Dom Wariatów Polska?

Stosunek Polski do Rosji nieustająco wyznacza rusofobia – co konieczne do podkreślenia – coraz silniejsza w miarę czasowego oddalania się od 1989 r., czyli zakończenia okresu ograniczonej na rzecz ZSRR suwerenności Polski Ludowej.

W tym miejscu należy przypomnieć, że po podpisaniu przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Traktatu Lizbońskiego, państwo polskie zostało w swojej suwerenności, tym razem wobec Unii Europejskiej, ograniczone w znacznie większym stopniu niż w okresie PRL, jednak tzw. prawdziwi patrioci przechodzą nad tym do porządku dziennego, gdyż zgodnie z ich rusofobiczną logiką, prawdziwa utrata suwerenności (prawdziwa zbrodnia, prawdziwa zdrada itp., itd.) może nastąpić tylko na rzecz takiej czy innej Rosji.

Wg tej logiki, ludzie głoszący choćby potrzebę ustanowienia elementarnych, normalnych stosunków z Rosją są w najlepszym wypadku kandydatami na zdrajców i agentami wpływu, natomiast ich rusofobiczni krytycy, choćby brali pieniądze bezpośrednio od Zachodu etc., i byli wychowankami zachodnich fundacji, czy absolwentami szkoleń, nie mówiąc już o działających oficjalnie na terenie Polski organizacjach pozarządowych wspomaganych środkami z USA i Niemiec, mogą być tylko i wyłącznie patriotami bez skazy. Nie są to tylko rozważania akademickie.

Oto choćby znany już PT Czytelnikom „Myśli Polskiej” Marcin Rey, prowadzący stronę „Rosyjska V Kolumna w Polsce”. Samym swym funkcjonowaniem od kilku lat, strona ta i człowiek ją prowadzący, stanowią obrazę dla porządku prawnego RP, a jednak skrępowane rusofobicznym kierunkiem polityki państwa służby stojące na straży tego porządku, nic z tym nie robią. Jest to kolejny przykład bezradności państwa polskiego wobec niewyobrażalnej skali chamstwa, pomówień i kłamstwa tego pana.

Nie wiem, czy za owym osobnikiem stoją służby innego rodzaju, ale na pewno stoi za nim ogólna atmosfera antyrosyjskiej obsesji panująca w Polsce od dłuższego czasu, zwłaszcza zaś narastająca od katastrofy smoleńskiej. To dla niego paliwo i parasol ochronny jednocześnie.
[Stoi za nim ŻYDOWSKIE POCHODZENIE – admin]

W ostatnich dniach swych fal udzieliło Reyowi prawicowe Radio Wnet. Jest to dla mnie szczególnie przykre z tego powodu, że jednym z autorów współpracujących z tym radiem jest Pan Lech Jęczmyk, którego osobiście bardzo wysoko cenię i szanuję, a ponadto podzielam także wiele Jego poglądów i spostrzeżeń, zwłaszcza dotyczących roli USA w obecnym świecie, Rosji i Ukrainy.

Oddawanie eteru Radia Wnet takim indywiduom jak Rey ubliża m.in. Panu Lechowi Jęczmykowi, który niedawno, bo podczas opłatka redakcyjnego „Myśli Polskiej” w grudniu 2016 r., spotkał się w serdecznej rozmowie z co najmniej kilkoma osobami notorycznie obrażanymi i pomawianymi przez wspomnianego osobnika.

W wywiadzie dla Radia Wnet Rey obok znanego zestawu swoich poglądów wyrażających skrajną rusofobię i równie skrajną miłość do antyrosyjskiej Ukrainy, raczył imiennie zaatakować kol. Posła Sylwestra Chruszcza (jest to atak rozgałęziony i skoordynowany; tekst atakujący kol. Chruszcza przygotował również „Newsweek”), który: „jest związany z Mateuszem Piskorskim – zatrzymanym przez ABW pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Kremla”.

