Marcin Luter. Prawdziwe oblicze deformatora.

Rewolucjonista, za sprawą którego zachodnie chrześcijaństwo otrzymało potężny cios, doczekał się wielu opracowań. Marcinowi Lutrowi poświęcano artykuły i sążniste monografie.

Czy jednak my, katolicy w Polsce, wiemy jak szkodliwe były tezy niemieckiego heretyka? Prawdę o twórcy protestantyzmu przybliża swoją książką pt. „Kryzys i destrukcja. Szkice o protestanckiej reformacji” profesor Grzegorz Kucharczyk.

Publikujemy szerokie fragmenty I rozdziału pt. Doktor Marcin Luter odkrywa „prawdziwą Ewangelię”.

Droga Marcina Lutra do klasztoru

Marcin Luter, a właściwie Marcin Luder urodził się w 1483 roku w Eisleben (Saksonia) w chłopskiej, wielodzietnej rodzinie. (…) Konflikt między ojcem a synem wzmógł się tylko, gdy w 1505 roku, po ukończeniu studiów prawniczych i filozoficznych na erfurckim uniwersytecie, Marcin Luter zdecydował się na wstąpienie do klasztoru augustianów (…).

Przyczyny, które popchnęły Lutra do tego kroku należą do jednych z najgorętszych kontrowersji otaczających jego biografię. „Doktor Marcin” tłumaczył, że podjął decyzję pod wpływem impulsu wywołanego straszliwą burzą, która go zastała w drodze. Miał wtedy ślubować św. Annie, że jeśli Bóg ocali go od piorunów, wstąpi do klasztoru.

Wśród biografów twórcy reformacji są jednak także ci, którzy wskazują, iż rzeczywistym motywem była chęć ukrycia się za murami klasztoru przed prawnymi konsekwencjami zabicia przez Lutra człowieka w pojedynku.

Jedno jest pewne. Decyzja o wstąpieniu do zakonu nie była w przypadku Marcina Lutra owocem dojrzałej, długotrwałej refleksji, ale raczej rezultatem działania pod wpływem impulsu. Jak sam mówił, do klasztoru został „nie tyle pociągnięty, co porwany”. Jeszcze bardziej wymowne słowa wyjaśnienia Lutra pochodzą z okresu, gdy już zerwał jedność ze wspólnotą Kościoła. Twórca reformacji mówił wówczas: „zostałem mnichem wbrew ojcu, matce, Bogu i diabłu”.

Jak można wstępować do klasztoru „wbrew Bogu”? Te słowa są traktowane jako pośrednie przyznanie się przez Lutra do tego, że właściwą przyczyną jego wstąpienia do augustianów była chęć uniknięcia odpowiedzialności za zabójstwo.

Tezę tę dodatkowo wspiera fakt, że za murami klasztoru Marcin Luter nie znalazł duchowego pokoju. Do wstrząsającego wydarzenia doszło w chórze klasztornym pewnego dnia podczas odczytywania fragmentu Ewangelii o wypędzaniu przez Chrystusa złego ducha z opętanego człowieka. W pewnym momencie Luter upadł na ziemię krzycząc po łacinie: „Non sum! Non sum!”, czyli „To nie ja! Tonie ja!”.

Wiara, czyli jak osiągnąć dobre samopoczucie

(…) Pod wpływem porażek odnoszonych w swojej walce duchowej (sądząc po wynurzeniach samego Lutra chodziło tutaj o grzechy związane z pożądliwością cielesną), Luter w okresie swojej klasztornej formacji nabiera przekonania o całkowitym zepsuciu natury ludzkiej przez grzech pierworodny, a trapiącą go pożądliwość cielesną identyfikował nie tyle z konsekwencjami grzechu pierworodnego, co raczej z nim samym. Bazując na własnych doświadczeniach duchowych stwierdzał, że żaden człowiek nie jest w stanie zachować Bożych przykazań. (…)

(…) Świętość – wbrew temu co odczuwał mnich Luter – nie jest dobrym samopoczuciem. W żywotach wielu świętych napotykamy długie okresy w ich biografiach, gdy targały nimi pokusy, gdy – jak sami mówili – przechodzili przez „duchową pustynię”, odczuwali jakby Bóg odwrócił się od nich. (…)

Im bardziej życie prowadzone przez Lutra dalekie było od ideału świętości jakiego nauczał Kościół (czyli otwartość na współpracę z Bożą łaską, czego wyrazem są dobre uczynki i życie modlitwą), tym gwałtowniej twórca protestanckiej reformacji atakował uznanych przez Kościół świętych. (…)

Incydent przy ołtarzu

Nic dziwnego więc, że Marcin Luter już przed 1517 rokiem utracił wiarę w największy, najcenniejszy tu na ziemi dowód działania łaski Bożego miłosierdzia we współpracy z człowiekiem, jakim jest Msza Święta. Przypomnijmy, że w katolickim nauczaniu Eucharystia jest uobecnieniem (w sposób bezkrwawy) ofiary Chrystusa. W tym dziele Zbawiciel posługuje się człowiekiem, czyli kapłanem, który występuje przy ołtarzu in persona Christi.

O tej prawdzie zwątpił Marcin Luter przystępując w 1507 roku do ołtarza podczas swojej prymicyjnej Mszy Świętej. W momencie, gdy słowami Te igitur clementissime Pater (Ciebie więc najłaskawszy Ojcze) rozpoczynał się Kanon, nowo wyświęcony ksiądz Marcin Luter odwrócił się od ołtarza i chciał od niego odejść. Świadkami tej wstrząsającej sceny była najbliższa rodzina neoprezbitera. W tym jego ojciec Hans, który, jak wiemy, nie był entuzjastą obrania przez jego syna drogi powołania duchownego. Obserwując scenę przy ołtarzu Hans Luter stwierdził, że jego syn musiał znaleźć się „pod działaniem złego ducha”. (…)

Po otrzymaniu święceń kapłańskich Marcin Luter – wiemy to z jego własnych listów i pism – zaniedbał regularne odprawianie Mszy Świętych i odmawianie brewiarza. Zasłaniał się przy tym licznymi obowiązkami kaznodziejskimi. (…)

Ponownie w tym kontekście nasuwa się porównanie z życiem św. Matki Teresy z Kalkuty, której trudno było przecież zarzucić odwracanie się od rozlicznych obowiązków. Zanim jednak każdego dnia podejmowała czynności związane z opieką nad chorymi i ubogimi, z kierowaniem założonego przez siebie zgromadzenia zakonnego, regularnie zaczynała dzień od Mszy Świętej i adoracji Najświętszego Sakramentu, uważając to za najważniejsze czynności dnia. Najpierw spotkanie z Chrystusem, potem spotkanie ze sprawami tego świata. U ks. Marcina Lutra było zupełnie na odwrót.

Zepsucie najlepszych

A przecież takich księży jak Marcin Luter było w krajach niemieckich na początku szesnastego wieku bardzo wielu. Opisane przez Lutra jego życie jako kapłana jest wyjaśnieniem jednego z najpoważniejszych czynników, które w znaczący sposób przyczyniły się do zwycięstwa reformacji w wielu regionach Rzeszy, czyli brak równowagi między życiem czynnym a kontemplacyjnym.

Zarzucenie przez księdza Lutra i wielu jemu podobnych duchownych na początku szesnastego wieku swojego podstawowego powołania, czyli odprawiania Mszy Świętej i rezygnacja z własnego postępu duchowego (codzienna modlitwa brewiarzowa), wcześniej czy później musiało wydać fatalne owoce. (…)

Odrzucenie Kościoła i sakramentów

Kardynał Walter Brandmüller, wybitny historyk Kościoła epoki nowożytnej, analizując kwestię oceny działań Marcina Lutra zauważa, że aby tego dokonać, należy przede wszystkim wyjaśnić, co niemiecki mnich rozumiał pod pojęciem „reformy Kościoła” podejmując w 1517 roku swoją działalność. (…)

Jak podkreśla jednak kardynał Brandmüller, „gdy za każdym razem mówiono o reformie, rozumiano pod tym pojęciem starania, by jeszcze sumienniej wypełniać kościelne przepisy, względnie chodziło o ich dopasowanie do zmienionych warunków, jak również rozumiano pod tym pojęciem jeszcze bardziej usilne starania o cnotę i pobożność. Tak pojmowana reforma dotyczyła konkretnej zewnętrznej formy Kościoła, nigdy jednak treści wiary oraz opierającej się na sakramencie kapłaństwa struktury hierarchicznej, a w ten sposób samej istoty Kościoła. W istocie, reforma nigdy nie może mieć za cel sytuacji, w której zreformowany Kościół nie byłby identyczny z Kościołem, który miał być poddany reformie. Gdyby bowiem tak się stało, Kościół nie pozostałby sobą, ale stałby się zupełnie inny”.

Dokładnie z taką sytuacją – podkreśla kardynał Brandmüller – mamy do czynienia w przypadku Marcina Lutra. (…) Mamy już do czynienia nie z dążeniem do reformy Kościoła, ale właśnie z reformacją, czyli z dążeniem do stworzenia całkiem nowego Kościoła niż ten, który został założony przez Zbawiciela na Skale Piotrowej.

Na tej drodze Luter musiał zburzyć (jak sam mówił) „trzy mury”.

Pierwszym z nich był osobny stan kapłański w rozumieniu kapłaństwa sakramentalnego przekazywanego w drodze sukcesji apostolskiej. (…)

Drugim „murem”, za którego niszczenie zabrał się Luter, była władza nauczycielska Kościoła, którą twórca reformacji zastąpił „osądem sumienia”. (…)

Trzecim „murem” na drodze stworzenia nowego Kościoła, który Luter chciał zniszczyć, był prymat papieża ustanowiony przez samego Chrystusa wobec św. Piotra i jego następców. (…)

Leon X wydał bullę wzywającą Lutra do porzucenia takich oraz innych, godzących w Kościół poglądów. W odpowiedzi 10 grudnia 1520 roku Marcin Luter publicznie spalił „bullę ostatniego antychrysta”, jak nazwał papieski dokument.

Jak podkreśla cytowany tutaj kardynał W. Brandmüller, akt ten był symbolicznym zerwaniem przez niemieckiego reformatora jedności z Kościołem, a nie dowodem jakiegoś personalnego konfliktu na linii papież – niemiecki augustianin. Luter bowiem oprócz bulli wzywającej go do posłuszeństwa nauczaniu Kościoła wrzucił w ogień księgę prawa kanonicznego, podręcznik dla spowiedników (Summa angelica autorstwa Angelusa de Clavasio) oraz pisma polemistów Lutra broniących katolickiego nauczania.

Protestancka reformacja całkowicie odrzuciła katolicką naukę o sakramentach świętych. Twórcy reformacji utrzymali właściwie tylko sakrament chrztu, pozostałych sześć, o których od początku nauczał Kościół katolicki, odrzucili. Dotyczyło to również sakramentu Ołtarza (Eucharystii), który jest „Źródłem i szczytem” duchowego życia Kościoła (konstytucja soborowa Sacrosanctum Concilium). (…)

Nie ma czegoś takiego jak „protestancka Msza Święta”, bo nie ma uznania przez uczniów Lutra i Kalwina nauki o cudownym uobecnieniu Ofiary Chrystusa za pośrednictwem kapłana, który staje przy ołtarzu, jako alter Christus.

Niejeden z tych, którzy po 1517 roku uważali, że odkryli „prawdziwą Ewangelię” wolną od „papistowskich zabobonów”, nie wahali się w tej ostatniej kategorii umieszczać katolickiej Mszy Świętej, którą Kościół odprawiał od początku swojego istnienia.

W 1534 roku Francją wstrząsnęła tzw. noc plakatów, gdy pewnej październikowej nocy 1534 roku w Paryżu, Orleanie, Amboise, a nawet na drzwiach królewskiej komnaty pojawiły się plakaty zawierające, jak głosił nagłówek „Prawdziwe artykuły na temat okropnych, wielkich i ważnych nadużyć mszy papieskiej, wymyślonej specjalnie przeciw świętej Wieczerzy Jezusa Chrystusa”.

Później okazało się, że autorem tego pamfletu był protestancki pastor Antoni Marcourt z Neuchâtel. (…) Nie zabrakło również drwin z katolickiej liturgii. Protestancki autor pisał w tym kontekście o „dzwonieniu, wyciu, śpiewaniu, ceremoniach, światłach, okadzaniach, maskaradach i innych małpich popisach”. (…)

Co to jest czystość?

Reformacja w decydujący sposób przyczyniła się również do sekularyzacji (zeświecczenia) instytucji małżeństwa, a to poprzez odrzucenie jego sakramentalnego charakteru. Również pod tym względem prekursorem był Marcin Luter. Jak podkreślają badacze zajmujący się tym aspektem nauczania twórcy protestanckiej reformacji, jego spojrzenie na małżeństwo było w dużym stopniu pochodną wytoczonej przez Lutra walki z celibatem oraz ślubami zakonnymi. Z tym zaś związane jest specyficzne pojmowanie przez Lutra cnoty czystości i roli kobiety w rodzinie.

Twórca reformacji niejednokrotnie wyrażał się bardzo pogardliwie o kobietach. Twierdził więc, że „chwasty rosną szybko, dlatego też dziewczynki rosną szybciej niż chłopcy”. W czasie swoich „rozmów przy stole” (Tischreden) rozwijał ten temat w charakterystyczny dla siebie, dość obcesowy sposób: „Kobietom zbywa na sile i mocy ciała i na rozumie. Mężczyźni mają szeroką pierś i małe biodra, dlatego też mają więcej rozumu aniżeli kobiety, które z kolei mają wąskie piersi, a za to szerokie biodra i zadek. Co oznacza, że powinny pozostawać w domu, siedzieć tam cicho, zajmować się dziećmi. Dziewczynki nie powinny zabierać głosu publicznie”.

