WSTYD BYĆ POLAKIEM!

Data: 11 sierpnia 2017 Autor: tygodnikszerszen
Opinie o narodzie tworzy władza, świat postrzega naród w oparciu o jej zachowanie. Brak podstawowej wiedzy historycznej dotyczącej naszego narodu, z mocy samego prawa powinien wykluczać z uprawiania polityki takich ludzi. Czymś nie do pomyślenia jest, by prymitywni pozbawieni podstawowej wiedzy historycznej osobnicy byli ministrami; spraw zagranicznych, ministrami edukacji, ambasadorami, lub prezydentami kraju. A tak jest w III RP. Prezydenci, ministrowie, głoszą androny, mity jako fakty historyczne. „Logika” tych głoszonych przez nich andronów i mitów, ośmiesza ich, jest dowodem ich nieuctwa, prymitywizmu. Sprawa dotyczy ustawy o usuwaniu pomników żołnierzy radzieckich w naszym kraju, które ustawodawca, co budzi zdumienie, uznaje jako propagandę komunizmu! Ambasador Rosji bardzo rozsądnie powiedział. „Wystarczy więc uznać, że te pomniki nie są propagandą komunizmu, tylko wyrazem wdzięczności żołnierzom, którzy polegli i, dzięki którym Polska nadal istnieje. Na pytanie, czy bez nich Polski by dziś nie było, odpowiedział: Oczywiście. – W wyzwalaniu Polski- w jej obecnych granicach zginęło 600 tys. radzieckich żołnierzy, 55 proc. wszystkich strat ludzkich Armii Czerwonej w Europie poza granicami ZSRR z 1945 roku. W Polsce zginęło więc więcej naszych żołnierzy niż w Niemczech i we wszystkich innych krajach europejskich razem wziętych – powiedział ambasador.” Koniec cytatu. Od siebie dodam. Tylko 7% do 10% żołnierzy Armii Radzieckiej było członkami partii komunistycznej, cala reszta NIE! Służba w armii radzieckiej była obowiązkiem, była przymusowa, odmowa służby lub dezercja, była karana śmiercią! 600 tysięcy młodych ludzi nie chcieli umierać, oni chcieli żyć! Odpowiedź ministra Waszczykowskiego, jest godna durnia. Jest kompletnie nie na temat, nie odnosi się do przyczyny usuwania pomników, odnosi się do mitów, które w III RP robią za historię. Odpowiedź Waszczykowskiego cytuję. „Skorygowałbym tę narrację historyczną, bo nie można zaczynać historii stosunków polsko-radzieckich, polsko-rosyjskich od 1945 roku, od wyzwalania spod okupacji niemieckiej. Trzeba pamiętać, że Związek Radziecki wybitnie przyczynił się do wybuchu II wojny światowej i również wraz z Niemcami najechał na Polskę, więc jest współodpowiedzialny za wybuch II wojny światowej – powiedział szef MSZ w czwartek w telewizji internetowej „wPolsce.pl” koniec cytatu. Nie wiem, śmiać się z idiotyzmu ministra czy płakać. Prymitywizm tej niewiedzy poraża Nawet nie podejrzewam, ani Waszczykowskiego, ani jego kompanów z lewa, prawa i na wprost, o znajomość naszej historii. Poprzednicy i Waszczykowskiego i Dudy, mają podobną wiedzę o naszej historii, czyli żadnej. Brak wstydu powoduje, że bez skrępowania głoszą swoje kłamstwa jako fakty historyczne. Pozwolę sobie w całości- posługując się tylko dowodami, podważyć tę narrację „historyczną” osobnika, o nazwisku Witold Waszczykowski. Fragment cyt. „ZSRR wybitnie przyczynił się do wybuchu II wojny” koniec cytatu. A jak wygląda prawda historyczna? Do roku 1934 Liga Narodów nie uznawała istnienia państwa ZSRR. Nie da sie zaprzeczyć, że po wejściu do Ligi Narodów w roku 1934, ZSRR zabiegał o sojusz wojskowy z kimkolwiek przeciw Hitlerowi i nie zabiegał nigdy o taki sojusz z Hitlerem przeciw komukolwiek. To są udokumentowane fakty! Hitler zabiegał o władzę hasłami rozprawy z komunistami i obietnicą rozwalenia bolszewizmu w domyśle ZSRR. Wszystkie -bez wyjątku, państwa Europy, byli wrogami komunizmu, wrogami ZSRR. Obietnice Hitlera rozprawy z komunizmem przyjmowali z nadzieją i zadowoleniem. To te obietnice rozprawy z komunizmem były powodem braku reakcji na wejście wojsk do zdemilitaryzowanej Nadrenii w roku 1936, to te obietnice rozprawy z bolszewizmem były powodem braku reakcji na anszlus Austrii. I te obietnice Hitlera wojny z ZSRR, były powodem podarowania Niemcom Sudetów, w oparciu o tzw. układ monachijski z dnia 29-30 października 1938. Zawarty układ monachijski pomiędzy Anglią, Francją, Niemcami i Włochami darował Niemcom Sudety! W dniu 1 października 1938 roku niemieckie wojska weszły do Czechosłowacji i zajęli swoją własność- Sudety. Waszczykowski, 2 października 1938 roku wojska polskie weszły do Czechosłowacji i zajęli Zaolzie. Byliśmy sojusznikami Adolfa Hitlera rok wcześniej niż Stalin. ZSRR w maju 1938 roku zwrócił się do władz II RP z prośbą o zgodę na przemarsz ich wojsk do Czechosłowacji, by udzielić im pomocy w ewentualnej wojnie z Niemcami. Władze II RP odmówiły zgody i razem z Hitlerem napadli na Czechosłowację! Zapamiętaj to Waszczykowski. Idziemy dalej. Cytuję. „W sierpniu 1937 r. polski Sztab Generalny wydał dyrektywę nr 2304/2/37, w którym zawarto zapis o ostatecznym celu polskiej polityki, którym ma być „zniszczenie całej Rosji”, a jednym ze skutecznych narzędzi do jego osiągnięcia byłoby podżeganie wystąpień separatystycznych na Kaukazie, Ukrainie i centralnej Azji, w szczególności z wykorzystaniem wywiadu wojskowego” Koniec cytatu. To ta wiedza sowieckiego wywiadu była powodem aresztowania Konstantego Rokossowskiego pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Polski” koniec cytatu. Waszczykowski wbij sobie do pustej głowy te fakty! Jak widać II RP rozwalała ZSRR wcześniej niż pakt Ribbentrop- Mołotow. ZSRR wybitnie przyczynił się do wybuchu II wojny gaworzy nieuk Waszczykowski. Państwo, które nie ma armii, nie chce wojny. Waszczykowski ucz się historii, bo umrzesz matołem. W maju 1937 roku ZSRR rozpoczęły się czystki w wojsku od aresztowania marszałka Michaiła Tuchaczewskeigo 22 maja 1937 r. został aresztowany w gmachu partyjnym w Kujbyszewie. Po trwających dwa dni torturach „przyznał się do winy”. 11 czerwca 1937 roku o godz. 9:00 rozpoczęła się rozprawa. Marszałek i siedmiu innych oficerów zostało oskarżonych o szpiegostwo na rzecz III Rzeszy Niemieckiej. O godz. 23:00 sąd skazał wszystkich podsądnych na śmierć przez rozstrzelanie[39]. Wyroki wykonano tej samej nocy na podwórzu więzienia na Łubiance. Za zdrajców uznawano w owym czasie również rodziny skazanych. Kara za pokrewieństwo z domniemanym zdrajcą wynosiła 10 lat łagru. Wkrótce bracia Tuchaczewskiego: Nikołaj i Aleksander trafili do łagru, w którym zostali zabici (według oficjalnej wersji przez więźniów kryminalnych). Jego siostry zesłano na Kołymę, skąd powróciły dopiero w 1956 r. Po likwidacji Tuchaczewskiego rozpoczęto represje wobec kolejnych dowódców. Ogółem zamordowano:

