W roku Pańskim 966 nie spadliśmy z drzewa.

Dziwna jest nie tyle teza tytułowa, ale to, ze ktoś mógłby sądzić inaczej.

Od lat napotykam wpisy i komentarze zawierające tytułową tezę, wydawałoby się oczywistą jak słońce w dzień, a jednak opatrywane dodatkami w stylu „wbrew temu, co nas uczą w szkole, wbrew propagandzie kleru itd”.

Trudno mi odpowiadać za wszystkie szkoły i za cały kler, zwłaszcza, że za moich komunistycznych czasów dobra podstawówka dawała lepszą znajomość historii niż niejeden dzisiejszy uniwersytet gotowania na gazie, zaś normalne przygotowanie do Pierwszej Komunii i bierzmowania przekazywało więcej wiedzy religijnej, niż dzisiejsze „religioznawstwo porównawcze” na wyższym uczyliszczu zorganizowanym na … amerykańską modłę.

Tak czy siak, za moich czasów, zarówno w szkole jak i w kościele uczono mnie, że żydowski szpieg i handlarz niewolników Ibrahim ibn Jakub, pracujący dla kalifa Kordoby, w swoim sprawozdaniu z podróży po krajach słowiańskich, odbytej w latach 965-966, pisał tak (wg kompilacji Al Bekriego):

A co się tyczy kraju Mieszka, to jest on najrozleglejszy z ich krajów. Obfituje on w żywność, mięso, miód i rolę orną. Pobierane przez niego podatki stanowią odważniki handlowe. Idą one na żołd dla piechurów. Każdemu przypada co miesiąc oznaczona ilość. Ma on 3 tysiące pancernych, podzielonych na oddziały, a setka ich znaczy tyle, co dziesięć secin innych wojowników. Daje on tym mężom odzież, konie, broń i wszystko, czego tylko potrzebują.

A gdy jednemu z nich urodzi się dziecko, on każe wypłacać mu żołd od chwili urodzenia, czy będzie płci męskiej, czy żeńskiej. A gdy dziecię dorośnie, to jeżeli jest mężczyzną, żeni go i wypłaca za niego dar ślubny ojcu dziewczyny. A dar ślubny jest u Słowian znaczny, w czym zwyczaj ich jest podobny do zwyczaju Berberów. Jeżeli mężowi urodzą się dwie albo trzy córki, to one stają się powodem jego bogactwa, a jeżeli mu się urodzi dwóch chłopców, to staje się to powodem jego ubóstwa.

Z Mieszkiem sąsiadują: na wschodzie Rus, a na północy Burus (Prusy). Siedziby Burus leżą nad Oceanem (tzn. Morzem Bałtyckim). Obszerne państwo w krainach Słowian, nad morzem, wśród gęstych lasów, przez które trudno się wojskom przedzierać. Imię króla jest Mieszko”.

No z całym szacunkiem, ale nie da się spaść z drzewa razem z 3 tysiącami pancernych, których setka znaczy tyle, co dziesięć secin innych wojowników, a którzy w dodatku utrzymywani są przez księcia.

W sukurs przychodzi tez tradycyjna, oficjalna (bynajmniej nie tajemna) archeologia, mówiąca o dziesiątkach jeśli nie setkach wysoko zorganizowanych grodów na terenach Polan, Lędzian, Goplan i in, poczynając od co najmniej VIII wieku (kolejne wieki wskazują na rozwój zasięgu i ilości nowobudowanych grodów).

[Podkreślał to bardzo mocno m.in. Feliks Koneczny w swoich popularnych opracowaniach historycznych, wydawanych chyba jeszcze na przełomie XIX i XX wieku, umieszczając początki dynastii Piastów na rok około 870, co dawało mu potem okrągłe 500 lat Polski Piastów].

Tyle w moich czasach wiadomo było po podstawówce. A że teraz te same teksty źródłowe z wypiekami na twarzy odkrywa dopiero co bardziej dociekliwy absolwent wyższego uczyliszcza, to przepraszam, czyja to wina? Wina m.in. różnych reformatorów „oszwiate”, wcielających w Polsce plan gubernatora generalnego, Hansa Franka, który uważał, że Polakom wystarczy umieć liczyć do 500 oraz się podpisać.

