Trucizna orężem Zachodu – kiedyś i teraz

Poniższy tekst wydaje mi się nieco dyskusyjny, toteż poddaję go pod dyskusję, a nie jako prawdę objawioną.
Admin

Cesarz rzymski Konstantyn I Wielki (272 – 337) objął władzę w 306 roku n.e. Był twórcą państwa chrześcijańskiego. Wraz z państwem Konstantyna I Wielkiego, cesarza rzymskiego, wkraczamy w IV wiek dziejów chrześcijańskich – wiek przełomowy, rozpoczynający tysiącletnią epokę ścisłego związku państwa i Kościoła. Zagadnienie to wydaje się szczególnie ważne dzisiaj.

W tym przełomowym wieku były najlepsze warunki, aby chrzest Sarmacji się odbył. Wtedy, być może Cesarstwo Rzymskie by nie upadło, a cywilizacja łacińska naprawdę rozkwitła. Można przypuszczać, że natura słowiańszczyzny lepiej jeszcze niż natura rzymska, a z pewnością znacznie lepiej niż natura germańska, służyłaby Chrystusowi.

Niestety stało się inaczej. Być może do upadku Rzymu, przez grzech zaniedbania, przyczyniło się samo Imperium Lechii, a tym samym wyhodowało dla siebie germańską żmiję Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego – szczególnie znaną w naszej rodzimej historii. Cesarzy Ottona I i Ottona II – kolejnych władców dynastii saskiej obciążamy odpowiedzialnością za zbrodnię holokaustu wszystkich dzielnicowych władców Imperium Lechii.

Należy wspomnieć o zbrodniach tych genetycznych niemieckich barbarzyńców w Europie. Niech wystarczy fragment książki Janusza Bieszka „Słowiańscy królowie Lechii”:

„W czasie panowania króla Popiela II podstawiona przez władców Saksonii księżniczka Ryksa w 840. roku n.e. dopięła swego celu i nakłoniła króla Popiela II do otrucia zatrutym winem podczas narady 20. lechickich książąt – władców dzielnicowych w Imperium Lechistanu”.

Było to niewyobrażalne okrucieństwo zamachu geopolitycznego ze strony władców Saksonii – o ogromnie negatywnym znaczeniu dla losów słowiańszczyzny.

„W walce o zdobycie w niedalekiej przyszłości nowych terytoriów z gotową infrastrukturą gospodarczą (grody, miasta, porty, wsie) oraz zasobów ludzkich i materialnych – w celu dalszej eksploatacji feudalnej narzędziem walki stał się zamach i stała się trucizna”.

„Oczywiście chodziło także o późniejsze zniemczenie i chrystianizację Ariów – Słowian oraz zapewnienie interesów i dochodów Kościoła rzymskiego, który wtedy jeszcze nie potępiał nawracania pogan na ziemiach słowiańskich ogniem i mieczem”.

Mniej więcej co sto lat tradycyjnie książęta Imperium Lechii spotykali się na naradach. Więc prawie sto lat później po wytraceniu trucizną 20. lechickich władców, w 937. roku n.e., a więc tylko 29 lat przed datą chrztu Polski, ma miejsce ponowna narada 30. książąt Scytii Europejskiej (Lechistanu). Geronowi, który uczestniczył w tej naradzie z polecenia króla saskiego Ottona I, udało się trucizną wszystkich 30. książąt lechickich obezwładnić i wymordować.

W ciągu stu lat Europa Zachodnia wymordowała w dwóch zamachach aż 50. dzielnicowych władców państwa Lechii. Już nigdy potem wskutek tych geopolitycznych zbrodni Imperium Lechii nie odzyskało swojej dawnej potęgi.

Zbrodnie Zachodu w historii wobec słowiańskiej Lechii nie mają końca. Dominującą rolę w tych zbrodniach odgrywa trucizna. Autor książki: „Słowiańscy królowie Lechii” Janusz Bieszk w swojej kolejnej książce: „Chrześcijańscy królowie Lechii”, pisze:

„Pozostała jeszcze do omówienia sprawa spektakularna i chyba najbardziej tajemnicza z ostatnich lat panowania cesarza Bolesława I Wielkiego – jego koronowania się na wiosnę 1025 roku (według Roczników kwedlinburskich, hildsheimskich i korbejskich):

„1025. (…) W tym roku pomazańcem bożym królem został Słowianin Bolesław, lecz wkrótce po tym zmarł (Roczniki korbejskie).

