Odtworzony przepis na rzymski chleb sprzed 2000 lat

W 1930 roku podczas prac archeologicznych w Herkulanum, które zostało zniszczone w 79 r. n.e. przez wybuchu Wezuwiusza, znaleziony dobrze znany bochenek chleba, który liczy ponad 2000 lat. Obiekt trafił do Narodowe Muzeum Archeologiczne w Neapolu. 

Ponad 80-lat później trafił na wystawę w British Museum, gdzie pracownicy muzeum poprosili jednego z włoskich piekarzy o odtworzenie przepisu na starożytny rzymskich chleb.

Herkulanum było miastem założonym w XII w p.n.e. przez italijskie lud Osków. W VI w. n.e. dostało się pod panowanie Etrusków, a w V wieku p.n.e. zdobyli je Samnici. W roku 307 p.n.e., w czasie drugiej wojny samnickiej podbili je Rzymianie i odtąd było sprzymierzeńcem Rzymu. Położone w pobliżu Neapolu miasto stało się miejscowością wypoczynkową. 24 sierpnia 79 r. n.e. było jednym z miast obok Pompejów i Stabie, które zostało zniszczone w 79 roku n.e. w wyniku gwałtownej erupcji wulkanu Wezuwiusza. Popiół, które zasypał je nad Zatoką Neapolitańską utrwalając budowle, przedmioty oraz niektóre ciała ludzi i zwierząt.

Ruiny Herkulanum. Fot. Wikimedia Commons.

Podczas wybuchu Wezuwiusza Herkulanum zostało zalane błotem wulkanicznym, którego grubość dochodzi do 12 metrów. Część nieodkrytego Herkulanum jest poza zasięgiem badaczy ponieważ powstały na niej następne miasta: Resina i Portici. Ruiny starożytnego Herkulanum zostały odkryte przypadkiem – w roku 1709 podczas kopania studni natrafiono na scenę teatru miejskiego. Odtąd datuje się prace wykopaliskowe, a wiele znalezisk jest w lepszym stanie niż w Pompejach.

Dzięki współczesnej archeologii udało się odkryć wiele zachowanych mozaik, przedmiotów codziennego użytku czy mebli. Dzięki temu, że również zachowały się skóry, drewno, a także żywność.

Najciekawszymi z obiektów było znalezienie bochenków chleba w jednej z ruin piekarni. W czasach starożytnych chleb był jednym z podstawowych elementów diety mieszkańców rzymskich miast. Niektóre rodzaje pieczywa dekorowano m.in. anyżem, makiem i sezamem.

Mozaika przedstawiająca zakup bochenków chleba w Pompejach. Fot. Narodowe Muzeum Archeologiczne w Neapolu.

Archeolodzy na taki jeden z chlebów pokryty popiołem wulkanicznym odkryli w 1930 roku. Bochenek chleba jest podzielony na osiem równych kawałków. Wypiekający go piekarz postawił na nim swoją markę rzemieślniczą. Według zapisu z niej bochenek wykonał: „Celer, niewolnik Quintusa Graniusa Verusa”. Obiekt trafił do Narodowe Muzeum Archeologiczne w Neapolu.

Najstarszy zachowany bochenek chleba sprzed 2000 lat. Fot. British Museum.

Bochenek chleba z Herkulanum został wypożyczony na jedną wystaw do British Museum w Londynie. W 2013 roku pracownicy muzeum poprosili włoskiego kucharza Giorgio Locatelli’ego o odtworzenie przepisu na rzymski bochenek chleba. Poniżej filmik:

Został wypieczony na podstawie poniższego przepisu:

– 400g zakwasu
– 12g drożdży
– 18g glutenu
– 24g soli
– 532g wody
– 405g mąki orkiszowej
– 405g mąki pełnoziarnistej

Na początku należy wymieszać wodę z zakwasem. Następnie pomieszać dwa rodzaje mąki z glutenem i potem dodać je do roztworu wodnego. Należy mieszać przez dwie minuty. Dodać sól i znów mieszać mieszaj przez kolejne trzy minuty. Uformować w okrągły kształt i pozostawić na godzinę w temperaturze pokojowej. Po tym czasie obwiązać sznurkiem, aby zachował swój kształt. Należy też ciasto naciąć na wierzch w kilku miejscach. Na koniec należy piec przez 30-45 minut w 200°C. Upieczony chleb jest pulchny i smaczny. Poniżej zdjęcie z wypieczonym bochenkiem.

