i Warszawy! I tego inaczej nazwać się nie da! 30 lipca 1941 roku Władysław Sikorski jako premier, podpisał układ z ambasadorem ZSRR w Londynie na mocy którego przywrócone zostają stosunki dyplomatyczne między naszymi krajami zerwane 17 września 1939 roku, a na terenie ZSRR utworzona zostanie Armia Polska złożona z obywateli polskich zamieszkałych na terenie ZSRR, jak również z osób wywiezionych w głąb ZSRR, lub więzionych w gułagach w okresie trwania okupacji Polski przez ZSRR. Dowódcą tworzącej się armii został wyznaczony wbrew woli Władysława Sikorskiego, Niemiec- Władysław Anders.

CZEŚĆ III

NIENAWIŚĆ NIE TŁUMACZY KŁAMSTWA, TO KŁAMSTWA TŁUMACZĄ NIENAWIŚĆ
Generał Anders był synem Niemca i Niemki, więc w jaki sposób można uznać go za Polaka? W jaki sposób syn Niemki i Niemca został Polakiem tego nie rozumiem i widocznie premier Sikorski też tego nie rozumiał. W roku 1939 Anders zrobił wszystko by nie wyrządzić krzywdy swoim hitlerowskim rodakom, nie podjął walki z Niemcami, nie pomógł generałowi Kutrzebie w bitwie nad Bzurą, mimo rozkazu wejścia do walk odmówił wykonania rozkazu. O tych faktach zdrady, tchórzostwa, niewykonania rozkazu wiedział premier Sikorski. Natomiast zwolennikami powierzenia dowództwa tworzącej się armii na terenie ZSRR generałowi Andersowi był i premier Churchill, i Stalin. Obaj z innych powodów. Anders od listopada 1939 roku przebywał w komfortowych warunkach w moskiewskim więzieniu na Łubiance, z jakiegoś powodu nie został zabity -jak inni oficerowie starzałem w tył głowy! Anders był przez 5 lat oficerem armii carskiej. Stalin chciał wierzyć, że Anders będzie dyspozycyjny wobec ZSRR. Churchill wspierał Andersa z powodu jego niemieckiej narodowości, prawidłowo widział w nim sojusznika, widział w nim wroga i Polski i ZSRR. Widział w nim wodza armii frajerów polskiej narodowości, która będzie pilnowała zamorskich interesów Anglii w Libii, Egipcie, Syrii i Iranie, która będzie umierała w obronie interesów angielskich milionerów. Wyprowadzone z ZSRR wojsko, nie służyło interesom Polski. nie przyczyniły się do pokonania III Rzeszy. Ich wkład w wojnę z Hitlerem był żaden! Zdobycie Monte Casino w maju 1944 roku nikomu nie było potrzebne, było zdobywaniem sławy mołojeckiej niemieckiego generała o nazwisku Anders. Tak zwana polska armia zachodnia weszła do boju w czerwcu 1944 roku. Niemcy już byli pobici. Obrona Francji w roku 1940 przez nasze wojska, które po wrześniowej klęsce przebiły się na zachód i zostały sformułowane jako armia przez Sikorskiego we Francji, nie były entuzjastycznie witane przez Francuzów, ich walka w obronie Francji nie miała ani znaczenia ani sensu. Francja nie chciała walczyć z Hitlerem, a Anglia była za słaba militarnie by bronić Francji. Położenie geograficzne Anglii ocaliło ich od klęski i zagłady już w roku 1940. Pomoc ekonomiczna Anglii przez USA- była niszczona przez flotę III Rzeszy, pomoc była zbyt mała by ocalić Anglię od klęski . Prawdziwym ocaleniem Anglii była napaść Hitlera na ZSRR. Od tego momentu Anglia nie szczędziła sił i środków by ocalić siebie za pomocą ofiar armii ZSRR. Już 25 czerwca 1941 roku Sikorski wezwany do Churchilla został zobowiązany do natychmiastowego nawiązania stosunków dyplomatycznych z ZSRR i poczynienia zabiegów dyplomatycznych by zorganizować wojsko polskie na terenie ZSRR. Tworzenie armii w ZSRR nie było pomysłem Sikorskiego, to był pomysł Churchilla, który ocalenie Anglii widział w armii ZSRR. Nie szczędził sił i środków by wspomóc