3 spośród 5 marszałków (Michaił Tuchaczewski, Wasilij Blucher i Aleksandr Jegorow),
3 spośród 8 dowódców armii (komandarmów I rangi – odpowiednik generała armii z 5 gwiazdkami): Jona Jakir, Hieronim Uborewicz, Iwan Biełow;
10 spośród 10 dowódców armii (komandarmów II rangi – odpowiednik generała armii z 4 gwiazdkami): Pawieł Dybienko, Michaił Lewandowski, Iwan Dubowoj, August Kork, Nikołaj Kaszyrin, Aleksandr Siediakin, Jakow Ałksnis, Innokientij Chalepski, Joakim Wacetis, Michaił Wielikanow);
17 spośród 17 komisarzy armijnych – armkomów (2 komisarzy I rangi – odpowiednik generała armii z 5 gwiazdkami):Jan Gamarnik, Piotr Smirnow, 15 armkomów II rangi (odpowiednik generała armii z 4 gwiazdkami): m.in. Aleksander Griszyn, Siergiej Kożewnikow, Jan Bierzin,
12 spośród 14 dowódców armii,
57 spośród 67 dowódców korpusu, represjonowano 60, m.in. Robert Ejdeman, Witalij Primakow, Witowt Putna, Borys Feldman, Jelisiej Goriaczow, Mikołaj Kujbyszew, Gaj Bżyszkian,
2 flagmanów floty I rangi – odpowiednik admirała równy generałowi armii z 5 gwiazdkami: Władimir Orłow i Michaił Wiktorow,
2 spośród 2 fłagmanów floty II ranga – odpowiednik admirała równy generałowi armii z 4 gwiazdkami: Iwan Kożanow,
6 spośród 6 fłagmanów I ranga – odpowiednik admirała równy generałowi pułkownikowi (broni): m.in. Iwan Łudri, Eduard Pancerzanski,
9 spośród 15 fłagmanów II ranga – odpowiednik admirała równy generałowi lejtnantowi (dywizji),
23 spośród 28 komisarzy korpusów, represjonowano 25,
125 spośród 199 dowódców dywizji, represjonowano 136, wróciło w szeregi armii 11,
200 spośród 397 dowódców brygad, represjonowano 221,
69 spośród 97 komisarzy dywizji, represjonowano 79,
34 spośród 36 komisarzy brygad,
401 spośród 456 pułkowników,
40 tysięcy oficerów niższych rang!!!
Naucz się tego na pamieć matole Waszczykowski! Moje pytanie do prymitywnego ministra proste. Jakie pastwo świata byłoby zdolne do wszczynania wojny po wymordowaniu całej oficerskiej kadry? W marcu 1939 roku Hitler zabiera całą Czechosłowację. Nikt się temu nie sprzeciwia. Teraz Hitler uzbroi się w Czechosłowacji i ruszy na ZSRR takie były nadzieje Anglii, Francji i bezmyślnych władz Polski! Waszczykowski pomyśl, skoro ZSRR w roku 1938 nie mógł pomóc Czechosłowacji z powodu braku granicy z Czechosłowacją , to w jaki sposób Niemcy napadną na ZSRR, nie mając z nimi granicy? Wszystko wskazuje na to, że Anglia i Francja złożyli nas w darze Hitlerowi, mieli pełną świadomość tego, że Niemcy muszą nas pokonać by mieć dostęp do ZSRR. By nie dopuścić do ewentualnego sojuszu II RP z ZSRR, do końca nas zapewniali że udziela nam pomocy wojskowej. W marcu 1939 roku Anglicy i Francuzi zobowiązali się do udzielania nam pomocy w przypadku napaści Niemiec na nasz kraj. Mieli doskonałą wiedzę, że to zobowiązanie nie ma żadnej wartości! Nie mieli żadnego zamiaru udzielać nam pomocy. ŻADNEGO! Wręcz przeciwnie, twierdzę- bez dowodów, że Anglia i Francja byli zainteresowani tym, byśmy nie wyrządzili Niemcom szkód, wierzyli głęboko, że kolejnym wrogiem Niemiec, będzie ZSRR! Ani Anglia, ani Francja w ciągu 6 lat władzy Hitlera, nie zwiększyli swojego potencjału militarnego! Dlaczego? Byli pewni, że Niemcy rozprawią się z komunistami! Zapamiętasz to matole Waszczykowski? 23 sierpnia 1939 rok mocarze Anglii, Francji, i Polski przeżyli szok. Pakt Ribbentrop- Mołotow, z myśliwych uczynił zwierzynę. Waszczykowski wbij sobie na zawsze do łba, za napaść Niemiec na Polskę, odpowiada tylko i wyłącznie rząd II RP, rząd tchórzy, durni i renegatów. Już 8 września 1939 roku naczelny wódz razem z bandą kryminalistów tworzących rząd II RP, był w Zaolziu! Agresja ZSRR, w dniu 17 września 1939 roku była dla nas- moim zdaniem, ocaleniem życia setek tysięcy ludzi , jeżeli nie milionów. Już tłumaczę dlaczego. Niemcy bez pomocy ZSRR zajęliby bez wysiłku cały nasz kraj. Zagony niemieckie już dochodziły do Lwowa, potem, zgodnie z treścią zawartego paktu, musieli się wycofać. Na ziemiach okupowanych przez ZSRR nie było obozów zagłady, nie było łapanek, masowych rozstrzeliwań, nie było banderowskiego ludobójstwa, nie było holokaustu Żydów. Okupacja ZSRR była o wiele bardziej ludzka, niż niemiecka. Nie da się temu zaprzeczyć. Argumenty o rzekomych milionowych wywózkach, milionach zabitych, urodził się w głowie takich mędrców jak Waszczykowski i jemu podobni. Nie będę polemizował z fantazjami „uczonych” o milionowych sowieckich wywózkach, o katowniach, o zbrodniach NKWD, etc, etc, etc. Sowieci nie wywieźli na Sybir, ani do Kazachstanu milionów Polaków! Nie zabili też milionów Polaków. Wbij sobie do głowy Waszczykowski, ZSRR to komunizm, a komunizm to internacjonalizm. Wiesz matole co to jest internacjonalizm? W komunizmie nikt nie prześladuje i nie zabija ludzi z racji narodowości. III Rzesza, to nacjonalizm, w nacjonalizmie zabijane są inne nacje! I ten internacjonalizm był powodem braku ludobójstwa wobec innych nacji. ZSRR jako państwo, zlepek republik różnych narodowości był państwem internacjonalistycznym. Proste? Otumanieni bredniami „uczonych” z III RP i takich jak Waszczykowski, Schetyna, Duda, etc, etc nie potrafią już myśleć logicznie. Dokumenty NKWD pisane w czasie trwania tych wywózek i po ich zakończeniu, dla każdego myślącego człowieka są bardziej wiarygodne niż relacje setki „uczonych historyków”. Dlaczego? Twórcy tych dokumentów byli zainteresowani tym, by podać jak największą liczbę wywiezionych, zabitych i wysiedlonych, bo ich ogromna liczba promowała ich pracę, czyniła ich potrzebnymi aparatowi przemocy, chroniła ich przed pójściem na front! W ich żywotnym interesie leżało powiększyć w protokołach liczby ofiar, a nie ich pomniejszyć! Nic i nikt nie zdoła juz wymazać z naszej pamięci mitu gehenny „milionów” zesłańców, mitu setek tysięcy zmarłych i zamordowanych podczas transportu. Prawda jest zupełnie inna. Wg wiedzy naszych „uczonych,” tylko „naszych,” sowieci wywieźli z Polski 1 700 000 ludzi, z tego 900 000 zmarło lub zostali zamordowani podczas wywózki. Te wstrząsające liczby wzięte z sufitu są obowiązującą prawdą, są głoszone przez prymitywnych polityków, publikowane w prasie, telewizji, a nawet w publikacjach pretendujących do miana naukowych. Problem w tym, że są mitami, bredniami, nie mają nic wspólnego z prawdą historyczną .Wszystkie te szacunki o milionach wywiezionych i zmarłych, powstawały na bazie cząstkowych danych, głównie relacji samych deportowanych, którzy nie mieli pojęcia co się dzieje poza ich wzrokiem i słuchem. Na początku lat 1992 mieliśmy swobodny dostęp do rosyjskich archiwów. Dopiero w tedy historycy mogli wreszcie zapoznać się z aktami NKWD, dokumentującymi bardzo dokładnie kolejne fale stalinowskiego terroru. Okazało się, że wszystkie cztery opisane deportacje objęły ok. 320 000 obywateli zamieszkałych na kresach w II RP. W tej liczbie- ok. 320 tysięcy wywiezionych, znajdowało się ok. 25 000 Ukraińców zachodnich, 20 000 Białorusinów i 70 000 Żydów, a liczba wszystkich wywiezionych Polaków nie przekroczyła 220 tysięcy! Do czasu „amnestii” ogłoszonej w ZSRR w lipcu 1941 r. śmiertelność wśród zesłańców wynosiła od 2,8% do 5,8% rocznie. Ile osób zmarło po tej dacie – nie da się określić, ponieważ osoby te nie były już traktowane jako obywatele okupowanego państwa, mieli już takie same prawa jak obywatele ZSRR. Na pewno po czerwcu 1941 roku w ZSRR przeżyło znacznie więcej osób, niż to wynikało z wcześniejszych przypuszczeń. Wychodzi na to, że z sufitowej liczby jeden milion siedemset tysięcy wywiezionych, zostało „tylko” 210- 220 tysięcy Polaków. Gdyby z tej liczby umierało nawet 6% rocznie, to w ciągu dwóch lat, byłoby to ok 26 tysięcy ofiar. A więc nie ma 1 miliona 700 tysięcy wywiezionych i 900 tysięcy zmarłych. Jest 220 tysięcy wywiezionych Polaków i ok. 26 tysięcy zmarłych Polaków. Taka jest prawda o sowieckim „holokauście”. Witoldzie Waszczykowski. Wychodzi na to, że ukraińscy przyjaciele władzy III RP, zakatowali nas kilka razy więcej na samym Wołyniu, niż sowieci podczas wszystkich wywózek. Listy proskrypcyjne do wywózek Polaków do roku 1941 tworzyli miejscowi Ukraińcy, ich bękarty są przyjaciółmi okupacyjnej władzy III RP. Z wiedzy moich rodziców wynikało, że to nie sowieci, tylko miejscowi Ukraińcy w grudniu 1939 roku zastąpili w lwowskich brygidkach polską obsługę więzienia. To oni- w miejsce Polaków, byli tam strażnikami i to oni- a nie sowieci, zamordowali wszystkich więźniów brygidek z wyjątkiem Ukraińców. Zbrodnie każdego okupanta są dodatkiem do faktu okupacji i określają ich konduitę. Wszyscy wiemy jaki los spotkał w ZSRR 17- 20 tysięcy Polaków, wiemy o ofiarach w Starobielsku, Ostaszkowie, Kozielsku, Miednoje, umownie nazywamy to zbrodnią katyńską. Wszystkie ofiary zginęły od strzału w tył głowy. Wszystkie zabite ofiary z wyjątkiem jednej kobiety- Janiny Lewandowskiej, byli dorosłymi mężczyznami. Nie było pośród ofiar dzieci, kobiet, starców. Odkopane trupy były w jednym kawałku i nie nosili śladów przedśmiertelnych tortur! Ale już bardzo nieliczni wiedzą, że Katyń był odwetem za nasze ludobójstwo z roku 1920- 1922. Zakatowane przez nas sowieckie ofiary, nigdy nie mieli i nadal nie mają cmentarza, nie mają kaplicy, nie maja grobów, wart honorowych, nie ma nawet informacji gdzie znajdują się doły w których są zagrzebane kości ich zakatowanych trupów! Bo myśmy jeńcom nie strzelali w tył głowy, myśmy wzorem banderowców, katowali ich tak długo aż w męczarniach umarli. A zamordowaliśmy od 50 do 80 tysięcy jeńców sowieckich! Osiemdziesiąt tysięcy! I nikt w Polsce nie wie gdzie są ich trupy! Ludobójstwo banderowskiej Ukrainy- nie tylko na Wołyniu, charakteryzuje się nieludzkim okrucieństwem wobec zakatowanych ofiar. Ofiarami banderowskiej Ukrainy są głównie dzieci, nawet bardzo malutkie dzieci i nawet one były masakrowane przed śmiercią. W żadnych dołach świata nie ma tylu trupów w kawałkach, co w dolach zgrzebanych przez banderowską Ukrainę. Oddawanie hołdu zabitym w Katyniu i cisza nad zakatowanymi przez nas sowieckimi ofiarami, które myśmy zakatowali i umizgi do bękartów naszych ludobójców z banderowskiej Ukrainy, którzy zakatowali ok. 200 tysięcy Polaków czyni z władz III RP okupantów i wspólników banderowskich zbrodni, stawia znak równości między władzą Kijowa i Warszawy. Na koniec. Od roku 1917 do 1991 na mapach świata było państwo ZSRR, najliczniejszą republiką tego państwa byli Rosjanie, którzy ponieśli największe koszty istnienia tego państwa. Przypisywanie Rosjanom zbrodni ZSRR, jest czymś ohydnym, podłym i plugawym , jest dosłownie tym samym, co przypisywanie nam – Polakom, zbrodni III Rzeszy. Jest tym samym co przypisywanie nam wspólnictwa w ludobójstwach III Rzeszy. Tym samym, co twierdzenie świata, że były polskie obozy zagłady. Jesteśmy oburzeni zarzutami mordowania niewinnych ludzi w naszych obozach zagłady razem z Niemcami. Ale to nie przeszkadza oburzonym pluć na Rosjan, za zbrodnie ZSRR na nas popełnione. Od zawsze byliśmy „niewinni”, od zawsze , to inni nam wyrządzali krzywdy bez żadnego powodu, my nigdy i nikomu. I tak właśnie zachował się Witold Waszczykowski, opluwając swoją bezmyślną wypowiedzią naród rosyjski, bezimiennych bohaterów armii czerwonej. Bezczelność Waszczykowskiego poraża, jest mi wstyd jako Polakowi, że prymityw taki jak on, jest ministrem w rządzie mojego narodu. PO PROSTU WSTYD BYĆ POLAKIEM. W parlamencie zasiada prymitywne bydło, pozbawione podstawowej elementarnej wiedzy historycznej, które na lewo i prawo głosi swoje mądrości i opluwa swoimi wypowiedziami wszystkich dookoła. Bydło, które gloryfikuje naszych morderców opluwając ich ofiary. Bydło, które obraża moją ojczyznę PRL i ludzi, którzy odbudowali nasz kraj z ruin, by bandy obecnych kryminalistów tacy jak to bydło w parlamencie , mogli rozkraść, przehandlować, zrujnować wszystko to co zbudowali ludzie w PRL. Co zbudowaliśmy MY i wasi dziadkowie i ojcowie. WSTYD BYĆ POLAKIEM! 11.08.2017

Miedwiediew: Rosji została wypowiedziana wojna handlowa

Po przyjęciu ustawy o sankcjach USA wypowiedziały Rosji wojnę handlową, przekreślając nadzieję na poprawę stosunków dwustronnych – oznajmił premier Dmitrij Miedwiediew.

