Skąd w gospodarce biorą się pieniądze

Szwajcarzy zdecydują w czerwcu w referendum, czy odebrać bankom komercyjnym prawo do kreowania pieniądza bezgotówkowego i przywrócić je bankowi centralnemu.

Dziesiątego czerwca odbędzie się w Szwajcarii referendum, w którym obywatele tego kraju mają odpowiadać na pytanie: „Czy jesteś za popularną inicjatywą wprowadzenia odpornego na kryzysy Pieniądza Suwerennego, który będzie emitował jedynie bank centralny?”.

Pisząc o „kryzysach”, inicjatorzy referendum mają na myśli ten z 2008 roku i wcześniejsze. Natomiast aby zrozumieć, o co chodzi w drugiej części referendalnego pytania, trzeba wiedzieć, że obecnie zdecydowana większość znajdujących się w obiegu pieniędzy to pieniądz bezgotówkowy, który kreują (z „niczego”) banki komercyjne poprzez udzielanie kredytów.

O co chodzi Szwajcarom?

Banki centralne tworzą jedynie gotówkę. Przykładowo: obecnie w Polsce znajduje się w obiegu około 1300 mld zł. Z tej kwoty jedynie 14 proc. to gotówka (banknoty i monety), a reszta – głównie pieniądz bezgotówkowy istniejący jako elektroniczne zapisy na kontach konsumentów i firm. Inicjatorzy szwajcarskiego referendum chcą, aby bank centralny emitował cały pieniądz, a więc także bezgotówkowy.

Fakty te są mało znane poza środowiskiem ekonomistów i bankowców. Dominuje przekonanie, że to banki centralne kreują cały pieniądz, a banki mogą udzielać tylko tylu kredytów, na ile mają pokrycie w depozytach. Oba te poglądy są błędne. Wątpiących odsyłam do opublikowanego w 2014 r. przez Bank of England raportu „Money creation in the modern economy”.

Kreacja pieniądza bezgotówkowego, który obecnie stanowi zdecydowaną większość pieniędzy w obiegu, została zatem sprywatyzowana. Stan ten banki komercyjne osiągnęły stopniowo, metodą małych kroków i faktów dokonanych. Pieniądze kreowane w momencie udzielania kredytów są potem wydawane – trafiają do obiegu.

Z drugiej strony każda spłata raty kredytu powoduje, że pieniądze znikają. System monetarny świata przypomina więc dziurawe wiadro, z którego wciąż wycieka woda i trzeba cały czas ją dolewać. Banki centralne mają jedynie pośredni wpływ na ilość pieniądza w obiegu poprzez ustalanie stóp procentowych dla transakcji międzybankowych. Wpływ bezpośredni na podaż pieniądza ma polityka kredytowa banków i wielkość popytu na kredyty.

Oba te czynniki są zmienne, zależne od aktualnych preferencji banków i ich klientów. Kreowanie przeważającej ilości pieniądza przez kredyt jest niebezpieczne, bo niestabilne: raz może być go za dużo, a innym razem za mało. Podczas światowego kryzysu finansowego w 2008 roku banki ograniczyły akcję kredytową, przez co spadła ilość pieniędzy w obiegu, co „zdusiło” całą światową gospodarkę.

Stąd właśnie wziął się pomysł (testowany w szwajcarskim referendum), aby odebrać bankom komercyjnym prawo do kreowania pieniądza bezgotówkowego i przywrócić je bankom centralnym, które kreowałyby pieniądz w takiej ilości, aby nie spowodować inflacji, a równocześnie „nadążać” z jego podażą za wzrostem PKB.

Niestabilność i wytwarzanie światowych kryzysów, to niejedyne wady obecnego systemu monetarnego świata. Inną jego wadą jest fakt, że pieniądze te „nie są za darmo”, gdyż aby je uzyskać, trzeba zapłacić odsetki. Sytuacja jest paradoksalna: pieniądz, czyli środek wymiany (kupna – sprzedaży) dóbr i usług, nie powinien być przecież odpłatnie udostępniany (pożyczany) pracownikom i firmom, którzy te dobra i usługi sami wytworzyli.

Banki nie tylko decydują o tym, ile pieniędzy będzie w obiegu, ale też, kto te pieniądze będzie wydawać. Osoby nie mające zdolności kredytowej są skazane na firmy pożyczkowe z ofertą o RRSO [rzeczywista roczna stopa oprocentowania – red.] rzędu 100 proc. Pogłębia to nierówności dochodowe.

