Ukraińcy „zbiorowym bohaterem polskiej gospodarki”

Siekiery zostały w garderobie

Ukraińcy są „zbiorowym bohaterem polskiej gospodarki” – wynika z rankingu „50 najbardziej wpływowych ludzi polskiej gospodarki”, który sporządziła „Gazeta Prawna”.

W zestawieniu „Gazety Prawnej” Ukraińcy, symbolicznie, znaleźli się na drugim miejscu. Wyprzedził ich jedynie premier Polski Mateusz Morawiecki. „Polska, by się rozwijać, potrzebuje pracowników z zagranicy” i właśnie Ukraińcy – zdaniem autorów rankingu – pojawiają się wszędzie tam, gdzie jest popyt na pracę.

— Z danych resortu pracy wynika, że tylko w ubiegłym roku pracodawcy wystawili w pośredniakach ponad 1,7 mln oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy Ukraińcom. To dla nich najszybsza i najpopularniejsza forma zatrudnienia. Pozwala na legalną pracę przez pół roku w ciągu 12 miesięcy – pisze „Gazeta Prawna”.

Ukraińcy pomagają też w łagodzeniu problemów demograficznych [Piłami? – admin]. Jednak autorzy rankingu ostrzegają, że to tymczasowe rozwiązanie.

— Nie możemy też liczyć, że nowi pracownicy zostaną u nas na stałe. Państwo wciąż nie ma polityki migracyjnej ani pomysłu na to, jak pozwolić Ukraińcom, Białorusinom i innym zapuścić w Polsce korzenie. Gdy otworzą się dla nich bogatsze kraje Europy Zachodniej, to magnes wyższych pensji może przyciągnąć ich za Odrę – podkreśla polski dziennik.

https://pl.sputniknews.com/

W całkiem podobny sposób Żydzi są zbiorowym bohaterem „Nowej Ewangelizacji”, a Niemcy katalizatorem odbudowy Warszawy.
Admin

Reklamy

Stanisław Michalkiewicz przestrzega, że Żydzi chcą całego mienia Polski

W swoim najnowszym felietonie „Leżymy plackiem na wznak” wygłoszonym na falach Radia Maryja, Stanisław Michalkiewicz stwierdził, że od hucpy antypolskiej Izraela

„znacznie groźniejsza dla Polski i dla narodu polskiego jest amerykańska ustawa, która w Izbie Reprezentantów Kongresu USA oznaczona jest numerem 1226. W tej sprawie zarówno pan prezydent, jak i rząd, a nawet – Naczelnik Państwa – zachowują zagadkowe milczenie, co budzi podejrzenia, że jakieś decyzje z udziałem polskiego rządu mogły już zapaść i tylko dla polskiej opinii publicznej ma to do ostatniej chwili pozostać tajemnicą”.

Jak przypomina w swoim artykule Stanisław Michalkiewicz „nowojorska Organizacja Restytucji Mienia Żydowskiego, która na podstawie ustawy o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich z roku 1997, dostała część haraczu za przyjęcie Polski do NATO, właśnie podbiła stawkę oświadczając, że polska ustawa reprywatyzacyjna powinna uwzględnić składniki mienia wskazane przez stronę żydowską, co zwiększyłoby szacunkową wartość tych roszczeń nawet do biliona złotych, czyli ponad 300 miliardów dolarów”.

Zdaniem Stanisława Michalkiewicz apetyt Żydów na polskie mienie „wzrasta zw miarę jedzenia, więc nie jest wykluczone, że wkrótce strona żydowska zażąda przekazania jej w arendę całej Polski, o której pan prezydent Duda powiedział, że była państwem „wspólnym”.

Wykluczyć tego nie można tym bardziej, że amerykański Departament Stanu, w kilka dni po wizycie w Warszawie sekretarza stanu USA Rexa Tillersona, wyraził zaniepokojenie z powodu skutków, jakie nowelizacja ustawy o IPN może przynieść dla „strategicznych interesów Polski i jej stosunków z USA””.

W artykule „Religia holokaustu dopiero się rozwija” opublikowanym na portalu „Magna Polonia” Stanisław Michalkiewicz rozważając przyczyny „dla których Żydzi z organizacji przemysłu holokaustu i z Izraela, a nawet szabesgoje z Departamentu Stanu USA, tak nerwowo zareagowali na nowelizację ustawy o IPN w Polsce” przypomniał, że „ta ustawa została uchwalona w roku 1998 i już wtedy wprowadzony został do niej przepis (art. 55), przewidujący kary za tzw. „kłamstwo oświęcimskie”, (…) penalizacja „kłamstwa oświęcimskiego” została przez polski Sejm wprowadzona do tej ustawy na sugestię strony żydowskiej, która w ten sposób chciała umocnić swój monopol na ustalanie ostatecznej i obowiązującej wersji wydarzeń historycznych, zwłaszcza II wojny światowej.

Opisując przyczyny powstania religii Holocaustu Stanisław Michalkiewicz przypomniał, że dominujący na zachodzie w XX wieku „sekularyzm niósł ze sobą niebezpieczeństwo zwłaszcza dla żyjącego w diasporze narodu żydowskiego, dla którego istotnym, a kto wie, czy nie jedynym wyznacznikiem tożsamości przez całe stulecia była religia”.