jedynego sojusznika w walce z III Rzeszą. Ponad 80% armii niemieckiej poległo na froncie wschodnim. Na front wschodni Niemcy wysyłali najlepszy sprzęt i najlepsze oddziały armii niemieckiej. Wysłanie na front wschodni było odczytywane przez niemieckich żołnierzy jak wyrok śmierci. Na każdych 10 zabitych niemieckich żołnierzy, 8 zginęło na froncie wschodnim! W okupowanej Europie Niemcy czuli się jak u siebie w domu, napady na nich, wyroki śmierci, jakieś podziemie antyniemieckie powstało na potrzeby filmu i powieści po roku 1948 i trwa do dziś. Czym dalej od wojny, tym bohaterstwo aliantów było większe, ich wkład w wyzwolenie Europy był ogromny i bezustannie rośnie. Już doszło do sytuacji, że tak naprawdę III Rzeszę pokonali jankesi, Anglicy i Francuzi, ratując od zagłady Europę i ZSRR. Tymczasem w ZSRR w miejsce armii Andersa powstała armia pułkownika Berlinga. To tylko i wyłącznie dzięki istnieniu tej armii LWP, mamy ziemie zabrane Niemcom! Tylko i wyłącznie dzięki ich istnieniu! Za zgodą i w porozumieniu z USA i Anglią, ZSRR mianował polski rząd. 22 lipca 1944 roku z nadania Moskwy powstał w Lublinie zalążek polskiego rządu PKWN, czyli Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego! Ustanowienie tego rządu było jedynym powodem wybuchu powstania warszawskiego 1 sierpnia 1944 roku, decyzja o jego wywołaniu zapadła w Londynie ad hoc! Wg inteligencji dezerterów z Londynu, zwycięskie powstanie w Warszawie z Niemcami, pozwoli im na powrót do Polski jako legalnej władzy. To oni – jako prawowita legalna władza, przywitają wchodzące do Warszawy sowieckie wojska. Nie wiem jakie to prawo sprawowania władzy miał rząd dezerterów, rząd tchórzy, który nas porzuci na pastw losu w roku 1939 nie podejmując nawet walki! Przeciw wywołaniu powstania byli Anglicy i USA, którzy wcześniej wyrazili zgodę na powołany przez Stalina rząd PKWN. Mimo stanowiska rządu Anglii i USA niewywoływania powstania, ludobójcy z londyńskiego rządu wywołali powstanie. Pięć lat nieludzkiej niemieckiej okupacji sprawiało, że chętnych do wojny z okupantem było dużo więcej niż broni. Zapewnienia przywódców, że powstanie jest pomocą dla wojsk armii czerwonej, że powstanie przyśpieszy wyzwolenie Warszawy, a także ich zapewnienia, o poparciu powstania przez wojska Stalina, które były po drugiej stronie Wisły, dawały powstańcom poczucie siły i gwarancję sukcesu! Te zapewnienia były logiczne, tyle że nieprawdziwe. Przywódcy nie powiedzieli prawdy o powodach powstania. Nie powiedzieli, że powstańcy mają walczyć o odzyskanie koryta władzy przez dezerterów z Londynu, nie powiedzieli, że powstanie jest bardziej przeciw Stalinowi niż Hitlerowi! Londyńscy ludobójcy nie zawahali się dla zdobycia władzy dla siebie zamordować ponad 200 tysięcy niewinnych ludzi, nie zawahali się zburzyć miasta. Żaden z tych zbrodniarzy, którzy wywołali powstanie, nie został ranny, żaden z nich nie zginał, żadem z nich nie został powieszony przez ich ofiary a powinni być powieszeni! Dziś w III RP ci zbrodniarze są bohaterami władzy, ale tylko władzy. 19 stycznia 1945 roku dowódca Armii Krajowej Leopold Okulicki rozwiązał Armię Krajową. Wielu dowódców oddziałów nie wykonało rozkazu, nie rozwiązali oddziałów, nie powiadomili żołnierzy o rozwiązaniu AK. Od tego dnia każdy oddział przestawał być oddziałem AK i tracił prawo do używania tej nazwy! Każdy dowódca oddziału przemieniał się z żołnierza w bandziora, był panem życia i śmierci, za swoje zbrodnie nie odpowiadał przed nikim! 15.05.2017