Począwszy od swojej wymierzonej w katolickie zakony rozprawy De votis monasticis (O ślubach zakonnych) z 1521 roku, Marcin Luter coraz wyraźniej akcentował swoje przekonanie, że składane przez zakonników i zakonnice śluby czystości oraz celibat księży są zaprzeczeniem Bożego planu, wedle którego ludzie powinni zawierać związki małżeńskie.

Według niemieckiego reformatora Chrystus w Ewangelii nie zachęcał do życia w celibacie. Konsekwentnie też Luter nie szczędził obelg wobec wielu świętych Pańskich, począwszy od Ojców Pustyni („szaleni święci, którzy na pustkowiu chcieli złamać swoje naturalne skłonności”), którzy szli za ewangeliczną radą życia w celibacie i czystości. (…)

Koniec z nierozerwalnością małżeństwa jako sakramentu

W kazaniu z 1519 roku poświęconym małżeństwu Marcin Luter wymienił trzy dobra płynące z małżeństwa: fides (wiara), proles (potomstwo) i sacramentum. Z tym, że ten ostatni termin rozumie on tylko w sensie obrazowym/metaforycznym. Podobnie jak polanie wodą w czasie chrztu oznacza łaskę, tak i stan małżeński jest sakramentem, czyli „zewnętrznym znakiem złączenia w Chrystusie ludzkiej i boskiej natury”. W ten sposób – jak pisze – sakramentalny charakter małżeństwa w sensie dogmatycznym nie został wprost zakwestionowany, ale wyraźnie poddany w wątpliwość.

Ostateczne odrzucenie katolickiej nauki o sakramentach, w tym o sakramencie małżeństwa, nastąpiło u Lutra w 1520 roku w opublikowanym wówczas traktacie De captivitate Babylonica (O niewoli babilońskiej). W tym samym tekście twórca reformacji nie tylko wypowiedział posłuszeństwo papieżowi i biskupom, ale odrzucił idące od czasów apostolskich nauczanie Kościoła, że małżeństwo jako sakrament jest przyczyną, a nie jedynie oznaką (symbolem) łaski Bożej.

Od 1520 roku w nauczaniu Marcina Lutra – a potem wśród kolejnych pokoleń jego uczniów – jest dokładnie odwrotnie: małżeństwo jest tylko symbolicznym znakiem łaski Bożej, a nie jej przyczyną w życiu małżonków. To jest fundamentalna różnica.

Konsekwentnie bowiem, wraz z odrzuceniem prawdy o sakramentalnym charakterze małżeństwa, znika w protestanckiej perspektywie prawda o nienaruszalności małżeństwa. „Obiektywne prawo małżeńskie zamienia się w subiektywną sprawę sumienia, w oparciu o które każdy może ostatecznie sam sobie udzielić dyspensy” (ks. Z. Baranowski).

Dyspensa na bigamię

Dyspensy udzielane przez Marcina Lutra nie miały li tylko charakteru ogólnych wskazań. Odnosiły się również do konkretnych przypadków. Jeden z najgłośniejszych dotyczył landgrafa heskiego Filipa, który radził się twórcy reformacji, czy może wstąpić w ponowny związek małżeński nie rozstając się ze swoją dotychczasową małżonką. Luter udzielił landgrafowi swojej dyspensy na bigamiczny związek uważając, że rozwód jest gorszy od poligamii (w tym przypadku bigamii). Powoływał się przy tym na księgi Starego Testamentu i opisane w nich wielożeństwo patriarchów i królów Izraela. Jednak sam do końca nie był przekonany do tej argumentacji, skoro w liście do Filipa heskiego z 1540 roku radził mu, by swój bigamiczny związek możliwie skrupulatnie trzymał w tajemnicy przed swoimi poddanymi. (…)

Jak już zaznaczono, decydującym krokiem podjętym przez Marcina Lutra w kierunku sekularyzacji małżeństwa, czyli odarcia go z sakralnego charakteru, było zanegowanie przezeń katolickiej nauki o sakramencie małżeństwa. Druga „zasługa” niemieckiego reformatora w tym względzie polegała na tym, że odrzucając autorytet hierarchicznego Kościoła, a tym samym również prawa kanonicznego, Luter oddawał władzy świeckiej (władzy państwowej) wszystkie sprawy dotyczące regulacji prawa małżeńskiego. (…)

Zeświecczenie instytucji małżeństwa, czyli tzw. małżeństwa cywilne oraz rozwody, wprowadziła do prawodawstwa europejskiego rewolucja francuska, a potem Napoleon. Należy jednak pamiętać o tym, że była to tylko kontynuacja procesu rozpoczętego za sprawą Marcina Lutra w epoce reformacji. (…)

Fragmenty pochodzą z I Rozdziału książki profesora Grzegorza Kucharczyka pt. Kryzys i destrukcja. Szkice o protestanckiej reformacji.

http://www.pch24.pl/

Wielkie odkrycie rzeszowskich archeologów. „Wymiar europejski”.

Wielkie grodzisko wojowniczego ludu Scytów odkryli archeolodzy Uniwersytetu Rzeszowskiego. – To sensacyjne odkrycie! – twierdzą naukowcy.

Pierwsze namiastki odkrycia rzeszowskich archeologów ujawniono jeszcze w tamtym tygodniu, w środę zaś naukowcy poinformowali o szczegółach swoich prac, które prowadzili w Chotyńcu w gminie Radymno w powiecie jarosławskim.

– Cieszę się, że Uniwersytet Rzeszowski może pochwalić się bardzo znaczącym odkryciem archeologicznym – mówił prof. Sylwester Czopek, rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego, który z wykształcenia jest archeologiem. – Dokonaliśmy ważnego, wręcz sensacyjnego odkrycia – podkreślał.

Przełomowego odkrycia dokonał prof. Czopek wraz ze swoim zespołem w skład którego wchodzi dr Katarzyna Trybała-Zawiślak oraz doktoranci Joanna Adamik, Marcin Burghard, Wojciech Rajpold, Ewelina Tokarczyk oraz Tomasz Tokarczyk. Wszyscy archeolodzy specjalizują się w badaniach nad wczesną epoką żelaza, która ze względu na specyfikę odkrycia, jest okresem bardzo ważnym.

Rzeszowscy archeolodzy podczas badań prowadzonych w 2016 roku odkryli w okolicach Chotyńca wielkie grodzisko kultury scytyjskiej. Odkrycie to ma wymiar europejski, ponieważ jest to najdalej wysunięta na zachód osada.

Ostatni moment

Prace wykopaliskowe były prowadzone na obszarze o powierzchni 40 ha. Samo stanowisko archeologiczne było już znane, ale nikt wcześniej nie prowadził tam badań, stąd nie można było do tej pory nic pewnego powiedzieć na temat chronologii.

– Odkryte przez nas grodzisko jest znaczone, co można odczytać z map np. XIX-wiecznych, tylko nigdy nie mieliśmy żadnych badań. W polskich realiach 90 proc. grodzisk, które są czytelne jako obiekty, to grodziska średniowieczne lub młodsze. Nasze okazało się znacznie starsze – tłumaczy prof. Czopek.

Niemniej jednak rozpoczęte prace, które miały ograniczony zakres, pozwoliły na stwierdzenie, że odkryty obiekt z całą pewnością można łączyć z wczesną epoką żelaza – IX/VIII – V wiek p.n.e.

– Nie byliśmy pewni tej chronologii, dlatego zwlekaliśmy z ogłoszeniem naszego odkrycia, natomiast po otrzymaniu w ostatnich dniach wyników analiz radiowęglowych mogliśmy datować nasze odkrycie na wczesną epokę żelaza – wyjaśnia rektor UR.

– Był to ostatni moment, aby można było to grodzisko zarejestrować i profesjonalnie badać – dodaje.

Wśród odkryć, jakich dokonał zespół archeologów z UR, znalazły się pierwotne umocnienia ziemne, które do dzisiejszych czasów zachowały się jedynie w jednej czwartej. Wał obecnie u podstawy ma około 40 m szerokości o około 4 metrów wysokości.

Prowadzone tzw. „badania powierzchniowe” pozwoliły również na odczytanie linii wałów, które zostały zniszczone poprzez głęboką orkę i budowę drogi. Zaobserwować tę linię jednak można jedynie na podstawie zarejestrowanych jasnych przebarwień na tle ciemnej warstwy ornej.

W przestrzeni między wałami, na tzw. majdanie, udało się zidentyfikować tzw. zolnik, czyli kulturowo-obrzędowe miejsce typowe dla grodzisk scytyjskich, które było nasycone wielką ilością ceramiki, kości zwierzęcych, broni i innych artefaktów.

Jak wynika z opracowań historycznych, Scytowie byli koczowniczym ludem wojowników, który 2,5 tysiąca lat temu zamieszkiwał stepy Euroazji. Na przełomie VII i VI wieku p.n.e. Scytowie najechali ludy kultury łużyckiej żyjące między Odrą i Wisłą. Byli ludem wyjątkowo wojowniczym, prawie nie zsiadali z koni, a do tego byli również znakomitymi łucznikami.

Wielkie centrum osadnicze

Co ciekawe, odkryte grodzisko nie jest obiektem wyizolowanym. Stanowiska archeologiczne, czyli miejsca występowania materiału archeologicznego, oplatają jakby wiecem grodzisko.

– Jest to nic innego jak wielkie centrum osadnicze, rodzaj aglomeracji, która w tym czasie odgrywała ważną rolę przekazując elementy kulturowe nawet ze świata greckiego na dalsze części Europy środkowej i wschodniej – wyjaśnia prof. Czopek.

– Zidentyfikowanie takiego grodziska przesuwa granice dominacji scytyjskiej na obecną Rzeczpospolitą Polskę, czego do niedawna nie byliśmy pewni, czego się nie spodziewaliśmy – dodaje.

Ceramika znaleziona przez rzeszowskich archeologów wskazuje również, że jest ona pierwszą, która została wykonana na kole garncarskim. Dotychczas na ziemiach polskich przypisywano tego typu wykonania celtom, czyli ludom przybyłym z Zachodu.

– My mamy twarde dowody na to, że pierwsza ceramika toczona na kole garncarskim na obecnych ziemiach polskich pochodzi ze Wschodu – mówi rektor UR.

Rzeszowscy archeolodzy podkreślają również, że świat scytyjski jest obecny od dawna w Polsce południowo-wschodniej, ale do tej pory nikt wcześniej nie postawił kropki nad „i”.

– To odkrycie rewolucjonizuje nam stan wiedzy dotyczący Polski południowo-wschodniej pokazując, że dzięki tej warowni jesteśmy bliżej świata greckiego – mówi prof. Czopek.

Znacząca korekta

Naukowcy twierdzą, że na badanych przez nich terenach mieszkały ludy o scytyjskim modelu kulturowym, co nie oznacza, że byli to etniczni Scytowie. W kontekście odkryć w Chotyńcu można zasygnalizować, bo wskazuje na to wiele przesłanek, że ludy zamieszkujące południowo-wschodnią część Polski to Neurowie, o których pisał Herodot w V w p.n.e.

Jeśli to się potwierdzi, będzie to pierwsza grupa ludzi mająca poczucie wspólnego pochodzenia, wspólną kulturę oraz odczuwająca więź grupową, którą można umieszczać na mapie w dzisiejszych granicach Polski.

– Jest to bardzo znacząca korekta w dotychczas utrwalonym obrazie zróżnicowania kulturowo-etnicznego w tej części Europy – wyjaśnia prof. Sylwester Czopek.

Rzeszowscy archeolodzy za dwa tygodnie ponownie rozpoczną swoją prace na terenie odkrytego grodziska, ponieważ aglomeracja chotyniecka ze wczesnej epoki żelaza wymaga jeszcze dużego zakresu kolejnych prac.

W tym roku badacze chcą dokończyć badania nad zolnikiem. W planach są również badania geofizyczne oraz ekspertyzy przyrodnicze.

Badania grodziska w Chotyńcu, oprócz znaczenia naukowego, mają wielką wartość konserwatorską – dokładne rozpoznanie jest podstawą podejmowania kolejnych decyzji w zachowaniu obiektu i jego wykorzystaniu do promocji przeszłości w aspekcie mikroregionalnym i ogólnoeuropejskim.

Joanna Gościńska <joanna.goscinska@rzeszow-news.pl>
http://rzeszow-news.pl

Mija 34. rocznica wprowadzenia w Polsce stanu wojennego

  • Mija 34. rocznica wprowadzenia w Polsce stanu wojennego

     

    W niedzielę 13 grudnia 1981 roku o godzinie 6:00 rano Polskie Radio nadało wystąpienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego, w którym poinformował Polaków o ukonstytuowaniu się Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON) i wprowadzeniu na mocy dekretu Rady Państwa stanu wojennego na terenie całego kraju. Jeszcze 12 grudnia przed północą władze komunistyczne rozpoczęły zatrzymywanie działaczy opozycji i Solidarności. W ciągu kilku dni w 49 ośrodkach internowania umieszczono około 5 tysięcy ludzi. W ogromnej operacji policyjno-wojskowej uczestniczyło w sumie 70 tysięcy żołnierzy i 30 tysięcy milicjantów, użyto 1750 czołgów, 1900 wozów bojowych i 9 tysięcy samochodów.