Zdaniem Stanisława Michalkiewicza skoro „Adolf Hitler już dokonał masakry europejskich Żydów, eliminując zwłaszcza uboższą i gorzej wykształconą część narodu żydowskiego, (…) to można tę okoliczność wykorzystać w charakterze remedium na zagrożenia płynące dla narodu żydowskiego ze strony sekularyzmu. Po co wierzyć w starożytne sagi, które dostarczają tylu wątpliwości, kiedy oto mamy całkiem świeże traumatyczne wydarzenie, w które wcale nie trzeba „wierzyć”, a tylko pamięci o nim nadać sens metafizyczny. To spostrzeżenie legło u podstaw religii holokaustu, która zaczęła podbijać serca coraz szerszych kręgów społeczności żydowskiej, a nawet umysły tym bardziej, że bardzo szybko się okazało, że z holokaustu można ciągnąć całkiem pokaźne i realne profity (…) toteż religia holokaustu niemal z dnia na dzień stała się dominującym wyznaniem społeczności żydowskiej”.

W opinii Stanisława Michalkiewicza dogmatem religii Holocaustu jest założenie, że „holokaust stanowi wydarzenie bez precedensu w dziejach świata. (…) do sukcesu religii holokaustu nie wystarczy, by ten dogmat przyjęli do wiadomości wyłącznie Żydzi. Konieczne w tym celu jest, by dogmat ten został przyjęty powszechnie i bez zastrzeżeń również przez resztę świata, to znaczy – przez świat nieżydowski”.

Według Stanisława Michalkiewicza narzucenie gojom dogmatów religii Holocaustu wymagało, by „polski Sejm w 1998 roku włączył do ustawy o IPN przepis przewidujący penalizację „kłamstwa oświęcimskiego” (…) I dopóki ta zasada działała wyłącznie na korzyść strony żydowskiej, żadnych protestów, ani wątpliwości, że w ten sposób podważa się swobodę dociekań naukowych, nie było.

Dopiero gdy mniej wartościowy polski naród tubylczy spróbował wykorzystać tę samą zasadę dla ochrony swojej własnej reputacji przed oszczerstwami produkowanymi przez skoordynowane polityki historyczne: niemiecką i żydowską, strona żydowska podniosła przeraźliwy” jazgot, by chronić swoje dochody.

Jan Bodakowski
http://prawy.pl

Dookoła mnie upiory!

Cesarz Napoleon III podczas swego pobytu na froncie wojny francusko-pruskiej strasznie cierpiał na pęcherz. Podczas takiego ataku bólu zsiadł z konia, oparł się o płot i nasłuchiwał huku armat. Otoczyła go grupka chłopów, którzy przyglądali mu się z zainteresowaniem i szacunkiem.

Kiedy cesarz jako tako przyszedł do siebie, zapytał chłopów, jak nazywają się farmy dookoła. – Ta za nami to „Moskwa”, tamta – to „Lipsk”, a ta najdalsza nazywa się „Obłęd” – odpowiedzieli chłopi.
– Dookoła mnie upiory – pomyślał Napoleon III.

W identycznej, a w każdym razie – bardzo podobne sytuacji znalazła się Polska. Co najmniej od tygodnia mamy jazgotliwą „wojnę żydowską” rozpętaną przez izraelską ambasadoressę w Warszawie, która wykiwała swoich rozmówców z Ministerstwa Sprawiedliwości, nie wysuwając żadnych zastrzeżeń podczas „konsultacji”, jakie nasi Zasrancen z nią prowadzili, a podnosząc klangor dopiero po uchwaleniu nowelizacji ustawy o IPN.

Pretekstem jest ukryta intencja „negowania holokaustu”, przed którą izraelski Kneset próbuje zabezpieczyć się podobną ustawą. Najgorsze są nieproszone rady, ale skoro tak, to wydaje mi się bardziej celowe byłoby wydanie ustawy zabraniającej powtarzania holokaustu, ponieważ powiadają, że historia lubi się powtarzać.

Oczywiście intencja negowania holokaustu, zwłaszcza w wykonaniu „polskich nazistów” to tylko pretekst, bo tak naprawdę klangor został przez stronę żydowską podniesiony z dwóch powodów. Po pierwsze – żeby wywołać reakcję opinii publicznej w Polsce, którą żydowskie media w USA i w ogóle – na świecie – prezentują jako wybuch organicznego polskiego antysemityzmu i w ten sposób zneutralizować wysiłki Polonii Amerykańskiej, która desperacko próbuje zapobiec uchwaleniu przez Kongres ustawy opatrzonej w Izbie Reprezentantów numerem 1226.

Po drugie – by dzięki zaprezentowaniu światu odrażającego wizerunku Polaków, jako narodu morderców, ułatwić sobie wyszlamowanie Polski już nie na 65 miliardów dolarów, tylko na ponad 300 miliardów. Na taka sumę oszacowała te roszczenia nowojorska Organizacja Restytucji Mienia Żydowskiego w piśmie przesłanym do Ministerstwa Sprawiedliwości w związku z projektem ustawy „reprywatyzacyjnej”.