„Podpisanie przez prezydenta USA nowej ustawy o sankcjach przeciw Rosji ma kilka konsekwencji. Po pierwsze koniec z nadzieją na poprawę naszych stosunków z nową amerykańską administracją. Po drugie Rosji została wypowiedziana prawdziwa wojna handlowa. Po trzecie administracja Trumpa pokazała całkowitą bezsilność, haniebnie przekazując Kongresowi władzę wykonawczą. Zmienia to podział sił w środowisku politycznym USA” — napisał na swojej stronie na Facebooku.

Szef rządu wyraził przekonanie, że nowe sankcje przeciwko Moskwie będą obowiązywać przez dziesięciolecia oraz będą ostrzejsze od obostrzeń wprowadzonych przez poprawkę Jacksona-Venika zatwierdzoną w 1974 roku i zniesioną dopiero po 38 latach.

„(Reżim sankcji — red.) ma wszechstronny charakter i nie może zostać cofnięty na mocy specjalnych rozporządzeń prezydenta bez zgody Kongresu. Tym sposobem stosunki między Rosją i USA będą bardzo napięte niezależnie od składu Kongresu ani osobowości prezydenta” — stwierdził Miedwiediew.

Antyrosyjska histeria zamieniła się w kluczowy element nie tylko polityki zagranicznej, ale również wewnętrznej Stanów Zjednoczonych, jednocześnie interesy amerykańskiego biznesu zostały praktycznie zlekceważone — podkreślił premier.

„Amerykański establishment wprost wygrał z Trumpem. Prezydent nie cieszy się z nowych sankcji, lecz nie mógł nie podpisać ustawy. Temat nowych sankcji pojawił się przede wszystkim jako kolejny sposób na wskazanie Trumpowi jego miejsca. Będą kolejne podejścia, których celem końcowym jest odsunięcie go od władzy. Pozasystemowy gracz powinien zostać zlikwidowany” — dodał Miedwiediew.

https://pl.sputniknews.com/

Nie jestem już Świadkiem Jehowy

Będziesz jak poganin, nie jesteś już Świadkiem Jehowy, to słowa , które usłyszałem w telefonie 5 grudnia 2013 roku. Ten komunikat kończy moją 60 letnią bytność w społeczności Świadków Jehowy.

Nazywam się Stanisław Chłościński, mieszkam w okolicy Poznania.

Jestem jednym z założycieli a obecnie Prezesem Stowarzyszenia „Wyzwoleni” z siedzibą w Poznaniu.

Krótko po moich narodzinach w Toruniu, w 1953 roku, moi rodzice zafascynowani doktryna życia w „nowym porządku” przyłączyli się do społeczności Świadków Jehowy. Tym samym nasze życie rodzinne i społeczne nabrało zupełnie innego znaczenia.

Od najmłodszych lat byłem indoktrynowany, uczono mnie że muszę kochać tego boga, który mi jako dziecku, jawił się bardzo okrutnie. Zabraniał nam dzieciom wszystkiego, wiele razy jako dziecko sprawdzałem czy nie gnije mi język i nie odpada ciało od kości.

Dzisiaj po latach mogę to powiedzieć z całą odpowiedzialnością moi rodzice nie przekazali mi wiary w tego boga, oni przekazali mi strach przed tym bogiem.

Czasami udało mi się wymknąć po cichu z domu pobiegać beztrosko z kolegami, czasami pobawić się w wojnę, postrzelać z procy, co to była za frajda dla nastolatka. Tylko co powiedzieć rodzicom po powrocie do domu, mamo strzelałem z procy, bawiłem się pistoletem kolegi, więc od najmłodszych lat kłamałem, opanowałem tą sztukę do perfekcji, potrafiłem nawet schować rzeczy i się całkowicie przebrać przed powrotem do domu.

Na pytanie mamy, gdzie byłeś, odpowiadałem bez zająknięcia, spacerowałem po parku mamusiu… a wieczorem przed snem sprawdzałem czy nie gnije mi język z powodu kłamstwa.
Tak oto żyjąc w równoległych światach upływa moje dzieciństwa.

Szkoła to najgorszy okres w moim życiu, to w tym czasie nabiera się pasji życiowych a marzenia wyznaczają cele, przecież dzieciństwo to najcudowniejszy okres. A tu szlaban, koledzy to złe towarzystwo ze świata, muzyka – deprawuje, telewizja niszczy osobowość i jest niemoralna, książki uczą nieposłuszeństwa i niezależności. Pozostają tylko teokratyczne świerszczyki i to nie takie jak dzisiaj kolorowe, ale takie jeszcze drukowane na powielaczu czarno białe. Dziecięce łapki były całe umorusane w farbie drukarskiej z ołowiem, ale zdrowie się nie liczyło, najważniejsze to teokratyczne cele.

Na leśnej konwencji 17 lipca 1967 roku moja mama stwierdziła to chyba już czas abyś się ochrzcił no i w tym dniu się ochrzciłem. Miałem 14 lat i nagle stałem się dorosłym duchowo, bracie Stasiu – w tym świecie brzmiało to doniośle ale w równoległym świecie 14 latka była to jakaś ironia.

Jako 14 latek zostałem sługą ośrodka, studium książki, zebranie służby, strażnica i wykłady, dzisiaj jak o tym myślę to samemu nie chce mi się w to wierzyć a jednak był to fakt. Czego mogłem w tym wieku nauczyć innych, pewnie nie wiele, ale w tym świecie byłem kimś ważnym miałem pozycję i autorytet.

Jednak często uciekałem do tego drugiego świata z zazdrością spoglądałem się na kolegów umawiających się z dziewczynami do kina, bawiących się na zabawach szkolnych, bardzo im tej wolności zazdrościłem, zapisałem się do wszystkich nie politycznych kółek zainteresowań w szkole od kółka fotograficznego, matematycznego, biologicznego i już sam nie pamiętam jakich jeszcze, było to dobre alibi i możliwość kontaktu nawet i z dziewczynami, przeciągałem te zajęcia jak tylko to było możliwe a w domu z długiej nieobecności łatwiej można było się wytłumaczyć.

I tak nie umawiałem się na randki tylko na zdjęcia plenerowe które były potrzebne na kółko fotograficzne i tak sobie żyłem w tych dwóch równoległych światach, sprawdzając czy język mi nie gnije, a powiem Wam, że nie gnił choć były ku temu powody.

Czy w szkole byłem szykanowany przez kolegów? Raczej nie, byłem przystojnym wysportowanym chłopakiem (zresztą jestem takim do dzisiaj) i dobrze się uczyłem, a najważniejsze, że zawsze miałem przy sobie kasę, moi rodzice do biednych nie należeli i niczego sobie nie żałowałem, korzystali na tym też moi koledzy. W tym świecie byłem dla moich kolegów idolem i dlatego miałem spokój a o prawdzie nigdy z nimi nie rozmawiałem, dziwne ale tak było.

Moja rodzina to tata, bardzo zajęty pracą pańską, był sługą zboru na oddaleniu i praktycznie rzadko bywał w domu, mama sługa studiów biblijnych i wieczna pionierka, jak znajdowała czas na pogodzenie tego wszystkiego tego, do dzisiaj nie wiem i moje trzy starsze siostry i starszy brat.

Każdy z rodzeństwa miał swoje zadania które obowiązkowo musiał wykonać, ja byłem najmłodszy i miałem najwięcej luzu. Mój starszy brat jak wyszedł ze szkoły podstawowej odmówił nauki w szkole zawodowej i uciekł z domu. Został zatrzymany w milicyjnej izbie dziecka i poproszono moich rodziców o wyjaśnienie. W rozmowie z psychologiem mój brat oświadczył, że został zmuszony przez rodziców do uczęszczania do takiej szkoły i jest zmuszany aby być świadkiem Jehowy, a on ma tego dosyć i już tak dalej nie chce.

Był to rok 1963, czasy komuny, i państwo stanęło po stronie brata. Zapytano moich rodziców czy zmienią swoje zdanie i pozwolą synowi na inny światopogląd, oczywiście nie zgodzili się i milicja skierowała sprawę do sądu a do czasu jej rozstrzygnięcia umieścili brata w pogotowiu opiekuńczym.

Rozprawa była krótka, sędzia zapytał brata czy chce być SJ, brat odparł że nie, zapytał się czy rodzice akceptują jego decyzję, oczywiście odparli że nie. Sąd wydał wyrok pozbawiający moich rodziców praw rodzicielskich do syna i umieścił go w domu dziecka. Tak oto ostracyzm zabrał mi na długie lata brata a rodzicom dał poczucie dobrze spełnionego obowiązku posłuszeństwa wobec boga.

Co czuje taki 15 latek jak słyszy od własnych rodziców, ze już go nie chcą, wiem że w tej chwili znienawidził ich i tego okrutnego boga, który skazał go na tułaczkę. Mój brat był bardzo ambitny i po wyjściu z domu dziecka odbył służbę wojskową w krakowskiej dywizji powietrzno-desantowej w tzw. czerwonych beretach, a ja byłem dumny, że mam takiego brata. Do dzisiaj mam nóż komandoski który mi podarował, przechowuje go jak najświętszą relikwie tamtego czasu. To ja uprosiłem rodziców, aby brat mógł przyjechać na urlop z wojska, pamiętam, że oddałem mu wtedy wszystkie moje oszczędności. Do dzisiaj mam dobry kontakt z bratem i bardzo go za to co przeszedł szanuje.

Dla moich rodziców na zawsze był to zamknięty rozdział.