CZĘŚĆ IV- OSTATNIA

NIENAWIŚĆ NIE TŁUMACZY KŁAMSTWA, TO KŁAMSTWA TŁUMACZĄ NIENAWIŚĆ.
Zbrojne kupy pospolitych morderców, bandytów, złodziejów, sami mianowali się obrońcami demokracji i w ramach tej „demokracji” napadali na osady, wsie, małe miasteczka, zależnie od stanu liczebności bandziorów. Jako „wyzwoleńcza” armia, wyzwalali z całego mienia napadnięte ofiary, gwałcili wyzwolone kobiety, zabijali dzieci by nie wyrosły na bolszewików, bardzo często palili napadnięte wsie i osady. To herszt bandy ustalał, kto jest komuchem, kogo zabić a kogo nie. Do dziś żyje- być może, nawet kilka tysięcy wiekowych cudem ocalonych ofiar, które w dniu napaści miały 10- 15 lat. Wielu z tych wiekowych świadków widziało twarze morderców swoich rodziców, swoich braci, krewnych, sąsiadów. I na ich oczach, III RP nazwała ich morderców żołnierzami wyklętymi i gloryfikuje jako swoich bohaterów. Ocalone ofiary bohaterów władzy III RP nie mają żadnych ludzkich praw do szacunku, do pamięci, do współczucia. Zakłamanie historii, pisanie jej na nowo, czyni z każdego narodu, naród idiotów, ponieważ gloryfikowanie morderców, niejako z automatu ofiary tych morderców czyni winnymi swojego losu, czyni wrogami Polski i Polaków a już na pewno władz III RP. Uzbrojone bandy, byli zwykłymi bandziorami parającymi się terrorem wobec bezbronnej nie uzbrojonej mordowanej cywilnej ludności, rabowali ich mienie, gwałcili kobiety, palili ich domostwa mordując wszystkich mieszkańców osad i wsi. W czyim imieniu te bandy mordowali Polaków? Te bandy nie mieli żadnego wsparcia zagranicy, nawet dezerterzy z Londynu im nie pomagali, londyńscy dezerterzy nie byli rządem, stali się niechcianą bandą błaznów, imali się różnych prac, byli portierami, szatniarzami, magazynierami, kelnerami, byli tym kim rzeczywiście zawsze byli NIKIM! W czerwcu 1946 roku w Londynie odbyła się defilada zwycięzców, uczestniczyli w niej wojska Francji, Belgów, USA, Anglii, Czechoslowacji, ZSRR Danii, Holandii, Norwegii, Grecji, nie było wojsk polskich. Mimo zabiegów „rządu londyńskiego” nie dopuszczono do uczestnictwa w paradzie żołnierzy polskich, tak samo jak nie dopuszczono do obecności na trybunie honorowej przedstawicieli londyńskiego rządu. Wywołanie powstania warszawskiego całkowicie zmieniło relacje aliantów z rządem londyńskim z relacji złych na jak najgorsze! Jakakolwiek pomoc ZSRR; Grecji, Francji, a także Włochom, czyniła z tych państw socjalistyczne państwa w oparciu o demokratyczne wybory! W sierpniu 1944 roku w Grecji wybuchło powstanie zakończone w kwietniu 1945 roku przeciw powrotowi króla, którego Anglia narzuciła Grecji. Grecy chcieli socjalizmu na wzór głoszonego przez Tito. USA zwolnili z obozów jenieckich 8 tysięcy SS- Manów i razem z Anglią zamordowali greckie powstanie! O tym wszystkim wiedział ZSRR. We Francji komunista Maurice Thorez miał co najmniej 60% poparcia Francuzów, we Włoszech podobne poparcie miał komunista Palmiro Togliatti. ZSRR w roku 1944 – 1945 była najsilniejszą armią świata, byli silniejsi niż wszystkie wojska Europy razem wzięte. Wsparcie polityczne ZSRR dla wymienionych państw wystarczyłoby, by uczynić je państwami socjalistycznymi! O tym zielonego pojęcia nie miał kabaretowy rząd londyński! O tym pojęcia nie maja „naukowcy” z III RP. Zbrojne bandy na terenie