Jak widać, apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc na wszelki wypadek zmobilizowani zostali wszyscy folksdojcze, szabesgoje i pożyteczni idioci. Odezwał się nie tylko Wielce Czcigodny Marcin Święcicki, mówiąc: „mordowaliśmy, ale nie zakładaliśmy obozów”. Ta liczba mnoga wskazuje, że nie tylko on mordował, ale i inne osoby, kto wie, czy przypadkiem nie starszy pan Święcicki, zażywający po wojnie reputacji zawodowego katolika?

Trochę ostrożniej wypowiada się Włodzimierz Cimoszewicz, w swoim czasie zarejestrowany przez SB pod pseudonimem „Carex”. Powiada mianowicie, że w holokauście brali udział „Polacy”, co być może zawiera ukrytą deklarację niewinności, jako że porządna, ubecka familia Cimoszewiczów należała raczej do polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, więc tylko posługiwała się językiem polskim, z historycznym polskim narodem nie mając wiele wspólnego.

Pod pałac prezydencki przyprowadził swoją trzódkę oskarżycieli narodu polskiego również Konstanty Gebert, a o głębokości mobilizacji świadczy reakcja dwóch wybitnych przedstawicieli Episkopatu Polski. Jego Ekscelencja Stanisław Gądecki, promotor „dni judaizmu” w polskim Kościele, przypomniał katolickim masom, że antysemityzm „jest grzechem”, zaś Jego Ekscelencja Wojciech Polak, „prymas Polski”, przestrzegł przed „bezmyślnym zrywaniem dialogu z Izraelem”.

Ciekawe, czy grzechem jest również antypolonizm – ale chyba nie, bo przecież Żydów, którzy mają własną szybką ścieżkę zbawienia, katolickie grzechy nie obowiązują, więc mogą z czystym sumieniem szkalować Polskę i Polaków, którym nawet w takich warunkach nie wolno „zrywać dialogu”, zwłaszcza „bezmyślnie”.

A czy w ogóle można inaczej zerwać dialog z Izraelem? Z teologicznego punktu widzenia wydaje się, że chyba nie można! Miejmy nadzieję, że Prymas Wyszyński, słysząc te zbawienne napomnienia i pouczenia, nie przewraca się z irytacji w grobie, ale tak czy owak widać, że kryzys przywództwa jest głębszy, niż można było przypuszczać.

Jeśli tedy projekty strony żydowskiej zostaną pomyślnie zrealizowane, to obawiam się, iż żydowska okupacja Polski może być znacznie cięższa od sowieckiej już choćby dlatego, że podczas okupacji sowieckiej Polacy znajdowali wprawdzie niewielką i infiltrowana przez „księży patriotów”, niemniej jednak znajdowali jakąś przestrzeń wolności w Kościele.

Jeśli postawy prezentowane przez JE abpa Gądeckiego i JE Wojciecha Polaka się upowszechnią, to na żadną przestrzeń wolności nigdzie liczyć już nie będzie można, bo każda grupa zawodowa, na swoim odcinku frontu ideologicznego, będzie odgrywała wyznaczoną rolę, dysponując tylko pewną swobodą wyboru odpowiedniego uzasadnienia, zwanego inaczej „bajerem”.

Jest to prawdopodobne tym bardziej, że amerykański sekretarz stanu Rex Tillerson, po podpisaniu znowelizowanej ustawy o IPN przez prezydenta Dudę oświadczył, że jest „rozczarowany”, a wcześniej Departament Stanu, pięknymi ustami rzeczniczki poszedł nawet dalej oświadczając, że ta ustawa może narazić na szwank „strategiczne interesy Polski”.

O czym w takim razie rozmawiał z Rexem Tillersonem prezydent Duda i Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, skoro na konferencji prasowej po tym spotkaniu przyznał, że o ustawie numer 1226 w ogóle nie rozmawiał? Skoro nieposłuszeństwo wobec Izraela w tak drobnej, bądź co bądź sprawie, może zagrozić strategicznym interesom Polski”, to czy naprawdę możemy liczyć na Stany Zjednoczone i NATO w sytuacji, gdy pojawi się prawdziwe niebezpieczeństwo?

Zresztą – powiedzmy sobie otwarcie i szczerze – Żydzi mogliby nas obrabować nawet gdybyśmy do NATO nie należeli, a kto wie, czy wtedy nie byłoby to nawet dla nich trudniejsze?

A tu jeszcze okazało się, że w Niemczech sfinalizowane zostały właśnie rozmowy koalicyjne. Nasza Złota Pani dogadała się z wybitnym przywódcą socjalistycznym Martinem Schulzem, więc tylko patrzeć, jak nowy rząd z nową energią zabierze się za Polskę, podkręcając niemieckich owczarków do większej aktywności.