Nadszedł 1972 rok i armia upomniała się o mnie, wiedziałem że to kiedyś nastąpi, bo już od wczesnego dzieciństwa byłem do tego przygotowywany. Oczywiście odmówiłem służby wojskowej, znajomy lekarz długo pukał się w czoło jak odmówiłem zaproponowanej przez niego kategorii „D”. Byłem ideologicznie wychowany, cele teokratyczne miałem wytknięte, nie bałem się w tej chwili nikogo i niczego, pamiętam wybuch furii prokuratora który krzyczał że mnie zgnoi i tak zrobił – na rozprawie zażądał dla mnie 3 i pół roku, sąd przysądził mi 3 lata. Siedziałem za niewinność 22 miesiące i wyszedłem na wolność za dobre sprawowanie po połowie kary.

Oczywiście za moja lojalność ten bóg mi błogosławił, większość wyroku odsiedziałem na Ośrodku wypoczynkowym Ministerstwa Sprawiedliwości w Borach Tucholskich, tam pracowałem na zmywaku, byłem stróżem, kelnerem a na końcu zarządzającym. Poznałem tam wiele ówczesnych decydentów z którymi chodziłem na polowania, nie rzadko nosząc ich myśliwską broń. Ci ludzie nas bardzo szanowali, nie raz słyszałem napisz, ze już nie chcesz być ŚJ a jutro będziesz w domu… ale nie napisałem, myślę, że nie chciałem zdradzić samego siebie za cenę wolności, dla kogoś kto ma 36 miesiące do odsiadki za nic, była to jednak spora pokusa.

Po wyjściu z wiezienia, ożeniłem się i zmieniłem miejsce zamieszkania, mamy czworo wspaniałych dzieci . Żadne z nich dzisiaj nie jest ŚJ co sprawia mi wielka radość. Na nowym miejscu szybko otrzymałem nowe teokratyczne zadania, zostałem sługą pomocniczym a następnie starszym zboru. W 1975 roku jak miała w miesiącu wrześniu urodzić się nasza pierwsza córka, pobiegliśmy do teściów z nowina, teść jako starszy i ortodoksyjny beton nie był ta informacja zachwycony – myślicie o dzieciach a tracicie z oczu cele duchowe. Przecież na jesieni spodziewamy się już królestwa bożego i jak chcecie przejść przez wielki ucisk, pomyślałem sobie obyś się nie przeliczył, życie pokazało że się przeliczył.

Ja osobiście nigdy nie miałem wyrobionego zdania na temat końca w 1975 roku, nigdy nie byłem ortodoksyjny i nawiedzony. Tematy doktrynalne nigdy mi nie były bliskie, nigdy nie miałem okresu specjalnego zauroczenia nadzieją bliskiego królestwa, myślę że tak do końca w to nie wierzyłem, robiłem to też dla mojej mamy która była fanatykiem tych obietnic. Tak mijały lata, wir teokratycznej pracy wciągał, przywileje, pozycja, uznanie no i nieograniczona władza, to mogło kręcić.

W czasach przed prawną rejestracją, być starszym to kosztowna sprawa, częste wyjazdy na odprawy, studia, wizyty, wykłady wygłaszane w innych zborach, wykłady pogrzebowe to wymagało sporo czasu i pieniędzy. W tym czasie nie było zwrotów za poniesione kaszty, każdy robił to za swoja kasę. Czasami zadawałem sobie pytanie po co to robię, zabieram czas i pieniądze należne rodzinie. Tak naprawdę nie potrafiłem na dobre wtopić się w ta strukturę gdzieś w duszy byłem niezależny no prawie opozycjonista, czasami nie do końca wykonując pewne zalecenia teokratyczne a już jako nadzorca przewodniczący, czasami wcale ich nie wdrażałem.

Zdenerwował mnie system podziału darów w latach 80, to było obrzydliwe. Dystrybucja tych obfitości miała dwa obiegi: ten nieoficjalny na który czasami byłem zapraszany i ten oficjalny dla zboru. W tym nieoficjalnym prym wiodły żony wybitnych starszych i to one rozdzielały te dobra. Byłem parę razy na takim cyrku, te dobra były przeznaczone tylko dla mojej rodziny, a co z pozostałymi członkami zboru, mogli liczyć na przebrane resztki, dlatego sam nigdy z tego nie skorzystałem i do zboru też nie przywiozłem.

W Poznaniu był i jest olbrzymi nepotyzm, to trzy rodziny rządziły i rządzą wszystkim. Aby brylować w tych kręgach trzeba było systematycznie urządzać spotkanie towarzyskie (czytaj imprezy z dobrym jedzeniem i morzem alkoholu), parokrotnie wraz z żoną je organizowaliśmy. Nepotyzm to jest rak, który zjadą tę wspólnotę od środka, możesz pić alkohol, nie płacić podatków, kryć wybryki dzieci, ważne że jesteś w tej samej drużynie a włos z głowy tobie nie spadnie.

Coraz bardziej pojmowałem, że to nie kwestie doktrynalne są siłą tej społeczności ale rozległe kontakty towarzyskie. Po kongresach w Wiedniu, w poznańskiej Arenie a potem na stadionie Warty, zrozumiałem, ze nie umiejętności, wiara, wiedza, poświęcenie a układ towarzyski jest kluczem do twojego zaistnienia, to nie wpisywało się w moją filozofię. Dlatego w następnych latach poprosiłem o skreślenie z funkcji starszego. Po raz pierwszy poczułem, ze zdjąłem z siebie odium odpowiedzialności… i głupoty.

https://swiadkowiejehowywpolsce.org

Bogusław Jeznach – Acta Diurna (1041) – 31 lipca 2017

Fragmenty oryginalnego artykułu – admin

* Narasta konflikt dyplomatyczny na linii Moskwa-Waszyngton. Prezydent Trump nie złożył co prawda podpisu pod projektem ustawy ws. antyrosyjskich sankcji, ale Kreml uważa, że dokument zostanie przyjęty automatycznie po przegłosowaniu go w Senacie, dlatego nie czeka na podpis prezydenta i już dziś odpowiada na antyrosyjskie sankcje – oświadczył rzecznik rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow.
„Rzecz w tym, że po tym jak Izba Reprezentantów i Senat przyjęły ten projekt ustawy, wiadomo, jakie będą jego dalsze losy. Dokument przybierze formę ustawy de facto automatycznie. To znaczy, nawet jeśli prezydent USA go nie podpisze, tak czy inaczej przybierze formę ustawy” — powiedział Pieskow, zapytany o to, dlaczego Rosja już teraz odpowiada na amerykańskie sankcje.

Ponadto Pieskow przypomniał wcześniejsze słowa Waszyngtonu o tym, że jeśli u Trumpa pojawią się jakieś uwagi, będą one dotyczyć ich zaostrzenia. „Dlatego nie ma na co czekać. Wszystko było z góry wiadomo” — podkreślił rzecznik rosyjskiego prezydenta. Rosja dała dużo czasu na redukcję personelu dyplomatycznego USA, bo 72 godziny, które Waszyngton dał rosyjskim dyplomatom to rzecz nieludzka i niepoprawna” — powiedział dziennikarzom rzecznik rosyjskiego prezydenta.

Zapytany o to, czy tak długi czas na wyjazd pracowników nie oznacza, że Rosja dopuszcza dialog w tej sprawie, Pieskow odpowiedział: „Nie, nie oznacza. To normalna praktyka”. „Domaganie się zakrojonej na tak dużą skalę redukcji personelu w tak krótkim czasie, jaki przydzielono naszym dyplomatom, byłoby nieludzkie i niepoprawne. Stąd tak dużo czasu” — wyjaśnił Pieskow.

*Jeśli Waszyngton przedsięweźmie kroki odwetowe za decyzję o redukcji amerykańskiej misji dyplomatycznej, Moskwa będzie działać ostro, według zasad symetrii – powiedział agencji Ria Novosti szef komisji ds. międzynarodowych Rady Federacji Konstantin Kosaczew. Prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że personel dyplomatyczny USA w Rosji będzie liczyć tyle samo osób, co personel dyplomatyczny Rosji w USA, czyli 455 pracowników. To oznacza, że 755 pracowników amerykańskiej ambasady usi przerwać swoją działalność w Rosji.

Amerykański Departament Stanu uznał działania Moskwy za nieuzasadnione [sic! – admin] i zapowiedział stosowną reakcję. Kosaczew zauważył, że w oświadczeniu rosyjskiego kierownictwa i w stanowisku ministerstwa spraw zagranicznych Rosji wyraźnie zaznaczono wspólną zasadę. „Odtąd będzie absolutna synchronia w tym zakresie”. „Jeśli będą działania odwetowe (ze strony USA), to będą działania odwetowe i z naszej strony. Nie będziemy ubiegać, przejawiać własnej inicjatywy, będziemy za to bezwzględnie postępować, według zasad symetrii” — podkreślił rosyjski senator.

Kosaczew zauważył, że symetria może być zastosowana w części dotyczącej zapewnienia sprawnego funkcjonowania placówek dyplomatycznych oraz w części dotyczącej nieruchomości. Szef komisji Rady Federacji zauważył także, że obecna administracja Białego Domu nie wykorzystała danego mu czasu na rozwiązanie kwestii rosyjskich dyplomatów i własności dyplomatycznej Rosji w USA.

*Według słów wiceprzewodniczącego komitetu Rady Federacji ds. obrony i bezpieczeństwa Franca Klincewicza, wysokiej rangi amerykańscy urzędnicy prowadzą dezinformację, świadomie ignorując obiektywne fakty. „Wszystko to wywołuje zdziwienie. Osoba na takim stanowisku nie może nie mieć obiektywnych informacji. On doskonale wie, że ani Rosja, ani Chiny nie biorą udziału w realnym finansowym wsparciu rakietowego i jądrowego programu Korei Północnej” — powiedział.

„Problematyka Korei Północnej została stworzona w sposób sztuczny przez Amerykanów, a oni specjalnie naciskają tworząc trudności. Jestem przekonany, że hiperbolizacja tych stosunków związana jest z przygotowaniem przez Amerykanów innych poważnych punktów i wpływów” – uważa senator. Wcześniej sekretarz stanu USA Rex Tillerson nazwał Rosję i Chiny głównymi ekonomicznymi pomocnikami północnokoreańskiego programu jądrowego i programu rozwoju rakiet balistycznych.

* Rosyjski senator Aleksiej Puszkow skomentował oświadczenie Unii Europejskiej o tym, że nowe amerykańskie sankcje przeciwko Rosji mogą negatywnie wpłynąć na UE. „UE powiedziała: nowe amerykańskie sankcje uderzą w Europę. Na pewno uderzą. Ich celem jest zmuszenie UE do zapłacenia za amerykański gaz łupkowy. Amerykanie gwiżdżą na Europę” — napisał Puszkow na swoim profilu na Twitterze.

