Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem

Początkom urzędowania Donalda Trumpa w Białym Domu – podobnie jak w kampanii wyborczej – towarzyszy skierowana przeciwko niemu wściekła nagonka prowadzona przez wrogie mu media tzw. „głównego nurtu”.

Pretekstami do nowej fali protestów wymierzonych przeciwko głowie państwa był tym razem zbyt pospieszny – zdaniem krytyków – tryb uchwalania kolejnych dekretów, „wprowadzający chaos” oraz podpisany przez prezydenta dekret „O ochronie USA przed terroryzmem” zawieszający czasowo możliwość wjazdu do Stanów Zjednoczonych obywateli Syrii, Iraku, Iranu, Libii, Afganistanu, Jemenu i Somali.

Ów akt prawny do tego stopnia oburzył „dyżurnych obrońców wolności i demokracji”, że następnego dnia po jego podpisaniu na amerykańskich lotniskach oraz w różnych innych miejscach na całym świecie pojawili się demonstranci – w tym samym czasie i z takimi samymi transparentami! Oczywiście całkowicie spontanicznie… Także czołowi politycy Unii Europejskiej nie pozostawili na wzmiankowanym dekrecie suchej nitki obdarzając ponadto jego autora epitetem „nieprzewidywalnego”.

Na ile słuszne są te słowa krytyki i oskarżenia o „nieprzewidywalność”? Przyjrzyjmy się faktom.

Jak słusznie zauważa w swej publikacji David French z „National Review” dekret D. Trumpa to nic innego jak kontynuacja polityki jego poprzednika wobec obywateli Iraku (regulowanej dekretem B. Obamy z 2011 roku) oraz Syrii z lat 2014 – 16, kiedy to wpuszczano rocznie do Stanów Zjednoczonych po… kilkadziesiąt osób uciekających przed skutkami wojen wywołanych i prowadzonych przez USA na Bliskim Wschodzie.

Nieśmiało należałoby też zauważyć, że „pokojowy noblista” nie poprzestawał bynajmniej w swych działaniach na restrykcjach wizowych wobec ofiar amerykańskiej polityki, bombardując za swych kadencji wszystkie (z wyjątkiem Iranu) wymienione w oprotestowywanym dekrecie państwa muzułmańskie.

Nie wiem jak Państwo, ale ja nie przypominam sobie, by jego działaniom towarzyszyły wówczas masowe protesty społeczne w kraju i zagranicą ani też zgodny chór potępienia luminarzy europejskiej polityki. Ciekawe dlaczego?

Z kronikarskiego obowiązku dodam jeszcze, że dopuszczalne kwoty uchodźców określone w „dekrecie Trumpa” na 50 tysięcy osób rocznie stanowią średnią wydawanych rocznie pozytywnych decyzji z okresu ostatnich 15 lat. Dodać należy, że decyzja o wydłużeniu terminu rozpatrywania wniosków o wizy jest ze wszech miar posunięciem rozsądnym i odpowiedzialnym w sytuacji, gdy bardzo często nie sposób ustalić jednoznacznie tożsamości starających się o nie osób.

Zarzuty, że wprowadzenie dekretu wywołało chaos jest po prostu śmieszne: w pierwszym dniu jego obowiązywania na amerykańskich lotniskach zatrzymano w związku z nim 109 osób spośród 325 tysięcy przekraczających tego dnia granicę…

Zarzut wydania przez głowę państwa zbyt wielu dekretów – w ciągu pierwszych dziesięciu dni urzędowania D. Trump podpisał ich 6 – trudno uznać za trafiony: trzeba trafu, że jego poprzednik na urzędzie w analogicznym okresie czasu sygnował ich bowiem 9. No chyba, żeby autorzy owych pretensji chcieli zarzucić prezydentowi lenistwo…

Całkowitym idiotyzmem natomiast jest pomawianie Donalda Trumpa o „nieprzewidywalność”. Jak nietrudno zauważyć jego kolejne działania stanowią realizację obietnic składanych Amerykanom w trakcie kampanii wyborczej i wszystko wskazuje na to, że ta linia będzie kontynuowana! I może właśnie owa pełna PRZEWIDYWALNOŚĆ tak przeraża jego oponentów?

Relacje z Chinami

Aby wyrobić sobie zdanie na temat tego, jakie mogą być kolejne decyzje gospodarza Gabinetu Owalnego rzućmy okiem na główne wyzwania jakim będzie musiał stawić czoło oraz przypomnijmy jego kilka mniej znanych, publicznie złożonych obietnic.

Niewątpliwie kluczową dla świata kwestią są stosunki amerykańsko – chińskie. Przez ostatnie dziesięciolecia relacje ekonomiczno – handlowe pomiędzy dwoma największymi dziś gospodarkami naszego globu układały się w szczególny sposób. Chiny wzięły na siebie rolę głównego producenta i dostawcy na amerykański rynek tanich towarów powszechnego użytku oraz rezerwuaru taniej siły roboczej dla amerykańskich korporacji lokujących w Państwie Środka swoje fabryki.