naszego kraju nikogo nie reprezentowały, to byli zwykli uzbrojeni bandyci. Gdyby ktoś wątpił w logikę moich argumentów, to moje pytanie proste. Skoro mordercy Łupaszko, Bury, Ogień, Żubr, i stu innych bandytów, a także bandziory z NSZ i WiN rzeczywiście walczyli z komunistami, to dlaczego nawet nie próbowali zjednoczenia swoich sił w walce przeciw komunistom. Jak można uwierzyć, że bandy walczyli z komunizmem. Walczyli wtedy gdy LWP, KBW, UB osaczyli ich w jakiejś wiosce którą akurat mordowali, podejmowali walkę by uciec! Tak wyglądały walki tych bandziorów z komunistami. Okupacyjne władze III RP z uporem mieszają bandytów z żołnierzami AK, z uporem okłamują nas, że żołnierze wyklęci, to byli również żołnierze AK. To nie prawda. Nie ma ani jednego przypadku, ani jednego, by jakikolwiek oddział AK napadł na polską wieś i mordował mieszkańców, lub rabował ich mienie, bez względu na to jakiej politycznej orientacji byli mieszkańcy. AK było wojskiem apolitycznym, komuch nie był ich wrogiem, tak samo jak wrogiem nie był żołnierz armii czerwonej. Z powodu apolityczności AK nigdy nie wchodziła w żadne sojusze ani z NSZ, ani z WiN. Schwytani przez władze bandyci, wszyscy i bez wyjątku, przedstawiali się jako żołnierze AK. Okupacyjne władze III RP, ochoczo mieszają żołnierzy AK, z mordercami, bandziorami i złodziejami, których nazywają żołnierzami wyklętymi. AK nigdy nie napadli na Polaków, nigdy nie mordowali Polaków, bez względu na ich polityczne konotacje. Ostania sprawa. Ohyda oskarżenia bohaterów LWP za akcje Wisła przez okupacyjne władze III RP. Nazwanie tej akcji wojenną zbrodnią, to atest idiotyzmu władz III RP, to dowód zwyrodnienia tej władzy, to nasze prawo, by te władze uznać za okupantów, za wspólników ukraińskich zbrodni na Polakach. Powodem akcji Wisła były mnożące się napady uzbrojonych banderowskich band, które napadały na osady, wsie i zagrody zamieszkałe przez Polaków. Banderowcy mordowali Polaków paląc całe wsie, osady, paląc polskie zagrody. Pomocy, schronienia i informacji dostarczała im miejscowa ludność ukraińska. Wyjściem z tej sytuacji było; albo pacyfikacja całego terenu zamieszkałego przez ludność ukraińską i wybicie do nogi wszystkich mieszkańców razem z banderowcami, albo wysiedlenie ludności ukraińskiej, czyli pozbawienie ukraińskich band schronień, pomocy i informacji o działaniach polskiej władzy. Władze wybrali bardziej humanitarny sposób, niż czystka etniczna i wysiedlili ludność ukraińską na tereny odebrane Niemcom. Jakaś cześć wysiedlanej ludności z liczby 140 tysięcy mogła umrzeć, zginąć podczas wysiedlania, ale gdyby wybrano opcję czystki etnicznej, nie byłoby żadnej banderowskiej gnidy w naszym kraju! A tak wysiedlone bękarty naszych banderowskich ludobójców rozmnożyli się jak wszy i obleźli nas jak wszy. Mądrzy ludzie powiadają, że popełnione błędy przez władze potrafią szkodzić całe wieki! Prawdę tych ludzi potwierdzają nasze czasy, widzimy co się dzieje widzimy z rozmysłem budowaną w interesie USA nienawiść do Rosji, okupacyjne władze robią wszystko co możliwe by unicestwić nasz naród raz i na zawsze! NATO nie jest paktem obronnym europejskich frajerów, NATO jest pierwszym okopem obrony USA przed ewentualnym atakiem Rosji! To Europa ma umierać w obronie USA a nie USA w obronie Europy! 15.05.2017