„1025, (…) Bolesław książę Polski, dowiedziawszy się o śmierci cesarza – augusta Henryka, rozradował się w głębi serca i przepełnił się jadem pychy tak bardzo, że urościł prawa do korony, którą z namaszczeniem nałożył. Lecz za tę ochotę ryzykowną domniemania boskości zemsta wkrótce nastąpiła. Gdyż w krótkim czasie także jego dosięgnął smutny wyrok śmierci (Roczniki kwedlinburskie).

Wynika z tego ewidentnie, że po śmierci cesarza Henryka (13 lipca 1024 r.) Bolesław założył koronę cesarza Rzymu (Zachodu) i dlatego zmarł. Jako cesarz Wschodu, koronowany przez cesarza Ottona III w Gnieźnie diademem cesarskim, nie mógł założyć innej korony niż cesarską.

„W tym samym roku, który wymieniłem już wcześniej (1025), Słowianin Bolesław, książę Polan (Polanii), zdobył z krzywdą króla Konrada insygnia królewskie i tytuł królewski, lecz jego zuchwalstwo przyćmiła nagła śmierć” (Wipon, Chwalebne czyny cesarza Henryka II. Kraków 2005).

Należy przeanalizować, z czego wynikała taka wściekłość Niemców. O jaką krzywdę chodziło? Przecież Konrad II Salicki dostał koronę króla Niemiec już we wrześniu 1024 roku. Bolesław zaś dopiero na wiosnę następnego roku. W czym ta korona przeszkadzała Konradowi? Skąd wziął się wzmiankowany przez kronikarza „jad pychy” i z jakiego powodu nastąpiła zemsta? Przecież każdy z nich miał swoją koronę, a Konrad był zainteresowany tylko koroną króla Rzymu, czyli cesarza.

Owszem, był powód takiej złości i nienawiści wobec Bolesława i nietrudno nawet się go domyślić, pod warunkiem, że się tego chce i ma się obiektywne intencje poznawcze, a nie koniunkturalne opory czy zaniechania – czego doświadczamy niestety od wielu lat aż do dziś.

Przy tym jest to rzeczywiście nasza historyczna sensacja średniowiecza! Jedynym wytłumaczeniem niemieckiej nagonki na Bolesława było to, że na wiosnę 1025 roku koronował się na króla Rzymu, czyli króla królów, czyli cesarza (princeps, primus) Zachodu. Wielką krzywdą Konrada mogło być tylko to, że Bolesław ubiegł go i jako pierwszy założył diadem cesarski – już na wiosnę 1025 roku.

I nie mogło chodzić o coś innego, bo zgodnie z naszymi 11 kronikami od 25 lat nosił już diadem cesarza Wschodu (Słowiańszczyzny) i zasiadał na cesarskim tronie, a więc zwykła korona królewska nie była mu do niczego potrzebna. I tak „ukrywane szydło wyszło bez problemu z worka”.

Żeby to ukryć, wyżej wymienione źródła niemieckie (oprócz kwedlinburskich) piszą tylko ogólnie i enigmatycznie o królu i koronie, nie podając, że chodzi o króla królów, koronę cesarską oraz gdzie odbyła się koronacja. Wipon natomiast, nie chcąc identyfikować korony i tytułu, napisał ogólnie o insygniach królewskich i tytule królewskim, które Bolesław zdobył (zbrojnie) oraz obnażył wielką krzywdę Konrada.

A nasze źródła kościelne też o tym nie napisały, bo nie mogły, szczególnie o otruciu Bolesława, ale również nie informowały w ogóle o niby zwykłej koronacji w Gnieźnie w 1025 roku, bo wcześniej w 11 kronikach (i za to im chwała) napisano o koronacji diademem cesarskim w 1000 roku. Zatem ceremonii w Gnieźnie (w 1025 roku) po prostu być nie mogło. Reasumując, chodziło o rzymski diadem cesarski oraz koronację w Rzymie, prawdopodobnie wymuszoną siłą lub perswazją na papieżu Janie XIX.

Po tej koronacji Bolesław został największym i najwyższym rangą władcą w dziejach Europy, posiadaczem dwóch diademów cesarskich: cesarza Wschodu (całej Słowiańszczyzny) od 1000 roku oraz cesarza Zachodu (Rzymu) od 1025 roku. Dodatkowo zasiadał od 25 lat na cesarskim złotym tronie, relikwii Karola Wielkiego. Władca Lechii zrealizował zamiar Ottona III, który chciał go koronować po sobie na cesarza Rzymu i utrzymać władzę cesarską w rodzie Polan. Takie były zapewne ich ustalenia w Magdeburgu i Akwizgranie w 1000 roku.