    Przemówienie I sekretarza KC PZPR, gen. Wojciecha Jaruzelskiego, w którym ogłosił wprowadzenie stanu wojennego na terenie całej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i przejęcie władzy przez Wojskową Radę Ocalenia Narodowego, 13 grudnia 1981 /Leszek Jerzy Pękal /PAP

    Przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego trwały ponad rok i były prowadzone ze szczególną starannością. Kontrolowali je m.in. naczelny dowódca wojsk Układu Warszawskiego marszałek Wiktor Kulikow i ludzie z jego sztabu. Na potrzeby stanu wojennego sporządzono projekty różnych aktów prawnych, wydrukowano w Związku Sowieckim 100 tysięcy egzemplarzy obwieszczenia o wprowadzeniu stanu wojennego, ustalono listy komisarzy wojskowych mających przejąć kontrolę nad administracją państwową i większymi zakładami pracy, a także wybrano instytucje i przedsiębiorstwa, które miały zostać zmilitaryzowane.

    Od połowy października z obszarem przyszłych działań zapoznawało się ponad tysiąc Wojskowych Terenowych Grup Operacyjnych. Intensywne ćwiczenia w walkach z tłumem przechodziły oddziały ZOMO. W więzieniach przygotowano miejsca dla około 5 tysięcy działaczy Solidarności i opozycji, którzy mieli zostać internowani na podstawie list sporządzanych od początku 1981 roku.

    Prof. Andrzej Paczkowski w książce „Wojna polsko-jaruzelska” ocenia, że Solidarność, opozycja i Kościół nie były przygotowane na wprowadzenie stanu wojennego. Od lata 1980 r. – pisał prof. Paczkowski – panował w Polsce właściwie permanentny stan niepokoju, wzmagany przez pogłębiające się trudności życia codziennego. (…) Często powtarzające się okresy mobilizacji i wzrostu poczucia zagrożenia w pewnym sensie uczyniły ludzi obojętnymi na sygnały o planowanych działaniach władz.

    W kierownictwie Solidarności na początku grudnia 1981 roku zdawano sobie sprawę z gwałtownego wzrostu napięcia, liczono jednak, że do konfrontacji z władzami komunistycznymi dojdzie dopiero po przyjęciu przez Sejm rządowej ustawy „O nadzwyczajnych środkach działania w interesie ochrony obywateli i państwa”.

    Decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego zaakceptowana została 5 grudnia 1981 roku przez Biuro Polityczne KC PZPR. Gen. Wojciech Jaruzelski otrzymał od towarzyszy partyjnych swobodę co do wyboru konkretnej daty rozpoczęcia operacji. W nocy z 8 na 9 grudnia 1981 roku w trakcie spotkania z przebywającym w Warszawie marszałkiem Kulikowem gen. Jaruzelski poinformował go o planowanych działaniach, nie podając jednak konkretnej daty ich rozpoczęcia.

    Notatka z tego spotkania, sporządzona przez gen. Wiktora Anoszkina – adiutanta marszałka Kulikowa – została w całości opublikowana przez prof. Antoniego Dudka w „Biuletynie IPN” nr 12 (107) z grudnia 2009 roku. Wynika z niej, że gen. Jaruzelski wprost zażądał wsparcia militarnego po wprowadzeniu stanu wojennego, mówiąc: Strajki są dla nas najlepszym wariantem. Robotnicy pozostaną na miejscu. Będzie gorzej, jeśli wyjdą z zakładów pracy i zaczną dewastować komitety partyjne, organizować demonstracje uliczne itd. Gdyby to miało ogarnąć cały kraj, to wy (ZSRR) będziecie nam musieli pomóc. Sami nie damy sobie rady. Marszałek Kulikow, któremu – jak podkreśla prof. Dudek – myśl o dowodzeniu operacją stłumienia kontrrewolucji w Polsce nie była z pewnością obca, odpowiedział: Jeżeli nie starczy waszych sił, to pewnie trzeba będzie wykorzystać „Tarczę-81” (za tym kryptonimem krył się przypuszczalnie plan operacji wojskowej Układu Warszawskiego w Polsce). Kulikow dodał jednak również: Zapewne Wojsko Polskie samo poradzi sobie z tą garstką rewolucjonistów – gen. Jaruzelski zauważył zaś wtedy, że „na przykład Katowice liczą około 4 mln mieszkańców. To taka Finlandia, a wojska – jeśli nie liczyć dywizji obrony przeciwlotniczej – nie ma. Dlatego bez pomocy nie damy rady”. Byłoby gorzej, gdyby Polska wyszła z Układu Warszawskiego – dodał Jaruzelski. Kulikow podkreślał jednak, że „najpierw należy wykorzystać własne możliwości”, a pod koniec rozmowy spytał, czy może zameldować Breżniewowi, że „podjęliście decyzję o przystąpieniu do realizacji planu”. W odpowiedzi Jaruzelski odparł: Tak, pod warunkiem, że udzielicie nam pomocy.

    Według prof. Antoniego Dudka, notatka Anoszkina sugeruje, że Jaruzelski nie tylko wiedział, że Rosjanie nie zamierzają interweniować, ale wcześniej domagał się od nich udzielenia pomocy wojskowej. Historyk IPN podkreśla również, że wypowiedzi Kulikowa nie zawierały jednoznacznej obietnicy pomocy wojskowej w tłumieniu protestów społecznych w Polsce, ale też jej nie wykluczały.

    Oceniając omawianą notatkę, prof. Dudek napisał: Trudno stwierdzić, jakie znaczenie będzie miała notatka z grudniowej rozmowy Jaruzelskiego z Kulikowem dla wyroku sądu rozpatrującego obecnie odpowiedzialność gen. Jaruzelskiego za wprowadzenie stanu wojennego. Dla historii najnowszej Polski dokument ten ma natomiast niezwykle istotne znaczenie, potwierdza bowiem w sposób trudny do podważenia, że Jaruzelski gotów był wezwać wojska sowieckie, byle tylko uratować rządy komunistyczne w Polsce.

    O wyznaczonym terminie wprowadzenia stanu wojennego marszałek Kulikow i przywódcy sowieccy zostali poinformowani 11 grudnia, a operacja wprowadzenia stanu wojennego rozpoczęła się w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku. Jeszcze przed północą jednostki MSW, składające się z grup specjalnych, oddziałów ZOMO, jednostek antyterrorystycznych, funkcjonariuszy SB i oddziałów Jednostek Nadwiślańskich przy wsparciu wojska rozpoczęły działania.

    W ramach operacji „Azalia” siły porządkowe MSW i WP zajęły obiekty Polskiego Radia i Telewizji oraz zablokowały w centrach telekomunikacyjnych połączenia krajowe i zagraniczne. Grupy milicjantów i funkcjonariuszy SB przystąpiły zaś w ramach operacji o kryptonimie „Jodła” do internowania działaczy Solidarności i przywódców opozycji politycznej.

    Oddziały ZOMO zajęły lokale zarządów regionalnych Solidarności, zatrzymując przebywające tam osoby i zabezpieczając znalezione urządzenia łącznościowe i poligraficzne. Do miast skierowano oddziały pancerne i zmechanizowane, które umieszczono przy najważniejszych węzłach komunikacyjnych, trasach wylotowych, głównych skrzyżowaniach, gmachach urzędowych i innych obiektach strategicznych. Przeprowadzono aresztowania wśród niezależnych intelektualistów, w tym także wśród organizatorów i uczestników obradującego w Warszawie Kongresu Kultury Polskiej.

    Główne uderzenie nastąpiło jednak w Gdańsku, gdzie w sobotę zebrała się Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” i gdzie w związku z tym przebywało wielu działaczy i doradców związkowych. W ciągu nocy zatrzymano około 30 członków Komisji Krajowej i kilku doradców. Jednym z nich był Jacek Kuroń, który wspominając okoliczności swojego zatrzymania w gdańskim „Novotelu” w nocy z 12 na 13 grudnia pisał: Usłyszałem zgrzyt klucza. Przyszli. Jechaliśmy później suką przez nocne miasto. Na ulicach stały czołgi i wozy pancerne. Nawet mnie nie skuli. Mój wierny stróż major Leśniak zapytał: „- No i co, panie Kuroń, warto było? – Pamięta pan, majorze, jak trzy lata temu przyjechaliście wziąć mnie stąd, spod Gdańska?” – odpowiedziałem pytaniem na pytanie. „- Przyjechaliście wtedy w cztery fiaty. A dzisiaj, widzi pan sam, ile czołgów i wojska musieliście wyprowadzić na ulice, żeby mnie wziąć” (J.Kuroń „Gwiezdny czas”).

    O godzinie pierwszej w nocy w Belwederze zebrali się członkowie Rady Państwa, teoretycznie najważniejszego urzędu PRL. Większość z nich nie wiedziała jednak, jaki był cel tego nocnego spotkania. Po półtoragodzinnych obradach członkowie Rady Państwa przyjęli przedstawiony im dekret o wprowadzeniu stanu wojennego oraz towarzyszące mu dokumenty. Przeciwko głosował jedynie przewodniczący PAX – Ryszard Reiff. Wszystkie przyjęte dokumenty były antydatowane i nosiły datę 12 grudnia 1981 roku.

    Dekret o wprowadzeniu stanu wojennego był niezgodny z obowiązującym wówczas prawem, ponieważ Rada Państwa mogła wydawać dekrety jedynie między sesjami Sejmu. Tymczasem sesja taka trwała, a najbliższe posiedzenie izby wyznaczone było na 15 i 16 grudnia.

    W specjalny sposób potraktowany został przez autorów stanu wojennego przewodniczący Solidarności Lech Wałęsa. Władze liczyły bowiem, że uda się wykorzystać go politycznie. Około godziny drugiej w nocy w jego mieszkaniu pojawili się wojewoda gdański Jerzy Kołodziejski i I sekretarz gdańskiego KW PZPR Tadeusz Fiszbach, członek Biura Politycznego. Poinformowali oni Wałęsę o wprowadzeniu stanu wojennego stwierdzając, że powinien natychmiast udać się do Warszawy na rozmowy z przedstawicielami władz. Ostatecznie Wałęsa oświadczył, że pod przymusem zgadza się jechać do Warszawy. Przewodniczący Solidarności odrzucił przedstawiane mu przez władze komunistyczne propozycje współpracy. Został internowany i odizolowany od innych działaczy Solidarności. Po pobycie w Chylicach i Otwocku umieszczono go ostatecznie w ośrodku rządowym w Arłamowie.

    W sumie w pierwszych dniach stanu wojennego internowano około 5 tysięcy osób, które przetrzymywano w 49 ośrodkach odosobnienia na terenie całego kraju. Łącznie w czasie stanu wojennego liczba internowanych sięgnęła 10 tysięcy, w więzieniach znalazła się znaczna część krajowych i regionalnych przywódców Solidarności, doradców, członków komisji zakładowych dużych fabryk, działaczy opozycji demokratycznej i intelektualistów związanych z Solidarnością.

    W celach propagandowych zatrzymano także kilkadziesiąt osób z poprzedniej ekipy sprawującej władzę, m.in. Edwarda Gierka, Piotra Jaroszewicza i Edwarda Babiucha.

    Na podstawie dekretu o stanie wojennym zawieszono podstawowe prawa i wolności obywatelskie, wprowadzono tryb doraźny w sądach, zakazano strajków i demonstracji, milicja i wojsko mogły każdego legitymować i przeszukiwać.

    Wprowadzono godzinę milicyjną od godziny 22 do 6 rano, a na wyjazdy poza miejsce zamieszkania potrzebna była przepustka. Korespondencja podlegała oficjalnej cenzurze, wyłączono telefony, uniemożliwiając m.in. wzywanie pogotowia ratunkowego i straży pożarnej. Większość najważniejszych instytucji i zakładów pracy została zmilitaryzowana i była kierowana przez ponad 8 tysięcy komisarzy wojskowych.

    Zakazano wydawania prasy, poza „Trybuną Ludu” i „Żołnierzem Wolności”. Zawieszono działalność wszystkich organizacji społecznych i kulturalnych, a także zajęcia w szkołach i na wyższych uczelniach.

    Oficjalnie administratorem stanu wojennego była 21-osobowa Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego z gen. Wojciechem Jaruzelskim na czele. W praktyce była ona jednak ciałem fasadowym. Najważniejsze decyzje w okresie stanu wojennego podejmowała nieformalna grupa wojskowych i członków partii nazywana dyrektoriatem. W jej skład obok gen. Jaruzelskiego wchodzili: gen. Florian Siwicki (wiceminister obrony narodowej), gen. Czesław Kiszczak (minister spraw wewnętrznych), gen. MO Mirosław Milewski (sekretarz KC), Mieczysław F. Rakowski (wicepremier), Kazimierz Barcikowski (sekretarz KC) i Stefan Olszowski (sekretarz KC).

    Nieliczni przywódcy Solidarności, którzy uniknęli zatrzymań – m.in. Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Bogdan Borusewicz, Aleksander Hall, Tadeusz Jedynak, Bogdan Lis czy Eugeniusz Szumiejko – rozpoczęli tworzenie struktur podziemnych.

    14 grudnia rozpoczęły się niezależnie od siebie strajki okupacyjne w wielu dużych zakładach przemysłowych. Strajkowały huty, w tym największa w kraju „Katowice” oraz im. Lenina, większość kopalń, porty, stocznie w Trójmieście i Szczecinie, największe fabryki takie jak: WSK w Świdniku, Dolmel i PaFaWag we Wrocławiu, „Ursus” czy Zakłady Przemysłu Odzieżowego im. Juliana Marchlewskiego w Łodzi. Strajkowano w sumie w 199 zakładach (w 50 utworzono komitety strajkowe) na mniej więcej 7 tysięcy istniejących wtedy w Polsce przedsiębiorstw.