Faszyści mają Warszawę. Kto zginie pierwszy?

 

29 kwietnia w Warszawie odbył się pokaz siły polskiego faszyzmu i słabości państwa, które temu faszyzmowi nie tylko nie umie się przeciwstawić, lecz samo z nim, za sprawą rządzącej partii, flirtuje.

Zdjęcie bojówek ONR paradujących na placu Zamkowym staje się dziś symbolem powrotu do nacjonalistycznego szaleństwa lat 30., które wszak nie ominęło Polski. Takich umundurowanych młodych ludzi było wówczas w Polsce ok. 300 tys. Ziali nienawiścią do Żydów, pogardą dla wszystkiego, co inne i obce, nieswojskie i niekatolickie, a mundury i podkute buty dawały im poczucie mocy i złudzenie, że skoro są zorganizowani, to wolno im bić Żydów i „komunistów” legalnie. Są wszak „patriotami” i wszystko to czynią dla dobra ojczyzny, która stoi ponad wszystkim i na wszystko pozwala, gdy zagrożona jest „obcością”.

Dziś to powraca. Wojna skończyła się dawno, a wychowana w narodowo-katolickich środowiskach młodzież nie ma pojęcia, czym ona była i co do niej doprowadziło.

Paradoksalnie odpór faszystom dał w tych dniach polski episkopat, publikując roztropny i pięknie napisany dokument, w którym w sposób jednoznaczny potępia nacjonalizm, sprzeciwiając się podawaniu go za patriotyzm.

Paradoksalnie, bo Kościół jest w Polsce de facto władzą zwierzchnią w stosunku do rządu – tak bezsilnego i lękliwego wobec faszyzmu panoszącego się po ulicach – lecz także dlatego, że ten demokratyczno-liberalny głos biskupów unosi się ponad długą tradycją budowania przez Kościół, ręka w rękę z szowinistycznymi i militarystycznymi partiami faszystowskich reżimów we Włoszech, w Hiszpanii, na Słowacji i w innych krajach w latach międzywojennych. W ten sposób Kościół daje nam do zrozumienia, iż będzie zdolny rozliczyć się z kompromitującymi go, powtarzającymi się faszystowskimi ekscesami z udziałem księży. Oby tylko samo opublikowanie tego listu nie miało uchodzić za takie rozliczenie. Można mieć wszelako nadzieję, że na razie nie będziemy oglądać ONR w kościołach, a księża w rodzaju Natanka czy Międlara będą siedzieć cicho.

Kościół, mający bardzo bogate i bardzo haniebne doświadczenie współpracy z nacjonalistycznymi reżimami, wie już, czym to pachnie. Wie, że jest to gra niebezpieczna także dla niego. Odebrał lekcję, ale wciąż ulega pokusie złagodzonej wersji nacjonalizmu, która pozwala, pod maską patriotyzmu, budować w różnych krajach współczesną wersję średniowiecznej dwuwładzy kościelno-laickiej. Kościołowi niezmiernie zależy na tym, aby wierni nie postrzegali go jako instytucji zagranicznej (a jest przecież państwem, i to „państwem trzecim” – monarchią absolutną, ze stolicą w Watykanie), gdyż w epoce państw narodowych może się to kojarzyć z brakiem suwerenności. Nacjonalizm kościelny pozwala wykorzystywać amok szowinizmu i ksenofobii do wzmacniania więzi kościelnej. Jednocześnie jednak faszystowskie reżimy wikłają Kościół w swe zbrodnie.