Odczuł to na własnej skórze Ryszard Czarnecki, którego na żądanie Róży grafini Thun und Handehoch, czy jakoś tak – bo nie mam pamięci do tych arystokratycznych przydomków – został pozbawiony stanowiska wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego, z którym – jak przypuszczam – musiały być związane niemałe alimenty. Ryszard Czarnecki porównał grafinię do polskich szmalcowników, co było o tyle nieadekwatne, że szmalcownicy nie udzielali żadnych wywiadów niemieckim mediom dla Niemców, ani nawet niemieckim mediom dla Polaków. Takich wywiadów mogli udzielać przynajmniej folksdojcze, stojący na zdecydowanie wyższym szczeblu społecznej hierarchii w Generalnej Guberni, niż szmalcownicy.

Nie jest tedy wykluczone, że grafinia właśnie dlatego poczuła się dotknięta taką degradacją, co spotkało się z pełnym zrozumieniem ponad 400 Umiłowanych Przywódców, najwyraźniej podobnie odczuwających „wspólnotę losów”.

Jakby tego było za mało, to jeszcze na Polskę obruszyli się Ukraińcy, upatrując w nowelizacji ustawy o IPN intencji zakazania banderowcom obwiniania Polaków o zbrodnie na niewinnych Ukraińcach. Pewien generał poszedł nawet krok dalej i powiedział, że jeśli Polacy będą czepiać się banderyzmu, to półtora miliona Ukraińców w Polsce „chwyci za kije”. Jestem pewien, że z obfitości serca usta mówią i ten generał zna plany urządzenia w Polsce „wołynki” na wypadek konieczności wytworzenia pretekstu do zastosowania procedur wynikających z ustawy numer 1066, przewidującej udział obcych wojsk w pacyfikowaniu rozruchów na obszarze krajów członkowskich UE.

Gdyby Niemcy chciały nas w ten sposób zdyscyplinować, to mogłyby pławić się w pierwotnej niewinności, a organizatorów i wykonawców „wołynki” nikt nie ośmieliłby się nawet skrytykować, jako że Izrael nie tylko sprzyja premierowi Hrojsmanowi i prezydentowi Poroszence, ale chyba nawet wiąże z nimi jakieś nadzieje.

Inaczej być nie może, skoro nawet subtelna pani Anna Applebaum, żona Księcia Małżonka zwanego inaczej „Paziem”, udzieliła Ukraińcom dyspensy na nacjonalizm, będący istotnym składnikiem ich tożsamości. W tej sytuacji sprzeciwianie się banderowcom też może okazać się „grzechem”, podobnie jak „bezmyślne zrywanie dialogu”.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Kolejne perły rzucone przed świnie…
Admin

Twórca Art-B u boku izraelskiego polityka oskarżającego Polskę o Holocaust. „Nie ma przypadków, są tylko znaki”.

Szykowany na nowego premiera Izraela Ja’ir Lapid, który w ubiegłym tygodniu stwierdził, że „Polskie obozy śmierci istniały i żadne prawo nigdy tego nie zmieni”, obraca się w bardzo ciekawym towarzystwie. U jego boku widziano bowiem… Andrzeja Gąsiorowskiego.

Przypomnijmy, że Gąsiorowski na początku lat 90-tych za pośrednictwem swojej spółki Art-B wypompował z polskiego sektora bankowego 4,2 bln ówczesnych zł (równowartość 420 mln zł), po czym uciekł do Izraela. Do dziś za ten gigantyczny przekręt nie poniósł żadnych konsekwencji.

Warto przypomnieć, że Andrzej Gąsiorowski wraz z Bogusławem Bagsikiem (drugi współzałożyciel Art-B) uciekli z Polski do Izraela w połowie 1991 roku, gdy na jaw wyszedł wymyślony przez nich proceder tzw. „oscylatora ekonomicznego”, który pozwolił im wcześniej zgarnąć ok. 4,2 bln ówczesnych zł (równowartość 420 mln dzisiejszych zł).

Proceder „oscylatora ekonomicznego” polegał na lokowaniu pieniędzy w bankach, a następnie pobieraniu czeków „potwierdzonych” (tj. gwarantowanych przez bank) na ulokowane kwoty i – w dalszej kolejności – na realizowaniu tych czeków w innym banku, gdzie zakładana była kolejna lokata, pobierany kolejny czek gwarantowany itd.

W warunkach panującej w latach 1989-1991 niedrożności systemu przepływu informacji międzybankowej (była to wymiana informacji off-line, a dokumenty przesyłane były zazwyczaj pocztą) informacja o tym, że czek został zrealizowany w innym banku docierała nierzadko po kilku dniach lub po tygodniu, a do tego czasu lokata stworzona z tych samych pieniędzy była oprocentowana w kilku bankach równocześnie. Sprawnie działający oscylator w ciągu niespełna dwóch lat uczynił z Gąsiorowskiego i Bagsika bardzo majętnych ludzi.

Co ciekawe – Główny Inspektor Nadzoru Bankowego już w grudniu 1990 dostrzegł nieprawidłowości w obrocie kapitału holdingu Art-B, ale dopiero po pół roku prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie.

Ówczesny szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego – Maciej Zalewski – ostrzegł Bagsika i Gąsiorowskiego kilkanaście godzin przed ich szykowanym aresztowaniem (Zalewski został za to skazany prawomocnym wyrokiem sądu na karę dwóch i pół roku pozbawienia wolności).

