Gó…miśki III RP

Zasadniczy problem wizerunkowy kolejnych młodocianych współpracowników ministra Macierewicza – sprowadza się w sumie do ich głupkowatej aparycji.

Jak się nad tym głębiej zastanowić – to samego szefa MON też to dotyczy.

Będący dziś znakiem rozpoznawczym Macierewicza i radością parodystów jego absurdalny uśmiech, wykrzywiający mu regularnie twarz bez żadnego związku z poruszaną tematyką (a także wyrazem reszty oblicza) – to taki sam produkt domowego chowu szpeców od wizerunku, jak słynna opalenizna Leppera, czy wybielanie zapijaczonej gęby Olechowskiego.

Macierewicz z ery teczek, z początku lat 90-tych – to znany ponurak, z pretensjonalną fajką i rosochatym brodziszczem. Niewiele się już z tym da wizażowo zrobić – więc ktoś w rozpaczy wpadł na pomysł: „niech się chociaż uśmiecha!”.

I to ten anonimowy doradca odpowiada za następne dekady straszenia Polaków tym obłąkańczym szczerzeniem uzębienia, wpędzającym w pułapkę zwłaszcza prezenterów telewizyjnych. Ci jako wzrokowcy (i często przygłupy) skupiają się bowiem na mowie ciała – i regularnie bywają przerażeni czemu ten uśmiechnięty przecież dziadunio, równocześnie opowiada, że wszystkich ich zaraz poda do sądu, zniszczy, zmiażdży i pożrę swą rozwartą szczęką.

Ale nie o Macierewiczu jednak miało być – tylko o jego dziateczkach i ich teczkach. A zatem – przecież to nic nowego!

Tacy „misiewicze” to cecha faktycznie głównie centro-prawicowych rządów w III RP. Pamiętam po 1997 r. inwazję młodzieży UW-olskiej i AWS-owskiej na osławione już dziś gabinety polityczne – których wówczas wszyscy dopiero się uczyli: i beneficjenci, i raczkujące tabloidy, i perwersyjnie zgorszeni wyborcy.

Nie dokąd indziej, ale właśnie do MON-u (pod innym jednak wówczas kierownictwem, dziś raczej obłudnie w tej kwestii współczującym i wbijającym szpile Macierewiczowi) trafiały takie właśnie gagatki, sprawdzające z miejsca co im się należy. – Komórka – raz! (a wtedy to był szpan wyjątkowy, a i ćwiczenie dobre, bo sprzęt był wciąż prawie walizkowy!), pistolet – wydawać!, erka i ałka na samochód – koniecznie! Potem takie towarzystwo wpadało do knajp w Sopocie i na Krupówkach (bo o większym hajlajfie wciąż nie słyszeli), machało legitymacjami sejmowymi czy gabinetowo-resortowymi – i stoliki się znajdowały, i po media nikt nie dzwonił. Ech, złote czasy…!

Od tych niedobawionych odróżniali się czekiści – głównie aktyw Ligi Republikańskiej, który z braku CBA – wymyślił sobie wówczas, że tzw. policja (Inspekcja) celna też się mogłaby świetnie nadawać do inwigilowania „układu” – czyli reszty Polaków. Wariacji było zresztą szereg – Młodzi Wilcy, Pampersi, dziś to kawałek historii III RP, a takie kondemnatki w życiorysach ma też o sporo dzisiejszych tropicieli misiewiczyzmu.

Odrębną kategorię stanowili natomiast w dumnej wyższości młodzi UW-ole, głównie z chowu Pawła Piskorskiego. Wszyscy obowiązkowo w wylansowanych 2 lata wcześniej przez Kwacha niebieskich koszulkach do żółtych krawatek, wszyscy mniej zainteresowani spluwami i erkami, a bardziej rozdawaniem wizytówek bankierów i ustalaniem czy nie dałoby się jeszcze czegoś odkręcić od podłoża i sprywatyzować, z odpłatnością dla nich za trzymanie brysztangi.

Z czasem każdy się dorobił swojego zaplecza tego typu – w SLD wysyp nastąpił oczywiście po sukcesie 2001 r. W szeregach Peezel identycznie wyglądający chłopcy w weselnych atramentowych garniturkach i przysadziste absolwentki Akademii Rolniczych, w obowiązkowo za krótkich spódniczkach i dłoniach spracowanych trzymaniem ludowych drągów… od sztandarów – wypełnili zwłaszcza Urzędy Marszałkowskie całej Polski B, C i tD.

PO pozostaje wiernym dziedzicem i następcą UW-olstwa, wprost z tego ostatniego kręgu wywodzi się lider .Nowoczesnej. Słowem – jakąż kuchnią, szkołą i pepinierą okazały się te polityczne gabinety i przedpokoje! A przy okazji – jakim są szkiełkiem mikroskopowym do obserwacji chorego życia politycznego współczesnej Polski.

I tak właśnie historia III RP toczy się bez przeszkód dalej, bo to przecież z małych „misiewiczów” – wyrastają duże, żerujące na niej gó…miśki.

Konrad Rękas
http://chart.neon24.pl

Chłopczyk Janniger, niesłusznie podejrzewany o pokrewieństwo z Harrym Potterem, znów od 1 grudnia 2016 pracuje w MON u Antoniego Macierewicza. Tych więzów nie rozerwie jakiś głupi internetowy „hejt” czy podśmiechujki złych ludzi.
Ojcem Jannigera jest profesor o swojsko brzmiącym nazwisku Robert Allen Schwartz.
Admin

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s