Konstytucyjne wątpliwości

W polskim systemie prawnym scedowanie na banki komercyjne misji kreowania pieniądza bezgotówkowego jest sprzeczne z konstytucją, gdyż jej art. 227 pkt 1 wyraźnie stanowi, że prawo do emisji pieniądza przysługuje wyłącznie NBP.

Zatem albo łamana jest konstytucja, albo to, co mamy na kontach, to nie są pieniądze. Postulat powrotu misji kreowania pieniądza do banków centralnych (system 100-proc. rezerwy) jest na świecie przedmiotem coraz większego zainteresowania i przybrał już formę konkretnej propozycji wprowadzenia Pieniądza Suwerennego (Sovereign Money).

W 2016 r. firma KPMG opublikowała raport „Emisja pieniądza. Alternatywne systemy monetarne” zawierający omówienie wyników kilkudziesięciu publikacji naukowych, w których analizowano, jakie skutki miałoby wprowadzenie Pieniądza Suwerennego. Okazuje się, że jego wynikiem byłoby m.in. stabilność gospodarcza, odporność systemu finansowego na kryzysy i panikę bankową, wzrost gospodarczy, ograniczenie inflacji, obniżenie cen nieruchomości, obniżka podatków i zwiększenia płac oraz zdecydowana redukcja zarówno długu prywatnego, jak i publicznego.

Jak jest możliwe to ostatnie? Przedstawię odpowiedź na przykładzie Polski. Wzrostowi PKB powinien towarzyszyć proporcjonalny wzrost ilości pieniędzy w obiegu. Skoro polski PKB rośnie o około 3 proc. rocznie (w cenach stałych), inflacja jest rzędu 2 proc., a ilość pieniądza w obiegu to około 1300 mld zł, to w obiegu powinno się znaleźć co roku około 65 mld zł dodatkowych pieniędzy.

Gdyby w Polsce obowiązywał Pieniądz Suwerenny, to NBP wykreowałby tę kwotę i wprowadził do obiegu przez przekazanie jej rządowi na pokrycie części wydatków państwa oraz osiągnąłby dochód z emisji pieniądza zwany (od wieków) senioratem. Okazałoby się wtedy, że Polska nie ma deficytu budżetowego, ale nadwyżkę budżetową.

Jednak przez ponad 20 lat NBP nie kreował pieniędzy [dla rządu – red.], ale rząd je pożyczał. Efekt: skumulowany dług publiczny Polski w wysokości ponad biliona złotych. Płacone od niego odsetki, i odsetki od odsetek (większość tej kwoty to skapitalizowane odsetki), to w sumie kilkaset miliardów złotych. Jednak „wyzerowanie Licznika Balcerowicza” może być dokonane nie tylko przez pełne wprowadzenie w Polsce Pieniądza Suwerennego. Można to także zrobić okrężną drogą poprzez kupowanie przez NBP krajowych obligacji.

Nie wymaga to zmiany prawa, gdyż art. 48 pkt 2 ustawy o NBP wprost na to zezwala (a art. 220 pkt 2 konstytucji tego nie zabrania). Oczywiście wykupywanie krajowych obligacji nie powinno następować zbyt szybko, aby nie spowodować inflacji. Czuwałby nad tym także NBP, gdyż zgodnie z art. 2 pkt 1 ustawy o NBP „podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen”.

Śladem EBC i Chin

Skup rządowych obligacji krajów strefy euro prowadzi już od kilku lat Europejski Bank Centralny. W podobnym duchu działają też banki centralne w Chinach, Wielkiej Brytanii i USA.

Polska powinna pójść w ich ślady. Zapewne wywołałoby to sprzeciw, gdyż tego typu operacja ma złą opinię. Bywa nazywana „monetyzacją” długu, który jakoby miałby przez to być jeszcze trudniejszy do spłacenia. Chodzi tu jednak o realne i trwałe ograniczenie lub nawet wyzerowanie długu publicznego przy niewielkim koszcie tej operacji.

Widać przez to, że długi publiczne są w dużej mierze pozorne, a straszenie nimi ludzi, gdyż „będą musiały je spłacać przyszłe pokolenia” – przesadne.

Na koniec wspomnę, że dyskutując o reformie systemu monetarnego, nie należy zapominać o nowej kategorii pieniędzy – bitcoinach – które nie są emitowane ani przez banki komercyjne, ani przez centralne.

Jacek Chołoniewski
http://www.rp.pl/Opinie/305319938-Skad-w-gospodarce-biora-sie-pieniadze.html
Za: http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=23118&Itemid=55

http://wsercupolska.org

Czy minister Czaputowicz dobrze rozumie ukraińską duszę?