W nocy z 31 lipca na 1 sierpnia 1991 roku, dwie godziny przed zamknięciem dla nich granic kraju, obaj właściciele Art-B wyjechali do Izraela. Tam szybko uzyskali obywatelstwo, co uchroniło ich przed wysłanym za nimi międzynarodowymi listami gończymi, ponieważ Izrael zawsze odmawia ekstradycji własnych obywateli do innych krajów.

Andrzej Gąsiorowski, ścigany międzynarodowym listem gończym, przez 22 kolejne lata mieszkał w Tel Awiwie. Izrael konsekwentnie odmawiał Polsce jego ekstradycji. Do Polski powrócił w 2014 roku, kiedy główne zarzuty dotyczące tzw. „oscylatora ekonomicznego” uległy przedawnieniu.

Nadal jednak w mocy pozostawały prokuratorskie zarzuty dotyczące przywłaszczenie ze szkodą spółki ponad 71,7 mln zł. Do czasu… 1 lipca 2015 roku weszła w życia uchwalona przez Platformę Obywatelską i podpisana przez prezydenta Bronisława Komorowskiego nowelizacja kodeksu karnego i kodeksu postępowania karnego, która przyspieszyła przedawnienie zarzutów wobec Gąsiorowskiego. W efekcie powyższego także i w tym przypadku śledczy musieli umorzyć sprawę.

Stanislas Balcerac, który jako pierwszy ujawnił na twitterze informacje na temat spotkania Lapida i Gąsiorowskiego, sugeruje nawet, że twórca Art-B był „słupem izraelskich służb”, których celem była „operacja plądrowania polskich banków na początku lat 90-tych”.

O tym czy Gąsiorowski był „słupem izraelskich służb” nie będę się wypowiadał, bowiem nie ma na to żadnych potwierdzonych informacji. Faktem jest jednak to, że spółka Art-B sfinansowała w części tzw. „operację MOST”, która polegała na przerzucie Żydów z ZSRR i Rosji do Izraela w latach 1990 – 1992. W akcję tą były zaangażowane służby specjalne z Polski (Departamentem I MSW), Izraela (Mosad) oraz USA (CIA).

Źródło: Oscylator ekonomiczny (Wikipedia)
http://niewygodne.info.pl

Rosyjski ambasador wyjaśnił, dlaczego Moskwa nie może zwrócić wraku samolotu

Wrak polskiego Tu-154, w katastrofie którego w 2010 roku pod Smoleńskiem zginął prezydent Polski Lech Kaczyński, pozostanie w Rosji, ponieważ strona polska nie zakończyła jeszcze śledztwa, powiedział w wywiadzie dla RIA Novosti ambasador Rosji w Warszawie Siergiej Andriejew.

„Temat powrotu do Polski wraku prezydenckiego samolotu jest zbyt upolityczniony, wokół niego sztucznie tworzony jest szum, jakby kwestia ta miała pewne znaczenie symboliczne. Tymczasem z punktu widzenia praktycznego, kwestia, gdzie znajduje się wrak — w Rosji czy w Polsce — nie ma większego znaczenia” — powiedział Andriejew.


Zaznaczył, że polscy śledczy i eksperci na wszystkich etapach dochodzenia mieli pełny dostęp do materiału. „A wrak i czarne skrzynki samolotu zbadali i rosyjscy, i polscy śledczy przy użyciu najbardziej zaawansowanych metod. Zamęt w tej kwestii jest tylko kolejnym środkiem nacisku na nas” — dodał rozmówca agencji.

Ambasador wyjaśnił, że wrak pozostaje w Rosji, ponieważ dochodzenia katastrofy nie skończyło się i zgodnie z rosyjskim prawem do zakończenia wszystkich postępowań musi pozostać w dyspozycji rosyjskich śledczych.

„Pytanie brzmi: dlaczego do tej pory nie zakończyło się dochodzenie? Przecież obraz katastrofy, jego przyczyny i okoliczności były jasne już w 2011 roku, kiedy opublikowano raport naszego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego i polskiej komisji Millera. Od tamtej pory nic takiego, co mogłoby stawiać pod wątpliwości ich główne konkluzje, nie stwierdzono, ale polskie władze nie przerywają dochodzenia, przedstawiają coraz to nowe wersje, więc strona rosyjska jest zobowiązana do kontynuowania swoich prac i radzenia sobie z tym wszystkim” — wyjaśnił Andriejew.

„To, co dzieje się w Polsce w związku z katastrofą w Smoleńsku, w Rosji od dawna wywołuje nieporozumienia i nieprzyjemności. Jasno mówił o tym prezydent Rosji Władimir Putin na konferencji prasowej w Moskwie 14 grudnia 2017 roku” — podsumował ambasador Rosji.

[Zdaniem gajowego istnieje jeszcze jeden powód. Otóż dam sobie łeb urwać przy samej dupie, że jeśli Rosja przekazałaby wrak samolotu takim władzom, jakich Polska musi obecnie ścierpieć, to już następnego dnia „odkryto” by na nim odciski palców Putina, zgubiony paszport Szojgu itd. – admin.]

https://pl.sputniknews.com

 

Powstania a myśl masońska

Czy zadaliście sobie kiedyś pytanie o sens polskich powstań,buntów i rewolucji na skale lokalną? Proponuje to zrobić jak najszybciej omijając podręczniki zawierające tzw. oficjalne źródła historyczne a skupić się na archiwach masońskich i archiwach, w których uda wam się zdobyć drzewa genealogiczne.