W zamian za otwarty amerykański rynek i intensywną industrializację kraju, Chińczycy rewanżowali się inwestowaniem w amerykańskie papiery dłużne (stając się głównym wierzycielem USA) oraz w inne sektory ich gospodarki. Ten model działał, dopóki obie strony odnosiły z tego tytułu korzyści: w chwili gdy wyczerpały się możliwości gospodarki opartej na przenoszeniu produkcji do krajów z tanią siłą roboczą, obie strony stanęły przed dylematem co dalej?

Dynamiczna industrializacja Chin spowodowana przeniesieniem tam produkcji światowych koncernów, w sposób naturalny spowodowała zwiększenie aspiracji chińskich obywateli – także w sferze wynagrodzeń za pracę. Aby lepiej zobrazować powstałą sytuację podam, że na dzień dzisiejszy pensje chińskich pracowników są czterokrotnie (!!) wyższe niż w sąsiednich krajach Azji Południowo – Wschodniej, Kambodży czy Laosie.

Dalsza pogoń przemysłu za tanią siłą roboczą straciła dziś rację bytu a wzrost płac Chińczyków spowodował wzrost cen produkowanych przez nich towarów. W sytuacji, gdy „tanie” chińskie towary przestały być tanie, zaś chińskie inwestycje w amerykańskie obligacje przestały nadążać za rosnącym tam lawinowo zadłużeniem państwa, cały interes przestał być dla Amerykanów opłacalny.

Ponadto Chiny dawno przestały przystawać do przyklejonej im etykietki „masowego producenta tanich towarów”. Industrializacja kraju wywołała błyskawiczny rozwój naukowo – techniczny, który sprawił, że zamiast kopiować zachodnie technologie, Chiny coraz częściej na ich podstawie są w stanie rozwijać własne, nie ustępujące w niczym pierwowzorom. To bardzo poważne wyzwanie dla amerykańskiego, europejskiego i japońskiego kapitału.

Chiny dążą do stworzenia zamkniętego cyklu produkcji od przetwarzania surowców po produkcję wysokich technologii w coraz większym stopniu z przeznaczeniem na rynek wewnętrzny. Zmusza je do tego spadek prosperity w krajach importujących ich produkcję co nie pozwala im na zwiększenie popytu. To z kolei ogranicza możliwości produkcyjne Chin, których eksport zmalał w ostatnim roku (tylko oficjalnie !) o 7,7 %!

Ratowano się sztucznym obniżaniem wartości juana, co w założeniu miało stymulować produkcję i eksport, ale… okazało się w efekcie drogą donikąd. Dlaczego? Po prostu dalsza dewaluacja chińskiej waluty zamiast stymulacji produkcji i eksportu może wywołać niekontrolowany odpływ kapitału z Chin i idący w ślad za tym krach chińskiej ekonomiki a to z kolei wywołać musi efekt domina: katastrofa amerykańskiej gospodarki a w ślad za tym całego światowego systemu opartego na dolarze, gdyż bez chińskich inwestycji w amerykańskie papiery dłużne FED nie będzie miał pokrycia dla kolejnych emisji dolarów.

W tym stanie rzeczy rozlegające się z Gabinetu Owalnego gniewne pomruki o ogłoszeniu Chin manipulatorem walutowym czy groźby obłożenia chińskich towarów 45% cłem należy traktować z przymrużeniem oka: doskonałą ilustracją ewentualnych skutków ich realizacji – naturalnie w przenośni – może być kultowa scena z doskonałej polskiej komedii „Sami swoi”, w której Kargul i Pawlak na złość sobie, niszczą suszące się na płocie koszule i gliniane garnki…

O świadomości istnienia takiego stanu rzeczy wiedzą doskonale w Waszyngtonie, toteż pomimo wspominanej retoryki jedną z pierwszych decyzji 45. prezydenta USA było wycofanie jego kraju z umowy TPP grupującej najważniejsze państwa obszaru Oceanu Spokojnego za wyjątkiem… Chin! Wbrew zatem panicznym prognozom wszelakich „ekspertów” śpijmy spokojnie: obaj giganci są tak od siebie uzależnieni, że skazani są na znalezienie kompromisu, co niewątpliwie nastąpi.

Nie spodziewałbym się także żadnych radykalnych działań, wymierzonych w Iran, co mogło by spowodować eksplozję na nieprzewidywalną wręcz skalę. Być może zostaną ogłoszone jakieś niby – sankcje, ale nic poza tym. Aktualny lokator Białego Domu najwyraźniej nie zamierza – w przeciwieństwie do swego poprzednika – propagować hasła : „Chcesz poznać świat, wstąp do US Army” niestrudzenie popularyzowanego przez jego licznych poprzedników na urzędzie.