Amerykańscy republikanie i demokraci uzgodnili wcześniej w Kongresie projekt ustawy o nowych sankcjach wobec Rosji. Do projektu ustawy włączono artykuł, zgodnie z którym USA będą w dalszym ciągu sprzeciwiać się realizacji projektu Gazociągu Północnego-2 i przywiązywać największe znaczenie do eksportu amerykańskiego surowca na europejski rynek. Unia Europejska oświadczyła przy tym, że uważa projekt ustawy amerykańskiego Kongresu za jednostronne działania Waszyngtonu oraz że nowe ograniczenia mogą mieć kolosalne następstwa.

* Na łamach Sputnika Irina Ałknis tak pisze o postawie Kremla wobec konfliktów na linii Waszyngton-Bruksela: Stany Zjednoczone są gotowe do uchwalenia nowych sankcji wobec Rosji, a Europa tak z tego powodu histeryzuje, jakby ją ze skóry obdzierali. I w sumie tak też się dzieje. Amerykanie znaleźli kolejny sposób na wyciśnięcie z Europy wszystkich soków. W tym celu muszą pozbawić staruszkę rosyjskiego gazu, blokując budowę gazociągów.

„Dla Rosji bez wątpienia będzie to nieprzyjemnym ciosem — nieprzyjemnym i ciężkim, ale mimo wszystko nie fatalnym. Ale już zakup przez Europę amerykańskiego gazu za 500 dolarów zamiast rosyjskiego za 200 dolarów może wpędzić ją w fatalny stan. Najśmieszniejsze, że wszystko to dzieje się pod szlachetnym hasłem obrony bezpieczeństwa energetycznego sojuszników. Swoją nową sankcyjną ustawą USA złamały zwyczajowy schemat, czyniąc kilka otwartych, agresywnych wypadów w stronę Europy, którą trochę zmroziło takie zagranie, ale ostatecznie odpowiedziała tym samym, wydając ostre komentarze i oficjalne oświadczenia.

Otwarta pozostaje odpowiedź na pytanie, czy Unii Europejskiej uda się tym razem w konfrontacji z amerykańskim bratem, sojusznikiem i partnerem obrócić sytuację na swoją korzyść. Nie można na pewno nie doceniać siły politycznego drapieżnika, który przez ostatnie tysiąclecie nabrał doświadczenia w sztuce wyżywania. Błyskawiczność rozwoju sytuacji wokół sankcyjnego projektu ustawy — oczywiście bez jakiegokolwiek uprzedzenia europejskich partnerów — świadczy o najważniejszym: Stany Zjednoczone i Europa znajdują się w ostrym niedoczasie. Przy czym mowa nawet nie o latach, lecz o miesiącach i tygodniach. Dosłownie tu i teraz podejmowane są decyzje które określą okrawaną geopolityczną konstrukcję świata.

A pośpiech, otwarta konfliktowość i emocjonalność reakcji obydwu stron — zarówno USA, jak i Europy — zdradzają ich nerwowość i zaniepokojenie. Co się tyczy Rosji, to Kreml, choć formalnie stanowi główny obiekt nowej ustawy sankcyjnej, zachowuje spokój wobec wszystkiego, co się wokół niej dzieje, ograniczając się do zdawkowych „skrajnie negatywnych” ocen przygotowywanego projektu ustawy. Nawet jeśli to spokój na pokaz, dla innych krajów takich jak Irak, Katar czy Turcja, jest on w pełni przekonywujący. Stare utarte wyrażenie głosi, że „uciekający generał w okresie pokoju budzi śmiech, a w okresie wojny — panikę”. O ileż to twierdzenie jest prawdziwsze w stosunku do wielkich mocarstw stanowiących o losach świata.

*Amerykański projekt ustawy o nowych sankcjach wobec Rosji może się niespodziewanie obrócić przeciwko samym Stanom Zjednoczonym – pisze w The National Interest profesor Georgetown University Angela Stent. „W swoim obecnym kształcie projekt ustawy uderza nie tylko w Rosję, ale też w amerykańskie i europejskie przedsiębiorstwa, a to za sprawą zapisanych w nim ograniczeń dotyczących projektów energetycznych związanych z rosyjskimi przedsiębiorstwami” — wyjaśnia Stent. Dotyczy to w szczególności budowy rosyjskiego gazociągu Nord Stream-2. Berlin wspiera ten projekt jako najkorzystniejszy sposób zaspokojenia przyszłego zapotrzebowania na gaz — pisze Stent. Większość europejskich partnerów Berlina myśli podobnie.

W czerwcu przeciwko nowym sankcjom powstali wicekanclerz Niemiec Sigmar Gabriel i kanclerz Austrii Christian Kern, zauważając, że Waszyngton usiłuje zmusić Europę do nabywania amerykańskiego gazu ciekłego. O konieczności niezwłocznego podjęcia kroków odwetowych oświadczył wcześniej szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, a minister gospodarki i energetyki RFN Brigitte Zypries dodała od siebie, że nowe amerykańskie sankcje naruszają prawo międzynarodowe. „Niektórzy europejscy urzędnicy uprzedzili, że jeśli USA nie przestaną forsować tego projektu, UE może zrewidować swój własny tryb sankcyjny, starannie opracowany razem z administracją Baracka Obamy” — pisze Stent i dodaje, że „dla Kremla będzie to dobra wiadomość”. Projekt ustawy został już zatwierdzony przed obydwie izby Kongresu. Pozostaje jeszcze podpis Donalda Trumpa.

Wielu zapewnia, że amerykański prezydent nie ma wyboru. Moskwa ogłosiła już redukcję amerykańskiego personelu dyplomatycznego w Rosji. W kraju będzie mogło pozostać 455 pracowników ambasad i konsulatów. Stent uważa, że rosyjskie kroki odwetowe mogą pociągnąć za sobą nową serię sankcji i kontrsankcji, które jeszcze bardziej pogrążą stosunki dwóch państw. „Być może Rosja i Ameryka będą mogły współdziałać w Syrii, ale to chyba jedna z niewielu sfer współpracy, jaka im pozostała” — reasumuje autorka.

* Obecność chińskich okrętów na paradzie morskiej w Petersburgu i wspólne rosyjsko-chińskie ćwiczenia na Bałtyku dały zachodnim mediom powód do mówienia o rozszerzeniu współpracy wojskowej między Moskwą i Pekinem.We Władywostoku paradę obserwowali członkowie załóg, które przybyły tam, by wziąć udział w konkursach międzynarodowych Puchar Morza 2017 i Desant Morski 2017, w tym chińskiej piechoty morskiej. Natomiast chiński niszczyciel „Hefei”, fregata „Yuncheng” i jednostka wspomagająca „Lomahu” w niedzielę były obecne na paradzie w Petersburgu. Gazeta New York Times dostrzegła w tym zamiar „podkreślenia partnerstwa strategicznego Chin i Rosji”.

Jak podkreślała wcześniej gazeta w związku ze wspólnymi ćwiczeniami z udziałem okrętów obu państw, Moskwa i Pekin widzą w sobie nawzajem „alternatywę dla zachodniego modelu politycznego”. Rozszerzenie współpracy wojskowej daje im możliwość pokazania, że próby Zachodu odizolowania ich od siebie nic nie dadzą — twierdzi autor artykułu. W kontekście rozszerzenia współdziałania morskiego Rosji i Chin dziennikarz The National Interest zadaje pytanie, czy doprowadzi to do zawarcia formalnego sojuszu. Zresztą eksperci uznali taki rozwój wydarzeń za mało prawdopodobny. Na fakt, że Rosja i Chiny nie tworzą bloków wojskowych, we czwartek zwrócił uwagę rosyjski prezydent Władimir Putin. Jednocześnie według niego wspólne rosyjsko-chińskie ćwiczenia wojskowe na Bałtyku są dobrym przykładem tego, jak państwa mogą współpracować w każdym regionie świata. The National Interest podkreslił wzrost poziomu partnerstwa strategicznego między Moskwą i Pekinem.

Zdaniem autora artykułu wspólnymi ćwiczeniami wojskowymi na Bałtyku Rosja i Chiny wysyłają pod adresem Zachodu sygnał, iż zamierzają maksymalnie utrudnić USA i ich sojusznikom przeprowadzanie operacji w pobliżu ich wybrzeży. „Rosja i Chiny zbliżają się, by podważyć globalną dominację Waszyngtonu” — podkreśla autor. Według niego część odpowiedzialności za to spoczywa na polityce zagranicznej realizowanej przez Stany Zjednoczone przez ostatnie 25 lat. Nie obeszło się bez oświadczeń odnośnie „zagrożenia” związanego z ćwiczeniami. Na przykład brytyjska The Telegraph uznała, że ćwiczenia na Bałtyku są dla Wielkiej Brytanii i jej sojuszników w NATO „ostrzeżeniem” przed zagrożeniem dla europejskiego bezpieczeństwa stwarzanym przez wzmocnienie chińskich sił zbrojnych.

*Wiceminister spraw zagranicznych Syrii Faisal al Mikdad powiedział agencji Sputnik, że syryjskie i rosyjskie władze utrzymują na co dzień skuteczną współpracę na różnych poziomach. „Na danym etapie polityka państwa rozwija się w dwóch równoległych kierunkach. Po pierwsze prowadzona jest walka z terroryzmem. W tej sferze Syria, wspierana przez rosyjskich sojuszników, odniosła wydatne sukcesy. Po drugie trwa uregulowanie sytuacji politycznej. Braliśmy udział we wszystkich międzynarodowych rozmowach politycznych w Genewie. Największa trudność, z którą przyszło nam się zderzyć, polega na tym, że niektóre państwa zachodnie nie chcą walczyć z terroryzmem. Wolą za to inwestować w to zjawisko, które sieje strach i przerażenie” — powiedział wiceszef syryjskiej dyplomacji.

Polityk uważa, że wszystkie problemy w regionie są związane z dążeniem krajów zachodnich do przywrócenia sobie kolonialnej dominacji. USA są najbardziej winne szerzenia się plagi terroryzmu i związanego z nim strachu. Wzmacniając swoje pozycje USA działają poza prawem i z pominięciem międzynarodowych instancji. Co się tyczy oskarżeń pod adresem syryjskiego rządu w kwestii wykorzystywania broni chemicznej, syryjski dyplomata powiedział: „niejednokrotnie zwracaliśmy się do kompetentnych organizacji z prośbą, by przeprowadziły szeroko zakrojone śledztwo. USA odrzuciły jednak takie podejście. Waszyngton tylko powiela ataki przeciwko cywilom. Rosja i Syria przeprowadziły w tej sprawie konsultacje i wypracowały plan działań odwetowych, do których przystąpią w odpowiednim momencie”. Jak powiedział al Mikdad, syryjski rząd współpracuje z 23 międzynarodowymi organizacji pozarządowymi, które koordynują swoją pracę z oficjalnymi osobami w państwie. Ta lista byłaby znacznie dłuższa, jeśli tylko wszystkie organizacje humanitarne zajmowałyby się niesieniem pomocy cywilom, a nie terrorystom, co czynią na zamówienie swoich sponsorów ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji — dodał rosyjski dyplomata.