Dlaczego? Ponieważ… Ponieważ zachodzą tutaj dziwne zbieżności z rewolucjami światowymi w tym rewolucją październikową i francuską…

Wspólną cechą tych kontrolowanych przewrotów jest przynależność dowódców i inspiratorów powstań do masonerii i innych tajnych oraz okultystycznych bractw, które istniały i istnieją ponad podziałami religii, narodów i interesów narodowych…

I cóż z tego powie wielu z was większość ówczesnej elity należało do tajnych stowarzyszeń, bractw i grup okultystycznych.
I w tym sęk i tutaj mamy pogrzebanego celowo psa…
Większość nie społeczeństwa a elit!

Elit, którym niezależnie od okupanta, zaboru… wiodło się na tyle dobrze, aby nie podnosić rewolucyjnych podszeptów na salonach ówczesnej Warszawy, Wilna, Poznania czy Krakowa (nie dotyczy to inteligencji, ale elit, które niesłusznie kojarzone są z siłą intelektualną kraju… To tak jakby postawić na czele zespołu projektanta mostów Lecha W.)

A jednak owa elita należąca do tych samych lóż masońskich, co okupant i zaborca… dziś uważana jest za inspiratora powstań i ruchów niepodległościowych.
Paradoks czy celowe działanie na niekorzyść państwa i społeczeństwa?
Cóż, więc jest istotą owych rozważań i myśli?
Cóż jest powodem, dla którego elita zbratała się z ludem a nawet chłopstwem…?

Powodem tym jest potrzeba gwałtownych zmian środowiskowo-społecznych, a także wytworzenie nowych tez i antytez, napędzanie koniunktury poprzez zmiany na rynku gospodarczym i finansowym, przejęcia własnościowe, gruntowe oraz przejęcie nazwisk, tytułów i dóbr ludzi zabitych lub zesłanych na banicję bez prawa powrotu (idealna przykrywka do powrotu i przejęcia majątku osoby trzeciej).

Te powody oraz chęć kontrolowania niezadowolonej części społeczeństwa pełnego niepokojów było powodem przystąpienia szpiegów masońskich do konspiracji narodowych.

Ważnym elementem były też zmiany społeczne mające w jasny sposób wykrystalizować hierarchiczno-elitarny system kastowy za pomocą sztucznych zmian następujących po sobie systemów ustrojowych o zwiększonych represjach militarno – psychologicznych (terror – zwiększenie terroru –wolność zewnętrzna – podział (pseudo wybór) – przyzwyczajenie –uzależnienie –obojętność – poddanie).

Infiltracja inteligencji studenckiej, chłopskiej… Ukształtowanie ich poglądów i opinii zostało starannie zaplanowane tak, aby niższym warstwom społecznym wydawało się, iż znaleźli silne oparcie w kastach wyższych i inteligentnych dowódców potrafiących walczyć ręka w rękę z narodem. Jakże naiwne były to myśli i opinie, którym kultywuje się aż po dzień dzisiejszy…

To uśpienie czujności poparte zaplanowanymi zwycięstwami w mało znaczących bitwach, przelewanie krwi chłopstwa jednej i drugiej strony (tzw. konfliktu) przypominało grę strategiczną, której wynik był zawsze planowany z wyprzedzeniem i okupiony zaplanowanym stratami na polu bitwy.

Wykrwawienie inteligencji, młodych i zaangażowanych patriotów oraz butnych i bitnych chłopów przychodziło masonom z łatwością. Tak jak dzisiejsze wybory, religia i pseudo „wybory” dzielą i zagospodarowują naród – jest to teoretyczne bezkrwawa rewolucja, w której dalej przejmuje się majątki, ziemie i nazwiska (bankructwa, przejęcia, samobójstwa, fałszywe oskarżenia, wskazywanie winnych, publiczna nagonka, bezrobocie…)

Niezależnie od reprezentowanej strony konfliktu tylko siła wyższa – inspirator odnosił korzyści z mordów rytualnych, przejętych majątków, ziem i dóbr… Z których tworzono nowe fortuny, firmy i banki.

Jeśli spojrzycie na bieg historii i na życie cichych, schowanych w cieniu inspiratorów powstań, większość z nich dziwnym trafem trafiła bezpiecznie do Francji, Włoch, Anglii czy Hiszpanii a nawet zaistniała na dworach swych masońskich przyjaciół z Niemiec, Austrii, Ameryki czy Rosji. Ludzi tych czekały zaszczyty lub sława nieosiągalna dla prawdziwych bohaterów i ofiar powstań i zrywów narodowych!

Schemat powstań narodowych był przenoszony w formie gotowych projektów jako inspiracja wojen domowych oraz wojen i rewolucji światowych.