    W 40 zakładach doszło do brutalnych pacyfikacji strajków przy użyciu oddziałów ZOMO i wojska wyposażonego w ciężki sprzęt. Szczególnie dramatyczny przebieg miały strajki w kopalniach na Górnym Śląsku, gdzie górnicy stawili czynny opór. 16 grudnia 1981 roku w Kopalni Węgla Kamiennego „Wujek” w trakcie kilkugodzinnych walk milicjanci użyli broni palnej, zabijając 9 górników. 23 grudnia przy wsparciu czołgów i desantu ze śmigłowców udało się stłumić strajk w Hucie „Katowice”. Najdłużej trwały strajki w kopalniach „Ziemowit” (do 24 grudnia) i „Piast” (do 28 grudnia), w których zdecydowano się prowadzić protest pod ziemią.

    W grudniu 1981 roku doszło do demonstracji ulicznych m.in. w Warszawie, Krakowie i Gdańsku. Największa z nich, w trakcie której milicjanci zastrzelili jednego z uczestników, odbyła się w Gdańsku.

    Wprowadzając stan wojenny, władze komunistyczne nie zdecydowały się zaatakować bezpośrednio Kościoła katolickiego. Prymas Józef Glemp od początku apelował o spokój i zażegnanie bratobójczych walk, domagając się jednocześnie uwolnienia internowanych i aresztowanych oraz powrotu do dialogu z Solidarnością. W kazaniu wygłoszonym 13 grudnia apelował do robotników, by nie narażali życia: Będę wzywał o rozsądek nawet za cenę narażenia się na zniewagi i będę prosił, nawet gdybym miał boso iść i na klęczkach błagać: „Nie podejmujcie walk Polak przeciw Polakowi”.

    Przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego wystąpiły Stany Zjednoczone i inne kraje zachodnie. 23 grudnia 1981 roku prezydent USA Ronald Reagan ogłosił sankcje ekonomiczne wobec PRL, a kilka dni później podał do wiadomości, że obejmą one także Związek Sowiecki, który jego zdaniem ponosił „poważną i bezpośrednią odpowiedzialność za represje w Polsce”. W ciągu następnych tygodni do sankcji ekonomicznych przeciwko Polsce przyłączyły się inne kraje Zachodu.

    31 grudnia 1982 roku stan wojenny został zawieszony, a 22 lipca 1983 roku odwołany przy zachowaniu części represyjnego ustawodawstwa.

    Dokładna liczba osób, które w wyniku wprowadzenia stanu wojennego poniosły śmierć, nie jest znana. Przedstawiane listy ofiar liczą od kilkudziesięciu do ponad stu nazwisk. Nieznana pozostaje również liczba osób, które straciły w tym okresie zdrowie na skutek prześladowań, bicia w trakcie śledztwa czy też podczas demonstracji ulicznych.

    Od 1993 roku każdego 13 grudnia przed domem gen. Wojciecha Jaruzelskiego na warszawskim Mokotowie odbywały się demonstracje przeciwników wprowadzenia stanu wojennego.

    Mariusz Jarosiński/Polska Agencja Prasowa

Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/raporty/raport-rocznica-wprowadzenia-stanu-wojennego/fakty/news-mija-34-rocznica-wprowadzenia-w-polsce-stanu-wojennego,nId,1937811#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

O tym jak Rockefeller, Soros i Jaruzelski obalili komunę w Polsce – BZDURA NA RESORACH! Komuna trwa nadal!

  • Grzegorz Braun o spotkaniu Jaruzelskiego z Rockefellerem z 1985 roku
  • To oczywiste że SSowieckie gangi dostały certyfikat „demokratów”.
    Alternatywą mógł być dla nich los Kadaffiego, lub Causescu… Najwyraźniej otrzymali immunitet w glob-mediach za miliardowe zyski z zaboru przemysłu w podległej im gospodarce. Trudno też zaprzeczyć, iż dodatkową nietykalność zapewniono im lokalnie za przyznanie wyłączności na trzymanie rządu dusz w „bolandii” dla aszkeNAZIstowskich korporacji jurystycznych, których „gębą” – multi-medialnym organem jest AGORA SA.

  • O tym jak Rockefeller, Soros i Jaruzelski obalili komunę w Polsce

    Wymądrzający się na tematy polityczne Polacy, nie znają na ogół kulis najnowszej historii Polski. Z tego właśnie powodu powiedzenie „zła historia jest matką złej polityki” jest wciąż boleśnie aktualne.

    Wszystkie kluczowe decyzje polityczne i ekonomiczne zostały podjęte bez udziału Polaków w latach 1985-1988, a więc na długo przed słynnym i fikcyjnym obaleniem komuny w 1989 roku.

    1985 – decyzja o rozpoczęciu pierestrojki w ZSRR i o „obaleniu komuny” w Polsce

    „W trzeciej fazie przemian zostanie uformowany rząd w Polsce. Koalicyjny. Skupiający przedstawicieli partii komunistycznej, reaktywowanej „Solidarności” i Kościoła… W tym rządzie mogłoby się znaleźć kilku tzw. liberałów”. /A. Golicyn, 1985/.

    Po przegranej zimnej wojnie, po spotkaniu Reagana z Gorbaczowem w 1986 roku w Reykjaviku, od „obalenia komunizmu” we Wschodniej Europie nie było już odwrotu…

    1985 – początki fundacji Rockefellera w Polsce

    Rok 1985 jest kluczowy także z tego powodu, że właśnie wtedy Michaił Gorbaczow podjął decyzję o Pieriestrojce (ros. перестройка – przebudowa). Otrzymawszy od Moskwy carte blanche, generał Jaruzelski mógł swobodnie rozmawiać z w cztery oczy z Davidem Rockefellerem podczas wizyty w USA 25 września 1985. Zwolennicy teorii spiskowej twierdzą, że właśnie wówczas wmurowano kamień węgielny w fundament procesu stopniowej aneksji polskiej gospodarki przez kapitał powiązany z międzynarodowymi aktywami. Aktualnie większość kapitału bankowego, handlowego, produkcyjnego w Polsce należy do banksterów i wielkich korporacji.

    1988 – powstanie spółek nomenklaturowych

    „Typowa spółka nomenklaturowa monopolizowała zaopatrzenie przedsiębiorstwa państwowego w surowce, materiały i energię, a także – sprzedaż wyrobów gotowych, przechwytując tym sposobem od obu stron cały zysk przedsiębiorstwa. Ułatwiał to fakt, że dyrektor przedsiębiorstwa mógł zawierać z samym sobą, jako prezesem spółki nomenklaturowej, odpowiednie umowy. W ten sposób nomenklatura, w ramach przygotowań do powitania nowego ustroju, przeprowadzała „pierwotną akumulację kapitału”, która mogła dokonać się wyłącznie przez rozkradanie majątku państwowego, bo innego w zasadzie nie było”. /Prof. Jacek Tittenbrun, Bezdrożapolskiej prywatyzacji/

    1988 – dwie fale spontanicznych strajków w Polsce

    Z misją ugaszenia robotniczych protestów w teren został wysłany TW „Bolek”. Zgodnie z ustalonym scenariuszem, komunizm powinien zostać obalony przez „bohaterów” (tajnych i jawnych współpracowników reżimu) w ramach szykowanych na 1989 rok wydarzeń.

    1988 – zgoda na rejestrację fundacji Sorosa – awangardy nowego porządku w Polsce

    Fundacja Sorosa aż do dzisiaj działa na rzecz tzw. społeczeństwa otwartego i tolerancyjnego, co w tłumaczeniu z lewackiej nowomowy brzmi: społeczeństwa bezbronnego i ogłupionego. Prezesem „polskiego” zarządu fundacji jest Aleksander Smolar, syn przedwojennych działaczy komunistycznych żydowskiego pochodzenia, Grzegorza Smolara i Walentyny Najdus, wieloletni członek partii komunistycznej. Przewodniczącym rady fundacji jest Marcin Król, który o Polsce mówił tak:

    (problem tkwi – przypis red.) Przede wszystkim w tym, że nie ma czegoś takiego jak Polska. Można powiedzieć, że istnieje Polska jako państwo, forma prawnego stowarzyszenia grupy osób, którzy określili siebie jako obywatele kraju o nazwie Rzeczpospolita Polska. To jedyny realny byt, cała reszta to abstrakcja. (…) tak naprawdę twór, który określamy mianem „Polska”, jest tylko wyobrażeniem. To nie jest twór rzeczywisty, gdyż wyobraża go sobie tylko pewna grupa ludzi. W gruncie rzeczy nikt nie ma prawa rościć sobie prawa do tego, by twierdzić, że jego wyobrażenie jest właściwe, jedynie słuszne. Każdy ma prawo do własnego wyobrażenia – i każde wyobrażenie jest subiektywne. / Nie ma czegoś takiego jak Polska. To tylko wyobrażenie/

    1988 – Ustawa Wilczka wprowadzająca kapitalizm na czas określony, czyli do momentu pełnego uwłaszczenia się komunistów – powstanie kapitalizmu kompradorskiego

    Ustawa Wilczka, z dnia 23 grudnia 1988 r., wprowadzająca kapitalizm w Polsce, funkcjonowała w pierwotnym brzmieniu tylko do czasu uwłaszczenia komunistów, czyli zbudowania kasty kapitalistów typu kompradorskiego oraz do czasu wrogiego przejęcia polskich przedsiębiorstw. Ustawę wielokrotnie znowelizowano (40 zmian). Pierwsza nowelizacja nastąpiła już w kwietniu 1990 r. Większość zmian ograniczyła wolność gospodarczą.

    A jak wyglądał polityczny teatrzyk dla polskich lemingów?

    1989 – Rejestracja nowej Solidarności
    1989 – zawarcie okrągłostołowego układu Jaruzelski-Geremek
    1989 – wybory parlamentarne z zagwarantowanym 65% parytetem dla komunistów i złodziei i 35 % parytetem dla włączonej w system nowej demokracji żydokomuny, komunistycznej agentury i reszty naiwnych.
    1989 – Powołanie zasłużonego w dziele obrony socjalizmu, stalinowskiego publicysty i kolaboranta Tadeusza Mazowieckiego na urząd premiera

    W 1989 roku, w wyniku farsy czerwcowych wyborów cały „obalony komunizm” rozsiadł się w obfitym składzie (65% miejsc) na ul. Wiejskiej w Warszawie, a w „chwilę” potem sowiecki generał został wybrany na urząd Prezydenta III RP. Ministrem Spraw Wewnętrznych wnierządzie Mazowieckiego został oczywiście „obalony” generał Kiszczak, co umożliwiło bezpieczne spalenie najważniejszych akt MSW.

    Operacja obalenia komuny, czyli rozpoczęcie procesu aktualizacji komunizmu z niewydolnej wersji sowieckiej do nowoczesnej wersji komunizmu zachodniego z dzisiejszym substytutem wolnego rynku, przebiegła, nie licząc drobnych incydentów, bez większych zakłóceń. Było to możliwe dzięki ignorancji polskiego społeczeństwa, przytłoczonego równocześnie biedą i dającą złudne nadzieje zachodnią i krajową propagandą.

    Najbardziej smutnym paradoksem jest również to, że wyzwalając się spod okupacji sowieckiej, poddaliśmy się stopniowo dominacji unii posteuropejskiej bazującej na ideologii nowoczesnego marksizmu. Przeciętny Polak wciąż nie ma świadomości, że tzw. projekt europejski jest przede wszystkim lokalną wersją totalitarnego NWO w środkowym – zaawansowanym etapie jego realizacji.