*Doradcy prezydenta USA Donalda Trumpa „za kulisami” opracowują sankcje gospodarcze przeciwko Chinom w związku z sytuacją wokół Korei Północnej – pisze Politico, powołując się na dwóch urzędników w Białym Domu.Według źródeł prawdopodobne sankcje mają na celu „ukaranie” Chin i świadczą o niezadowoleniu Trumpa z „bezczynności” Pekinu. Politico podkreśla, że doradcy Trumpa w ciągu tygodnia omawiali prawdopodobne sankcje przeciwko Chinom. Ostateczna decyzja może zostać podjęta w najbliższych dniach.

Informatorzy gazety podkreślili, że są rozpatrywane zarówno stosunki handlowe, jak i sankcje gospodarcze. Jednocześnie urzędnicy podkreślili, że na razie jest za wcześnie na mówienie o tym, jaką decyzję podejmie sam prezydent. Wcześniej Trump napisał na Twitterze, że Chiny go rozczarowały. Stały przedstawiciel USA przy ONZ Nikki Haley także wezwała Pekin do podjęcia działań w kwestii Pjongjangu.

*Agencje rządowe Stanów Zjednoczonych nie przestają korzystać z produktów Laboratorium Kasperskiego, nie bacząc na zakaz wydany przez Generalny Urządu ds. Usług (General Services Administration – GSA) – pisze gazeta Washington Post, powołując się na szereg nagrań i wywiadów.Według informacji gazety programy Laboratorium Kasperskiego są wciąż wykorzystywane przez funkcjonariuszy agencji rządowych na całej szerokości Stanów Zjednoczonych, począwszy od Oregonu, a kończąc na stanie Connecticut. Co więcej, w ostatnich latach kupowało je Federalne Biuro Więzień i Komisja do Spraw Bezpieczeństwa Produktów Konsumenckich.

W ubiegłym tygodniu oba resorty oświadczyły, że potrzebują czasu, aby stwierdzić, czy oprogramowanie wciąż znajduje się w użytku. Gazeta Washington Post zbadała strony rządowe pod kątem znalezienia w nich wzmianki o firmie i jej produktach. Zapytani przez amerykański dziennik urzędnicy z dziewięciu stanów oświadczyli, że przez ostatnie dwa lata nabywali i korzystali z oprogramowania Kasperskiego. Praktycznie wszyscy odpowiedzieli, że nie planują go w najbliższym czasie zmieniać. Zdaniem jednego z administratorów pododdziału ds. świadczenia usług ochrony państwowej w stanie Connecticut Johna Morrisona oprogramowanie Kasperskiego sprawdza się, dlatego jest wykorzystywane.

Administrator sieciowy ze stanu Missisipi Jason Wheat powiedział, że osobiście nie widział ostrzeżeń ze strony władz stanowych. Władze San Marcos w Teksasie przez wiele lat zawierały kontrakt z Laboratorium Kasperskiego i przedłużyły licencję na oprogramowanie w czerwcu, przed wydaniem decyzji GSA. Jak pisze gazeta, to niedoinformowanie mówi o braku komunikacji miedzy lokalnymi urzędnikami i rządem federalnym w kwestii bezpieczeństwa cybernetycznego. To właśnie urzędnicy pełniący służbę w lokalnych organach władzy częściej rozważają zakup produktów Laboratorium Kasperskiego.

Na początku lipca agencja Bloomberg podała, powołując się na dane korespondencji wewnętrznej, że Laboratorium Kasperskiego utrzymuje ścisłe kontakty z rosyjskim rządem i służbami wywiadowczymi. Firma zdementowała tę informację, podkreślając, że Laboratorium Kasperskiego nie prowadzi współpracy politycznej z żadnym krajem. Amerykańskie władze wykreśliły następnie Laboratorium Kasperskiego z listy dostawców, których produkty zostały dopuszczone do użytku agencji rządowych. W GSA powiedziano, że priorytetem resortu jest „zapewnianie integralności i bezpieczeństwa systemów rządowych”. Kreml określił decyzję USA jako upolitycznioną, podkreślając, że Rosja podejmie kroki w celu ochrony interesów swojej firmy.

* Moskwa może podjąć symetryczne kroki w związku z decyzją Warszawy w sprawie usunięcia pomników żołnierzy radzieckich – pisze gazeta Izwiestija, powołując się na komentarz Departamentu Informacji i Prasy MSZ Rosji.„Polskie władze powinny zdawać sobie sprawę z tego, że ich nieprzyjazne działania w sferze memorialnej nie pozostaną bez konsekwencji. Przeciwko stronie polskiej zostaną podjęte adekwatne środki w odpowiedzi, które mogą mieć charakter asymetryczny” — cytuje gazeta tekst komentarza. MSZ Rosji podkreśliło, że temat niezgodnego z prawem demontażu pomników żołnierzy radzieckich w Polsce jest niezmiennie „poruszany podczas kontaktów z Polakami, naszymi zagranicznymi partnerami, w ramach organizacji międzynarodowych, w tym OBWE, Rady Europy i OUBZ”.

Jak pisze gazeta, powołując się na źródła w rosyjskim środowisku dyplomatycznym, obecnie jest rozpatrywanych kilka wariantów sankcji. Według informatora jednym z najbardziej prawdopodobnych jest wprowadzenie sankcji personalnych przeciwko polskim politykom, autorom ustawy a także znaczne obniżenie poziomu rosyjsko-polskich stosunków gospodarczych.Według danych dziennika rozpatrywane są również „działania gospodarcze i aktywna praca na różnych forach międzynarodowych w celu zwrócenia uwagi na ten problem”.

* W kontekście ostrego kryzysu społecznego, politycznego i gospodarczego obywatele Ukrainy coraz częściej widzą w przedstawicielach władzy zdrajców ojczyzny – pisze amerykańska gazeta The New York Observer. Euromajdan zakończył się 3,5 roku temu, a porewolucyjnemu chaosowi w kraju końca nie widać — uważa autor artykułu. „Ukraińcy przestali rozumieć, co się w ich kraju dzieje. Najpopularniejsze dziś słowo to zdrada (ukr. зрада). Ukraińcy widzą zdradę wszędzie” — twierdzi autor materiału, przypominając niedawne oskarżenia pod adresem Julii Tymoszenko o zdradę interesów narodowych.

Około 80% obywateli nie ufa przewodniczącemu Rady Najwyższej Andriejowi Parubijowi, szefowi MSW Arsenowi Awakowowi i Ołeksandrowi Turczynowowi, sekretarzowi Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy. Poparcie dla prezydenta jest też na bardzo niskim poziomie: 78% ankietowanych nie popiera jego działań. Takie cyfry są w pełni usprawiedliwione — uważa autor, proponując spojrzeć do statystyki.

Dzisiaj w Radzie omawiany jest projekt ustawy o podwyższeniu emerytur do 1500 hrywien (60 dolarów). Przed Majdanem wysokość emerytur była trzykrotnie wyższa. Średni dochód miesięczny wynosił wówczas 410 dolarów, a dziś 230 dolarów. Według danych ONZ, 60% Ukraińców żyje poniżej progu ubóstwa, choć jeszcze w 2015 roku odsetek biednych w społeczeństwie nie przewyższał 28%. Darmowa opieka medyczna gwarantowana art. 49 Konstytucji też odeszła w niepamięć.

Kijów nie tylko uchyla się od swoich zobowiązań socjalnych i gospodarczych, ale też przejawia niechęć rozwijania demokratycznych instytucji — czytamy w artykule. I tak na przykład, wiceminister ds. „czasowo okupowanych terytoriów” Heorhij Tuka oświadczył niedawno, że Ukraina potrzebuje dyktatury, bo to jego zdaniem jedyna skuteczna forma rządów. W Radzie też można usłyszeć rozmowy o „nowej nocy długich noży” i rozprawach nad opozycją. „Broń bierze górę nad prawem” — reasumuje autor.

* Ukraina wysycha wskutek zamknięcia Kanału Północnokrymskiego. Taką informację przekazała dyrektor działu agrometeorologii Ukraińskiego Centrum Hydrometeorologicznego Tatiana Admienko, zapytana, jakie korzyści dało Ukrainie zamknięcie Kanału Północnokrymskiego, którym docierała na półwysep woda z Dniepru.Tatiana Adamienko poinformowała, że Ukraina, w szczególności obwód chersoński, nic nie zyskała na zamknięciu kanału. Systemem irygacyjnym dysponują ci, którzy mają na niego pieniądze. Choć, powiedziała Adamienko, rozwijając system nawadniania, całe południe i południowy wschód Ukrainy uzyskałby nieograniczone możliwości uprawy wszelkich roślin” — pisze portal ukraina.ru.

Przy całej obfitości rzek i jezior na Ukrainie, państwu grozi niedobór wody. „Od 2015 roku obserwujemy tendencję deficytową. Od trzech lat ilość opadów nie jest w stanie przywrócić równowagi wodnej zaburzonej w 2015 roku — wyschły szuwary, małe rzeki, a w studniach do tej pory wody gruntowe nie podnoszą się powyżej średniego poziomu. Ratują nas tylko zbiorniki retencyjne” — reasumuje specjalista. Kiedy Krym wchodził w skład Ukrainy, woda na półwysep docierała z Dniepru Kanałem Północnokrymskim. Po powrocie Krymu na łono Rosji władze Ukrainy stopniowo ograniczały przesył wody do pełnego zamknięcia kanału.

Stanowisko Komisji Europejskiej, która wszczęła postępowanie wobec Polski uznajemy za nieuzasadnione – powiedział polski wiceminister spraw zagranicznych ds. europejskich Konrad Szymański. Trzeba też pamiętać, że polityka społeczna i organizacja wymiaru sprawiedliwości należą do kompetencji państw członkowskich – dodał Szymański. Jego zdaniem ustawa o ustroju sądów powszechnych dostosowuje wiek stanu spoczynku sędziów do powszechnego wieku emerytalnego obowiązującego w Polsce po uchyleniu reformy emerytalnej „67″ przez rząd PiS. Inne rozwiązanie tym bardziej mogłoby być łatwo uznane za dyskryminację sędziów – ocenił.