Coraz bardziej dochodzę do przekonania, że giedroycizm to nie jest żadna koncepcja, czy kierunek polityczny, ale to jest coś w rodzaju ezoterycznej sekty.

Oto pan minister Jacek Czaputowicz na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ wygłasza jakieś dziwne frazy na temat „woli” i „duszy” narodu ukraińskiego: „Ta wola nie zostanie zgnieciona – ani przez nielegalną aneksję Krymu, ani przez konflikt na wschodzie kraju. Ci, którzy tak uważali, źle rozumieli nie tylko duszę ukraińską, ale także podstawowe zasady demokracji”[1].

Oto objawił się znawca „duszy” narodu ukraińskiego. Dobrze, że nic nie mówił o symbolach krwi i ziemi, bo to przecież także ważne składniki ukraińskiej duszy, a przynajmniej tej jej części, która w dziesiątkach pomników Bandery i Szuchewycza objawiła się dziś mocno na Ukrainie, szczególnie jej zachodniej części.

To nie pierwsze tego typu, budzące zdumienie, oświadczenie Czaputowicza. Już wcześniej stwierdził on, że celem polskiego członkostwa w Radzie Bezpieczeństwa jest pomoc Ukrainie.[2] Z jednej strony mamy bezwarunkowe deklaracje poparcia, wręcz oddania, dla interesów rządu ukraińskiego ze strony Warszawy.

Zobaczmy, co mamy z drugiej strony? Niedawno ukraiński minister sprawa zagranicznych Pawło Klimkin oświadczył w wywiadzie dla BBC: ”Przypuśćmy, że robię sobie zdjęcie z portretem Stepana Bandery albo z flagą czerwono-czarną, a potem jadę do Warszawy z jakąś wizytą. Rodzi się proste pytanie: co dalej?”[3]

Jeszcze wcześniej, w innym wywiadzie, stwierdził on, że „Bandera i UPA to symbole walki o wyzwolenie kraju, którą prowadzono przeciwko niemieckiemu, radzieckiemu oraz polskiemu panowaniu.”[4] Jak widać, stawia on Polskę, III Rzeszę i ZSRR w jednym szeregu wrogów Ukrainy.

Skoro takie jest oficjalne stanowisko obecnego rządu w Kijowie, to wypada zapytać pana Czaputowicza, dlaczego ten rząd ukraiński on tak bezwarunkowo popiera?

Na dodatek Klimkin przypomina tam także rzekomo zbrodniczą pacyfikację z 1930 roku. Wypada przypomnieć, że podczas tej akcji nikt nie zginął, zaś wykryto, według raportu ówczesnego ministra sprawa wewnętrznych, „1287 sztuk broni długiej, 566 rewolwerów, 398 bagnetów, 31 granatów, kilkadziesiąt metrów lontu oraz 99,8 kg materiałów wybuchowych”.

Wynika z tego, że nacjonaliści ukraińscy już wtedy mieli duże zasoby broni do prowadzenia szerokiej akcji terrorystycznej, którą zresztą prowadzili. Sprawę tej pacyfikacji badała Liga Narodów i stwierdziła, że „Polska nie prowadzi przeciwko Ukraińcom polityki prześladowań i gwałtów”. Ale, jak widać, Pawło Klimkin wie lepiej i nie traci okazji by Polskę atakować.

Nasz rząd, z kolei, nie traci żadnej okazji by obecną Ukrainę jak najusilniej popierać. 29 maja minister Czaputowicz prowadził posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ poświęcone sytuacji na Ukrainie, gdzie wypowiedział on, i poparł, cały szereg poglądów wyrażanych przez rząd w Kijowie, a także wystąpił wspólnie z ministrem Klimkinem.[5]

Tenże, w specjalnym oświadczeniu, powiadomił o śmierci dziennikarza Babczenki i niedwuznacznie przypisał odpowiedzialność stronie rosyjskiej.[6]  Na drugi dzień okazało się ,że Babczenko żyje a cała sprawa to była tylko inscenizacja ukraińskich służb. W międzynarodowych mediach pełno jest nieprzychylnych Ukrainie komentarzy. Na dodatek sam Babczenko, nie czując chyba żadnego wstydu z udziału w tej mistyfikacji, zaoferował specjalny wywiad: „pięćdziesiąt kafli baksów i ekskluzywny wywiad jest wasz”[7]