Podzielić, uzbroić, stworzyć nakaz autorytatywny oraz podwaliny nienawiści propagandowej… A potem finansować obie strony, zbroić, kontrolować oba rządy i czerpać zyski z obu stron konfliktu, przedstawiając im wymuszone manipulacją rozwiązanie…

Stwórz problem i rozwiąż go… Motłoch to kocha.

Nie ma w tym nic trudnego, ale wy ciągle dajecie sobą manipulować wrogowi społecznemu, jakim jest hierarchia. Niezależnie od tego, jakiego jest ona szczebla, zawsze chęć władzy bierze górę nad zdrowym rozsądkiem [co gorsza, nad przyzwoitością i sumieniem – admin]. Psychologia stada jest tak silnie w was zakorzeniona ze postanowiono ją wykorzystać we wszystkich aspektach życia!

Hierarchia to wróg, którego szukacie i hodujecie na własnym nieszczęściu, stając się niewolnikami jej planów, gier i rozwiązań.

Przykładowe nazwiska inspiratorów masońskich gier militarno-gospodarczych:
– Adam Amikar Kosiński (1769-1823) Powstaniec kościuszkowski, generał w Legionach Dąbrowskiego, warszawski mason, założyciel loży w Poznaniu.
– Henryk Dmochowski (ur.1810 w Wilnie) członek Loży Wielki Wschód w Paryżu.

Warto również spojrzeć na przedwojenną korespondencję (Opis obrzędów Starogermańskich i organizacja Lóż Masońskich na terenie Polski) 1903-1930 pomiędzy Lautererem a Ebehartem von Brockhausenem w sprawie ideologii i organizacji loży starogermańskiej w Polsce.

Wszystko to a nawet nazwiska członków i założycieli łóż masońskich z okresu zaborów, powstań i czasów współczesnych znajdziecie w archiwach waszych miast. Wystarczy sięgnąć, aby nie poruszać się w oparach absurdu. Bowiem kreacją powstań, rewolucji i przekształceń zajmowali się ludzie cienie, których marionetkami byli politycy i działacze partyjni i religijni…

Nie znajdziecie w archiwach wielkich nazwisk, ale ukryte wszy … z pieniędzy, których finansowana jest polityka, wojna i religia. [Religia? – admin]

Wojciech Dydymus Dydymski
https://ukrytawladza.wordpress.com

Mateusz Piskorski: Życie za kratami. Poniżające średniowiecze.

Różnica między polactwem a Polakami zaciera się. Zachowaniem ani poglądami zbytnio nie odstają od siebie. Kogo tych z lewej, z prawej i tych z dupy wziętych patriotów obchodzi los Piskorskiego, więzionego bez powodu i traktowanego jak kryminalistę bez żadnego procesu?
Życzę Wam, kurwy, aby was to samo spotkało.
Admin

Już niedługo miną dwa lata od momentu, kiedy polski polityk i politolog, lider partii „Zmiana” Mateusz Piskorski trafił do aresztu bez przedstawienia oficjalnych oskarżeń. Sąd stale przedłuża mu okres przebywania w areszcie.

Redakcja Sputnik Polska publikuje fragmenty kilku osobistych listów Mateusza Piskorskiego, które napisał w warszawskim areszcie do rodziny w Moskwie.

List Mateusza Piskorskiego 18.01.2018. Pieczątka cenzury. A poza tym mamy sprawiedliwe, praworządne, demokratyczne państwo. Oraz niezależnych prokuratorów i sędziów, CHwD.

„Życie jest u Was i to jest interesujące. Tu jest śmierć i gnicie. Jest — i to pozytyw —zrozumienie, w jak wielu sprawach Ty miałaś rację. To dotyczy i spraw prywatnych i polityki, Twoich prognoz.
W aresztach w Polsce nie leczą zębów, tylko od razu, jeśli boli, proponują usuwać. W rezultacie wielu ludzi, którzy dłużej tu siedzą, pozostaje całkiem bez zębów. Problem jest jeszcze większy, bo do jedzenia przy gotowaniu dodają tu sodę, a od tego — jak wiesz — zęby jeszcze bardzej się psują. Stomatolodzy tutaj to często emeryci, którzy sobie tylko dorabiają. Słabo widzą, trzęsą im się ręce. Tak więc lepiej wcale do nich nie chodzić, jeśli nie ma takiej konieczności. Tutaj nie mają nawet normalnych instrumentów.

Podobnie jest z innymi lekarzami — na specjalistę trzeba czekać wiele miesięcy. A jak kogoś coś boli, niezależnie od tego, co to jest, dają wszystkim paracetamol.

Mnie już od dawna boli kręgosłup. Zrobili mi prześwietlenie RTG i wyszło, że mam zmiany zwyrodnieniowe. Często od tego budzę się w nocy. Paracetamol na to nie pomaga. Prosiłem o jakieś ustrojstwa do rehabilitacji, ale mi nie dali, także może być tylko gorzej. Prokuratura odmówiła też konsultacji medycznej poza aresztem.

Słyszałem o kilku osobach, które umarły, bo nie okazano im w porę pomocy. Wielu wychodzi stąd ze zrujnowanym zdrowiem.

Kręgosłup i plecy bolą mnie ostatnio jeszcze mocniej, bo odczuwam skutki napadu ABW, którego byłem ofiarą 25 kwietnia 2017. Jednym słowem, tutaj lepiej nie chorować. Opieka medyczna jest jak w średniowieczu.