Giorgio Locatelli z upieczonym bochenkiem chleba na podstawie rzymskiego przepisu sprzed 2000 lat. Fot. British Museum,

Autor: Jacek Czubacki
Na podstawie:  The Vintage NewsMuseum of ArtifactsBritish MuseumOpen Culture

https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com

Papież Franciszek twierdzi, że diabeł chce zniszczyć Kościół Katolicki

Papież oświadczył, że Lucyfer istnieje i robi wszystko, aby zniszczyć Kościół Katolicki. 29 września, Franciszek poprosił kapłanów i wszystkich wiernych, aby w tym miesiącu każdego wieczora czytali pewną modlitwę, która ma przepędzić złe duchy i moce, a to z kolei ma zakończyć kryzys przemocy seksualnej. [A także problem ocieplenia klimatycznego na skutek emisji CO2 – admin]

Zdaniem papieża, Kościół potrzebuje specjalnej ochrony przed atakami złego ducha, ale jednocześnie ważne jest, aby ludzie zdawali sobie sprawę z popełnionych teraz i w przeszłości błędów, nadużywania autorytetu itp.

Jorge Mario Bergoglio powiedział, że ludzie powinni być świadomi realiów istnienia szatana i nie można traktować tego w kategoriach baśni, mitów i bajek, ponieważ sceptycyzm doprowadził nas wszystkich do rzeczywistych problemów.

Niedawno księża omówili wykorzystywanie seksualne w Niemczech, Chile i Stanach Zjednoczonych. W związku z ostatnimi wydarzeniami, poważny konflikt narasta między katolickimi konserwatystami a liberałami. W Polsce nie gasną spory z powodu premiery i popularności filmu pt: „Kler”.

Arcybiskup Carlo Maria Vigano opublikował w dniu 26 czerwca br. program, w którym skrytykowano wszystkie działania Franciszka. Dokument otrzymali zacni przedstawiciele Watykanu i amerykańskich świątyń.

Carlo jest przekonany, że Papież miał wiedzę na temat stosunków seksualnych byłego kardynała z amerykańskimi seminarzystami, ale przymykał na to oczy. Aby uchronić wszystkich przed sztuczkami diabła, Papież Franciszek wezwał na pomoc Michała Archanioła, który, zgodnie z biblijnymi opowieściami, wypędził Lucyfera z raju.

https://zmianynaziemi.pl/

Kto to ogonem na Mszę dzwoni?
Admin

Michalkiewicz przerywa milczenie po słowach o k*rwach.

Nawet w Polin odezwały się pryncypialne głosy potępiające wypowiedź red. Michalkiewicza o dziewczynie gwałconej przez księdza. Posłuchajmy jednak i drugiej strony. Tak się podobno robi w cywilizowanych społeczeństwach – admin

Stanisław Michalkiewicz zabrał publicznie głos po raz pierwszy, po tym, jak po jego słowach z ostatniego felietonu wideo podniósł się klangor i jazgot w mediach głównego ścieku. Przypomnijmy, że Michalkiewicz powiedział, iż „żadne k*rwy nie są tak wysoko wynagradzane” w kontekście wyroku dotyczącego zgwałconej nastolatki.

„Ty ch*ju j*bany, pi*rdolony w d*pe frajerze, przecweluje Cie w ryj”. Takie oto życzenia i oferty pod moim adresem składają w dniach ostatnich przedstawiciele wrażliwości moralnej – zaczyna Michalkiewicz.

I dodaje: Ja się nie mogę nie zgodzić z przewielebnym o. Kramerem, że jestem poniżej poziomu człowieczeństwa. Obawiam się, że do tego poziomu człowieczeństwa nie uda mi się doszlusować.

Ponieważ wybuchło takie moralne oburzenie chciałby zwrócić uwagę na kilka znaków zapytania, które się z tą sprawą wiążą. Jak podają media ta panienka, nawiasem mówiąc słowo panienka też zostało uznane za obelżywe – tego już nie rozumiem, 13-letnia była przez kilkanaście miesięcy uwięziona i gwałcona i w tym czasie, co jest zdumiewające, chodziła do szkoły – kontynuował publicysta.