* Masoneria w tym roku obchodzi 300 urodziny. Wiekami była potępiana przez kościół. A przy tym zawsze istniały wewnętrzne więzi masonerii z kościołem i przywiązanie niektórych kapłanów do masonerii. Jacy są dzisiejsi masoni i czy przeniknęli do Watykanu? O tym Sputnik Italia porozmawiał z Don Ennio Innocenti, byłym sekretarzem Ekumenicznej Komisji Wikariatu Rzymu, kapłanem Bractwa «Aurigarum», członkiem Świątyni Świętego Piotra w Watykanie:

W swojej książce o masonerii «Inimica vis», którą trudno znaleźć w księgarni, napisałem o przeniknięciu masonerii do kościoła jak o fakcie: poczynając od dawnych czasów, masoneria przenikała do kościoła anglikańskiego, a potem w XVIII wieku stała się popularne wśród rosyjskiej arystokracji. W łonie Cerkwi Prawosławnej masonem był patriarcha Konstantynopola Atenagoras. To dotyczy również kościoła katolickiego. W pierwszym wydaniu mojej książki cytowałem listę złożoną z tysięcy kapłanów masonów XVIII-XIX wieku, która była zaświadczona osobistym podpisem mistrza Loży Wielkiego Wschodu Giordano Gamberiniego. Lista masonów katolików XX wieku została opublikowana w drugim wydaniu mojej książki.

W nowym wieku przenikanie masonerii trwa, niedawno papież wyraził zaniepokojenie w związku z tym. Mowa była o „zarażeniu” Zakonu Maltańskiego, który otworzył dostęp w swoje szeregi protestantom, co doprowadziło do pojawienia się masonów. Inne zakony katolickie również są „zarażone” masonerią, między innymi jezuici, a także biskupstwa, szczególnie na kontynencie amerykańskim. To potwierdzili mi dwaj nuncjusze papiescy, jeden z nich to biskup Meksyku Mendez Arceo di Cuernavaca. Takie dowody różnych moich przyjaciół, których o to pytałem, potwierdzają obecność masonów w kościołach katolickich Ameryki Północnej. Uważam, że rozprzestrzenienie się masonerii jest związane z transcendentalną teologią niemiecką. W niej wyraźnie obecny jest subiektywizm, bardzo podobny do filozoficznego stanowiska masonów.

http://jeznach.neon24.pl

Tak naziści niszczyli Warszawę. Powstanie w oczach niemieckiej propagandy

 

powstanie warszawskie niemieccy żołnierze sfilmowali powstanie warszawskie ufa World War 2 The Lost Footage

 

UWAGA: Drastyczne wideo

 

https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=3&cad=rja&uact=8&ved=0ahUKEwjQu-SWmrbVAhWhAJoKHe48DKAQFgg0MAI&url=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Fworldwar2thelostfootage%2Fvideos%2F626331304235091%2F%3Fhc_ref%3DPAGES_TIMELINE&usg=AFQjCNFCYlQYxnK-PIFF4ny-L5aYtnURoQ

 

Powstanie 1944 – temat ciągle żywy

Od pierwszego wydania naszej książki „W imię czego ta ofiara? Obóz narodowy wobec Powstania Warszawskiego” minęło osiem lat.

Czy w tym czasie nasza wiedza o Powstaniu Warszawskim poszerzyła się? Czy w dyskusji, jaka się nadal na ten temat toczy pojawiły się nowe wątki? I jak mają się one do tez zawartych w naszej książce?

Przede wszystkim należy powiedzieć, że polityzacja i ideologizacja dyskursu na temat powstania trwa nadal, choć mit powstania został w ostatnich latach przelicytowany przez mit „żołnierzy wyklętych”.

Co ciekawe, największymi zwolennikami mitu „żołnierzy wyklętych” są ci publicyści i historycy, którzy nie pozostawiają suchej nitki na dowódcach AK, którzy podjęli decyzję o walce w Warszawie w dniu 1 sierpnia 1944 roku.

Są to m.in. Sławomir Cenckiewicz, Piotr Zychowicz i Rafał Ziemkiewicz.

Z tematem naszej pracy ma to związek bezpośredni, bo posiłkując się krytycznym stanowiskiem obozu narodowego wobec powstania, historycy ci uprawiają jednocześnie bezkrytyczny kult podziemia zbrojnego po 1944 roku, kreując nowy mit o wielkim „antysowieckim powstaniu”, wyolbrzymiając przy okazji liczbę jego uczestników. W tej narracji AK powoli staje się organizacją nie tylko mniejszą niż „wyklęci”, ale także podejrzaną z powodów politycznych.

Dlaczego? Bo – zgodnie z ta nową wykładnią dziejów najnowszych – nie tylko doprowadziła do klęski Powstania Warszawskiego, to w dodatku „kolaborowała z Sowietami”.

Tak oto, jedno z powstań, warszawskie, wymierzone przeciwko Niemcom – jest złe, a drugie „antysowieckie”, a w zasadzie tak naprawdę przeciwko państwu powstałemu w 1944 – dobre, a nawet chwalebne.

Wiąże się to ściśle z jawną już gloryfikacją koncepcji tzw. opcji niemieckiej, dobitnie sformułowaną przez Piotra Zychowicza w książce „Pakt Ribbentrop-Beck” (2012) i rozwiniętą w książce „Opcja niemiecka. Czyli jak polscy antykomuniści próbowali porozumieć się z Trzecią Rzeszą” (2014).

Tak więc, w 1939 roku Polska nie powinna walczyć z Hitlerem, tylko zawrzeć z nim sojusz, a w czasie wojny absolutnie nie walczyć z Niemcami, tylko z Sowietami. Biorąc to pod uwagę można zrozumieć intencje i główne tezy książki Piotra Zychowicza pt. „Obłęd`44. Czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi wywołując Powstanie Warszawskie” (2013).

Słuszna krytyka dowództwa AK, często zbieżna z tym, co mówili i pisali przedstawiciele obozu narodowego, jest jednak w narracji Zychowicza podporządkowana tezie ideologicznej o priorytecie walki z „komunizmem” i Sowietami a nie z Niemcami. To była – według niego – największa zbrodnia Komendy Głównej AK. Albowiem z punktu widzenia wojskowego powstanie było skierowanie właśnie przeciwko Niemcom, wpisywało się więc w walkę całego narodu polskiego, od samego początku, czyli od września 1939 roku – z tym właśnie państwem.

Walka AK w Warszawie w 1944, choć nieprzygotowana i tragiczna w skutkach – była jednak konsekwencją uczestnictwa Polski w walce koalicji antyhitlerowskiej przeciwko Niemcom. I to jest główny zarzut Zychowicza, a nie to, że była to walka, którą podjęto pochopnie i nierozważnie. Jest to dla niego tylko dogodnym argumentem mającym uzasadnić tezy głoszone po wojnie przez Józefa Mackiewicza. Dlatego też książka Zychowicza o powstaniu jest mimo jej zalet bałamutna i niewiarygodna.

Owszem, była ona bez wątpienia sukcesem wydawniczym, który przekonał autora o jego wielkości i zachęcił do pisania następnych, już jednak znacznie mniej popularnych. Od samego też początku jego historiozofia spotkała się z ostrą krytyką, także wśród prawicowych publicystów. Warto tu wymienić publikację tygodnika „Do Rzeczy” pt. „Obłęd – 1944 czy 2013?”, w której wypowiedzieli się tacy autorzy, jak Sławomir Cenckiewicz, Piotr Gontarczyk, Łukasz Warzecha, Piotr Semka czy Bronisław Wildstein.

Np. Piotr Gontarczyk napisał na ten temat tak: „Obłęd ’44” to karykatura historii, w której wielu polskich polityków i dowódców odmalowano jako głupków, alkoholików, zdrajców oraz ruskich agentów. Książka nie spełnia przy tym minimalnych kryteriów formalnych pracy naukowej (brak źródeł cytatów), a nawet solidnego dzieła dziennikarskiego. Brutalność ataków i bezwzględność w odzieraniu Polaków z sacrum pobiła tu wszystko, co dotychczas w tej kwestii napisano. Szkody, jakie autor wyrządził polskiej historii i współczesności, są trudne do oszacowania”.

Ostatnio spór dotyczący twórczości Zychowicza rozgorzał na nowo. Po tym, jak napisał on, że AK „kolaborowała z Sowietami”, komentując słowa ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza” („Polska była jedynym narodem, jedynym państwem, które nigdy nie kolaborowało ani z sowieckim, ani z niemieckim zaborcą, które nie stworzyło podczas drugiej wojny światowej rządu kolaborującego”) – odezwał się Piotr Zaremba, który napisał na portalu wpolityce (29 maja 2017): „Przyrzekłem sobie, że nie będę komentował twórczości Piotra Zychowicza. Bo jakakolwiek debata nobilituje twórczość w stylu political fiction, zabarwioną na dokładkę czytelnymi intencjami politycznymi. A ów autor jest wyraźnie zainteresowany rozgłosem, jeśli nie skandalem, co przelicza się potem na zyski z kolejnych produkowanych coraz bardziej gorączkowo tytułów. Nieprzypadkowo te tytuły są prowokacjami. Nie powinno się ulegać takim prowokacjom”.

Z kolei Zychowicz replikował na portalu „Do Rzeczy” (30 maja 2017): „Aby podjudzić na mnie czytelników [Zaremba] twierdzi, że „zniesławiam wykonawców” akcji „Burza”. Tymczasem już chyba setki razy pisałem, że moja krytyka nie jest wymierzona w zwykłych żołnierzy AK, którzy wypełnili swój żołnierski obowiązek wzorowo. Uważam, że powinniśmy być z nich dumni. Krytycznie oceniam natomiast dowódców AK, którzy wydali rozkazy nakazujące witać na polskiej ziemi sowieckiego okupanta i pomagać mu w walce z Niemcami. Przyniosło to katastrofalne skutki w postaci masowych aresztowań AK-owców przez NKWD. Wielu z tych polskich patriotów zostało zamordowanych lub wywiezionych do łagrów. Wydając rozkaz do przeprowadzenia akcji „Burza” dowództwo AK podało Sowietom swoich żołnierzy na tacy. Był to czysty obłęd, za który zapłaciliśmy straszliwą, krwawą cenę. Szminkowanie historii, jakie uprawiają nasi brązownicy historii, nie jest w stanie ukryć tego smutnego faktu”.

Jakie jest wobec tego nasze stanowisko? Nie uległo ono zmianie od czasu wydania tej książki po raz pierwszy w 2009 roku. Żył jeszcze wtedy Wiesław Chrzanowski, który zgodził się napisać krótki wstęp, będący jej głównym mottem. W naszym przekonaniu, jest on nadal aktualny.

Obóz narodowy, z jednej strony, zawsze uważał, że nieudane powstania, polityczny romantyzm i chciejstwo – były często przyczyną tragedii, z drugiej twierdził zawsze, że to Niemcy były od końca XVIII wieku głównym i najbardziej niebezpiecznym wrogiem narodu polskiego. II wojna światowa była zwieńczeniem tego złowrogiego procesu. Została zagrożona biologiczna egzystencja narodu polskiego, dlatego pod koniec wojny nakazem nie tylko politycznym, ale i moralnym było oszczędzanie polskiej krwi.

Z tego punktu widzenia Powstanie Warszawskie było zaprzeczeniem tej strategii. Naraziło wielkie miasto, i mieszkającą tam ludność, na bezsensowne straty, na zagładę, i to w końcówce wojny, która była już militarnie rozstrzygnięta!