W ten sposób doszło do niebywałej kompromitacji Ukrainy na arenie Rady Bezpieczeństwa, a tym samym i całego świata. Okazało się, że oficjalny przedstawiciel Ukrainy, czyli minister spraw zagranicznych, publicznie mówił nieprawdę. Skutki, jeśli chodzi o utratę i tak niskiej wiarygodności tego państwa, będą bardzo duże. [E tam… będą żadne – admin]

Czy takie działania, gdzieś z pogranicza opowieści Gogola i Conan Doyle’a, to są właśnie te zawiłości duszy ukraińskiej, której znajomością chwali się Czaputowicz? Nie trudno także zauważyć, że ta utrata wiarygodności będzie także, w pewnej mierze, dotyczyła i Polski, jako kraju, który zawsze Ukrainę popiera.

O wiele bardziej realistyczne stanowisko prezentuje Viktor Orbán, który obecną Ukrainę, w swoim memorandum, nazywa państwem upadłym.

Stanisław Lewicki

[1] https://wpolityce.pl/polityka/396494-stanowcze-slowa-szefa-polskiego-msz-wola-ukrainy-by-stac-sie-czescia-zachodu-nie-zostanie-zgnieciona
[2] https://kresy.pl/wydarzenia/czaputowicz-celem-naszego-czlonkostwa-w-rb-onz-jest-pomoc-ukrainie
[3] https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/szef-msz-ukrainy-o-relacjach-z-polska-powinnismy-isc-do-przodu,822846.html
[4] https://wsensie.pl/swiat/27498-klimkin-w-zylach-jana-pawla-ii-plynela-ukrainska-krew-polscy-politycy-powinni-zakazac-u-siebie-jozefa-pilsudskiego
[5] http://www.pap.pl/aktualnosci/news,1434179,czaputowicz-w-rb-onz-wola-ukrainy-by-stac-sie-czescia-zachodu-nie-zostanie-zlamana.html
[6] https://mfa.gov.ua/en/about-mfa/minister/speeches/6206-vistup-ministra-zakordonnih-sprav-ukrajini-pavla-klimkina-na-zasidanni-radi-bezpeki-oon-shhodo-situaciji-v-ukrajini-movoju-originalu
[7] http://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/575609,arkadij-babczenko-wywiad-cena-rosja-ukrania.html

https://konserwatyzm.pl

PiS wyrzuci senatora za … antysemityzm i prawdę o Żydach. Partia rządząca coraz bardziej filosemicka!

 https://youtu.be/Wbgf8uemytE

 

[Filosemicka? Po prostu żydowska. – admin]

Rzecznik dyscypliny partyjnej Prawa i Sprawiedliwości Karol Karski potwierdził, że złożył wniosek, który ma doprowadzić do usunięcia z partii senatora Waldemara Bonkowskiego.

Przyczyną takich działań mają być domniemane antysemickie wpisy parlamentarzysty w internecie.

W rozmowie z Onetem, Karol Karski stwierdził, że decyzja zostanie podjęta „w najbliższej przyszłości” i dodał, że „Młyny sprawiedliwości mielą powoli, ale dokładnie”. Działania te są pokłosiem decyzji prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który zawiesił Bonkowskiego 22. lutego – podczas apogeum żydowskiej nagonki na Polskę i fali antypolonizmu w światowych mediach.

Sam Waldemar Bonkowski w rozmowie z Onetem mówi, że nie umieszczał w sieci żadnych wpisów, a jedynie udostępniał je bez komentarzy. Był tam między innymi klip „Jak Żyd gonił Żyda”, który jest fragmentem propagandowego filmu III Rzeczy, ale znajduje się na stronie Instytutu Yad Vashem. Parlamentarzysta mówi, że jest sekowany za mówienie prawdy:

– Nie można nawet prawdy mówić, bo od razu jest się nazwanym antysemitą, tak nie może być. (…) Ja podkreślam, nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę antysemitą, a wszyscy, którzy mnie od lat znają, wiedzą, że nawet wręcz broniłem Żydów. My możemy od nich jako naród wielu rzeczy się uczyć – mówił w rozmowie z Onetem. [Czego możemy się od nich nauczyć? Złodziejstwa? Bandytyzmu? Oszustwa? Bezczelności?- admin]

Obok rzeczonego filmu, wśród materiałów udostępnianych przez Bonkowskiego znajdowały się także zdjęcia z tak słusznymi i racjonalnymi postulatami jak: „Domagam się traktowania antypolonizmu na równi z antysemityzmem”, „Kto donosi obcym na Polskę, sam wyklucza się ze wspólnoty narodowej” lub „Słownikiem żydowskim” pojęciami „właściwe rozumienie jest kluczowe w dialogu z Żydami”.