Cóż więc począć? Odpowiedzią jest właśnie typowy dla polskiego Kościoła flirt z nacjonalizmem: tu się puszcza do niego oczko, tam się znowu potępi – raz tak, raz tak, jak to we flirtach bywa.

Jedynym naszym zwycięstwem w tej sytuacji bezradności wobec narastającej fali faszyzmu jest to, że polscy faszyści, choć odtwarzają organizacje wielbiące Mussoliniego (a także Hitlera) i posługujące się jego symboliką (łącznie z fasces – rózgami liktorskimi), to jednak boją się nazywać go po imieniu. „Gorszą się”, gdy mówić o nich „faszyści” albo „antysemici”. Słaba to jednak pociecha, bo to, co z jednej strony jest ustępstwem faszystów wobec cywilizacji demokratycznej, z drugiej strony dostarcza doskonałego pretekstu władzom i prawicy, aby lekceważyć zagrożenie. Wszak to żadni „faszyści”, a tylko „narodowcy”. Ta pośrednia legitymizacja faszyzmu, pod marnym pretekstem, iż formalnie ów się od faszyzmu odcina, jest bardzo niebezpieczna, dając ekstremistom i draniom moralną i polityczną ochronę.

Dodatkową dostarcza im retoryka sportowa, pozwalająca skrywać swoją działalność (ręka w rękę z handlarzami narkotyków) za szyldami ruchu kibicowskiego i klubów sportowych. Dlatego tak ważne jest, abyśmy nie dawali się zwieść rzekomo dobrej woli faszystów i nie lali wody na ich młyn, nazywając ich eufemistycznie „narodowcami” albo „neofaszystami”. Nie są ani trochę „neo” – są do bólu „retro”.

Ze smutkiem muszę stwierdzić, patrząc na umundurowane zastępy młodzieży upojonej uczuciem jedności i siły, że organizacje faszystowskie są w Polsce silniejsze niż demokratyczne ruchy społeczne. Kudy takiemu rozgadanemu Komitetowi Obrony Demokracji do tych karnych szwadronów! Militarystyczna zdolność mobilizacyjna i dyscyplina organizacji istniejących w gruncie rzeczy po to, by zastraszać i bić, jest porażająca. I mimo że w ogromnej większości jest to tylko dzieciarnia, która myśli, że dobrze i grzecznie się bawi, to jednak z pewnością są wśród nich i tacy, którzy czekają tylko na rozkaz „bij!” i gotowi są ten rozkaz wykonać.

Kto zaś ma ten rozkaz wydać, tego nawet nie wiemy. I nieprędko się dowiemy. Tak jak nie wiemy, kto daje na to pieniądze (choć nietrudno się domyślić, komu faszyzm w Polsce jest na rękę). Pierwsze napaści, podpalenia i inne akty faszystowskiej przemocy dopiero przed nami. Gdy okaże się, że nie pozostają bezkarne, przyjdą następne, zuchwalsze. Potem legnie pierwsza ofiara śmiertelna. Czciciele Niewiadomskiego, mordercy prezydenta Narutowicza, tylko czekają, by „zasłużyć się dla ojczyzny”.