    CzarnaLimuzyna • ekspedyt.org

    Za: http://www.ekspedyt.org/2017/02/15/o-tym-jak-rockefeller-soros-i-jaruzelski-obalili-komune-w-polsce/

  • sralis mazgalis referendus duptus
    Polska w 1986 r szczęśliwie przystąpiła do MFW .Rozmowy z Rockefellerem w 1985 r dotyczyły tego wiekopomnego wydarzenia i nie ma z czego robić sensacji.
    Z członkostwo w MFW wynikają pewne zobowiązania będące gwarancją spłaty zadłużenia w chwili aktualnej i po wieki wieków.Amen.
    Zobowiązaniami tymi są:redukcja wydatków socjalnych,prywatyzacja majątku stanowiącego własność państwa.
    MFW nie czynił i nie czyni,tajemnicy z warunków jakie trzeba spełnić przystępując do tego wyborowego towarzystwa.
    A że ani w 1985 ani w 1986 żadna z szczeropolskich organizacji takich jak Solidarność czy KRK,nie biła na alarm,należy uznać że warunki postawione przez MFW nie postrzegano jako krzywdzące.
    Zatem:WIDZIAŁY GAŁY CO BRAŁY.
  • @ikulalibal 11:14:49
    „Zatem:WIDZIAŁY GAŁY CO BRAŁY.”
    Te gały, które” widziały, co brały”, to gały grandziarzy miejscowych umawiających się na rozbój w Polsce z grandziarzami kosmopolitycznymi, trzymającymi „całe pieniądze świata”.
    Reszta to oduraczone w większości społeczeństwo „ludzi bezinteresownych” wg nomenklatury Profesora F.Konecznego, którzy wspomagają zło, święcie wierząc , że wspierają dobro czyli wg nomenklatury Lenina tzw. pożyteczni idioci.
    Popierając agenturę Kiszczaka-Jaruzelskiego w Solidarności z TW Bolkiem na czele, „popierali zło, będąc święcie przekonanymi, że popierają dobro”.
    Nieuleczalnie oduraczonym pozostało to do dziś.
  • pocieszające jest ze to nie prawdziwi Polacy niszczyli ten kraj, tylko inni, nie prawdziwi Polacy, jaskie żydy z Ameryki
    z amerykańskim miliarderem o żydowskich korzeniach – czy pochodzenie ma jakiekolwiek znaczenie ?, prawdziwych działaczy Solidarności – nigdy nie było prawdziwych, zawsze była agentura, Ówczesne sowieckie i prosowieckie – ówczesne było tylko radzieckie, po co ten bełkot międzynarodowy. zmieniła okupanta – co to za okupant który uczy naród pisac i czytać, buduje fabryki, szkoły, szpitale, a nawet kościoły. w lipcu 1990 r parlament przyjął – to już był parlament warchołów, który trwa do dziś. Autor zapomina o błogosławionym wpływie na losy Polski tego co odnowił tą ziemię, i wszystko zrównał do zera. Ogólnie to wszyscy winni tylko nie My.
  • @35stan 16:26:06
    // Popierając agenturę Kiszczaka-Jaruzelskiego w Solidarności z TW Bolkiem na czele//

    Oj! nie mówmy sobie takich rzeczy.Jesteśmy dorośli (mam nadzieję)
    Nie deprecjonując roli specsłużb w kreowaniu społecznych nastrojów nie przesadzajmy w drugą stronę.Oni mogą wiele ale przecież nie są bogami.
    Za wszechnicasolidarnosci
    //25 sierpnia 1983 r., do Stoczni Gdańskiej przybył wicepremier Rakowski na spotkanie z wcześniej dobraną reprezentacją załogi. Kilka dni wcześniej do Gdańska przyjechał minister Jerzy Urban, który omawiał szczegóły wizyty wicepremiera z dyrekcją stoczni oraz Komendą Wojewódzką MO[1]. Stoczniowcy przywitali Rakowskiego skandowaniem „Solidarność zwycięży”, a Urbana śmiechem. Na debatę wszedł Wałęsa, a także około stu członków nielegalnej stoczniowej „Solidarności”, którzy skandowali „Solidarność”. Po wejściu na salę BHP Wałęsa przedstawił w krótkim przemówieniu propozycję podjęcia wspólnych rozmów, gdyż tylko one mogły, jego zdaniem, przyczynić się do wyjścia z pogłębiającego się kryzysu. Rakowski propozycję odrzucił, a za kryzys ekonomiczny winą obarczył „Solidarność” i zachodnie sankcje gospodarcze. Zarzucił związkowi organizowanie bojówek. Obiecywał, że rząd bez przeszkadzających mu „krzykaczy” zbuduje lepszy socjalizm. Wykrzyczał m.in. do zebranych, że za największy sukces narodu polskiego uważa ustanowienie po 1945 roku przyjaźni z „wielkim narodem rosyjskim”. Uzasadniał, że „tylko skończony kretyn polityczny może kwestionować to!”[2]. Odpowiedziały mu oklaski aktywu partyjnego i gwizdy robotników. Na koniec spotkania Rakowskiego wygwizdano a Wałęsę robotnicy zanieśli na rękach pod pomnik Poległych Stoczniowców.

    W telewizji pokazano obszerne, fragmenty ze spotkania[3], które było szeroko komentowane w prasie podziemnej jako kompromitacja Rakowskiego i reprezentowanej przez niego władzy[4]. W opinii redakcji „Rozwagi i Solidarności” Rakowski chciał zniszczyć Wałęsę a poniósł sromotną klęskę. Zdaniem redakcji „dla przeciętnego Polaka najważniejsze było, że znów zobaczył Lecha Wałęsę, mówiącego sensownie choć krótko, że pan wicepremier obraził ludzi, wygłupiał się i otrzymał za to zasłużoną odprawę od stoczniowców, choć zdaniem wielu jeszcze zbyt skromną”[5]. W „Gazecie Tczewskiej” pisano bez ogródek: „festiwal chamstwa, głupoty i zaślepienia. […] W tym jednym wystąpieniu Rakowskiego […] ukazała się cała impotencja systemu oraz degeneracja jego reprezentantów”[6]. //

    Całości wystąpienia Rakowskiego niestety nie ma na yt. wyłącznie jakieś fragmenty https://www.youtube.com/watch?v=53k_fhUCmqA
    Są za to tuziny „ekspertów” tłumaczących rzeczywistość a tak naprawdę zakłamujący ją niemiłosiernie.
    A ja pamiętam to spotkanie w stoczni,pamiętam jaki był jego społeczny odbiór i ocena.Biada temu kto wówczas odważyłby się powiedzieć:zara,zara,ten facet ma rację
    Każdy kto tak jak ja pamięta,wie że w połowie 80-tych nastawienie polactwa było takie że można było zrobić tylko dwie rzeczy:albo ich zabić,albo dać im czego chcą.Wybrano drugą ewentualność więc nie wiem o co pretensje.Nie podoba się? to trzeba było dokładniej czytać ulotki.
    https://www.youtube.com/watch?v=_eTKzx4ko40

  • Spotkanie Jaruzelskiego z Rockefellerem
    i pogadali sobie jak …….żydokomuch z żydokomuchem
  • Jaruzelski zdradził ??? czy uratował życie tysiącom Polaków ?
    Moim zdaniem Jaruzelski postąpił zgodnie z najlepszymi zasadami taktyki wojennej. Trzeba się poddać gdy dalszy opór jest bez sensowny i naraża „naszych” na gigantyczne straty.

    Przypomnę że mjr Sucharski poddał Westerplate nazistom.. też zdrajca ?
    Ktoś tam w końcu poddał Powstanie Warszawskie nazistom .. kolejny zdrajca ?
    Tysiące AK owców po wojnie się ujawniło czyli poddało nowej władzy .. zdrajcy ?

    To wszystko były słuszne decyzje , niektóre spóźnione i okupione gigantycznymi stratami (Powstanie Warszawskie).

    Jaruzelski uratował Polskę przed wojną domową dwa razy.
    Raz stanem wojennym a drugi raz układając się z globalnym bandytą.
    Nie miał innego wyjścia bo Solidaruchy go cisnęły popierały w całości wszystko co robił globalny bandyta w Polsce.
    To Solidaruchy z JPII na czele były sojusznikiem globalnego bandyty i siłą napędową rozwalania Polski.

    Odwracanie kota ogonem niczego nie zmienia to tylko zakłamywanie historii podobnie jak zakłamuje się historię II wojny światowej, bandytów przeklętych z podziemia, rolę solidaruchów w zniszczeniu dorobku powojennego Polaków historię kolorowych krwawych rewolucji organizowanych przez globalnego bandytę…itd.

    A zasada logiczna jest prosta.
    Ten co cię systemowo okłamuje jest twoim systemowym wrogiem.

    Kto was okłamuje ?
    wszystkie solidaruchy z każdej strony dzisiejszej barykady, okłamuje was KK, okłamuje was tzw zachód… wszyscy dzisiejsi tzw patrioci na topie w mediach to kłamcy…
    Ci co mówią wam prawdę zostają zniszczeni medialnie, politycznie, finansowo albo wręcz zamordowani (Lepper).

    Tylko internet jest jeszcze suwerenny choć i tam trudno odróżnić prawdę od kłamstwa.. ale w internecie ta prawda się pojawia a w oficjalnych mediach jest zakazana.

    I po tym można rozpoznać prawdę w internecie.
    Prawda to to o czym pisze internet a milczą oficjalne media i politycy na topie. Oczywiście z wyłączeniem ewidentnych absurdów.

  • Czy pożyteczni idioci to zdrajcy ?
    Pożyteczni idioci (pożyteczni dla globalnych wrogów Polski) byli wielką siłą
    sprawczą która skutecznie pomagała globalnym bandytom podbić Polskę politycznie, ekonomicznie, medialnie… czyli przejąć w Polsce władzę.

    Czy ci pożyteczni idioci którzy własnymi rękoma zniszczyli swój kraj to byli zdrajcy ?
    Chyba jednak nie.
    Idiota to idiota… jest podatny na podpowiedzi innych mądrzejszych potrafiących manipulować idiotami. A globalny bandyta potrafił to robić skutecznie.
    Zdrajcami byli Ci którzy manipulowali tym masami pożytecznych idiotów,
    cała góra Solidarności, KK i oczywiście lokalna agentura obcych służb specjalnych, lokalna V kolumna żydowska, banderowska….

    Pożytecznych idiotów można wykorzystać do pożytecznej sprawy, do budowy Polski, do rozwoju, edukacji, demaskowanie przestępstw, podnoszenia kultury życia społecznego.
    I to jest rola Polskich mediów, Polskiej klasy politycznej.
    Tak było w PRLu (propaganda) … trochę jeszcze siermiężnie, nachalnie, naiwnie … ale to był właściwy kierunek rozwoju.
    Dzisiaj mamy klasę polityczną jawnych kłamców szubrawców, ludzi bez honoru i godności… widzimy to codziennie w TV jak się kłócą jak się poniżają jaki poziom intelektualny, kompetencyjny oraz moralny reprezentują.

    Cała ta klasa powinna trafić do kloaki bo tylko tam smród który wytwarzają jest na miejscu… nie w mediach .. nie w sejmie.. nie w jakichkolwiek strukturach władzy.

    Wniosek.
    Najpierw trzeba się pozbyć rządzących od lat na zmianę solidarnościowych szui , zdrajców, sprzedawczyków, kłamców, animatorów historii….niekompetentnych drani
    a potem przystąpić do edukacji pozytywistycznej mas pożytecznych idiotów…

    Trudne zadanie bo szuje ciągle wciskają pożytecznym idiotom swoje podłe kłamstwa. Wciskają na okrągło 24 godz na dobę poprzez media, poprzez ambonę… a tzw zachód im w tym okłamywaniu polskich pożytecznych idiotów pomaga jak może.

    Szukamy wielkich Polskich patriotów (wielki w sensie mądry, charyzmatyczny, kompetentny a nie uparty, głupi al przebiegły, twardogłowy).

  • @Oscar 08:42:55
    Nie ma czegos takiego- jak pozyteczni idioci!
    Kazda spolecznosc ma swoja elite…badz jej nie ma NIC ! Zachowania mass zaleza tylko od sygnalow wysylanych przez elity…. Elity mysla, analizuja, spekuluja i dyktuja zachowania mass..
    Masy nie mysla ..masy wierza..albo przestaja wierzyc i popadaja w marazm.
    Ten ,ktory czynnie uczestniczy w procesach decyzyjnych nie zasluguje na miano pozytecznego idioty…bo nim nie jest. Ta nazwa probuje sie oslabic negatywnosc roli- jaka odgrywaja wyrachowani kunktatorzy wspolpracujacy z kazdym, kto placi..w taki czy inny sposob!
    Ta kasta zawsze wychodzi z kazdej zmiany z nowymi przywilejami i apanazami, zmianiajac front i lojalnosci. Pogladow nie zmieniaja nigdy!
    Ich ideologia to” Trwac przy korycie..wraz z cala rodzina!
    DOkonuja tego poprzez Przekupnosc Obzydliwa oraz Podlosc i Sluzalstwo!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

ULUBIENI AUTORZY

Notatka Brzezińskiego po spotkaniu z Jaruzelskim we wrześniu 1985 r.

Gość: David Rockefeller; Gość honorowy: Generał Jaruzelski; Inni obecni Polacy: minister spraw zagranicznych Olszowski, były minister spraw zagranicznych Czyrek, W. Górnicki, charge d’affairs Ludwiczak; po stronie amerykańskiej: Zbigniew Brzeziński, Lawrence Eagleburger i trzech członków Fundacji Rockefellera.

Osobiste wrażenia: Generał osobiście robi bardzo dobre wrażenie. Ze wszystkich komunistycznych przywódców, z którymi rozmawiałem, reprezentuje on najwyższy poziom osobistej inteligencji, zdolność do precyzyjnego wyrażania się, unikania wyrażeń bombastycznych i nieracjonalnych w tonie, jeżeli nie w treści. Raz lub dwa podczas naszej dyskusji użył demagogicznych argumentów, jednak w większości jego wywód był chłodny, oparty na faktach, zawierający z jednej strony pewną dozę twardości, a drugiej wyraźną obawę o wpływ, jaki może na Polskę wywrzeć obecny stan stosunków amerykańsko-polskich. Były momenty, gdy brzmiał, jakby apelował o poprawę, ale jednocześnie nie miał zamiaru oddawać pola ani nawet nie sugerował, że może pójść na ustępstwa. Zarazem trzeba zauważyć, że nie wykluczał ich całkowicie i nie protestował kategorycznie, kiedy twierdziłem, że strona polska powinna podjąć „ciche kroki” w związku z więźniami politycznymi, za którymi mogłyby pójść kroki strony amerykańskiej w kwestiach, o które Polacy mają żal.

Na poziomie osobistym jest on zdecydowanie przyzwyczajony do sprawowania władzy i wydaje się mówić raczej rozwlekle. Rzadko wykazuje gotowość do ustępstw, ale ma tendencje do wygłaszania długich deklaracji na poszczególne tematy. Jedynie ze mną wdał się w pewien dyskurs, ale bez zajadłości. Jeżeli chodzi o prezencję, to wygląda raczej zdrowo, ma zaróżowione policzki, siedząc jest sztywny i wyprostowany, ale jego ruchy nie wskazują na żadną poważną chorobę.