Działania władz partyjnych PiS pokazują, że partia ta cenzuruje własnych polityków i wyrzuca ich za publikowanie prawdy. Postawa ta jest żenująca i wyjątkowo szkodliwa, szczególnie ze względu na fakt nieustającej nagonki na Polskę inspirowanej w dużej mierze przez żydowskie lobby w Stanach Zjednoczonych. Władze naszego kraju nie robią nic, aby się temu przeciwstawić, a wręcz przejmują narrację tych środowisk i ścigają własnych członków za domniemany antysemityzm.

Za: onet.pl
http://dzienniknarodowy.pl

Pan Bonkowski jest dorosłym mężczyzną, w dodatku zajmującym się polityką… a nie wie, że jego żałosne zapewnienia iż „nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę antysemitą” nie mają najmniejszego znaczenia dla sprawy. Lizanie dupy koczownikom w żaden sposób nie wpłynie na ich ocenę p. Bonkowskiego. Sprawa jest przegrana. Można było tylko ocalić trochę honoru…
Admin

Powstanie armii Unii Europejskiej coraz bliżej. Czas się bać?














Angela Merkel poparła utworzenie wspólnej unijnej armii, a jak wiadomo co ona postanowi, staje się unijnym prawem. Ma nosić nazwę „Europejskiej Inicjatywy Interwencyjnej” (w skrócie EII) i z założenia działać poza granicami Unii Europejskiej. Wystarczy jednak jedna decyzja, żeby to się zmieniło, a wojsko wkroczyło do krajów, w których „łamana jest praworządność i demokracja”.

Byłby to ostatni etap praktycznej likwidacji suwerennych państw. Biorąc pod uwagę, jak nasi decydenci cieszą się ze stacjonowania obcych wojsk w naszym kraju, możliwe, że i te przyjmą z radością.

Problem z takimi wojskami jest jednak taki, jak z Krzyżakami, których sprowadził książę Konrad Mazowiecki do pomocy przy pogańskich Prusach i Jaćwingach, którzy oczywiście chętnie przyjechali, ale wyjechać nie chcieli.

Tak może być i przy armii USA i przy armii UE. Jeśli ktoś nie jest w stanie zapewnić własnemu narodowi bezpieczeństwa nie powinien mu przewodzić. Jak uczy Ewangelia najemnik nigdy nie umrze za owce, a jedynie swój pasterz, który z tymi owcami czuje więź.

http://prawy.pl/

Oczywiście tylko kompletny idiota może nie zdawać sobie sprawy, iż „Europejska Inicjatywa Interwencyjna” będzie posłusznym narzędziem w ręku Niemiec.

Pojedynek na miny

Od dawna powtarzam, że w naszym nieszczęśliwym kraju życie, zwłaszcza publiczne, w coraz większym stopniu staje się naśladownictwem literatury. W większości przypadków – naśladownictwem niezamierzonym, ale to nie ma żadnego znaczenia w sytuacji, gdy większości zdarzeń, albo nawet procesów społecznych u na zachodzących, można przypisać jakiś literacki pierwowzór.

Trudno zgadnąć, z czego się to właściwie bierze; jedną z przyczyn może być okoliczność, że uprawianie prawdziwej polityki nasi Umiłowani Przywódcy mają surowo zakazane. Najlepszą tego ilustracją są telewizyjne programy, zwane nie wiedzieć czemu, najpewniej siłą inercji – „informacyjnymi”.

Tymczasem zarówno telewizja rządowa, jak i stacje nierządne, żadnych informacji już od dawna nie podają, tylko podsrywają się nawzajem. Ten powiedział to, na co tamten – tamto i tak wkoło. Nie ma tu mowy o żadnych informacjach; jeśli cokolwiek to przypomina, to najprędzej jakąś walkę kogutów. Z jednej strony zacietrzewiona kura domestica w osobie, dajmy na to, pani red. Justyny Pochanke, czy innej pani red. Anity Werner a z drugiej – pan red. Michał Rachoń, albo pani red. Danuta Holecka.

Co jedni i drudzy z tego mają – trudno zgadnąć, bo prawdziwe w tym wszystkim są jedynie pieniądze, inkasowane przez obydwie strony.