Wiele problemów bierze się z niezdrowego jedzenia. O 7 rano dają śniadanie, ok. 13-obiad, a po 16-kolacje.

Na śniadanie i kolację zwykle podają takie niby-mięso, chyba robione z chemii i jakichś odpadów. Tylko raz tego spróbowałem, ale od tej pory nie byłem w stanie nawet znieść zapachu. Kolega z celi kiedyś zalewał to ‘mięso’ gorącą wodą i wtedy było widać, ile w tym jest jakiejś chemii, obrzydliwe.

Do tego na śniadanie i kolację dają chleb (często nieświeży, a parę razy trafił się nawet taki zielony od pleśni).Na obiady surówki z nieświeżych warzyw, stare ziemniaki, czasem kasze lub ryż.

Mięsa nie jem, jak pisałem, żadnego. Zupy też nie jadam, bo to zwykle sama woda, gotowana do tego na sodzie.

Jedzenie w święta niczym nie różni się od tego zwykłego.

Ostatnio dowiedziałem się, że cena wyżywienia na jednego człowieka to ok. 5 złotych, a na psy, które tu mają — po 7 złotych dziennie.

Jeśli ktoś chce tu się odżywiać i go na to stać, to może raz na 10 dni zamawiać produkty ze sklepu, ale są one tu dużo droższe niż w normalnych sklepach, a poza tym nie można kupić więcej niż 6 kg. Ostatnio jem trochę więcej, bo przeszedłem na dietę bezmięsną, mam trochę serów, a zamiast mięsa — soję.

W areszcie w Mokotowie schudłem 14 kg.

Wiele słyszałem o więzieniach w różnych krajach Europy od ludzi, którzy tam siedzieli. Wygląda na to, że w Polsce warunki są najgorsze. Zresztą mnie to nie dziwi — tutaj wszystkie standardy są tylko na papierze, a papier wszystko przyjmie.

Podobno jedyne, co się od lat zmieniło w polskich aresztach, to podejście strażników. Kiedyś bili i obrażali. Teraz są w większości kulturalni. Zresztą ci ludzie też żyją w biedzie, bo ich wypłaty są śmiesznie niskie.

Nie chce Cię obciążać, zanudzać nieinteresującymi problemami miejsca, w którym się znalazłem. Dlatego o tym, co tu się dzieje, piszę Ci tylko czasami.

Zaczynam kolejne małe walki z systemem, wojny pewnie nie do wygrania, ale zawsze lepiej wojować niż się poddawać bez sprzeciwu.

Jak Ci pisałem, jakiś czas temu, po tym jak kilka osób się powiesiło, odebrali u wszystkich paski od spodni. W rezultacie — ja sporo schudłem — człowiek chodzi ze spadającymi spodniami. Poniżające!

Nie rozumieją, że jak ktoś chce ze sobą skończyć, nie musi mieć paska. Cały czas się wieszają, tylko na innych przedmiotach. Można też podciąć sobie żyły i się wykrwawić. Sposobów na samobójstwo jest tysiąc i kto chce, to zrobi. Paski odebrali naruszając prawo, bo kodeks gwarantuje, że można mieć własną odzież.

No i teraz piszę różne pisma w tej sprawie, a może podam ich też do sądu. W innych sprawach też.

Np. powinna być określona powierzchnia w metrach kwadratowych na człowieka — nikt tego nie przestrzega. Nie ma światła — oczy się psują, bo w oknach są tzw. blindy — za to powinni płacić rekompensaty.

Polskie władze planują też otworzyć obozy w praktyce przymusowej pracy fizycznej dla więźniów. W ogóle często myślę, że to wszystko nie ma sensu.

Mam ich dość.

Cały ten ich cyrk, który ze mną robią, nie ma znaczenia.

O moich poglądach, ideach piszę za dużo — wiem, że je znasz, ale jest mi bardzo źle, że nie mogę tego wszystkiego pojąć, że ja naprawdę robiłem coś dla Polski, za co dziś jestem prześladowany, poniżany. Mam wewnętrzny protest.

Oni i tak będą robić, co chcą, niszczyć kogo chcą, minimum do czasu, kiedy czują, że za plecami mają Amerykanów. Kupili niedawno dla władz luksusowe samoloty dalekiego zasięgu (Boeing), widocznie gdyby przyszło im uciekać za ocean…

Ja praktycznie rozmów nie mam. Nie mam z kim. Zamykam się w swoim świecie, w myślach.

Chciałbym, żeby wyszło mi tu nie być psychicznie, żeby mentalnie żyć w innym świecie. Ale to bardzo trudne. Tu jest cały czas hałas, dźwięki, zamieszanie, krzyki. Od tego wszystkiego boli głowa. Od każdego dźwięku, od debilnych pytań i rozmów.

Trzeba stąd mentalnie emigrować — ja próbuje, dzięki książkom, czasem dobre kino (rzadko)”.

Ciąg dalszy nastąpi.

Mateusz Piskorski, polski polityk i politolog, Warszawa.

https://pl.sputniknews.com