Sporą winę za wciąż pokutującą wśród niedouków tezę o powstaniu państwa w 966 ponoszą komuchy za czasów Gomułki. Wiem, wiem, dziś panuje tendencja, żeby wszystko co złe zrzucać na komuchów, ale tu akurat nie piszę bezpodstawnie. Kiedy bowiem KK w Polsce pod znakomitym przywództwem kardynała Wyszyńskiego organizował milenijne obchody CHRZTU Polski (nie założenia państwa, ale jego chrztu w osobie księcia Mieszka), w ramach przeciwwagi komuchy zorganizowały konkurencyjne obchody Tysiąclecia Państwa Polskiego.

Tak więc za obcięcie dynastii piastowskiej całego stulecia nie odpowiada ani KK, ani Grzegorz Braun, ani „plebani z miąszą szyją, Jiżto barzo piwo piją, I podgardłki na pirsiach wieszają”.

Bajkę o Polanach spadłych z drzewa podtrzymuje też oficjalna narracja żydowska, m.in. w MHŻP Polin w Warszawie, z tą drobną różnicą, że wg nich cywilizację przyniósł nam nie chrzest, a pojawienie się Żydów, którym gdy wędrowali przez naszą dzicz, spadła z nieba kartka z napisem „po-lin” czyli „tu odpoczniesz”. Nie rozumiem tylko, czemu żydowski książę Mojsze I postanowił się wychrzcić, zamiast zrobić nam tu drugą Chazarię.

A jeszcze przy okazji samego chrztu księcia Mieszka, znów pozwolę sobie na kilka oczywistości, które jak mi się wydaje wciąż spędzają sen z powiek co niektórym pasjonatom z klubu „bocian i kapusta to oszustwo!” (w sensie, jak mogliście mnie okłamywać aż do tej pory, że mnie przyniósł bocian, a siostrę znaleźliście w kapuście!!!)

Proces chrystianizacji polskich ziem był dość podobny do procesów zachodzących w innych krajach (z wyjątkiem krwawego podboju i chrystianizacji Sasów ostrzem miecza przez Karola Wielkiego, co potem jakoś genetycznie chyba przeszło na teutońskich krzyżaków, którzy zawsze mylili nawracanie z wytępianiem, czym zasłużyli na przydomek „latrones cruce signati” czyli łotrzy znaczeni krzyżem).

Chrześcijaństwo docierało na nasze tereny (najwcześniej na Śląsk) co najmniej od czasów Cyryla i Metodego (Cyryl jak Cyryl, ale te metody! – por. legenda o postrzyżynach Ziemowita) z terenów Wielkich Moraw czyli sto lat wcześniej, zapewne w (zaaprobowanym przez papieża) rycie słowiańskim.

Dlatego też za czasów Mieszka chrześcijaństwo nie było czymś zupełnie nieznanym, ale po roku 966 uzyskało status religii państwowej. Oczywistym jest, że zanim na dobre trafiło pod strzechy (nawet w wersji synkretycznej), minęło kilka wieków.

Tzw. reakcja pogańska 1038 roku miała za swoje podłoże bunt przeciwko wzrostowi powinności książęcych (polityka imperialna Chrobrego i Mieszka II, niesłusznie zwanego Gnuśnym, doprowadziła do skrajnego fiskalizmu) – warto zauważyć, że zamieszki zupełnie ominęły Mazowsze, na którym cześnik Mieszka II, niejaki Masław/Miecław ogłosił się udzielnym władcą.

No i to by było chyba na tyle 😉

PS:
Starofrancuska „Pieśń o Rolandzie” z XI wieku opisuje dzieje wyprawy Karola Wielkiego przeciw hiszpańskim Saracenom z 778 roku. Wśród najemników walczących po stronie muzułmańskiej wymienieni są m.in. „Puillain”, których najczęściej utożsamia się z Polanami. Przyznam się, że byłem zaskoczony – po stronie muzułmanów???

http://macgregor.neon24.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s