Między Macierewiczem i Łubianką

Agnieszka Wołk-Łaniewska w Moskwie

W rosyjskim myśleniu o świecie Polska zajmuje miejsce porównywalne do tego, które w polityce zagranicznej RP przysługuje powołanemu do życia przez min. Waszczykowskiego państwu San Escobar. Inaczej mówiąc – nie istnieje.

Antoni Macierewicz na 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium ogłosił, że katastrofa smoleńska to akt „rosyjskiej agresji”, w której „poległo dwóch prezydentów RP”. Tak postawiona teza wzbudziła pewne skrępowanie nawet wśród mainstreamowych polityków i komentatorów, zwykle oskarżających Rosję o wszelkie zło świata — tym niemniej w ogłaszanych na międzynarodowej konferencji fantazjach polskiego ministra obrony narodowej dostrzegli kompromitację RP.

Minister obrony Poslki Antoni Macierewicz
© AP PHOTO/ MARKUS SCHREIBER

Nie bez racji — rzecz jednak w tym, że ani odloty Macierewicza, ani pryncypialna antyrosyjskość polityków głównego nurtu, nie robią na nikim w Rosji żadnego wrażenia. W rosyjskim myśleniu o świecie Polska zajmuje miejsce porównywalne do tego, które w polityce zagranicznej RP przysługuje powołanemu do życia przez min. Waszczykowskiego  państwu San Escobar. Inaczej mówiąc — nie istnieje.Jeśli komuś zdawało się, że unijne sankcje i rosyjska  odpowiedź w postaci zamknięcia rynku dla europejskiej żywności, wzbudzą w rosyjskim społeczeństwie gniew, który skieruje się przeciw władzy i doprowadzi do obalenia „reżimu Putina” — to kompletnie nie zna Rosjan i ich nieomal odruchowej akceptacji dla wszelkich wyrzeczeń postrzeganych jako ponoszone dla kraju.

Mało tego, „przejściowe trudności w zaopatrzeniu”, które Unia swoimi sankcjami Rosji zafundowała, zaowocowały dynamicznym  rozwojem rolnictwa, dotychczas nieco zaniedbywanego na zasadzie „po co hodować świnie, kiedy mamy ropę”.

Dekadę temu Rosja połowę swojej żywności importowała — obecnie błyskawicznie rośnie żywnościowy eksport, wspomagany wprowadzonym w 2015 roku zakazem stosowania GMO. Według rządowych założeń, do końca dekady Rosja ma stać się w pełni samowystarczalna żywnościowo;  ma też ambicję zajęcia czołowego miejsca na światowym rynku żywności organicznej.

Sankcje, których Polska była wielkim zwolennikiem, przyniosły jeden nieodwracalny skutek — i jest to trwałe wyeliminowanie polskich jabłek czy wieprzowiny ze 140-milionowego rosyjskiego rynku. Czego nikt nie ma nam tam za złe — choć uczciwie mówiąc, podejrzewam, że Rosjanie nie tyle przebiegle ważą skutki europejskich decyzji dla ich gospodarki, co raczej nie mają świadomości polskiej roli w całym tym zamieszaniu.

Generalnie — w odróżnieniu od np. Ukrainy, gdzie mówienie po polsku wielokrotnie ściągało na nas nieżyczliwe spojrzenia — Polacy w Rosji nie spotykają się z żadną niechęcią.

Raz tylko, w barze o wiele znaczącej nazwie Razwiedka”, szatniarz, którego otaczała aura emerytowanego kagebisty, zainteresował się, w jakim języku mówimy — a słysząc, że w polskim, odparł ze znaczącym uśmieszkiem: „tak myślałem”.

Bar „Razwiedka” mieści się na Łubiance, naprzeciwko niesławnego gmachu, który jest dziś w słonecznie żółtym kolorze i wcale nie wygląda groźnie.

Agnieszka Wołk-Łaniewska w Moskwie
© SPUTNIK. LEONID SWIRIDOW
Agnieszka Wołk-Łaniewska w Moskwie

Groźniej wygląda wnętrze baru — mroczne podziemie ze ścianami pomalowanymi na ciemną wojskową zieleń, przyozdobionymi szpiegowskim sprzętem i portretami kolejnych szefów KGB, w tym obecnego prezydenta. Gdyby ktoś miał ochotę na nieco więcej intymności — do dyspozycji gości jest schowany za główną salą pokój przesłuchań z podrapanym stołem, lampą do świecenia w oczy i szyfrowanym ebonitowym telefonem. Wejścia do baru strzegą dwa pomalowane na złoto kałasznikowy, a nad nimi, zapewne z myślą o turystach, wywieszono listę koktajli „nie tylko dla 007″…  

Leszek Miller
© SPUTNIK. LEONID SVIRIDOV

W tym skądinąd uroczym barze zdaje się mieścić cała rosyjska filozofia myślenia o przeszłości.Polacy — a szczególnie Polacy będący dziś u władzy — uwielbiają myśleć o sobie jako o narodzie wybranym przez cierpienie, najciężej doświadczonym tak przez nazizm, jak i przez komunizm. Jednak przecież Polacy stanowią zaledwie niewielki odsetek tych, który cierpieli i umierali na Łubiance.

Jeśli dziś w Moskwie mroczny etos Łubianki stał się powodem do nieco humorystycznej stylizacji w pełni komercyjnego przedsięwzięcia —  i żadna policja ds. pamięci nie nakazała natychmiastowego zamknięcia tego skandalicznego interesu — to może znaczyć, że Rosjanie mają większy dystans do swojej historii. I, co ważniejsze, iż rosyjski reżim — w odróżnieniu od polskiego — uznaje prawo obywateli do nienurzania się w etosie.

Agnieszka Wołk-Łaniewska w Moskwie
© SPUTNIK. LEONID SWIRIDOW
Agnieszka Wołk-Łaniewska w Moskwie

Demokracja niejedno ma imię.Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Moskwa-Warszawa

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

A ja sram na wasze poglądy – Admin – MK.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s