Opowiedzenie…

Poprzedni tekst poświęcony korzyściom płynącym ze zbudowania systemu łączącego słowiańskie narody, nie był wywołany tęsknotą za rajem utraconym realnego socjalizmu, ani mitologizacją stosunkowo nieodległej przeszłości. Wyidealizowanym obrazem szarej w gruncie rzeczy ówczesnej rzeczywistości. Jakąś bezradną duchową szamotaniną albo poszukiwaniem absolutnego dobra.


Wręcz przeciwnie: obrazy z tamtej epoki zostały przywołane głównie dla jednego celu: w polityce dużo rzeczy jest możliwych. Niekoniecznie o końcowym powodzeniu narodów decyduje produkt krajowy brutto, bytowy dostatek, a nawet technika wojenna. Nie mniej ważna jest pasjonarność pokolenia (pisał o tym Lew Gumilow), ideowość, wewnętrzna siła. Wszystkie te czynniki należy jednocześnie wyłożyć na stół, na którym będziemy poddawali je łącznej ocenie.

Zakończmy jednak wspominkarskie epizody. Stary słowiański związek pod rosyjską egidą, opakowany w kosmopolityczny kostium raczej został rozwiązany w ostatniej dekadzie ubiegłego wieku – niż upadł. Moskiewskie elity nie przymuszone do tych radykalnych kroków ryzykownie uznały, że tkwiąca w socjalizmie nieusuwalna nieefektywność prowadzi Rosję na imperialne manowce. Jak wcześniej osmańską Turcję.

Jednak, jak się okazało wyszła z tego geopolityczna katastrofa, która stworzyła taką globalną niestabilność, że aż wciąż grozi nam powszechna wojna.

Jednym realistycznym wyjściem jest odbudowanie na tym wielkim obszarze Eurazji jakiegoś mocarstwa o światowych możliwościach, a tylko Rosja jest wciąż do tego zdolna i co najważniejsze: w tym kierunku konsekwentnie podąża. Jeśli tak: to chyba zaledwie kwestią czasu stanie się odbudowanie jej wpływów na obszarach tak zwanej bliskiej zagranicy, by później pomyśleć o Europie Centralnej. To jakby oczywiste. Z takim programem Kreml zmierzy się nie tylko z Anglosasami, ale także z Europą Zachodnią oraz Chinami.

Angloamerykanie będą szczęśliwi, że staną nieco z boku, by dolewać oliwy do przysłowiowego ognia, czerpiąc korzyści z takiego rozwoju światowych wypadków.

Jaką rolę w takich okolicznościach ma do spełnienia nasz rząd? Czy niemieckiego przedpola, czy aktywnego uczestnika tej kluczowej rozgrywki po rosyjskiej stronie? Trzeba bowiem jednym pociągnięciem przekreślić wszystkie uwierające nas grzechy burzliwej przeszłości.

Można chyba słusznie mniemać, że jest to nasze dziejowe obecnie zadanie. Spoiwem tego słowiańskiego zrzeszenia musi być tylko chrześcijaństwo; tak bardzo zagrożone przez islam i zachodni nihilizm, czyli bezbożnictwo. Niebezpieczeństwo muzułmańskie przyjdzie bowiem do nas z Zachodu. Wtedy to należy pomyśleć, by graniczną rzeką dwóch systemów i cywilizacji stała się Łaba.

Nie ma też co ukrywać, że zwyciężać można tym razem tylko pod religijnymi sztandarami. Innej drogi nie ma, a to wszystko może nastąpić jeszcze w pierwszej połowie obecnego wieku. Polska w tym ujęciu rysuje się jako pierwsza linia obrony Wschodu przed islamskim Zachodem. Ale odwrócenie!!!

Antoni Koniuszewski
Myśl Polska, nr 13-14 (26.03-2.04.2017)
http://www.mysl-polska.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s