Swoją drogą to ciekawe, ze Rey i Radio Wnet tak doskonale wiedzą pod jakim zarzutem zatrzymany został Mateusz Piskorski, skoro opinia publiczna nie została o tym oficjalnie poinformowana (a człowiek siedzi! niszczy się młodego polityka i naukowca, cierpi Jego rodzina, a wszyscy obrońcy demokracji w Polsce, opozycja, posłowie dysponujący narzędziem w postaci interpelacji i konferencji prasowej, milczą – co tam, ważne że „my” nie siedzimy, nieprawdaż? I tak o Mateuszu Piskorskim pamiętają jedynie jego przyjaciele polityczni, niestety podobnie jak On sam, bezradni wobec omnipotencji państwa).

Czy to wynik posiadania gorącej linii z ABW, czy coś więcej?

Jeżeli mogę coś podpowiedzieć kol. Chruszczowi, to aby nie wchodził na drogę wypierania się czy usprawiedliwiania swoich poczynań. O to chodzi takim jak Rey, żebyśmy tłumaczyli się i wypierali swoich politycznych, nie mających nic wspólnego z agenturą, działań na kierunku rosyjskim. Postawa taka jest źródłem satysfakcji pomawiających i potwierdzeniem ich tez.

Sam byłem czterokrotnie w Rosji (na temat niektórych moich wizyt w Rosji Rey powypisywał nieprawdopodobne wręcz banialuki, nie tylko nie mające potwierdzenia w faktach, ale, w dobie Internetu, łatwe do sprawdzenia i zweryfikowania przez dziecko).

Owocem są m.in. dwie publikacje rosyjskie, w których znalazły się moje wystąpienia konferencyjne. Mamy pełne prawo, jako Polacy, jako obywatele, do prowadzenia polityki, głoszenia postulatów i dążenia do ustanowienia racjonalnych i obopólnie korzystnych stosunków z Rosją i do niezgadzania się z oficjalną linią państwa. Jest to także część wielkiej spuścizny ideowo-politycznej Narodowej Demokracji i szerzej, ważnej gałęzi polskiej myśli politycznej XX wieku, której czujemy się spadkobiercami i kontynuatorami.

Nie ma i nie będzie naszej zgody na szantaż moralny polegający na wykluczaniu nas z polskości przez samozwańczych „prawdziwych patriotów”, nie ma i nie będzie naszej zgody na monopol na patriotyzm i wizję historii Polski w wykonaniu różnych neoromantyków, prometeistów i mesjanistów, począwszy od profesorów, poprzez polityków i politykierów, a skończywszy na zwykłym krzykaczu i chamie.

Zatem, toniemy w rusofobii, która toczy wszechogarniający Polskę obóz postsolidarnościowy. Przykłady? Strona „prawdziwych patriotów” z PiS to cała retoryka smoleńska obecna wszędzie. Wojciech Wencel w „W sieci” przypomina swój tekst z 2010 r., kiedy pisał: „Dziś mamy chaos w państwie kierowanym przez serdecznych przyjaciół Władimira Putina”. Z kolei druga strona, Gaz. Wyb., Tomasz Piątek i inni głoszą tezę o rozgałęzionej sieci powiązań z GRU… Antoniego Macierewicza! Obłęd? Dom wariatów? Niestety tak…

W naszym biednym kraju, w istocie już dawno nie obchodzącym Rosji, wszystko dzieje się rzekomo za jej przyczyną i zostało nawet ustalone w tajny sposób już znacznie wcześniej. Wg tej logiki, rządzący Polską od 1989 r. przyjaciele Rosji o rozgałęzionych powiązaniach z GRU wyprowadzili z kraju Armię Radziecką, wprowadzili Polskę do NATO i do Unii Europejskiej. Wszystko w interesie Rosji naturalnie. Od 2014 r. w porozumieniu bezpośrednim z Putinem popierają Ukrainę i żądają zwrotu Krymu przez Rosję.