Pewnej wskazówki dostarcza zza grobu Ryszard Kapuściński. W jednym z reportaży z Gwatemali analizuje program tamtejszej rozgłośni radiowej, która swój program nadaje przez 24 godziny na dobę. Po całodziennym nasłuchu dochodzi do wniosku, że z tej rozgłośni niepodobna dowiedzieć się nie tylko tego, co się dzieje w Gwatemali, ale w ogóle – na świecie. Wyciąga z tego wniosek, że ta radiostacja, chociaż hałasuje na cały regulator, tak naprawdę pracuje „w służbie ciszy”.

No dobrze – ale po co komu taka cisza? Ano po to, by słuchaczy uśpić, bo jak będą spali, to można będzie ich zoperować bez przerywania snu, a więc i bez obawy jakichś protestów.

Mówi o tym parodia pewnej pieśni patriotycznej: „Tak długo my spali i nas przebudzili. I w dupę nam dali i znów położyli” Dobrze to pasuje do mojej ulubionej teorii spiskowej, według której w Polsce, za pośrednictwem swoich partyjnych i medialnych ekspozytur, ścierają się stronnictwa: Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie, w imieniu państw-mocodawców walczące o wpływy w naszym bantustanie.

W tej sytuacji usypianie mniej wartościowego narodu tubylczego jest jak najbardziej wskazane i to się właśnie robi, albo przez kierowanie uwagi opinii publicznej w stronę działań pozornych w rodzaju intronizacji Chrystusa-Króla lub kultu smoleńskiego, albo na skupianiu medialnych reflektorów na walkach kogutów, które wprawdzie mogą wzbudzać w obserwatorach żywe emocje, ale z których nic nie wynika.

Znakomitą ilustracją tej metody było staranne przemilczanie zarówno przez media związane z obozem zdrady i zaprzaństwa, jak i media rządowe sprawy amerykańskiej ustawy 447 JUST. Jazgot wybuchł dopiero po wpuszczeniu przez żydowskiego burmistrza Jersey City szczura w postaci zapowiedzi usunięcia pomnika katyńskiego do jakiegoś lamusa, rzekomo z powodu konieczności urządzenia w tym miejscu parku. Ponieważ byłem przy tym pomniku kilkakrotnie, a nawet składałem tam kwiaty, to doskonale wiem, że nie ma tam miejsca na żaden park, a najwyżej na skwerek, bo pomnik stoi nad brzegiem Hudsonu u wylotu przesmyku obudowanego wieżowcami.

Jestem przekonany, że był to wpuszczony prze Żydów szczur, żeby odwrócić uwagę Polonii od ustawy 447 JUST, a przy okazji stworzyć Umiłowanym Przywódcom w Polsce sposobność zaprezentowania się w charakterze nieustraszonych obrońców polskich interesów.

W rezultacie Polska odniosła wielkie zwycięstwo, bo pomnik ma zostać przesunięty tylko 60 metrów dalej – ale w tym samym czasie prezydent Donald Trump podpisał wspomnianą ustawę przy głuchym milczeniu nie tylko mediów obydwu obrządków, ale i Umiłowanych Przywódców.

Kiedy już milczeć nie było można, dygnitarze zaczęli prześcigać się w uspokajających deklaracjach, że „Polacy, nic się nie stało”, podczas gdy inwentaryzowanie nieruchomości w Polsce jest w pełnym toku.

Wróćmy jednak do naśladownictwa literatury w polskim życiu publicznym. Oto w „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza opisany jest pojedynek na miny, jaki toczy Syfon, reprezentujący tak zwaną „niewinną młodzież” z Miętusem, który z kolei reprezentuje przeciwników niewinności, pragnących w ten sposób wyzwolić się z młodziankowatej niedojrzałości, by osiągnąć ideał w postaci „parobka”. Syfon przedstawia kolejne miny, które w końcu kumulują się w wizerunku „niewinnego chłopięcia”. Miętus złośliwie go parodiuje – ale na wizerunek niewinnego chłopięcia nie ma żadnej odpowiedzi, więc powala Syfona na ziemię i „gwałci go przez uszy”.

Czyż nie jest to prefiguracja obecnego protestu inwalidów w Sejmie, którzy nie tylko na koszt Sejmu są tam żywieni, ale jako główny postulat wysunęli żądanie wypłacania im miesięcznie po 500 złotych gotówką. Rząd najpierw próbował im schlebiać i korumpować rozmaitymi podarunkami, ale chyba stracił nadzieję na porozumienie, bo gdyby nawet zgodził się na 500 złotych, to już następnego dnia usłyszałby, że 1000 złotych wygląda lepiej, a zwłaszcza „godniej” niż 500, a potem – że 3000 złotych wygląda jeszcze „godniej” niż 1000.

