Rusofobia jako programowanie społeczeństwa w Polsce

Główna, rządowa informacyjna stacja telewizyjna, TVP Info, ustami przewodniczącego kolegium szefów sztabów sił zbrojnych USA generała Joseph Dunforda alarmuje, że Rosja stanowi śmiertelne zagrożenie dla Europy – świadczyć ma o tym najnowsza historia tego kraju, oraz wydatki na zbrojenia.


Jedna z największych rozgłośni radiowych, Polskie Radio, w rozmowie z Andersem Aslundem, ekspertem Atlantic Council, przekonuje, że w Rosji rządzi putinowska kleptokracja, a jego kraj dąży za pomocą internetu (ponieważ tak taniej – Rosja nie ma pieniędzy) do destabilizacji sąsiadów i wobec tego trzeba wprowadzić zdecydowaną cenzurę prorosyjskich kont w portalach społecznościowych, takich jak Facebook.

Robert Kubica nie weźmie udziału w wyścigach Formuły I, krzyczy portal informacyjny Onet, winę za to ponosi osobiście prezydent Federacji Władimir Putin – wprost stwierdza autor artykułu.

Jest ponurym żartem stwierdzenie, że dla ukraińskich władz i mediów, za wszelkie zło tego świata odpowiada Rosja i Putin osobiście. Atak na polską placówkę dyplomatyczną, niszczenie polskich pomników, upadek ekonomiczny Ukrainy – to wszystko wina “Moskali”. Jednak identyczna sytuacja ma miejsce w Polsce. Do tego, że informacje na temat Donbasu są przez polskojęzyczne serwisy przedstawiane w formie dosłownego tłumaczenia ukraińskich nowości, co wiadomo powszechnie.

Przerażające jest jednak to, że media, które uważają się za “europejskie” poszły drogą swoich kijowskich kolegów i również za wszystkie nieszczęścia tego świata obarczają Moskwę.

Tak było w przypadku głośnej afery z udziałem polskich polityków, których kompromitującą rozmowę zapisał kelner. Bez żadnych ogródek stwierdzono wtedy, że sprawą nie wolno się zajmować, bo “skorzysta na niej Rosja” i należy sprawdzić pracownika restauracji pod kątem jego ewentualnej pracy dla wywiadu innego kraju. [Słynny „spisek kelnerów”, o którym pisał m.in. red. Michalkiewicz – admin]

Wina Rosji jest wszędzie – od tzw. uchodźców, poprzez niemiecką dominację w Unii, po niepowodzenia polskich sportowców. W rządowych programach informacyjnych potrafią się nawet pojawiać fotografie dziur w rosyjskim asfalcie. Nie usłyszymy w nich o milionie dolarów przekazanych na rzecz Fundacji „Auschwitz-Birkenau” przez rosyjski rząd, nie przypomnimy sobie o tym, że owocem bogatej współpracy pomiędzy oboma krajami miało być ogłoszenie zaplanowanego na 2015 r. roku Rosji w Polsce i Polski w Rosji, inicjatywy jednostronnie zerwanej przez Warszawę.

Przeciętny czytelnik/widz/słuchacz przez ostatnie lata dowiedział się już, że na każdym kroku na jego życie czatuje sowiecki (nie rosyjski, upadku ZSRR media i władza w Polsce nie dostrzegła jeszcze) agent NKWD, na granicy stoją miliony żołnierzy czekające na rozkaz do ataku, ale wcześniej Moskwa zrzuci na Polskę “małą bombę atomową”.

Obywatel wie, że aby do tego nie dopuścić musi popierać niszczenie radzieckich pomników, musi czcić i kochać USA i Unię Europejską, a zwłaszcza banderowską Ukrainę, ale przede wszystkim musi nienawidzić Rosji i bać się jej zarazem.

Nie oznacza to, ze Polak ma kochać swój kraj. Tego już UE by nie zniosła; o ile patriotyzm sprowadzony do formy skrajnego szowinizmu jest akceptowalny, wręcz pożądany na Ukrainie, o tyle nad Wisłą to już jakaś forma faszystowskiego zła. Nie, Polacy mają nienawidzić Rosję, tyle wystarczy.