Ale nie się co dziwić, że pomniejsi tak czynią, skoro sam p.o. Naczelnika Państwa daje sygnał do kolejnej fazy ataku mówiąc na czerwcowej miesięcznicy o „bezmiarze barbarzyństwa rosyjskiego” w kontekście ciał ofiar katastrofy.

Przepraszam państwa, ale mam dość, nie tylko permanentnej i wszechobecnej rusofobii, ale i swoistej fetyszyzacji zwłok, która dokonuje się na naszych oczach. Zabrakło dowodów na kolejne wersje zamachu, więc podnieśli (i to dosłownie) argument zwłok. Perfidne i tragiczne. Traktowanie ludzkich zwłok jako środka walki politycznej z Rosją. Wszystko w otoczce wyjątkowości, szczególności, bezprecedensalności polskich przeżyć.

Tymczasem, już prawie 115 lat temu Dmowski doskonale to zdiagnozował pisząc w „Myślach nowoczesnego Polaka”: „Ta nieumiejętność myślenia o sprawach własnego narodu, tak jak się myśli o narodach innych, z konieczności doprowadza nas do traktowania swej społeczności jako narodu wyjątkowego, istniejącego poza wszelkimi prawami społecznymi, narodu słowem wybranego”.

Chorobliwy stosunek do Rosji jest ważnym ale nie jedynym elementem chaosu panującego w polityce polskiej. Są w tej polityce i elementy pozytywne, takie, jak słusznie zaostrzone stanowisko rządu w sprawie imigrantów (o czym pisze w innym miejscu kol. Motas, z którego stanowiskiem się zgadzam). Stanowisko to powoduje zdenerwowanie Unii Europejskiej a zwłaszcza jej najistotniejszych państw z Niemcami i Francją na czele.

Nowo wybrany prezydent Francji Macron stwierdził nawet w najnowszym wywiadzie dla prasy europejskiej, że nie wyklucza sankcji wobec krajów – w tym Polski – wyłamujących się z europejskiej „wspólnoty wartości” i zasugerował wystąpienie z UE niepokornym krajom – „nie przyjmuje się tych wartości, to nie jest się już w Europie, postanawia się z niej wyjść” oraz zapowiedział Europę dwóch prędkości z osobnym budżetem strefy Euro.

Paradoksalnie więc, jak wiele razy w naszej historii, polityka dzieje się obok nas i tworzy niezależnie od nas możliwości, których sami polityką własną stworzyć nie byliśmy w stanie. Ponieważ nie należy się spodziewać, aby francusko-niemiecki trzon UE odpuścił w powyższych kwestiach, przed Polską może wkrótce stanąć, a konkretnie przed rządem PiS, możliwość/szansa doprowadzenia do opuszczenia przez Polskę UE i to w korzystnej (dla rządu i Polski) atmosferze temu towarzyszącej, stworzonej przez czynniki zewnętrzne.

Można będzie wtedy powiedzieć – „my byliśmy i jesteśmy za Unią Europejską szanującą i utrzymującą odrębności narodowo-państwowe, ale wobec forsowania wizji odmiennej, w istocie pogrążającej tak ważne dla Polaków wartości jak suwerenność państwowa i tożsamość narodowa, pod dyktatem mocnych, z żalem musimy odpowiedzieć odmownie na żądanie uczestniczenia w UE nowego typu”.

To już nie są żarty i wróżenie z fusów, ale możliwość, która jest całkiem realna. Ale jeżeli nastąpi, będzie nie tylko potencjałem, ale i testem, sprawdzeniem rzeczywistych intencji PiS, jego konsekwencji i umiejętności przeorientowania myślenia politycznego.