O koronacji cesarza Bolesława I Wielkiego na cesarza Rzymu napisały także roczniki frankońskie:

„1025. Król Gotów i Wandali Bolesław, wódz wszystkich Sławian, najechał Rzym ze swoimi armiami i koronował się na króla Rzymu ze szkodą dla Konrada. Konrad z papieżem, nie mogąc pokonać Bolesława mieczem, wysłali księdza spowiednika z zatrutą hostią i tak sławny Bolesław zakończył życie. (…) Nie pomógł mu nawet miecz św. Piotra, który zabrał z Rzymu”.

Trucizna zawarta w hostii, którą otruł Bolesława wysłannik papieski, dla niepoznaki musiała działać wolno. Potwierdził to kronikarz Kagnimir, pisząc w XI wieku, że Bolesław, cierpiąc, umierał kilka miesięcy, ale oczywiście nie mógł podać przyczyny, tylko opisał objawy i skutki:

„I w ciężką a niebezpieczną wpadł niemoc, która go mimo używanych bezskutecznie leków kilka miesięcy ciągle trapiła”.

Ponadto roczniki frankońskie również wyjaśniły, w jaki sposób miecz św. Piotra znalazł się w Lechii, inaczej Polanii, w XI wieku. Po koronacji na cesarza w Rzymie Bolesław I Wielki zabrał ze sobą do kraju tę podówczas największą relikwię oraz symbol władzy Stolicy Piotrowej. Badania wykonane przez specjalistów z Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie potwierdziły, że miecz św. Piotra został wykuty w I wieku n.e., we wschodnich prowincjach Cesarstwa Rzymskiego. (Przywołane wyżej treści zostały przepisane z książki Janusza Bieszka „Chrześcijańscy królowie Lechii”, str. 114 do 117).

Wydaje się dziwna i niezrozumiała postawa Kościoła wobec dramatu śmierci Bolesława I Wielkiego. W świetle tysiącletniej, tragicznej historii całej Europy, dramat ten okazał się dramatem wszystkich narodów europejskich, nie tylko narodów słowiańskich.

Sposób i okoliczności dokonania tej zbrodni (za pomocą zatrutej hostii) zaważyły na całej historii Europy i być może stały się przyczyną wszystkich nieszczęść i potworności, jakie spotkały narody europejskie w XX wieku.

Ciało Chrystusa podane wraz z trucizną w postaci hostii z inicjatywy króla niemieckiego Konrada II Salickiego i papieża Jana XIX cesarzowi Wschodu i Zachodu (Rzymu) w celu zamordowania wielkiej i świętej idei jedności wszystkich chrześcijańskich narodów europejskich wpłynie z woli Chrystusa Króla Wszechświata w porządku nadprzyrodzonym na dalszy bieg historii Europy i świata.

Fakt ten historia narodów europejskich nie pozostawi bez odpowiedzi. W świetle tego faktu zrozumiała jest niechęć współczesnych, „pomazanych Zachodem” hierarchów Kościoła w Polsce do dzieła Intronizacji Chrystusa, jako Króla Polski – w porządku ziemskim.

Dziwne też się wydaje to, że cesarz Zachodu Henryk Święty, który zmarł latem 1024 roku i pozostawił w spadku Konradowi II swój testament zbrodni, świętym został, zaś Bolesław I Wielki do tej pory za świętego nie tylko nie jest uważany, ale jego idea jedności wszystkich narodów słowiańskich, również przez współczesnych partyjnych władców Polski zdyskryminowana została, na korzyść zachodnich trucicieli.

Trudno się dziwić, że kronikarze kościelni w sprawie otrucia cesarza Bolesława I Wielkiego w 1025 roku za pomocą hostii milczeli i nadal milczą. Cesarz Bolesław I Wielki potęgę imperium słowiańskiej Lechii w duchu chrześcijańskiej, personalistycznej cywilizacji łacińskiej próbował wskrzesić.

Cały ciężar odpowiedzialności za zamordowanie tej wspaniałej idei jedności wszystkich narodów słowiańskich spada na Zachód. Zachód zawsze pragnął i pragnie nadal tę zbrodnię ukryć, ponieważ w dalszym ciągu ideę jedności Słowian współczesnych zamierza unicestwić wszelkimi możliwymi sposobami.

