Nerwowe podrygi w Europie

O sytuacji w Unii Europejskiej korespondent radia Sputnik Leonid Sigan rozmawiał z politologiem i publicystą Konradem Rękasem.

W Europie, jak twierdzą analitycy nie bez podstaw, jest moc problemów — imigracja, terroryzm, wybory w Niemczech, Holandii, Francji, do tego Brexit i Trump za oceanem. Jak Pan odbiera zaistniałą sytuację?

— Politycy muszą, niestety, w jakiś sposób nadążać za zmianami w nastawieniu społeczeństw i tak dostosowywać swój przekaz, aby zminimalizować koszty postępującego rozczarowania kolejnych państw europejskich z powodu skutków integracji, skutków globalizmu, realizowanej polityki migracyjnej i polityki bezpieczeństwa.

Unia Europejska w obecnym kształcie nie przetrwa i przetrwać nie może jako projekt od początku i do końca nieudany, jako projekt inżynierii społecznej, służący tak naprawdę wykreowaniu jakiejś nowej kasty politycznej, nowego narodu politycznego, który z jednej strony byłby ograniczony do wąskiej elity polityczno-biznesowo-urzędniczej, a z drugiej do wypranego z tradycji narodowych i wartości etycznych społeczeństwa ogólnoeuropejskiego.

Taki projekt, oczywiście, nie mógł przetrwać. O tym już się mówi od kilku lat. Rozpaczliwa próba wzmocnienia tego projektu przez napływ migrantów udowodniła tylko bankructwo takiego pomysłu na Europę, ponieważ okazało się, że przybysze nie są wcale podatni na treści, na których chciano zbudować nową wspaniałą Europę. Wyszło wręcz przeciwnie, bo migranci przynoszą własne doświadczenie wyobcowane w stosunku do europejskiej tradycji.

Wybory w poszczególnych krajach to są tylko symptomy, nerwowe podrygi. Społeczeństwa chcą pokazać swoje niezadowolenie, chcą wymusić na politykach pewne systemowe zmiany. Niestety, państwa w UE na tyle się „zgryzły”, a sama ona na tyle umocniła swoją gospodarczą i polityczną „czapę”, że broni się dość skutecznie.

Kampania wyborcza we Francji, oglądanie się państw europejskich na wybory w Stanach Zjednoczonych to jest także jedna z form nacisku na Brukselę. Ale nie miejmy złudzeń. Biurokraci będą bronić się i kanalizować tego typu emocje.

Na razie Unia Europejska wyraźnie jest w impasie, wyraźnie jest bezradna. Nie umie znaleźć odpowiedzi ani na problemy imigracyjne, ani na kwestię bezpieczeństwa, ani na nowe realia geopolityczne, które są suflowane przez Waszyngton. Londyn nagle przejął płynnie z rąk jastrzębi amerykańskich pozycję głównego podżegacza wojennego w naszej części świata, nie bacząc na to, że problemy wewnętrzne Zjednoczonego Królestwa są potężne.

Nadal nie wiadomo, jakie będą skutki Brexitu, czy nie zakończy się to rozpadem, na przykład wyjściem Szkocji po zapowiedzianym w przyszłym roku drugim referendum niepodległościowym w Edynburgu. To są problemy, na które na razie nie ma odpowiedzi.

Odnosi się wrażenie, że biurokraci i elity polityczne UE przyczajają się, czekają, co zrobi Trump, ile jest w tym, co zapowiadał propagandy wyborczej, a ile rzeczywistej zmiany polityki Waszyngtonu. Czekają, czy jak zwykle napięcie społeczne nie spadnie, czy nie uda się społeczeństw europejskich „ułaskać” jakimiś gestami na pokaz i znowu zrobić po swojemu.

Czeka nas ciekawy rok, ciekawe kilka lat, w wyniku czego może wyjdzie prawdziwie wolna, nowa Europa wyzwolona z UE, czy też dalsze umocnienie tego przecież chorego i niezdrowego dla europejskich społeczeństw układu.

Jeszcze jeden wątek — sankcje wobec Rosji, sytuacja na Ukrainie i w ogóle temat Europy Wschodniej…

— W ciągu ostatnich dwóch-trzech lat były momenty, kiedy to rząd kanclerz Merkel, nadając ton UE, był współodpowiedzialny za politykę sankcji, wojny handlowej czy bezkrytycznego popierania Ukrainy. Ale, i to jest istotna różnica w porównaniu z polityką w Polsce, jednocześnie rząd niemiecki cały czas prowadził rozmowy z Rosją, przy czym w kategoriach biznesowych, w kategoriach interesów. Kwestie energetyczne są tego żywym dowodem.

Tymczasem strona polska zachowuje się tak, jakby propaganda zastępowała w ogóle politykę wschodnią. Uważam, że sytuacja na odcinku wschodnim, zwłaszcza ukraińskim musi ulec zmianie. Już w tej chwili nie ma najmniejszych chyba wątpliwości, że nie ma podstaw ani politycznych, ani gospodarczych dla utrzymywania wojny handlowej, utrzymywania sankcji.

Ani nie udało się rzucić Rosji na kolana, ani osiągnąć jakiś negatywnych skutków dla gospodarki Rosji, jeśli już, to negatywne skutki nastąpiły raczej dla tych firm zachodnich, które wcześniej starały się pomnażać swe zyski na rynku rosyjskim.

To, co się udało uzyskać, to przede wszystkim integracja społeczeństwa rosyjskiego zwłaszcza wokół prezydenta Putina i stworzenie podstaw dla odbudowy autarkii gospodarczej Rosji, jeśli chodzi o rolnictwo. Można powiedzieć, że paradoksalnie sankcje i wojna handlowa pomogły, a nie zaszkodziły Rosji.

https://pl.sputniknews.com

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s