[PIS i opuszczenie Unii? Darujcie Państwo…  – admin]

Wizyta prezydenta Trumpa w Polsce ma nastąpić w ciekawym czasie. Trump jak zwykle miota się pomiędzy zestrzeliwaniem samolotu syryjskiego a głoszeniem konieczności złagodzenia sankcji wobec Rosji – i to w momencie, kiedy kraje Unii, z Polska włącznie, zadecydowały właśnie o kontynuacji polityki sankcji.

Ponieważ Trump zapewne wie niewiele więcej o Polsce od swoich poprzedników, powie kilka wysoce kurtuazyjnych słów wobec gospodarzy, być może szczerze zaakcentuje sprzeciw wobec polityki niemieckiej, co będzie bardzo cenne samo w sobie, a propaganda pokaże jego wystąpienia w kontekście i aurze antyrosyjskiej, być może przypominając w tym samym wydaniu Wiadomości los Tatarów krymskich i pokazując, że właśnie 5/6 lipca nastąpiło naruszenie – przez donbaskich separatystów i Rosję naturalnie – porozumień mińskich.

Tymczasem Poroszence marzy się odzyskiwanie zbrojne Donbasu. Niejaki kpt. Ołeksij Arestowycz, ukraiński analityk wojskowy, mówi w „Rzepie” (20.6): „Mamy obecnie na froncie około 60 tys. żołnierzy i w każdej chwili można zmobilizować 210 tys. kolejnych, którzy już uczestniczyli w operacji antyterrorystycznej w Donbasie. Rosja będzie miała tylko dwie opcje. Albo się wycofa, albo rozpocznie wojnę na dużą skalę z Ukrainą i zostanie całkiem odizolowana od świata”. Pytanie, czy ta prowokacja – gwałcąca naturalnie porozumienia mińskie – zaplanowana jest na okolice 5/6 lipca?

Tymczasem skrajny ukrainofil Andrzej Talaga w tejże Rzepie (14 i 21.06) głosi potrzebę radykalnej ukrainizacji Polski, rozwijając propozycje rządu, o których pisałem jakiś czas temu, oraz – w kontekście wizyty Trumpa – wzywa do oparcia polskiej polityki zagranicznej na dwóch filarach – USA i Niemczech!

Horror, horror! (a może chaos, chaos!) – zawołałby conradowski Kurtz. A przecież można się przed tym chaosem (horrorem) uchronić. Wystarczy (!?) porzucić obsesje i mrzonki, wyrzucić do kosza „bezalternatywne popieranie Ukrainy” i przestać głosić absurd o wzajemnej zależności niepodległości Polski i Ukrainy. PiS, a szerzej Polska, nie ucieknie od tego.

Jeżeli zostanie nam postawione przez UE ultimatum, i zakładając, że będziemy chcieli je odrzucić, to aby przetrwać jako podmiot, będziemy musieli dokonać również reorientacji w polityce wschodniej. Prywatnie nie wierzę w zdolność PiS-u do poprowadzenia takiej polityki, ale pamiętam również, że narodowcy nie mieli też żadnych złudzeń, co do Józefa Becka, a jednak dokonał on wolty swoim słynnym przemówieniem sejmowym, grzebiąc lata swojej polityki, a jednocześnie idąc za głosem interesu narodu i państwa.

Adam Śmiech
Myśl Polska, nr 27-28 (2-9.07.2017)
http://www.mysl-polska.pl

Jest to smutne, że publicysta klasy p. Adama Śmiecha czuje się zmuszony do odniesienia się do żydowskiego gówna Marcina Reya i jego „publicystyki”.

Fakt, że patryIDjotyczny rząd PISdy nie robi NIC – NIC! – z B’nai B’rith, z antypolskimi agenturami Sorosa, z tymi „Otwartymi Rzeczypospolitymi”, z Grabarczykami i ichnimi „HejtStop”, czy z bydlakami typu Marcina Reya albo Cysewskiego – powinien dać do myślenia entuzjastom kaczyzmu.

Powinien. Ale nie da. 
Admin

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s