Wesele opoczyńskie

O regionie opoczyńskim chodzi opinia, że rolnik tyleż plonu otrzymuje z uprawy, ile wsieje z poprzedniego zbioru. Podobno też diabeł się zaśmiał, gdy przywędrował na miejscowe ugory, lecz o dziwo, bieda dała zasiew pod kulturę. Będąc kiedyś na prelekcji pisarza chłopskiego, Wiesława Myśliwskiego, usłyszałem, że kulturę tworzy bieda, i przynajmniej w tym wypadku miał rację.



Jednolity region opoczyński stworzył odrębną, samodzielną kulturę. Odznaczał się bogato zasobnymi zwyczajami, strojami pieśniami, obrzędami. Ludziom na wsi towarzyszyła w codziennym życiu ciężka praca. Jedna z pieśniarek tak tę rzecz ujęła:

A dajże mi Boże okienko w komorze,
żebym wyglądała, żebym wyglądała
jak Jasieńko orze.

Pieśni, przyśpiewki, tańce ludzi Opoczyńskiego rozpropagował znany choreograf, kompozytor, znawca kultury wsi Tadeusz Sygietyński. Do repertuaru zespołu „Mazowsze” wprowadził on niepowtarzalne tańce: oberki opoczyńskie i poleczkę o znamiennych słowach „Piękna poleczka, bo skoczna, ale najlepsza z Opoczna”. Tadeusz Sygietyński jest patronem Domu Kultury w Opocznie, a jego wizyty tu wspominane są z łezką.

Do najstarszych zapisów pieśni weselnych, od dawna wzbogacających naszą kulturę należą relacje folklorystyczne Oskara Kolberga z 1845 roku. Poza nim dopiero po długim czasie zajął się nimi Błażej Stolarski.

Również ciekawym przyczynkiem do rozwinięcia tego tematu była praca Tadeusza Seweryna „Z żywym kurkiem po dyngusie” (1928 r.). W1930 r. ukazało się drukiem „Wesele w Smogorzowie” w opracowaniu uczennic Seminarium Nauczycielskiego w Miarówce, pod kierunkiem prof. Józefy Grzymkmowskiej.

W czerwcu 1939 r Jan Piotr Dekowski i Jan Kupisiński przeprowadzili na obszarze powiatu opoczyńskiego badania nad obrzędowością i pieśnią weselną. Ten pierwszy wykorzystał wyniki z trzech badań, w artykule „Zwyczaje weselne w powiecie Opoczyńskim”. Wśród publikacji tematycznych po drugiej wojnie światowej wyjątkowe miejsce zajmuje praca Anny Czekanowskiej „Pieśń Ludowa Opoczyńskiego” na tle problematyki etnograficznej.

Zauroczenie pieśnią i obrzędowością w codziennym życiu ludzi ze wsi, tymi pieśniami i obrzędami najbardziej spotykanymi na weselach, było powszechne. Nawet Boryna w ,,Chłopach” nie miał tak ciekawej uroczystości ślubnej i weselnej, jaką miał wieśniak urodzony w okolicach Opoczna. Młoda Panna zalecając się do chłopca, śpiewała:

Wież mnie koniku wież
przez calusieńką wieś
przez góry, doliny, do ładnej dziewczyny
wież mnie koniku wież

Bogato nie mniej zróżnicowaną językową niż polszczyzna Kochanowskiego, twórczością ludową zajmowali się jednak nie tylko etnografowie i badacze w dawnej przeszłości. Jakby śpiesząc na ratunek umierającej kulturze, postanowili przeprowadzić gruntowne badania kultury Opoczyńskiego, ze szczególnym uwzględnieniem wesela, dwaj nieodrodni etnografowie: Zdzisław Kupisiński i Jan Łuczkowski.

Ten pierwszy podjął dłuższe ekspedycje naukowe w trzech etapach, w latach 1980-2015 r. Wykorzystał on kwestionariusze i dyktafon, zwłaszcza przy zapisie tekstów obrzędowych i piosenek. Z kolei Łuczkowski przeprowadził długie gruntowne badania terenowe. Prowadził je uporczywie od 1979 r do 1986 r, a w mniejszym wymiarze do dzisiaj.

Znaczna część zebranych pieśni ludowych i przyśpiewek weselnych znalazła się w śpiewnikach i opisach widowisk scenicznych. Surowy materiał został poddany obróbce cyfrowej i zarejestrowany na najnowszych nośnikach dźwięku w 2012 r. w ramach cyklu „Zagraj mi muzykancie. Tradycyjna Opoczyńska muzyka ludowa”.

O próbach zachowania tradycji pieśniarsko-obrzędowej związanej z weselem można mówić nie tylko w aspekcie zapisu tekstowego, nutowego czy dźwiękowego. Jeszcze przed zespołem „Mazowsze” choreografowie wstawiali do swojego repertuaru obrzęd śpiewu i muzyki z wesela Opoczyńskiego.

Z adaptacją „wesela na scenę pudełkową” wystąpił jeszcze w latach 30-tych XX wieku zespół śpiewu i tańca ze Studzianny. Na przełomie lat 40 i 50 z „Weselem Opoczyńskim”, wystąpiło „Małe Mazowsze”, czyli uczniowski zespół Pieśni i Tańca z Lipin. Jego kierownik Jakub Gossa, miłośnik śpiewu i muzyki, szeroko dał się poznać także poza Lipinami, organizując zespoły folklorystyczne w Drzewicy, Nowym Mieście i Studzianie. Część pieśni weselnych wykorzystywał w swoich programach zespół taneczny „Opocznianka” z Opoczna.