Winni nawrotu faszyzmu jesteśmy wszyscy. Nie tylko konserwatyści i prawica. Wszyscy zaniedbaliśmy młodzież i patrzyliśmy przez palce na przestępczość ukrytą za parawanem działalności politycznej. Wszak mamy demokrację, czyż nie? Trzeba oddać sprawiedliwość naszym „watch-dogom”, organizacjom monitorującym i piętnującym faszyzm, takim jak „Nidy Więcej”. Ich działalność nie usprawiedliwia nas jednak jako całości społeczeństwa, lecz zawstydza. Za swoją opieszałość, a może i tchórzliwość, zapłacimy wysoką cenę. Pycha, nienawiść i pogarda, połączone z emocją plemiennej jedności, to siły psychologicznie i społecznie zbyt potężne, by można było przeciwstawić się im w krótkim czasie.

Faszyzm daje przyjemność – jest jak narkotyk. Walka z nim, gdy już raz się pojawił, zajmie nam wiele lat i kosztować będzie wiele ofiar. Także śmiertelnych ofiar. Bo jak świat długi szeroki, faszyści zawsze w końcu zabijają.faszyzsci

Fatimski policzek dla Polski

Kościół katolicki, za pośrednictwem swoich posłów w klubie PiS, po raz kolejny chwycił za kark polskie państwo i rzucił na kolana. 7 kwietnia 2017 r. polski Sejm złożył najbardziej z dotychczasowych upokarzający hołd watykańskiej władzy, przyjmując uchwałę o uczczeniu setnej rocznicy tzw. objawień fatimskich.

Poddając się najbardziej ciemnej i zabobonnej bigoterii, państwo polskie objawiło za jednym razem swą śmieszność, głupotę i zakłamanie, które to łącznie złożyło w ofierze archaicznemu Kościołowi katolickiemu, przebranemu w teatralny kostium średniowiecznej świętej monarchii. Ten akt najbardziej bezwstydnej i załganej dewocji obnaża w żałosny i godny politowania sposób służalcze poddaństwo Rzeczypospolitej Polskiej obcemu państwu, którym – mimo całej operetkowej śmieszności tego faktu – jest Kościół katolicki jako (podwójny) podmiot państwowy: Stolica Apostolska i Watykan.

Ci, którzy dopuścili się tego czynu, zdradzili Polskę jako suwerenne państwo, podeptali polską konstytucję, gwarantującą religijną neutralność naszego państwa, i napluli w twarz milionom niewierzących Polaków.

Czego dotyczy uchwała? Oto przykładowe słowa, którymi państwo polskie oddało w niej cześć:

Demony miały straszne i obrzydliwe kształty wstrętnych, nieznanych zwierząt, lecz i one były przejrzyste i czarne.

Albo:

Pod dwoma ramionami Krzyża były dwa Anioły, każdy trzymający w ręce konewkę z kryształu, do których zbierali krew Męczenników i nią skrapiali dusze zbliżające się do Boga.

Istota rzeczy tkwi zaś w tym, że podczas drugiej wojny światowej pewna zakonnica, siostra Łucja, oświadczyła, że w czasie pierwszej wojny, jako dziecko, wraz z dwojgiem innych dzieci, miała widzenie, które zapowiadało już tę drugą:

Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy. Ale jeżeli się nie przestanie obrażać Boga, to za pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga, gorsza.

Owa siostra Łucja oddała się pisaniu obfitych tekstów o różnych swoich wizjach religijnych, podobnych do wielu innych, pisanych przez niezliczonych autorów różnych kultur i religii. Tego rodzaju literatura dewocyjna bywa wartościowa z literackiego punktu widzenia, a nierzadko stanowi ciekawy dokument swojej epoki, zwłaszcza zaś jej traum, lęków i obsesji.

Poważne państwa gromadzą taką literaturę w państwowych bibliotekach, a zajmują się nią opłacani przez państwo religioznawcy. W ciemnych teokracjach autonomiczny i krytyczny rozum nie istnieje. Tam legendy i majaki mają rangę wiedzy i prawa. Tak jak w Polsce.

Z religioznawczego punktu widzenia objawienia fatimskie są dokumentem o tyle ciekawym, że występuje w nich bardzo archaiczne wyobrażenie „bogini pośredniczki”, która obiecując obłaskawienie groźnego boga, w zamian żąda hołdów i ofiar dla siebie. Motyw ten, znany w wielu kulturach i religiach, odzwierciedla prehistoryczną jeszcze organizację plemienną z wbudowanym w nią systemem hołdów i darów, utwierdzającym hierarchię władzy i prestiżu.