Jakże wielka musiała być nienawiść zachodniej Europy do odmiennej kultury lechickiej – nazywanej wtedy z żądzy rabunku, pogańską, jeżeli ta nienawiść użyła trucizny (dodanej do wina w IX i X wieku), jako swojego oręża, a potem zatrutej hostii – aby wytracić najpierw wszystkie książęce elity władzy w całym potężnym imperium Lechistanu, a następnie fizycznie unicestwić polskiego cesarza Wschodu i Zachodu.

Ta nienawiść do lechickości w naszych, już współczesnych czasach, zamieniła się z żądzy zysku i rabunku w maniakalny antypolonizm, który ma cechy rasizmu wobec całej rasy słowiańskiej.

Papież św. Jan Paweł II przestrzegał zachodnich rabusiów: „Polska niczego nie może stracić ze swoich dóbr materialnych i duchowych, które za cenę krwi broniły pokolenia naszych przodków”.

Kościół prawosławny w Rosji nie wpuścił Papieża na swoje terytorium, obawiając się, i słusznie, że do Rosji, jak do Polski, wtargnie zachodnia, mamonalna cywilizacja rabunku i śmierci (terminologia oparta na nauce św. Jana Pawła II).

Wyrazem programowego, fizycznego niszczenia polskości w historii współczesnej, w celu oderwania głowy od całego narodowego polskiego organizmu za pomocą zbrodni, jest Katyń – jako efekt sojuszu faszyzmu hitlerowskiego i bolszewizmu stalinowskiego, Auschwitz, Stutthof, Piaśnica, etc., oraz katastrofa smoleńska. Kontynuację tego programu obecnie stanowi zachodnie, humanitarne (technologiczne) ludobójstwo depopulacyjne na polskim terytorium.

W przypadku śmierci cesarza Bolesława I Wielkiego po spożyciu „hostii” agonia jego trwała szereg miesięcy, a w przypadku śmierci narodu polskiego zaplanowana agonia może trwać nawet szereg dziesięcioleci – w atmosferze pielęgnowanego celowo i umiejętnie religijnego i patriotycznego nastroju społecznego z zastosowaniem tzw. „fałszywej flagi”. Celem tego zamachu na całą polską zbiorowość narodową, etniczną i religijną jest „ostateczne rozwiązanie kwestii” polskości i obecności chrześcijańskiej cywilizacji na polskim terytorium.

W czasach współczesnych truciznę podawaną w kielichach i hostiach zastąpiły, jako narzędzia zbrodni, odpady technologiczne zachodniej, mamonalnej cywilizacji rabunku i śmierci, odpadowej energetyki atomowej i łupkowej oraz GMO i chemtrails, a także toksyny przemysłu chemiczno-farmaceutycznego, dodawane do lekarstw i szczepionek w intencji wywołania efektu śmiercionośnej „hostii”, czyli humanitarnego, rozciągniętego w czasie technologicznego ludobójstwa depopulacyjnego.

W 2025 roku mija 1000. letnia rocznica zamordowania przez Zachód idei unii europejskiej wszystkich narodów słowiańskich. Z tego powodu idea budowy w Gdańsku Pomnika Jedności Narodów Słowiańskich, wcześniej przeze mnie uzasadniona, powinna znaleźć w świadomości wszystkich Polaków należne sobie miejsce, jako wyraz umiłowania polskości i pragnienia obrony „dóbr materialnych i duchowych, które za cenę krwi broniły pokolenia naszych przodków”.

To pragnienie Papież św. Jan Paweł II wyraził kiedyś swoimi własnym słowami w swoim geopolitycznym testamencie, który Polskę, jako „płuca do oddychania dla Wschodu i Zachodu” umieszcza w samym centrum Europy, w środku wielkiego europejskiego gościńca, łączącego Wschód i Zachód.

Zadałem sobie trud przepisania najważniejszych, jak sądzę, fragmentów dwu wymienionych wyżej książek Janusza Bieszka. Zachęcam do przeczytania tych fragmentów nie tylko Polaków – Lechitów, ale również wszystkich Słowian współczesnych, którzy genotyp rasy słowiańskiej noszą w sobie – w intencji samoobrony przed trucizną Zachodu, za pomocą prawdy, która wyzwala.

Gdańsk, luty 2017
mgr inż. Wiesław Janiszewski
https://sejmikpomorski.wordpress.com

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s