Dwaj najwytrwalsi, a zarazem najskrupulatniejsi badacze zwyczaju weselnego w Opoczyńskim. Zdzisław Kupiśiński i Jan Łuczkowski spełniając niejako społeczne życzenie, wspólnie wydali właśnie wiekopomną pracę „Zwyczaje, obrzędy i wierzenia w Opoczyńskiem. Tradycja a współczesność”. Przedstawili w niej ogólne wiadomości o obrzędzie weselnym, jak również jego opis i materiały źródłowe w formie pieśni, przyśpiewek i mów okazjonalnych. Niewtajemniczeni dziwić się będą, ile przemyślności i talentu wkładano w układ całego widowiska. Ta samorodna twórczość może być porównywana z najlepszą liryką i pieśnią polską. W każdym razie to ona i jej podobna zrodziła Szymonowica, Zimorowica i lirnika mazowieckiego Teofila Lenartowicza.

Tradycyjne wesele przypominało współczesne widowisko teatralne i miało bogato oprawę inscenizacyjną. Obrzęd rozpoczynały już zaloty, po których następowały zwiady (określane również mianem zmówin), swaty dalej zaręczyny, po nich miało miejsce „pójście do pacierza”, aby dać na zapowiedzi.

Kolejnym aktem scenerii było spraszanie gości, urządzanie wieczoru panieńskiego i kawalerskiego, aż do czasu gdy nadszedł poranek weselny z właściwymi mu obrzędami, szczególnie z udzieleniem błogosławieństwa młodym przed udaniem się do kościoła na ślub. Złożenie sobie przyrzeczenia na miłość i wierność było kulminacyjnym momentem ślubu. Po nim nadchodził przyjazd do domu, powitanie orszaku weselnego i uczta weselna, podczas której dokonywano rozplecin oraz oczepin.
Jadła i picia było na uroczystości w domu pod dostatkiem, ale trzeba było walczyć o nie śpiewem i przekomarzaniem się. Jedna druhna weselna śpiewała:

Ty nasa Marysiu druhny ci zazdroscą
Ty będziesz spać z chłopcem, a uny niech poscą

Na to druga odpowiadała, chcąc zdobyć przewagę:

Świeci miesiąc świeci, świecą wszystkie gwiazdy
Ciebie kocha jeden a mnie kocha kazdy

Kucharki wnosiły w tym czasie mięsiwo, rosół, wędlinę, ciasto, wódkę, wszystko w ogromnej ilości.
Końcowa faza owej obrzędowości zachodziła w znacznym odstępie od zakończenia samego wesela i składały się na nią poprawiny, przenosiny i wywóz. W scenariuszu tradycyjnego, wesela dają się zauważyć – zależnie od miejsca akcji nieznaczne różnice w strojach, pieśniach tańcach, nazwach, poszczególnych etapów czy rekwizytów.

Nie było jednak kanonalnego zapisu całej obrzędowości. Druhny, drużbowie, inni weselnicy często improwizowali, wprowadzając niespodziewane akcenty sytuacyjne. To samo działo się w odniesieniu do różnych miejsc powiatu opoczyńskiego. Na przykład obrzęd rozplecin w niektórych wioskach przeprowadzany był przed oczepinami, a w innych urządzano go podczas wieczoru panieńskiego.

„Wesele – jak piszą autorzy – było czymś w rodzaju widowiska, w którym poszczególne osoby miały ściśle określono role i w odpowiedniej chwili tańczyły, śpiewały pieśni czy przyśpiewki łącząc je z dobranymi oracjami, nawiązującymi do akcji obrzędu.

Kończyło się wesele pełne wesołości śmiechu, przebijania się, gdy jakaś druhna śpiewała:

A już to nie wesele ino poprawiny,
A już to nie Marysia, ino gospodyni.

Państwo młodzi wchodzili w społeczność dorosłą, zaczynały się inne powinności i obrzędy. Ta książka dwóch miłośników i badaczy obrzędu, przyszła w porę, bo żyje jeszcze pokolenie, które go pamięta w pierwotnej szacie. A jest to ostatnie pewnie pokolenie, które widziało i znało go. Nawet z 80 respondentów, którzy udzielali informacji badaczom o przebiegu wesela, 70% już nie żyje.

Dlatego – patrząc na efekty tej pracy – cieszyć się wypada, że dołączyli do niej badacze wykazy spisy, aneksy, biografie. To z tych źródeł niestety przyjdzie już korzystać Polakom dla wzbogacenia wiedzy o swej świetnej kulturze narodowej. A książka ta może też stać się widokówką domu, bo należy się jej miejsce obok „Dzieł” Oskara Kolberga. Język zaś tego precedensu, nie odsyłający ściśle do dialektu, sprawia, że powinna służyć każdemu.

Stanisław Stanik

* Zdzisław Kupisiński SVD, Jan Łuczkowski, „Zwyczaje, obrzędy i wierzenia weselne w Opoczyńskiem. Tradycja a współczesność”, Muzeum Regionalne w Opocznie, Opoczno 2016, s. 324.

Myśl Literacka, kwiecień 2017
http://www.mysl-polska.pl/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s