Nie był natomiast błędem sam fakt walki zbrojnej z Niemcami, z wrogiem, którego cały naród polski uznawał wtedy, i słusznie, za śmiertelnego wroga. Ta walka, którą musiała prowadzić AK, nie musiała i nie mogła toczyć się jednak wewnątrz stolicy Polski, co jasno i dobitnie twierdził gen. Stefan Rowecki „Grot”. W naszym przekonaniu, nakazem realizmu politycznego, wbrew temu co się obecnie twierdzi, było także zaprzestanie walki zbrojnej z nową władzą po 1944 roku. Takie było zresztą oficjalne stanowisko Stronnictwa Narodowego na emigracji i większej części struktur cywilnych w podziemiu.

Mając to na uwadze, zwracamy uwagę na dwie naukowe publikacje, które ukazały się po 2009 roku.

Pierwsza z nich to praca Aleksandry Richie pt. „Warszawa 1944. Tragiczne powstanie” (2013), w której autorka położyła główny akcent na gehennę ludności cywilnej (rzeź Woli) i błędność kalkulacji wojskowych KG AK.

Ale większy ciężar gatunkowy ma książka prof. Andrzeja Leona Sowy pt. „Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ-AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji” (Kraków 2016). Ta licząca 822 strony praca naukowa jest podsumowaniem dorobku historiografii polskiej na ten temat i najważniejszą książką o powstaniu od czasu ukazania się pracy nieżyjącego już Jana Ciechanowskiego „Powstanie warszawskie: zarys podłoża politycznego i dyplomatycznego” (Londyn, 1971).

Sowa potwierdza w całej rozciągłości ustalenia Ciechanowskiego o wielkiej pomyłce KG AK, której nic nie może usprawiedliwić. W jednym z wywiadów („Dziennik Polski”, 26 lipca 2016) prof. Sowa mówił:

„Przykro mi bardzo, ale dowództwo Armii Krajowej, inicjując powstanie bez przygotowania zapomniało o podstawowej sprawie dla wojskowych: nie miało wiedzy o zamiarach nieprzyjaciela i o tym, co się działo na froncie. Więcej, powstanie nie miało żadnych celów wojskowych, lecz jedynie polityczne. To starałem się dowieść w swojej książce (…) Można z moim stanowiskiem polemizować, lecz proszę jednak o zapoznanie się z przedstawionymi przeze mnie dokumentami. Jak można inaczej interpretować zamysł, by powstańczy czyn „wstrząsnął sumieniem świata”? A już po jego zakończeniu wysocy oficerowie, m.in. płk Jan Rzepecki, boleli, że powstanie trzeba było szybciej rozpocząć. Takie myślenie pokazuje, że ci ludzie nie liczyli się z realiami, skutkami. Cechowało ich myślenie „legionowe”. Ludzie, którzy zadecydowali o jego wybuchu, czyli gen. Tadeusz Pełczyński, gen. Leopold Okulicki, płk Józef Szostak, to byli ludzie z I Brygady. Pamiętali o nauce Józefa Piłsudskiego, że, upraszczając, liczy się czyn, a ci, którzy go nie podejmują, to tchórze”.

W zakończeniu swojej książki autor sformułował chyba najostrzejszą ocenę, na jaką zdobył się polski zawodowy historyk: „Uważam, że wywołanie powstania w Warszawie to czyn jednoznaczny z wzięciem jako zakładników kilkuset tysięcy cywilnych mieszkańców stolicy. Branie zakładników po to, by za ich życie uzyskać określone ustępstwa polityczne, jest procederem nagminnie – zwłaszcza obecnie – stosowanym, ale wzięcie kilkuset tysięcy zakładników to mistrzostwo świata w tej dziedzinie”.

Jan Engelgard

Jest to posłowie do II wydania książki „W imię czego ta ofiara? Obóz narodowy wobec Powstania Warszawskiego” (red. Jan Engelgard i Maciej Motas), które ukazuje się nakładem wydawnictwa Capitalbook.

http://www.mysl-polska.pl

„Ambasadorska odpowiedź Moskwy”: jak trzeba wychowywać problematyczne mocarstwa

Do opisania bieżącego stadium konfliktu dyplomatycznego pomiędzy USA i Rosją z odesłaniem dyplomatów i aresztem własności dyplomatycznej chyba najlepiej pasuje cytat z powieści Somerseta Maughama pt. „Teatr”: „Nigdy nie rób pauzy bez potrzeby! A jeśli już zrobiłaś pauzę, to ciągnij ją ile się da! Im większy artysta – tym większa jego pauza!”

Równo siedem miesięcy – właśnie tyle trwałą pauza, jaką zrobiła Rosja z inicjatywy prezydenta w odpowiedzi na zachowanie strony amerykańskiej, która tuż przed nowym, 2017 rokiem wydaliła ze Stanów Zjednoczonych 35 rosyjskich dyplomatów i zamknęła dostęp pracowników ambasad do dyplomatycznej własności (dwóch dacz ambasadorskich pod Waszyngtonem).

Pytanie, czy trzeba było robić tę pauzę czy może lepiej było od razu odpowiedzieć zgodnie z dyplomatycznymi standardami (jak planowało MSZ), czyli symetrycznie, było gorąco omawiane przez tych siedem miesięcy i odpowiedź na pewno będzie omawiana jeszcze bardzo długo.

Ten przypadek rzeczywiście jest bezprecedensowy i wyraźnie przejdzie do historii światowej dyplomacji, przy czym pod hasłem „Kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada”.

Stosunki dyplomatyczne państw to zawsze symetria i lustrzane odbicie [nie dotyczy Polski – admin], ale także równowaga. Jeśli z jakichś powodów stosunki dyplomatyczne okazały się skrzywione na korzyść jednej ze stron i utrzymują się w tym położeniu, to nie tak łatwo przywrócić im ową równowagę, dlatego, że to zniszczy zaistniały balans i wymaga kroków, które mogą być odebrane jako nieprzyjazne i wywołają odpowiedź.

Z tego powodu sytuacja, kiedy kroki dyplomatyczne jakościowo zmieniające rozkład sił formalnie składają się w ramy „lustrzanych środków” jest skrajnie nietrywialna i zasługuje na odrębne rozpatrzenie.

Pozostawmy z boku trudne analityczne wykładnie i konspirologiczne teorie, po prostu policzmy, co zyskała i co straciła każda ze stron w tym rosyjsko-amerykańskim skandalu.

Rosja została pozbawiona dostępu do dwóch jednostek swojej własności dyplomatycznej, czyli do dwóch ambasadorskich dacz.

Odpowiedziała symetrycznie, w każdym razie formalnie: USA straciły dostęp do dwóch jednostek swojej własności dyplomatycznej. Wprawdzie zamiast dwóch dacz Moskwa ograniczyła się do daczy i magazynu. wydawać by się mogło, że to drobiazg, ale, w odróżnieniu od daczy, która tylko gwarantuje odpoczynek pracownikom ambasad i ich rodzinom, to właśnie magazyn w sposób bezpośredni zapewnia funkcjonowanie samej ambasady.

Oczywiście, to nie wpłynie w sposób krytyczny na funkcjonowanie misji dyplomatycznej, ale bez wątpienia stworzy pewne utrudnienia. Choć właściwie, kto wie, co Amerykanie trzymają w tym magazynie?

USA odesłały 35 rosyjskich dyplomatów. Ważne, aby pamiętać, że Rosja do tej pory nie odpowiedziała na to, choć nadal podkreśla swoje prawo na środki odwetowe.

Wszystkie nieprzyjacielskie kroki dyplomatyczne Stanów Zjednoczonych (na przykład to, że do tej pory nie wydali wiz tym rosyjskim dyplomatom, którzy zostali skierowani na zastępstwo tamtych) i cała polityka USA ostatnich miesięcy (włączając nowy pakiet sankcji) pozwoliły Moskwie zwrócić się do innego punktu dwustronnych stosunkó dyplomatycznych, do poważnego zachwiania równowagi na korzyść USA.

Jak i dlaczego tak się stało, kiedy do tego doszło, czy w okresie radzieckim czy później, to już historia. Ważne to, ze Rosja do niedawna nie mogła złamać bez powodu zaistniałego status quo, ponieważ to oznaczałoby nieprzyjacielskie kroki i wywołałoby odpowiedź ze strony Stanów Zjednoczonych. Jednak wobec działań Waszyngtonu, który zupełnie stracił poczucie miary, ręce Moskwy zostały rozwiązane w celu przeprowadzenia kardynalnej zmiany w danej kwestii i przywrócenia symetrii.

W rezultacie Rosja zaproponowała, a trzeba przyznać, że to bardzo błyskotliwy eufemizm do słowa „zażądała”, aby USA wyrównały liczbę wszystkich instytucji ambasadorskich i konsularnych do poziomu rosyjskiego.

To nie odesłanie. Rosja nie wtrąca się w wewnętrzną działalność ambasady, nie wskazuje na personalia i stanowiska. Po prostu nalega, aby wyrównać liczebność misji dyplomatycznych.

Podawano różne cyfry, włącznie z fantastycznymi (niemalże 1200 osób) o ile powinna zostać zredukowana amerykańska ambasada. Sami Amerykanie milczą na temat liczebności swoich placówek w Rosji. Ale jeśli wziąć pod uwagę nawet najniższy poziom spośród nazwanych liczb, czyli 200 osób, to oznacza to redukcję personelu o 1/3.

To, rzecz jasna, nie doprowadzi do sparaliżowania pracy misji, ale stworzy dla niej poważne problemy. Taki zwrot wydarzeń wymaga pełnego przepisania etatów, poważnego zwiększenia rozmiaru pracy na poszczególnych stanowiskach, redukcji całych kierunków działalności ambasady. Duże redukcje (najczęściej pada liczba 700 osób) będą oznaczać kolaps pracy dyplomatycznej Amerykanów w Rosji.

Okres miesiąca dany na realizację tego zadania (jak i dwa dni na rozwiązanie problemów z magazynem) to nie słabość i ustępstwo, jak uważają niektórzy, ale znęcanie się.

Jeśli Waszyngton w ciągu tego czasu nie pójdzie po rozum do głowy i nie zacznie się zachowywać odpowiednio (choćby na linii dyplomatycznej), to Moskwa będzie kontynuować „pracę wychowawczą”. Na przykład z pozostałych 455 osób odeśle 35 dyplomatów, wybierając najbardziej cennych dla Amerykanów pracowników.

Zatem lustrzana odpowiedź wciąż jeszcze przed Rosją.

Całą tę publiczną – bo na cały świat – i skrajnie bolesną „lekcję” dla amerykańskiej dyplomacji z perspektywą sparaliżowania pracy ich dyplomacji Rosja przygotowała w sosie z niewiarygodnej cierpliwości, długiego przekonywania i pokoju.

Pauzę, rzeczywiście, trzeba umieć ciągnąć.

https://pl.sputniknews.com