Archaiczna religijność, której relikty można jeszcze znaleźć w XX-wiecznej Europie, to ważny i ciekawy temat badań religioznawczych. Państwo powinno takie badania wspierać odpowiednimi grantami. Jeśli zaś samo angażuje się w uprawianie archaicznych kultu, samo też staje się „zjawiskiem etnograficznym” i zasługuje na zbadanie w ramach odpowiedniego grantu. Ktoś kiedyś będzie badał naukowo klerykalną Polskę początku XXI wieku, dewocyjne anachronizmy polskiego życia publicznego w szóstym stuleciu od upadku średniowiecznej teokracji w Europie. A my będziemy częścią tej badanej rzeczywistości. Jakiż to wstyd.

Jak już napisałem, swoją uchwałą Sejm napluł w twarz milionom niewierzących Polaków. Niewierzących, czyli wywodzących wartości, w tym wartości moralne, z innych źródeł niż osobowy bóg, posiadający wolę i rozum, tak jak posiada je człowiek. Oto cytat z uzasadnienia uchwały, równie głupiego i haniebnego jak sama uchwała: „Wciąż istnieje jeszcze niebezpieczeństwo, że miejsce marksizmu zająć może ateizm w innej postaci, który wychwalając wolność, zmierza do zniszczenia samych korzeni moralności ludzkiej i chrześcijańskiej”.

Nie wiem, czy debil, który to napisał, zasługuje na to, aby tłumaczyć mu, że swymi słowami depcze konstytucję, gwarantującą obywatelom, że nie będą dyskryminowani za wiarę lub jej brak. Nie wiem, czy zasługuje na to, by profesor filozofii wyjaśniał mu, iż tłumaczenie obowiązków moralnych wolą takiego czy innego „boga jedynego” nie jest jedynym możliwym ich utwierdzeniem. Pewnie nie zasługuje. Ale jeśli umie czytać, to niech sobie przynajmniej przeczyta preambułę do polskiej konstytucji.

Powaga państwa wyraża się w jego racjonalności. Racjonalność zaś wyraża się w pierwszym rzędzie w zdolności odróżniania porządku wiedzy i faktów od porządku fantazji, wierzeń i marzeń. Partnerem i mentorem państwa w zakresie wiedzy i rozumienia świata jest nauka. Dla nauki zaś „objawienia fatimskie” są zjawiskiem etnograficznym i socjologicznym, związanym z konkretnym kontekstem kulturowym i historycznym.

Państwo, które wyrzeka się elementarnego oświecenia i krytycyzmu, popada w śmieszność. Uchwała polskiego Sejmu jest oczywiście śmieszna. Ale przede wszystkim jest straszna. Bo to nie jest przecież tak, że 245 posłów polskiego Sejmu naprawdę i szczerze oddaje się ludowej wyobraźni religijnej rodem ze średniowiecza. Gdyby byli to ludzie po prostu ciemni, można by się śmiać, ale nie gniewać. Lecz ich głosowanie za uchwałą było dowodem nie tyle ciemnoty, ile bezrefleksyjnego serwilizmu wobec władzy. W tym wypadku – obcej władzy.

Oto ów sromotny, wiernopoddańczy i zdradziecki wobec Polski akt. Przeczytajcie sobie uważnie ten dokument bezprzykładnej bigoterii, pogardy dla rozumu i sponiewierania konstytucji. Czy nasze wnuki zdołają odróżnić histerycznie religiancką Polskę naszych czasów od tej XIX-wiecznej? Czy w ich wyobraźni nasze czasy skleją się w jedną dziejową breję z niekończącą się epoką teokracji i feudalizmu? Ciężko na to pracujemy. Bo na wstyd też trzeba sobie zapracować.fatima