Kiedy wprowadzono mnie do pokoju, byłem dosyć zaskoczony serdecznością, z jaką mnie przywitał. Natychmiast nawiązał do faktu, że spędziliśmy razem trochę czasu podczas mojej wizyty z Prezydentem. Kiedy powiedziałem, że staliśmy razem na lotnisku, gdzie było potwornie zimno, przypomniał mi, że spędziliśmy również wspólnie trochę czasu podczas kolacji. Następnie poinformował mnie, że przywiózł ze sobą pewne dokumenty mające związek z moją rodziną. Powiedział, że obejmują one różne listy pisane przez mojego ojca jeszcze w latach 30., pewne materiały odnoszące się do jego narodzin, a także narodzin mojego wuja i jego służby w korpusie dyplomatycznym przed wojną w Czechosłowacji. Dodał następnie, że materiały zawierają również prywatne listy, z których na jednym jest osobista notatka skreślona odręcznie przeze mnie do jednego z moich wujów, kiedy miałem około dziewięciu lat. Kiedy zapytałem, jak udało mu się wejść w posiadanie tych osobistych dokumentów, uśmiechnął się i powiedział, że zrobiono to przy okazji przygotowań do tej podróży, tak że może mi je wręczyć jako podarunek.

Powiedziałem Generałowi, że jestem tym głęboko wzruszony i prawdziwie to doceniam i że przypomina mi to wcześniejsze spotkanie z premierem Beginem, który także przywiózł mi dokumenty dotyczące działalności mojego ojca w obronie Żydów w Polsce.

(Pod koniec lunchu Generał zapytał mnie, gdzie mogę odebrać tę dokumentację i czy będę obecny podczas jego wieczornego wystąpienia w Radzie Stosunków Międzynarodowych. Powiedziałem, że nie będę mógł być, na co on zasugerował, że ambasada w Waszyngtonie dostarczy mi materiały. Powiedziałem mu, że przed wojną mój starszy przyrodni brat był klasę wyżej od niego w wiodącej szkole katolickiej w Warszawie. Wydawał się być tym raczej zaskoczony, po czym powiedział: „W takim przypadku możemy o sobie powiedzieć, że kto się czubi, ten się lubi”).

Dyskusja przy lunchu rozpoczęła się od długiej wymiany zdań pomiędzy Davidem Rockefellerem i Generałem na temat propozycji Fundacji Rockefellera. Rockefeller wspomniał, że w jego prywatnej rozmowie z Generałem dopiero na końcu poruszone zostały kwestie polityczne i że zadał pytanie o więźniów politycznych, ale nie było czasu na dyskusję nad tą kwestią, więc ma nadzieję, że będziemy ją mogli poruszyć podczas lunchu.

Pierwsza część lunchu poświęcona była zatem dyskusji nad propozycją Fundacji Rockefellera, dotyczącą fundacji rolnej i jej związków z fundacją kościelną. [W 1982 r. Episkopat Polski i Niemiecka Konferencja Biskupów wysunęły projekt fundacji rolnej, mającej gromadzić fundusze na zakup maszyn dla polskich prywatnych gospodarstw. Projekt zakończył się fiaskiem w 1986 r., gdyż władze chciały przejąć nad nim kontrolę – red.] Jaruzelski wygłosił w związku z tym długie oświadczenie, w którym oszacował straty, jakie polskiej gospodarce przyniosły amerykańskie sankcje, na około trzy miliardy dolarów, i dodał, że znacząco obniżyły one poziom życia w Polsce. Jego zdaniem, prościej byłoby znieść sankcje, ponieważ wtedy każdy bardziej skorzystałby z inicjatyw takich jak fundacja, która sama z siebie nie przyniesie większego pożytku, jeżeli sankcje zostaną utrzymane.

(…część nie do publikacji …)

Podkreślił jednak, że jego stosunek do fundacji kościelnej jest pozytywny i że dyskusje przynoszą postęp, istnieją natomiast wątpliwości dotyczące jej skuteczności. Zauważył, że pierwotne szacunki mówiące o dwóch miliardach dolarów zostały obniżone do 20 mln, z czego 10 mln ma zostać ofiarowane przez rząd Stanów Zjednoczonych; niestety, dodał, prezydent Reagan wykorzystał okazję przyznania grantu do zaatakowania obecnych władz w Polsce.

Stwierdził następnie, że Fundacja Rockefellera ma lepsze podejście niż fundacja kościelna, ponieważ RF proponuje poprawę w konkretnych aspektach polskiego rolnictwa, podczas gdy fundacja kościelna wydaje się przyjmować bardziej terytorialnie ograniczone podejście, mające na celu zmodernizowanie rolnictwa w kilku „wioskach”. Efektem tego, tłumaczył, będzie po prostu seria potiomkinowskich wiosek (potem długo tłumaczył tym, którzy nie wiedzieli, jaki był pierwotny cel wiosek potiomkinowskich w Rosji – oszustwo). Wolałby zatem, żeby fundacja kościelna wybrała sobie kilka konkretnych, funkcjonalnych kwestii i skoncentrowała się na nich, zamiast przyjmować takie terytorialne podejście.

Przeszedł następnie do stwierdzenia, że przez lata był wzywany do zniesienia stanu wojennego, uwolnienia więźniów politycznych i rozpoczęcia dialogu z Kościołem. Uznaje to za zabawne, ponieważ ten dialog nigdy się nie skończył. Był kontynuowany przez wszystkie lata od wprowadzenia stanu wojennego, a sam Prymas został poinformowany o tym fakcie w środku nocy, gdy był już w pidżamie i „przyjął tę decyzję ze spokojem”.

Przechodząc do więźniów politycznych – tu DR (Rockefeller) przerwał Generałowi, by powrócić w rozmowie do tematu fundacji, więc dyskusja znowu skoncentrowała się na tych zagadnieniach.

ZB (Brzezinski) włączył się do rozmowy, by powiedzieć Generałowi, że powodem, dla którego środki dostępne dla fundacji kościelnej skurczyły się, było to, że przez kilka lat zmarnowano dynamikę tej inicjatywy. ZB dodał, że nie chce nikogo o to obwiniać, ale początkowo pomysł ten był witany na Zachodzie z wielkim entuzjazmem i chęć pomocy fundacji była znacznie większa. Niestety, proces negocjacji, który wywiązał się potem pomiędzy państwem a Kościołem, wyhamował tę dynamikę, a poparcie zaczęło spadać.

Jaruzelski odpowiedział, że fundacja kościelna została zaaprobowana przez Sejm i że podstawowe zasady jej funkcjonowania nie są kwestionowane, istnieją natomiast pewne wątpliwości dotyczące maksymalnych dostępnych sum i że to jest sedno problemu.

DR przerwał, by zapytać: „Czy wciąż jest Pan zainteresowany mniejszą fundacją kościelną, czy to rozmiar jest czynnikiem determinującym?”. Jaruzelski odpowiedział, że to nie rozmiar, ale charakter i program fundacji są czynnikami determinującymi. Dla przykładu Kościół domaga się zwolnienia z podatków sprowadzanych z zagranicy maszyn, podczas gdy rzeczywistość jest taka, że w ostatnich latach do niektórych proboszczów trafiły luksusowe Mercedesy. Państwo chce rozpatrywać sprawę każdej dostawy osobno. Jednak Kościół, powiedział Jaruzelski, spędził cały rok na forsowaniu swoich żądań.

ZB przerwał w tym momencie mówiąc, że po prostu nie może uwierzyć, że Kościół spędził rok domagając się zwolnienia z podatku Mercedesów dla proboszczów i że trudno to uznać za poważny argument. Jaruzelski powiedział, że podał to jedynie jako ilustrację szerszego zjawiska, i zapytał ZB, o ile mogłaby wzrosnąć zachodnia pomoc dla fundacji, gdyby ta kwestia została szybko rozwiązana, a dynamika przywrócona. ZB odpowiedział, że nie może podać żadnych konkretnych cyfr, ale zaryzykowałby twierdzenie, że wraz z przywróceniem dynamiki i popchnięciem pewnych projektów rolnych, zachodnia pomoc z pewnością by wzrosła i w ciągu kilku lat mogłaby sięgnąć 150–200 mln dol. (Jeden lub dwóch przedstawicieli Fundacji Rockefellera kiwnęło głowami na znak, że wydaje się to prawdopodobne).

Na tym etapie do dyskusji włączył się minister spraw zagranicznych Olszowski, mówiąc, że Polacy nie postrzegają tych dwóch fundacji jako rywalizujących ze sobą. Chcielibyśmy mieć je obie, zauważył. Jego zdaniem jednak Fundacja Rockefellera złożyła konkretne propozycje projektów, podczas gdy fundacja kościelna nie. Potem zwrócił się do ZB i szepnął: „Wadą fundacji kościelnej jest to, że Kościół wie o rolnictwie tyle co bolszewicy po rewolucji”.

Konwersacja zeszła następnie na kwestie polityczne. Jaruzelski ponownie otworzył ją długim oświadczeniem, które sprowadzało się do tego, że kwestie polityczne są skomplikowane, ale ekonomiczne trudniejsze. DR koncentrował się wcześniej na więźniach politycznych i jego zdaniem ta szczególna „optyka” patrzenia na Polskę powinna zostać skorygowana. Koncentrowanie się na tej kwestii prowadzi do zbytniego uproszczenia problemu.

Więźniowie polityczni nie powinni być głównym problemem w relacjach amerykańsko-polskich. Jaruzelski przeszedł następnie do cytowania różnych paragrafów amerykańskiego kodeksu karnego (według numerów i z pamięci), by pokazać, że amerykańskie prawo karne jest równie surowe. Stwierdził również, że bardziej niekorzystne i surowe praktyki w Polsce, stosowane w latach siedemdziesiątych, nie były kwestionowane przez USA i że w tym okresie, w każdym momencie, w amerykańskich więzieniach przebywało około 600 tys. osób. Przywołał również przykłady aresztowań strajkujących w Wielkiej Brytanii. Każdy kraj ma prawo bronić swojego porządku wewnętrznego. Polska została wyróżniona, by ją potępić, argumentował.

Stwierdził następnie, że osobiście nie chce mieć żadnych więźniów, że Polska tego nie potrzebuje i on tego nie potrzebuje, jest to jednak konieczne, by utrzymać stabilność i że do takich środków sięga się tylko w przypadkach, gdy w grę wchodzi ochrona państwa. Słynna sprawa gdańska dotyczyła ludzi nawołujących do strajków, które zaszkodziłyby narodowej gospodarce. Osoby postawione przed sądem ostrzegano wcześniej, by zaprzestały swojej działalności.

Jaruzelski posunął się do stwierdzenia, że w ciągu ostatnich kilku lat Polska znacznie przybliżyła się do demokracji. Polska jest dziś zupełnie innym krajem niż w latach siedemdziesiątych. Czujemy jednak gorycz, ponieważ jesteśmy karani za to, że musieliśmy podjąć trudne decyzje w celu przeprowadzenia reform, argumentował, a następnie przeszedł do podsumowywania różnych, przyjętych ostatnio reform ekonomicznych.

Wysunął argument, że amerykańska polityka traktuje Polskę „instrumentalnie” w ramach globalnego konfliktu ze Związkiem Radzieckim. Zakończył swoje wystąpienie stwierdzeniem, że chce poprawy stosunków ze Stanami Zjednoczonymi na bazie wzajemnego szacunku. „Kwestie protokolarne” nie powinny poprzedzać istoty; „uznaliśmy, że moja wizyta tutaj może pomóc pod pewnymi względami”. Podkreślił następnie, jak bardzo rozszerzyły się ostatnio stosunki Polski ze Związkiem Radzieckim i jak korzystne jest to dla Polski. Dla odmiany stosunki z USA są złe, czego należy żałować. Jak długo potrwają amerykańsko-polskie problemy? „Nie proszę o uznanie dla Jaruzelskiego, ale dla mojego narodu”, który nie potrzebuje oklasków za wybuchające od czasu do czasu i następnie tłumione powstania, ale który chce być normalnym narodem, traktowanym normalnie przez innych. Konkluzja Jaruzelskiego brzmiała, że chciałby, żeby to spotkanie stanowiło niewielki krok w stronę poprawy stosunków amerykańsko-polskich.

