Przy rozbitym korycie

Któż nie pamięta bajki Aleksandra Puszkina o rybaku i złotej rybce? Kiedyś pamiętali ją chyba wszyscy, ale teraz, z uwagi na narodowość autora, może być inaczej. Teraz obywatele, a zwłaszcza obywatele z ambicjami politycznymi, wolą pamiętać bajki napisane przez innych autorów, należących do właściwych narodowości.

Bo jedne narodowości są właściwe, podczas gdy inne – nie, a które są które, to zależy to od tak zwanej „mądrości etapu”.

Na przykład w czaszach stalinowskich najwłaściwszą narodowością była narodowość rosyjska i jestem pewien, że tak właśnie myślała cała rodzina państwa Szechterów, razem z małoletnim Adasiem, który dopiero potem się zbisurmanił i zaczął „poszukiwać sprzeczności”. Nie było to zadanie specjalnie trudne; w drugiej połowie lat 50-tych Kreml postawił na narody arabskie, za swoją najukochańszą duszeńkę uznając egipskiego prezydenta Gamala Abdela Nasera, co sprawiło, że narodowość rosyjska straciła najwyższą rangę nie tylko w rodzinie Szechterów, ale i innych postępowych rodzinach, których członkowie odkryli u siebie stosowne „korzenie”.

W ten sposób pojawiła się „sprzeczność” między narodowościowymi predylekcjami Partii, która po staremu uznawała najwyższą rangę narodowości rosyjskiej, a grupą jej działaczy odpowiednio ukorzenionych, którzy do narodowości rosyjskiej całkiem stracili smak, delektując się zaletami narodowości żydowskiej.

Ta „sprzeczność” doprowadziła do różnych napięć, z których dawni funkcjonariusze reżymu, a raczej – ich potomstwo, próbuje dzisiaj wydostać szmal, kierując się przekonaniem, że szmal można wydostać ze wszystkiego.

Wróćmy jednak do Aleksandra Puszkina i jego bajki o rybaku i złotej rybce. Ponieważ jej znajomość może już nie być tak powszechna, jak kiedyś, przypominam, że rozpoczyna się ona od tego, że rybak złowił złotą rybkę, która ludzkim głosem poprosiła go o zwrócenie jej wolności, w zamian za co spełni trzy jego życzenia. Litościwy rybak rybkę wypuścił, po czym wrócił do domu i o wszystkim opowiedział żonie, która siedziała przed ich nędzną chatą, przypatrując się rozbitemu korytu.

– Durniu, prostaku! – wrzasnęła kobieta na wieść, że mąż żadnego życzenia złotej rybce nie przedstawił. – Wracaj natychmiast na brzeg i zażądaj od rybki, żebyśmy zamiast tej chałupy mieli tu okazały dwór z parobkami i służbą! Rybak spełnił prośbę żony, a kiedy wrócił, zastał ją na ganku pięknego dworu, jak sztrorcowała parobków i służebne dziewczyny.

– Durniu, chamie! – wrzasnęła na jego widok. – Nie mogłeś to poprosić złotej rybki o pałac z ogrodami, o powozy i królewską koronę dla mnie? Marsz mi zaraz na brzeg! Zakłopotany rybak spełnił prośbę żony, a kiedy wrócił, wywiązały się komplikacje, bo straż nie chciała puścić go do pałacu. Żona dostrzegła tę scenę i przez umyślnego kazała mu zażądać od złotej rybki, by ta uczyniła ją cesarzową i została u niej na posyłki. Zdesperowany rybak przedstawił i to życzenie, którego złota rybka wysłuchała w milczeniu, po czym zniknęła w odmętach. Po bezskutecznych nawoływaniach rybak ruszył w drogę powrotną i zastał żonę przed nędzną chałupą, jak przypatrywała się rozbitemu korytu.

Przypomniała mi się ta bajka na wieść, że Komitet Żydów Amerykańskich, na wieść, że papież Franciszek wydał dekret o heroiczności cnót kardynała Augusta Hlonda, co w Kościele katolickim stanowi jeden z etapów procesu beatyfikacji i kanonizacji, wystąpił do Stolicy Apostolskiej z gwałtownym sprzeciwem, pod pretekstem jego „skrajnie negatywnego podejścia do społeczności żydowskiej” i zażądał wstrzymania procesu.

Kto z chłopem pije, ten z nim pod płotem leży – powiada przysłowie. Opisany wyżej incydent pokazuje, do czego prowadzi spoufalanie się z handełesami. Za czasów Jego Świątobliwości Piusa XII coś takiego byłoby nie do pomyślenia nie tylko dla katolików, ale i dla handełesów.

Niestety rozpoczęcie tak zwanego „dialogu” – cokolwiek miałoby to znaczyć – wbiło handełesów w pychę do tego stopnia, że nie tylko wymachiwali palcem przed nosem Namiestnika Chrystusowego na Ziemi – jak to w polskim Sejmie uczynił rabin Joskowicz – ale zaczęli krytykować kanonizacje – że to niby papież wyniósł na ołtarze niewłaściwych świętych.

Zwłaszcza ta ostatnia sprawa pokazuje, że pycha zaczyna handełesom odbierać rozum. Owszem, w sprawach finansowych, to znaczy – jak ze wszystkiego wydostać szmal – nadal wykazują się oni tym szczególnym rodzajem sprawności, którą nazywamy sprytem, ale w innych sprawach tracą poczucie rzeczywistości.

Rzecz bowiem w tym, że akt beatyfikacji, czy kanonizacji jakiegoś człowieka, nie ma charakteru konstytutywnego, to znaczy – że taki człowiek nie staje się „błogosławionym”, czyli „bardzo szczęśliwym” – bo to słowo to właśnie znaczy – ani nie staje się świętym dlatego, że papież wydał taki dekret. Dekret o beatyfikacji, czy kanonizacji ma charakter deklaratywny, to znaczy – Kościół STWIERDZA, że dana osoba jest „błogosławiona”, czy „święta” to znaczy – z całą pewnością ZBAWIONA.

Ale to nie Kościół, czy papież zbawia ludzi, tylko Stwórca Wszechświata. Jeśli tedy Stwórcy Wszechświata spodoba się uczynić „bardzo szczęśliwym”, czy nawet „świętym” jakiegoś człowieka, nawet gdyby on naprawdę miał niezbyt czołobitne podejście do społeczności żydowskiej, to czy Komitet Żydów Amerykańskich mógłby Mu tego skutecznie zabronić? Wysyłając list protestacyjny do Stolicy Apostolskiej dyrektor tego Komitetu, rabin Dawid Rosen, najwyraźniej musi uważać, że jak najbardziej, a to znaczy, że stracił poczucie rzeczywistości.

Ale poziom poczucia rzeczywistości u handełesów to jedna sprawa, a możliwa reakcja Stolicy Apostolskiej na ten protest, to sprawa druga. Jeśli papież zastosowałby się do żądań Komitetu Żydów Amerykańskich i proces beatyfikacyjny kardynała Augusta Hlonda wstrzymał, to by znaczyło, że i on też uważa, że amerykańscy rabini mają prawo dyktować Stwórcy Wszechświata, kogo wolno mu zbawić, a kogo nie.

Jeśli nawet byłaby to prawda, to nie wypada tak myśleć i nadal, jak gdyby nigdy nic, być papieżem Kościoła Chrystusowego. Ciekawe tedy, czy i w jaki sposób Stwórca Wszechświata zareaguje na te uroszczenia handełesów. Złota rybka odebrała głupiej babie wszystkie dary i zostawiła ją przy rozbitym korycie. Historia lubi się powtarzać.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s