Międzymorze bez Ukraińców?

Zorganizowany 18 marca br. marsz środowisk narodowych, które co roku organizują Marsz Niepodległości, stanowić miał wyraz sprzeciwu wobec lawinowego napływu ludności zza naszej wschodniej granicy. Chodzi tu przede wszystkim o Ukraińców, których obecność zauważa codziennie mieszkaniec niemal każdego większego miasta w Polsce.

Przyznam szczerze, że nie do końca rozumiem intencje organizatorów marszu, szczególnie w świetle deklaracji programowych rzeczonego środowiska.

Rozwijając swoje koncepcje w odniesieniu do roli i miejsca Polski w Europie, postulują one wszak ni mniej, ni więcej tylko powrót do idei międzymorza. W pracy zatytułowanej „Niezbędnik narodowca. ABC nowoczesnego nacjonalizmu” (Warszawa 2014), którą traktować można jako swoisty komplementarny manifest polityczny owych środowisk, czytamy m.in.:

„Pomimo zastrzeżeń różnego rodzaju, najbardziej naturalnym partnerem Polski w regionie jest Ukraina, jako jedyny kraj w regionie większy terytorialnie od Polski, z większym potencjałem ludnościowym. Oba zaś państwa są największymi w regionie międzymorza, w pewnych warunkach ich sojusz mógłby wpływać integrująco na inne pobliskie kraje obawiające się dominacji Rosji, bądź dążące się do wydostania spod wpływów Niemiec”.

Jeżeli zatem młodzi narodowcy chcą budować w sojuszu z Ukrainą Międzymorze, to w jakim celu antagonizują przeciwko sobie jej obywateli przebywających na terenie Polski?

To samo odnieść można do Białorusi i Białorusinów. O ile bowiem nawet rodzimi zwolennicy idei międzymorza widzą w polsko-ukraińskiej historii trudne rozdziały, o tyle trzeba naprawdę dużo wysiłku, aby je znaleźć w relacjach z Białorusinami.

W jakim więc celu organizować w Hajnówce marsze wyklętych? Chcąc pozyskać kogoś do współpracy, przekonać aby zerwał z dotychczasowym systemem sojuszy, trzeba czynić to w sposób umiejętny i z całą pewnością nie służy temu nastawanie na obywateli danego państwa zamieszkujących w Polsce.

Idea jagiellońska leżąca u podłoża planów międzymorza jest martwa i nic już tego nie jest w stanie dziś zmienić. Polska nie jest już imperium doby XV-XVI wieku. W jakim celu wskrzeszać zatem przebrzmiałe mity? Jeżeli jednak po nie sięgamy, to po co zniechęcać potencjalnych sojuszników, drażniącymi dla nich gestami?

Można być fantastą, ale nie musi to iść w parze z brakiem logiki i konsekwencji. Jak bowiem wyglądała Polska jagiellońska, do której odwołują się współcześnie tak chętnie młodzi narodowcy? Była ona w większości zamieszkana przez owych przybyszów ze wschodu, przeciwko którym dziś maszerują.

Największy zwolennik idei jagiellońskiej, jakim był w łonie historycznego obozu narodowego Adam Doboszyński, nie organizowałby z całą pewnością antyukraińskich marszy. Ba, nie chciał on nawet przyjąć do wiadomości docierających w czasie wojny do polskiego Londynu wieści o tragedii Wołynia.

Żeby nie było żadnych wątpliwości, nie wyznaję w tym względzie poglądów autora „Gospodarki narodowej”. Uważam, że wbijana Polakom co najmniej już od ćwierćwiecza teza o rzekomej żelaznej zależności pomiędzy suwerennością Ukrainy, a bezpieczeństwem Polski, jest od A do Z nieprawdziwa.

Mimo to uważam jednak, że do problemu przebywających w Polsce obywateli ukraińskich należy podejść nieco inaczej. W pierwszej kolejności należy zdiagnozować, na ile owa mniejszość przybywając do Polski kieruje się przesłankami ideologicznymi, na ile zaś czysto ekonomicznymi. Myślę, że ta druga motywacja w dominującej mierze przeważa.

Głównym rozsadnikiem banderyzmu w Polsce zaś jest tutejszy Związek Ukraińców, a przybywający nad Wisłę za pracą i lepszym życiem Ukraińcy dużo bardziej sprzyjające warunki do szerzenia kultu Bandery i UPA mają we własnym państwie niźli tutaj  [W Polsce też mają świetne warunki do działania – admin]. Oczywiście pewna ich część z czasem może się dostać pod ideologiczne wpływy Związku, nie będzie to pewnie jednak cały czas większość.

Tymczasem wobec ogromnego odpływu naszych rodaków na zachód Europy, Polska w pewnym momencie zacznie odczuwać brak rąk do pracy. Już dziś Ukraińcy (i Ukrainki) wykonują szereg prac, na które jest w Polsce duże zapotrzebowanie, jak na przykład opieka nad osobami starszymi. Alternatywą dla naszego kraju są zaś, jak w innych państwach UE, imigranci z państw arabskich, azjatyckich względnie afrykańskich.

Czy nie korzystniej zatem będzie przyjąć przedstawicieli mniejszości słowiańskiej i podjąć z czasem wysiłek nad ich polonizacją? Oczywiście musi być jasno postawione, że nie ma mowy o szerzeniu przez nich żadnych antypolskich ideologii i treści.

Prawdziwym skandalem jest tu fakt, że państwo polskie w ubiegłych latach (teraz ma to podobno ulec zmianie) współfinansowało ukraińskie obchody kolejnych rocznic akcji „Wisła”. Miało to rzecz jasna na celu dyskredytację akcji i ukazanie jej jako polskiej zbrodni dokonanej po wojnie na niewinnych Łemkach i Ukraińcach. Na podobne działania, w dodatku z przyzwoleniem i wsparciem polskich władz, nie może być rzecz jasna zgody. I tu marsze i pikiety narodowców byłyby jak najbardziej wskazane.

Działalność narodowa nie może opierać się jedynie na odruchach wynikających z najbardziej nawet szczytnych pobudek i stanowić li tylko reakcję na bieżące wydarzenia. Musi ona być wynikiem analizy, być efektem planu obliczonego na dłuższą perspektywę czasową, w innym przypadku będzie tylko typowym odbijaniem się od ściany do ściany. W tym wypadku od nieuzasadnionej niczym ukrainofilii do przesadnej ukrainofobii.

Maciej Motas
fot. Jan Bodakowski
http://mysl-polska.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s