Później wystąpił Eagleburger i stwierdził, że ta dyskusja pokazuje potężne nieporozumienia, jakie narosły pomiędzy USA i Polską. Jeżeli chodzi o naród amerykański, uważa on, że uprawnione aspiracje narodu polskiego zostały w 1980 r. powstrzymane. Aspiracje te wynikały z wielu lat złych rządów w Polsce. To, co stało się do tego czasu, należy ocenić negatywnie. Wyraża on żal z powodu braku dialogu i uważa, że taki dialog powinien zostać przywrócony. Życzy Jaruzelskiemu, by zrozumiał, że dobre stosunki z Polską nie są dla Stanów Zjednoczonych sposobem na wykorzystanie Polski przeciwko Związkowi Radzieckiemu i że Amerykanie nie chcą, by Polska cierpiała, by zaognić sytuację w Europie Wschodniej. Ważne jest, by jakaś forma dialogu pomiędzy nami została przywrócona. Potem zapytał, czy mógłbym mówić dalej, ponieważ ważne jest, by Jaruzelski dobrze zrozumiał stanowisko USA. Zakończyłem dyskusję przedstawiając trzy punkty:

  1.  W kwestii amerykańskiej polityki wobec Polski w ogólności i wobec kwestii więźniów politycznych w szczególności panuje ponadpartyjna zgoda, a Prezydent ma w tej kwestii pełne poparcie;

  2.  Amerykańska polityka wobec Polski od 1956 r. była oparta na poglądzie, że sprawy w Polsce zmierzają ku lepszemu i że poprzez poprawę sytuacji w Polsce lepsze stosunki Wschód–Zachód przekładały się na bliższą współpracę polsko-amerykańską. Rozwój sytuacji od 1980 r. stanowił retrogresję, a wypowiedzi Generała na temat wysiłków zmierzających do demokratyzacji Polski stoją w sprzeczności z ostatnio przyjętymi ustawami dotyczącymi wolności akademickiej i praw jednostki;

  3. Z uznaniem powitałem podsumowanie Generała określające to spotkanie mianem małego kroku w kierunku poprawy stosunków i czułem, że wola dialogu wyrażona przez Eagleburgera powinna stanowić podstawę do takiego nieformalnego dialogu i że mogę go zapewnić, że jeżeli w Polsce takie ciche kroki zmierzające do rozproszenia „naszych obaw” zostaną podjęte, w Stanach Zjednoczonych także zostaną podjęte ciche kroki zmierzające do uśmierzenia „polskich żalów”. Powtórzyłem tę kwestię kilkakrotnie. Osobno zasugerowałem ministrowi spraw zagranicznych Olszowskiemu, że Eagleburger i ja przyszliśmy na to spotkanie „nie bez przeprowadzenia wcześniej pewnych stosownych rozmów w Waszyngtonie”. Kiedy wychodziliśmy, Olszowski podbiegł do Generała i słyszałem, jak mówił mu: „Profesor Brzeziński powiedział mi coś dosyć ważnego pod koniec tego spotkania, co powtórzę ci później”.

 Ostateczne podsumowanie: Choć spotkanie nie przyniosło wielkich efektów, to myślę, że pewien prywatny dialog z Polakami jest możliwy i być może jednym ze sposobów na prowadzenie go byłoby stworzenie przeze mnie i Eagleburgera nieformalnej grupy, która podkreślałaby ponadpartyjny charakter tego przedsięwzięcia. Co więcej, dosyć dziwna i raczej osobista inicjatywa Jaruzelskiego dotycząca moich rodzinnych archiwaliów wydaje się być przemyślanym sygnałem.

Spotkanie Jaruzelskiego z Rockefellerem

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

– czyli sprzedaż polskiego majątku

 

25 września 1985r na Manhattanie, z dala od błysku dziennikarskich fleszy i kamer miało miejsce spotkanie, które poprzedziło rozmowy okrągłego stołu . Gen. Wojciech Jaruzelski spotkał się z amerykańskim miliarderem o żydowskich korzeniach Davidem Rockefellerem.

 

Chociaż „stara gwardia” ówcześnie rządzących do dziś konsekwentnie zarzeka się, że w Polsce nie było żadnego spisku to jednak coraz bardziej oczywiste jest, że to gen. Jaruzelski przygotował i kierował rozmowami okrągłego stołu, aby wyeliminować prawdziwych działaczy Solidarności, wszystkich polskich patriotów i wrogów nowego cichego okupanta który niebawem miał nadejść.

 

Po teatrze okrągłego stołu Jaruzelski „podzielił się” władzą ze ściśle wyselekcjonowaną grupą do której należeli działacze tzw. opozycji o określonym pochodzeniu, Polacy na których miał „haki” w postaci teczek dokumentujących ich współpracę z SB oraz kilku użytecznych idiotów, którzy całej operacji dodali jedynie wiarygodności.

Ówczesne sowieckie i prosowieckie wpływy zostały przekazane nowym „nabywcom” tzw. Zachodowi. Narzędziem tej „dobrej zmiany” była przejęta i kontrolowana przez służby specjalne Stanów Zjednoczonych Solidarność, z WAŁęsą jako symbolem. Na przełomie lat 80 i 90 XX wieku Polska wcale nie odzyskała suwerenności, tylko zmieniła okupanta. Hasło „25 lat wolności” lansowane niedawno przez poprzedni rząd Platformy Obywatelskiej ma tyle wspólnego z prawdą, co wszystkie polityczne obietnice wyborcze wszystkich rządów, po kolei.
Na skutki spotkania Jaruzelski – Rockefeller nie trzeba było czekać bardzo długo. Już po „reformach” w lipcu 1990r parlament przyjął ustawę o prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, otwierając przy tym drogę do sprzedaży majątku narodowego w obce ręce. Zagraniczni inwestorzy domagali się aby w procesie prywatyzacyjnym uczestniczyły firmy doradcze, lecz w pierwszych latach transformacji w Polsce jeszcze takich nie było. Wynajmowano zatem zagraniczne, często z kraju inwestora, które za doradztwo kazały sobie słono płacić. Ekonomista dr Ryszard Ślązak wyliczył, że np. w 1994 r. wynagrodzenie dla doradców sięgnęło prawie 7 proc. wpływów z prywatyzacji. Zdarzało się też nieraz, że więcej zapłacono doradcy, niż uzyskano ze sprzedaży. Skrajnym przykładem są Zakłady Papiernicze w Kostrzynie nad Odrą, które sprzedano za 80 zł (!) a za doradztwo ministerstwo dostało fakturę na ponad 80 tys. dolarów. Powszechną praktyką było zaniżanie do granic absurdu wartości prywatyzowanego przedsiębiorstwa. Nie wiadomo skąd nagle zaczęła krążyć opinia, że dany zakład jest wart tyle, ile inwestor chce za niego zapłacić. Urzędnicy celowo, w zamian za łapówki, zaniżali wartość gruntów lub całkowicie pomijali je przy wycenie. Przykładów takich praktyk jest mnóstwo, jednym z nich są nowoczesne zakłady celulozowe w Kwidzynie, produkujące ponad połowę papieru gazetowego w Polsce, sprzedano za 120 mln dolarów – to niewiele, bo gdyby amerykański inwestor sam chciał zrealizować taką inwestycję, musiałby wydać zapewne dużo więcej niż 500 mln dolarów. Elektrownia Połaniec, o mocy 1800 MW, została sprzedana przez ministra Emila Wąsacza z AWS Belgom z Electrabela w dwóch transzach (2000-2003) za blisko 250 mln dolarów. Tymczasem na Zachodzie przyjmowano, że nabywca powinien zapłacić min. 1 mln dolarów za 1 MW mocy czyli w przypadku Połańca powinno to być 1,8 mld dolarów (!).
W 1992r rozpoczęła się prywatyzacja polskich banków – bardzo istotny element przejęcia kontroli nad polską gospodarką, ponieważ, jak zapewne wszyscy widzimy na bieżącym załączonym obrazku, w niespełna dwadzieścia pięć lat od tego wydarzenia banki w Polsce są niczym święte krowy, mające władzę absolutną. Jako pierwszy sprzedano BRE Bank, który trafił w ręce niemieckiego Commerzbanku. Potem był Bank Śląski, przejęty przez holenderski ING. Irlandzki AIB kupił Wielkopolski Bank Kredytowy, a następnie Bank Zachodni i połączył je w jeden Bank Zachodni WBK. Bank Gospodarki Żywnościowej, kontrolowany dziś przez holenderski Rabobank. I tak kolejne polskie banki stawały się własnością obcych inwestorów z USA, Niemiec, Holandii, Hiszpanii czy Portugalii, którzy mogli dowolnie dyktować warunki polskiemu klientowi. Obecnie w posiadaniu skarbu państwa pozostaje już tylko 31 proc. udziałów w PKO BP oraz całkowicie państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego.

 

Puppet Leads The People

W sektorze energetycznym stało się dokładnie to samo. Branża węglowa, która w PRL miała się wręcz kwitnąco, „nagle” zaczęła przynosić straty i przestała być opłacalna dla Polski, jednak zagraniczni inwestorzy byli innego zdania. Całkowicie sprzedano kopalnię „Bogdanka” leżącą niedaleko Lublina, a także 31 proc. akcji Jastrzębskiej Spółki Węglowej. W PKN Orlen, największej firmie paliwowej w Polsce Skarb Państwa ma już tylko 27,5 % udziałów. W sektorze energetycznym najbardziej zainteresowane zakupem polskich zakładów okazały się być zagraniczne koncerny państwowe (!!!) – dosłownie zatem rzecz ujmując – dajemy się kupować, kawałek po kawałku, innym krajom.
Idźmy dalej – Stocznie, które w każdym myślącym kraju z dostępem do morza są głównym filarem gospodarki morskiej zostały najpierw, wcale nie przez „nieudolną politykę” kolejnych rządów, lecz w wyniku konkretnych, celowych i zaplanowanych działań doprowadzone do bankructwa aby potem sprzedać je ukraińskiemu Związkowi Przemysłowemu Donbasu (Stocznia Gdańska) lub całkowicie zamknąć i wyprzedać majątek (Stocznia w Gdyni i Szczecinie). Te dwie ostatnie otrzymały co prawda pomoc od państwa, jednak później Komisja Europejska uznała to działanie za samowolkę a pomoc za nielegalną. Na dzień dzisiejszy Polska wciąż (jeszcze) ma dostęp do morza, nie ma żadnej stoczni.
Największą w dziejach III RP prywatyzacją była sprzedaż Telekomunikacji Polskiej S.A., która na rynku usług telekomunikacyjnych przez wiele lat była monopolistą. W pierwszym etapie rząd Buzka sprzedał niemal połowę udziałów w TP SA konsorcjum francuskiej państwowej firmy France Télécom i Kulczyk Holding. W drugim etapie Francuzi odkupili akcje należące do Kulczyka i dziś sami kontrolują Telekomunikację, pod szyldem Orange Polska. Wraz z tą prywatyzacją zostały sprzedane Francuzom również polskie sieci strategiczne, umożliwiające łączność w sytuacjach kryzysowych, jak np. wojna. Powiedzmy to wyraźnie, drukowanymi literami – polski a raczej pseudopolski rząd premiera Jerzego Buzka sprzedał sieci bezpieczeństwa narodowego w TP S.A. z systemem obronnym kraju na czas wojny włącznie. Oddano Francuzom gratis spółkę strategiczna – Emitel, administrującą naziemna infrastruktura radiowo-telewizyjna w naszym kraju. Sprzeciw i walka o polskie sieci trwały aż do ostatniej Rady Ministrów 4 lipca 2000r. w sprawie TP S.A. przeciwnicy sprzedaży polskich sieci strategicznych nie otrzymali niestety, wsparcia ze strony polskich służb UOP i WSI, chociaż służby te miały pełną wiedze o sieciach narodowych.
W sektorze farmaceutycznym polskie zakłady przejęli głównie Amerykanie, Niemcy i Brytyjczycy (ICN, Glaxo Wellcome Found, Gerresheime ) . Sektor chemiczny opanowali Niemcy, Holendrzy, Amerykanie i Francuzi. W sektorze spożywczym bardzo aktywną ekspansję już w latach 90ch wykazali Amerykanie, co zważywszy na fragment rozmowy Jaruzelski – Rockefeller dotyczący „wymiany genów ziemniaczanych między Polską a USA” rozjaśnia nam nieco problem genetycznie modyfikowanej żywności i generalnie – żywności dużo gorszej jakości.
Zakłady tytoniowe i spirytusowe, uzdrowiska.. itd. Wszystko to obecnie nie jest już własnością Polski, a majątkiem zagranicznych spółek. Ten dorobek narodowy poszczególne rządy przez dwadzieścia pięć lat, kolejno oddawały za grosze !! Wszyscy. Zgodnie. Co do tego nie było rozłamów na lewicy i prawicy. To niesłychane, że od lat polscy politycy wykorzystują czas antenowy w TV na spory o małżeństwa gejów czy aborcję, jednak co do sprzedaży majątku własnego kraju wszyscy są zgodni i żaden nawet słówka nie piśnie!
Dlatego kiedy słyszę hasła „rząd i opozycja” wybucham głośnym śmiechem. Nie ma czegoś takiego jak rząd i opozycja. Obecnie mamy jedynie miernych aktorów grających w tandetnym przedstawieniu, którego reżyserem i producentem są zagraniczne korporacje.

 

Grupa Medialna Pressmix

Pressmix.eu 2016

Jolanta Bezbożna

 

http://pressmix.eu/2016/05/16/spotkanie-jaruzelskiego-z-rockefellerem-czyli-sprzedaz-polskiego-majatku/

 

Notatka Brzezińskiego po spotkaniu z Jaruzelskim we wrzesniu 1985 r.

Wojciech Jaruzelski i Operacja „Most”

Tytuł artykułu właściwie powinien brzmieć „Jak gen. Wojciech Jaruzelski naraził Polaków na ataki ze strony arabskich terrorystów w imię walki o interesy Żydów i państwa Izrael” ale zostańmy przy nieco krótszym tytule, który lepiej oddaje to, o czym będzie ten artykuł.

przewodniczc485cy-rady-pac584stwa-prl

3 grudnia 1985 roku na lotnisku Orly w Paryżu wylądował samolot z polską delegacją, na czele z Przewodniczącym Rady Państwa Wojciechem Jaruzelskim. Dzień później, dokładnie 30 lat temu 4 grudnia 1985 roku Jaruzelski spotyka się z prezydentem Francji, Francois Mitterrandem. Już na lotnisku Jaruzelski został ośmieszony przez francuskie państwo, gdyż na polskiego dyktatora czekał jedynie urzędnik niskiego szczebla a dokładniej szef Protokołu Dyplomatycznego. Ale dzień później a więc owego 4 grudnia nastąpiła kumulacja drwin z wizyty Jaruzelskiego, gdy kazano mu wejść do Pałacu Elizejskiego tylnymi drzwiami oraz gdy premier Francji Laurent Fabius oficjalnie wyraził zdziwienie, że do tak owego spotkania w ogóle doszło.