Kiepsko to wróży wszystkim miłośnikom buńczucznego pokrzykiwania i wymachiwania szabelką za pieniądze i pod ochroną Wielkiego Brata, dla których komunikat Białego Domu wydany po rozmowie Prezydenta USA z Sekretarzem Generalnym NATO mówiący, że jej przedmiotem było „finansowanie Sojuszu” brzmieć musi wręcz złowieszczo …

Rezerwy federalne

Chciałbym w uzupełnieniu do już wymienionych, dorzucić jeszcze dwie deklaracje, które u nas przeszły całkowicie niezauważone przez nasze media. Oto ciekawa wypowiedź – wówczas jeszcze kandydata na prezydenta – z 23 lutego 2016 roku : „…najśmieszniejsze jest to, że system Rezerwy Federalnej nie jest nawet częścią federalnego rządu! To niezależny prywatny bank centralny zaprojektowany i powołany do życia przez potężne lobby Wall Street nieco ponad sto lat temu. W nagrodę FED podarował systemowi finansowemu USA ogromne zadłużenie, pożerające Amerykę jak rak. Przy tym wszystkim urzędnicy FED nie ponoszą żadnej odpowiedzialności przed amerykańskim społeczeństwem…”

Istotnie, zgodnie z aktem „O rezerwie federalnej” z 23 grudnia 1913 roku, FED i rząd USA nie odpowiadają wzajemnie za swoje zobowiązania! Oczywiście można cytowaną wypowiedź uznać za wyborczą paplaninę ale… może ona być zapowiedzią audytu FED a następnie powrotu do waluty opartej na parytecie kruszcu, której emisja znalazłaby się w kompetencji rządu federalnego. Jakie to może mieć konsekwencje?

W dużym uproszczeniu aktualna sytuacja wygląda tak: wszystkie banki centralne wchodzą w światowy system bankowy, który obliguje je do trzymania swoich rezerw w dolarach. Skutki wyczerpania się rezerw walutowych doskonale ilustruje kryzys w Grecji. Wyobraźmy sobie przez chwilę, że podobny kryzys dosięga FED… Brr!

Wprowadzenie rozwiązań o których pisałem może mieć dla katastrofalnie zadłużonej gospodarki amerykańskiej wpływ zgoła zbawienny. Najpierw spłaca ona swoje zobowiązania dolarami drukowanymi w potrzebnej ilości przez FED a następnie rozpoczyna emisję waluty opartej na złotym standardzie, która stopniowo zastępuje będące w obiegu „stare” banknoty. Wierzyciele tymczasem zostają z gwałtownie tracącymi na wartości nominałami FED…

Taki scenariusz wymusi naturalnie przejście pozostałych krajów na walutę kreowaną w oparciu o złoto, co wywoła trzęsienie ziemi w krajach, których waluty są bezpośrednio powiązane z dolarem tak jak frank szwajcarski, jen czy euro. Na „miękkie lądowanie” mogą liczyć jedynie państwa mające znaczne rezerwy w złocie tak jak Chiny i Rosja.

Miłośnikom horrorów polecam wyobrażenie sobie sytuacji w jakiej w nowych realiach znajdzie się nasz kraj… To oczywiście tylko dywagacje – ostatnim, który próbował przeprowadzić podobną operację był J. F. Kennedy – jak wiemy, nie zdążył…

Ostatnim ciekawym sygnałem mogącym wskazywać kierunek najbliższych działań nowej amerykańskiej administracji była niedawna publikacja w „Real Clear Defense” pod znamiennym tytułem „Problemem Ukrainy jest sama Ukraina”. Sugeruje się w niej, że przygotowywany jest szczegółowy audyt przyznanych kijowskim władzom przez USA środków, przeprowadzany pod kątem zgodności ich wydatkowania z wymaganym przez donatorów przeznaczeniem. Nawet jeżeli w Waszyngtonie zrezygnują z żądania zwrotu zdefraudowanych sum (co sugeruje się w publikacji) to z całą pewnością kranik z pieniędzmi zostanie zakręcony.

Wiedzą o tym z całą pewnością ludzie rządzący dziś Ukrainą, co wyjaśnia nakręcanie przez nich spirali przemocy w Donbasie w nadziei na stworzenie faktów dokonanych lub kreowania się na ofiarę „rosyjskiej agresji”.

Tyle, że w tym sezonie to już nie chwyta. Z tonu jaki coraz częściej pobrzmiewa w wypowiedziach zarówno OBWE i ONZ jak i Waszyngtonu trudno wywróżyć coś dobrego dla Petra Poroszenki i jego ekipy, pojawia się natomiast promyk nadziei dla mieszkańców umęczonego Donbasu.

Autor  – dziennikarz. Od 1976 roku jego publikacje ukazywały w Dzienniku Bałtyckim, Głosie Wybrzeża, Kurierze Gdyńskim, Gazecie Gdyńskiej. Ostatnio publikował w Dzienniku Trybuna oraz na portalu Głos Gdyni. Jest autorem przeszło pięćdziesięciu autorskich programów telewizyjnych „Weekendowy magazyn szachowy ” zrealizowanych w TV Szelsat w latach 1999 – 2000 oraz programów publicystycznych „Krótko i na temat” w TV Gdynia w 2001 roku.

http://gazetabaltycka.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s