Istnieje coś takiego jak socjotechnika. inżynieria społeczna- celowe, przemyślane przekształcanie społeczeństwa. I z tym mamy do czynienia w Polsce od co najmniej początku lat 90-tych ubiegłego wieku.

Na początku naród kochał całą tandetę z Zachodu, zwłaszcza z USA, ponieważ to było “cool”. Potem naród miał pokochać wszystkie dewiacje Unii Europejskiej i jej skrajnego liberalizmu. I to się akurat nie udało. Polacy okazali się uparci i nie chcieli u siebie homoseksualnych małżeństw, nie przyjęli do wiadomości, ze ogórek to owoc, a unijna dyrektywa nt. spuszczania wody w toalecie poszła…tam, gdzie jej miejsce.

Kiedy Parlament Europejski w swej mądrości “zaproponował” Polakom przyjęcie imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, bo Polska była “zbyt biała”, nad Wisłą zrodził się opór. Ludzie zaczęli zadawać sobie pytanie: po co im właściwie UE? W dobie Brexitu, antyunijnych skłonności Czech, Węgier i Słowacji, polska recydywa była czymś na co pozwolić nie można było. Wprowadzono więc nowy program w inżynierii społecznej: rusofobię. Dano Polakom wroga, aby patrzyli tam gdzie im kazano, i co najważniejsze, pilnowano, aby nikt się nie zastanawiał nad przyczynami takiego obrotu spraw.

Wspomniany Aslund namawia do cenzurowania internetu i wsparcia za wszelką cenę, nawet militarnie, Ukrainy, chociaż właśnie to państwo jest oskarżane przez międzynarodowe organizacje, w tym ONZ, o nieustanne łamanie praw człowieka, ograniczanie wolności wypowiedzi itd.

Oczywiście dla Aslunda nie ma to żadnego znaczenia – jak powiedziano: “za wszelką cenę”. I to samo obserwujemy w Polsce: polityka zamykania oczu na banderowskie ekscesy obecne nie gdzieś w ciemnych uliczkach, ale w Radzie Najwyższej. Wspieranie ochotniczych oddziałów wojskowych przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i osobiście przez posłów Sejmu.

Jednocześnie każda krytyka Ukrainy jest od razu równana z rosyjską agenturą. Naród ma dosyć tej hipokryzji- ocenzurujcie więc internet – radzi ekspert amerykańskiego think tanku Atlantic Council.

– Co będzie z tego miała Polska? – można sparafrazować słynny cytat z “Faraona”. Na takie pytanie nie ma odpowiedzi, bo samo jego zadanie oznacza przynależność do GRU, NKWD, FSB, czy czegoś tam jeszcze.

Jednocześnie ten sam Atlantic Council straszy Ukrainę nowym wielkim Majdanem, który otrzyma nie tylko wsparcie uzbrojonego już ukraińskiego społeczeństwa, ale także “opinii międzynarodowej”. Do takiego buntu miało by dojść jeżeli prezydent Poroszenko nie dostatecznie wypełniałby swoje “obietnice”.

Nie trzeba dużej wyobraźni, aby dostrzec już plany nowego Majdanu, takiego jak w 2013/14 roku, również inspirowanego z Zachodu, tylko tym razem przeprowadzonego o wiele szybciej i brutalnie, bo też ze względu na wojnę w Donbasie, nie ma już czasu na miesięczne “kto nie skacze, ten Moskal”. Ukraina została zdominowana i obrócona w ruinę. W ramach socjotechniki zaprogramowano jej wirusy banderyzmu i rusofobii, którymi teraz się steruje, aby Kijów (czy to rząd, czy naród) podążał tam gdzie powinien.

I dokładnie to samo dzieje się w Polsce. Ten sam program wściekłej nienawiści wobec Rosji i prowokowania jej gdzie tylko się da. Zmęczona Ukraina nie będzie w stanie zawsze spełniać swojej roli, ktoś będzie musiał ją zastąpić. Ktoś chory, lojalny i możliwy do poświęcenia.

Dawid Hudziec
http://tragediadonbasu.com.pl/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s