0004UZMITUUP0UAV-C116-F4

Ale ów spotkanie nie było zwykłą wizytą reprezentanta bloku komunistycznego z przedstawicielem państw kapitalistycznych, podczas której władze zachodu narzekały na brak demokracji, łamanie praw człowieka, prześladowanie opozycji i tym podobne bzdury. Rozmowa Mitterranda z Jaruzelskim trwała 80 minut i rzeczywiście oficjalnie dotyczyła przestrzegania a raczej nieprzestrzegania przez władze PRL-u praw i wolności obywatelskich, ale poruszono wtedy też inną, o wiele ważniejszą kwestię. Podczas tego krótkiego spotkania Mitterrand, co by o nim nie powiedzieć kolaborant III Rzeszy i wysoki urzędnik państwa Vichy przedstawił Jaruzelskiemu propozycję, o której już wcześniej polski przywódca rozmawiał z prezesem Światowego Kongresu Żydów w Nowym Jorku. Chodziło o pomoc Polski w transporcie 15 tys. Żydów radzieckich z ZSRR do Izraela z przesiadką w Polsce. Fakt prowadzenia tajnych rozmów pomiędzy Jaruzelskim a Mitterrandem oraz stroną radziecką odnotował w tamtym czasie The Washington Post.

screenshot-2015-07-17-05-19-43-1

Jak się okazało kilkadziesiąt lat później przez Polskę nie przerzucono 15 tys a ponad 100 tys radzieckich Żydów a operacji nadano kryptonim „Most” i zaangażowano w nią niemal wszystkie polskie i izraelskie służby specjalne i do dnia dzisiejszego nie ujawniono wielu szczegółów dotyczących tej operacji.

Ale żeby dobrze zrozumieć całą sprawę należy wspomnieć o początkach współpracy polskiego komunistycznego  reżimu ze Światowym Kongresem Żydów oraz przedstawicielami amerykańskiego świata polityki i biznesu.

img005_opt

Kilka miesięcy przed wizytą w Paryżu, we wrześniu 1985 roku Wojciech Jaruzelski udał się do Nowego Jorku na sesję Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych, gdzie reprezentował on Polskę. Jaruzelski co dziwne nie odbył spotkania z przedstawicielami amerykańskiego rządu. Oprócz przemówienia na sesji ONZ spotkał się z 3 bardzo znanymi ludźmi. Pierwszym z nich był David Rockefeller, który osobiście przyjął Jaruzelskiego w Rockefeller Center 25 września 1985 roku. Rozmowa miała trwać 105 minut a Rockefeller, wnuk najbogatszego człowieka w historii Ameryki miał pokazać Jaruzelskiemu swoją osobistą kolekcję obrazów i innych dzieł sztuki. Z zapisków drugiego z założycieli owianej tajemnicą Komisji Trójstronnej Zbigniewa Brzezińskiego, który dołączył do Rockefellera i Jaruzelskiego po 15 minutach oglądania jego kolekcji wynika, że Rockefeller i Jaruzelski świetnie się ze sobą dogadywali, mimo drastycznych różnic ideologicznych.

uwazamrzehistoria-10-okladka

W jednej ze swoich notatek z tamtego spotkania Brzeziński napisał: „Kiedy wprowadzono mnie do pokoju, byłem dosyć zaskoczony serdecznością, z jaką mnie przywitał. Następnie poinformował mnie, że przywiózł ze sobą pewne dokumenty mające związek z moją rodziną. Powiedziałem generałowi, że jestem tym głęboko wzruszony, prawdziwie to doceniam i że przypomina mi to wcześniejsze spotkanie z premierem Beginem, który także przywiózł mi dokumenty dotyczące działalności mojego ojca w obronie Żydów w Polsce”.

W innej z kolei notatce były doradca ds. bezpieczeństwa prezydenta Cartera tak pisał o Jaruzelskim: „Generał osobiście robi bardzo dobre wrażenie. Ze wszystkich komunistycznych przywódców, z którymi rozmawiałem, reprezentuje on najwyższy poziom osobistej inteligencji, zdolność do precyzyjnego wyrażania się, unikania wyrażeń bombastycznych i nieracjonalnych w tonie, jeżeli nie w treści. Raz lub dwa podczas naszej dyskusji użył demagogicznych argumentów, jednak w większości jego wywód był chłodny, oparty na faktach, zawierający z jednej strony pewną dozę twardości, a z drugiej wyraźną obawę o wpływ, jaki może na Polskę wywrzeć obecny stan stosunków amerykańsko-polskich”

Oprócz członków polskiej delegacji, w skład której wchodzili m.in. minister spraw zagranicznych PRL Stefan Olszowski czy członek Biura Politycznego i sekretarz KC PZPR Józef Czyrek byli tam obecni również ludzie Rockefellera, na czele z Johnem C. Whiteheadem, członkiem zarządu Grupy Bilderberg oraz Richardem W. Lymanem, prezydentem Fundacji Rockefellera.

0128_10094

Rozmowy w Rockefeller Center niewątpliwie bardzo przyczyniły się do tego co można nazwać tzw. transformacją wolnorynkową czyli zmiany systemu socjalistycznego na kapitalistyczny w Polsce, które w połączeniu z dojściem do władzy Gorbaczowa w ZSRR i pierestrojką umożliwiły przeprowadzenie polsko-izraelsko-radzieckiej operacji przerzutu Żydów z ZSRR przez Polskę do Izraela.

img294_opt

Ale 25 września 1985 roku Wojciech Jaruzelski spotkał się nie tylko z twórcami Komisji Trójstronnej czyli Rockefellerem i Brzezińskim. Prawdopodobnie w budynku polskiego przedstawicielstwa przy Organizacji Narodów Zjednoczonych przy 9 E 66th Street w Nowym Jorku Jaruzelski spotkał się z inną ważną osobistością. To prywatne spotkanie, zabezpieczone przez ludzi w charakterystycznych jasnych garniturach oraz przez agentów FBI miało dotyczyć bezpośrednio zaangażowania polskich władz w przesiedlenie Żydów ze Związku Radzieckiego a gen Jaruzelski spotkał się wtedy z prezesem Światowego Kongresu Żydów, Edgarem Bronfmanem. To właśnie wtedy po raz pierwszy Jaruzelski miał rozmawiać z najwyższym przedstawicielem świata żydowskiego na temat ewakuacji Żydów z ZSRR, która miała się odbyć z udziałem Polski.

img289_opt

Kilka miesięcy później, 12 grudnia 1985 roku, nieco ponad tydzień po wizycie Jaruzelskiego w Paryżu prezes Światowego Kongresu Żydów, Edgar Bronfman spotyka się z Jaruzelskim po raz drugi, tym razem podczas wizyty Bronfmana w Warszawie. W tym wypadku nie ulega już żadnych wątpliwości, że celem spotkania Bronfmana z polskim dyktatorem jest kwestia uczestnictwa Polski w operacji przesiedlenia radzieckich Żydów do Izraela. Podczas rozmowy tych dwóch panów padają jeszcze nazwy dwóch stolic europejskich, przez które można by przerzucać obywateli ZSRR – chodzi o Budapeszt i Bukareszt.

Pomiędzy 1986 a 1990 rokiem Bronfman miał się jeszcze kilka razy spotkać z Jaruzelskim i dogadać szczegóły ów operacji.

Bogusław Bagsik, jeden z prezesów spółki ART-B która sfinansowała Operację „Most” tak wspomina lata 80-te oraz przygotowania do „wielkiej aliji” (alija – powrót żydów do ojczyzny przodków):

„W latach 80-tych zebrało się pewne grono marzycieli, którzy wspólnie ustalili, że powrót do Ziemi Obiecanej jest możliwy a nawet potrzebny.”

Dziennikarz pyta się Bagsika (rozmowa opublikowana w książce D.Wilczaka „Most. Tajna operacja przerzutu Żydów Moskwa-Warszawa-Izrael”): Marzycieli w Izraelu?

Bagsik odpowiada: „Nie tylko. Że w Izraelu to jasne. Ale też w Stanach Zjednoczonych, Rosji, Polsce, w paru innych krajach również. Do grona tych marzycieli zaliczam nie tylko Żydów. W pewnym sensie marzycielami można nazwać Reagana, Gorbaczowa, Mitterranda czy Jaruzelskiego. A przecież żaden z nich nie był, nie jest Żydem. Przygotowania do aliji – to można powiedzieć – toczyły się dyskretnie już od połowy lat 80-tych. Dyskretnie nie tylko dlatego, że obawiano się reakcji świata arabskiego. Także dlatego – to również nie tajemnica – że w niektórych krajach, chociażby w Polsce, obawiano się ciągle żywych antysemickich nastrojów.”

Krótko mówiąc ściśle tajny charakter operacji Most miał, przynajmniej teoretycznie ochronić osoby oraz kraje biorące udział w tej operacji przed niespecjalnie zadowolonymi z tego powodu Arabami. A przecież Polska Rzeczpospolita Ludowa nie tylko współpracowała ze światem arabskich w sferze handlowej, wojskowej czy wywiadowczej. Znane są również przypadki przechowywania przez polski wywiad lub polskie wojsko arabskich terrorystów, którzy dokonywali zamachów na terenie państw zachodnich, m.in. sławny Szakal czyli Ilijcz Ramirez Sanchez, szkolony w latach 70-tych przez Ludowe Wojsko Polskie, Abu Daoud czy też Abu Nidal. Szkolenie i przechowywanie arabskich terrorystów przy jednoczesnym zaangażowaniu wszystkich polskich służb i ogromnej ilości pracowników obsługujących operację „Most” sprowadzało na te osoby ogromne niebezpieczeństwo. A przecież były kraje, które kategorycznie odmówiły udziału w przerzucie Żydów z ZSRR do Izraela właśnie ze względów bezpieczeństwa. Jak widać gen. Jaruzelski wolał stać się bohaterem świata żydowskiego niż bronić swoich obywateli przed ewentualnym odwetem ze strony świata arabskiego.

EMB-Mazowiecki-1990

A przecież organizacje arabskie dokonały jednego zamachu w odwecie za ostateczne potwierdzenie udziału Polski w „aliji” Żydów z ZSRR, które to miało miejsce podczas wizyty polskiego premiera Tadeusza Mazowieckiego w Stanach Zjednoczonych w marcu 1990 roku. Ten zamach miał miejsce w stolicy Libanu, Bejrucie 30 marca 1990 roku a więc 4 dni po spotkaniu Mazowieckiego z prezesem Światowego Kongresu Żydów. Wtedy też został ostrzelany samochód radcy handlowego polskiej ambasady w Bejrucie, Bogdana Serkisa. Dwie serie z broni automatycznej wielokrotnie raniły polskiego dyplomatę oraz jego żonę i lekarze przez kilka dni walczyli o jego życie.

Tego typu zamachów mogło być więcej gdyby nie tajemnicze spotkanie w stolicy Syrii, Damaszku, które zostało powierzchownie opisane w książce Wilczaka:

„Wczesnym popołudniem, po zmyleniu przeciwnika na damasceńskim suku, autor trafia do strzeżonej przez zastępy terrorystów siedziby jakiejś organizacji palestyńskiej w rządowo-nowobogackiej dzielnicy Mezzeh. Palestyńczyk urzęduje w typowej dla tej dzielnicy dużej willi. Autor nakazuje mu, by nie przeszkadzał w prowadzeniu operacji Most, bo inaczej zastrzeli go snajper, który leży na dachu jednej z pobliskich willi i celuje mu w głowę. Przerażony Palestyńczyk oczywiście natychmiast wyraża zgodę, a autor po zakończeniu misji wychodzi, przechodzi obok zastępów uzbrojonych po zęby strażników i wraca do hotelu.”

Powyżej opisano sytuacje, w której tajemniczy „autor” nakazuje przywódcy jednej z palestyńskich organizacji terrorystycznych, żeby nie przeszkadzał w przeprowadzaniu operacji „Most” i ów „autor” ma pełne zaufanie do człowieka, który zgadza się na jego żądania. Otóż owym „autorem” był Sławomir Petelicki a więc człowiek który odpowiadał za ochranianie placówek dyplomatycznych w latach 1989-1990 i był zaangażowany w ochronę operacji „Most”. A historia ze spotkania z tajemniczym palestyńskim terrorystą została opisana w jego książce, która nigdy nie została wydana.

Od owego spotkania Petelickiego z Palestyńczykiem podobno nie doszło już do żadnego ataku odwetowego ze strony arabskich radykałów na polskich obywateli w związku z udziałem Polski w operacji przerzutu Żydów do Izraela w latach 1990-1992.

Źródła:

http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-4-grudnia-1985-r-wojciech-jaruzelski-w-paryzu,nId,1930911

http://www.videofact.com/jaruzelnyc2.html

http://www.videofact.com/jaruzelnyc3.html

http://powiewswiezosci.neon24.pl/post/127263,pakt-jaruzelski-rockefeller-25-wrzesnia-1985-r

https://agasiorowski.wordpress.com/2015/07/18/wojciech-jaruzelski-v-edgar-bronfman/

http://www.worldjewishcongress.org/en/news/wjc-on-passing-of-tadeusz-mazowiecki-architect-of-poland-s-transition-to-democracy

http://www.jta.org/1985/12/12/archive/bronfman-in-warsaw-to-confer-with-polish-president

książka D. Wilczaka „Most. Tajna Operacja Przerzutu Żydów Moskwa-Warszawa-Izrael.”

Tags : , , ,