Zdecydował się zatem na stoczenie z inwalidami pojedynku na miny. Otóż od pewnego momentu pod Sejmem zaczęli demonstrować inwalidzi „rządowi”, przeciwni tym protestującym w Sejmie, a w rządowej telewizji pojawiły się opinie, że 60 procent Polaków sejmowego protestu nie pochwala.

Być może, że to nawet prawda, bo trudno pochwalać, a nawet tolerować sytuację w której pani Anna Glinka wodzi za nos całe państwo. Wkrótce ma się odbyć w Warszawie szczyt NATO, podczas którego wszystkie delegacje – a za pośrednictwem mediów – cały świat zobaczy, że Polska jak zwykle nierządem stoi, bo jakże inaczej – skoro cała niezwyciężona armia, nie mówiąc już o policjach „tajnych, jawnych i dwupłciowych”, nie potrafi poradzić sobie z jedną panią Anną Glinką? Jakże tedy poradzi sobie z Putinem, czy nawet ze złowrogim Aleksandrem Łukaszenką?

Warto dodać, że tej bezradności nie można przypisać tylko aktualnemu rządowi, bo pani Glinka jest intensywnie zachęcana do nieustępliwości przez nieprzejednaną opozycję. Ale świat nie będzie wchodził w tubylcze walki kogutów, tylko ugruntuje sobie opinię o Polsce, jako państwie niepoważnym, bez względu na to, kto akurat stoi u steru rządów – czy Mateusz Morawiecki, czy jakaś kreatura Grzegorza Schetino.

Bardzo możliwe, że pan Schetino nie zdaje sobie z tego sprawy, bo że nie zdaje sobie z tego sprawy moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus , to o tym jestem święcie przekonany. Osobiście to może ją usprawiedliwiać w oczach Stwórcy, bo „nie wie, co czyni”, ale wystawia jak najgorsze świadectwo tym, którzy akurat w takich osobach sobie upodobali i wysuwają ich na prawodawców i kierowników państwa. Mam na myśli starych kiejkutów – tę gangrenę na ciele naszego narodu, która prędzej czy później przyprawi nas o śmierć.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Kronika getta łódzkiego / Litzmannstadt Getto – Ostatni rok

 

W listopadzie 1940 r., na polecenie Chaima Rumkowskiego, utworzono w obrębie getta Wydział Archiwum. Do jego zadań należało gromadzenie dokumentów mających w przyszłości stanowić podstawę do opisania historii getta. W placówce tej, od 12.01.1941 r. do 31.07.1944 r. pracownicy, w większości dziennikarze i pisarze, opracowywali kronikę getta. Teksty Kroniki redagowano z początku w języku polskim, w okresie od września do grudnia 1942 równolegle w języku polskim i niemieckim, a dopiero od stycznia 1943 wyłącznie po niemiecku.

Każdego dnia powstawało sprawozdanie dzienne, w którym zamieszczano aktualne na dany dzień informacje o ważnych wydarzeniach z życia getta. Powstawało coś na kształt pozbawionej czytelników, codziennej gazety tworzonej wyłącznie na potrzeby archiwum, po to, by umożliwić przyszłym pokoleniom zrozumienie życia i śmierci w getcie.

W poszczególnych rubrykach Kroniki, jej twórcy umieszczali najważniejsze fakty ze wszystkich obszarów gettowego życia. Poczynając od opisu aktualnej pogody, liczby urodzin i zgonów, nieszczęśliwych wypadków, po najważniejsze wydarzenia z zakresu zaopatrzenia i produkcji poszczególnych zakładów getta, chorób zakaźnych i przyczyn zgonów. Ponadto, w formie felietonu, powstawały teksty dotyczące różnych aspektów życia codziennego, kulturalnego oraz krążących po getcie plotek i humoru.

Poszczególne numery Kroniki powstawały w wyniku pracy zespołowej. Czasem fragmenty pisane przez poszczególnych autorów były łączone w jedną całość, niekiedy zaś występują jako odrębne przekazy, zawierające różniące się między sobą omówienie tych samych zagadnień i podpisane inicjałami poszczególnych pracowników Wydziału Archiwum.

Kronika nie daje pełnego wglądu w codzienność życia w getcie. Jako że tekst w niej zawarty podlegał wewnętrznej cenzurze, niektóre sprawy nie są w ogóle omawiane lub zostały w niej jedynie nadmienione. Poza tym twórcy Kroniki podobnie jak inni mieszkańcy getta byli odcięci od świata zewnętrznego i jak oni cierpieli w straszliwych warunkach gettowej egzystencji, zdając sobie sprawę z rosnącego zagrożenia życia własnego i opisywanej przez siebie społeczności.

Mimo wspomnianych wcześniej ograniczeń i specyficznych okoliczności powstawania tekstów, Kronika jest jednym z najcenniejszych źródeł do dziejów getta łódzkiego.

W 2009 r. ukazała się pełna polskojęzyczna, drukowana wersja Kroniki, opracowana przez pracowników Uniwersytetu Łódzkiego i Archiwum Państwowego Łodzi. Jej wydanie poprzedziła publikacja niemieckojęzycznej wersji w roku 2007. Na tych właśnie edycjach – niemieckiej i polskiej bazuje elektroniczna wersja ostatnich dwunastu miesięcy Kroniki Litzmannstadt Getto.

Kronika
Sprawozdanie dzienne z niedzieli 1 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z poniedziałku 2 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z wtorku 3 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne ze środy 4 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z czwartku 5 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z piątku 6 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z soboty 7 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z niedzieli 8 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z poniedziałku 9 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z wtorku 10 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne ze środy 11 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z czwartku 12 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z piątku 13 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z soboty 14 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z niedzieli 15 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z poniedziałku 16 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z wtorku 17 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne ze środy 18 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z czwartku 19 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z piątku 20 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z soboty 21 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z niedzieli 22 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z poniedziałku 23 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z wtorku 24 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne ze środy 25 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z czwartku 26 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z piątku 27 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z soboty 28 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z niedzieli 29 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z poniedziałku 30 sierpnia 1943 r.
Sprawozdanie dzienne z wtorku 31 sierpnia 1943 r.

http://www.ghettochronik.de/pl/tageschronik

Przyszła ambasador USA tropi „antysemityzm” w Polsce

Już niedługo możemy poznać nazwisko nowego ambasadora Stanów Zjednoczonych w naszym kraju. Najpoważniejszą kandydatką na to stanowisko jest Georgette Mosbacher, która podczas przesłuchania przed senacką komisją spraw zagranicznych stwierdziła, że w Europie Wschodniej panuje „antysemityzm”, a jego źródłem jest nowelizacja ustawy o polskim Instytucie Pamięci Narodowej.

Ponadto Amerykanka przyznała, że chce przekonywać polskie władze do przyjęcia „uchodźców”. .

Mosbacher jest kandydatką na ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce, nominowaną na to stanowisko przez prezydenta Donalda Trumpa. Wpierw musi jednak uzyskać akceptację amerykańskiego Senatu, dlatego była dzisiaj przesłuchiwana przez członków senackiej komisji spraw zagranicznych.

Jedno z postawionych jej pytań dotyczyło wiedzy potencjalnej ambasador o kwestię „antysemityzmu”, a dokładniej jej wiedzy na temat tego zjawiska w regionie Europy Wschodniej.

71-letnia [mogła by się wnukami zająć – admin] bizneswoman i polityk Partii Republikańskiej odparła, iż tematyka jest jej znana, zaś sam „antysemityzm” w naszym regionie miał zostać wywołany przez nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która w swoich założeniach miała przeciwdziałać oskarżaniu Polski o współudział w Holokauście.

Mosbacher zadeklarowała przy tym, że będzie współpracować z polskimi władzami, aby w przyszłości żadne prawo „nie wywoływało uprzedzeń”, ponieważ „nietolerancja w jakiejkolwiek formie jest nie do zaakceptowania”.

To nie jedyny temat, jaki potencjalna amerykańska ambasador chce poruszać z polskimi władzami. Republikańska polityk zapewniła przy tym amerykańskich senatorów, że będzie chciała przekonać rządzących do przyjęcia uchodźców.

Ponadto Mosbacher „zdaje sobie sprawę z zastrzeżeń odnoszących się do poszanowania instytucji demokratycznych w Polsce, ograniczania wolności słowa, niezawisłości sądów i rządów prawa”, dlatego ma zamanifestować swoje przywiązanie do tych wartości.

Na podstawie: wpolityce.pl, dorzeczy.pl.
http://autonom.pl/

Pierwsze słyszę, aby rolą ambasadora było wpierdalanie się (bo inaczej tego nie można nazwać) do polityki kraju, w którym urzęduje. Władzom „polskim” przypominam – oczywiście bez nadziei na odbiór – że Polska nie musi akceptować nominowanego do swej funkcji ambasadora.
Admin