Druga wątpliwość dotyczy tego, że rodzice przez kilkanaście miesięcy nie zainteresowali się co córka robi (…) Wreszcie wyrok jaki ten ksiądz erotoman dostał – 4 lata. Warto zwrócić uwagę na zarzuty, jakie na nim ciążyły: podstępnego uprowadzenia, uwięzienia ze szczególnym udręczeniem, wielokrotnych gwałtów i podżegania do aborcji. Wystarczyłoby z powodzeniem na 10 lat, a został skazany tylko na 4 lata – mówił Michalkiewicz.

To mi przypomina sytuację z marca 2006 roku, kiedy to po raz pierwszy podniósł się taki klangor przeciwko mnie. Wtedy powiedziałem w felietonie do Radia Maryja, że my jesteśmy zajęci krzewieniem demokracji na Ukrainie i Białorusi, a od tyłu zachodzą nas judejczykowie. Minęło 12 lat i okazało się, że zaszli nas od tyłu – przypominał.

Na koniec felietonu na kanale TVAsme dodawał jeszcze: Usłyszałem taką wieść ptaszyny, że będę zaciągnięty przed niezawisły sąd, w związku z tym ekscesem, którego się dopuściłem, a który wywołał taki rezonans w środowiskach ormowców politycznej poprawności. (…) Jeżeli niezawisły sąd dostanie rozkaz, żeby mnie wtrącić do więzienia, no to mnie wtrąci i żadna siła mnie przed tym nie uratuje.

[Dodałbym jeszcze jedną wątpliwość: dlaczego odszkodowanie ma płacić cały zakon, zamiast sprawcy. – admin]

 

Walka klasowa znów się zaostrza

Za pierwszej komuny istniał Wydział Prasy Komitetu Centralnego PZPR, skąd redaktorzy naczelni, a za ich pośrednictwem – redakcje – dostawały wytyczne, jak pisać, mówić w radio i pokazywać w telewizji, żeby było dobrze.

Kto się słuchał – robił karierę i piął się w górę do coraz wyższych grządek, a kto się nie słuchał, ten się nie piął w górę tylko osuwał się w dół, a niekiedy nawet trafiał w „ciemności zewnętrzne”, skąd – jak wiadomo – dobiega płacz i zgrzytanie zębów.

Ponieważ w związku z objęciem steru państwa przez polityczna ekspozyturę Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego, które – zgodnie z upodobaniem Naczelnika Państwa – odgrywa historyczną rekonstrukcję przedwojennej sanacji, która była ruchem etatystycznym, a w porywach – nawet socjalistycznym – socjalizm u nas z roku na rok narasta i się umacnia. Skoro zaś socjalizm się umacnia, to – zgodnie ze spostrzeżeniem klasyka demokracji Józefa Stalina – zaostrza się również walka klasowa, co możemy obserwować w czasie rzeczywistym.

[Zdaniem gajowego obecny ustrój w Polsce posiada wiele wad systemu socjalistycznego, ale żadnych zalet. Jest to zwykła gównokracja, gdzie rządy sprawują najmniej odpowiedni ludzie, wśród nich wielu psychopatów – admin]

W walce klasowej – jak to w każdej wojnie – pierwszą ofiarą jest prawda, toteż każdy, kto nie chce zaciągnąć się do żadnego politycznego gangu – ani do gangu zwanego przez gang płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm „obozem zdrady i zaprzaństwa”, ani do gangu wspomnianych dzierżawców, nazywanych przez obóz zdrady i zaprzaństwa „oszołomami” a ostatnio nawet „faszystami”, potępiany jest zarówno przez jednych jak i przez drugich, ponieważ przy wszystkich podziałach, obydwa obozy wyznają podobne, a właściwie identyczne zasady, na przykład – kto nie jest z nami, ten jest przeciw nam, a poza tym mają identyczny cel polityczny – żeby mianowicie ani z jednej, ani z drugiej strony nie pojawiła się im żadna polityczna alternatywa.

Znakomitą ilustracją realizowania tego politycznego interesu obydwu obozów są telewizje: rządowa i nierządne. Telewizja rządowa codziennie przekonuje widzów, jaki to mądry, szlachetny i bezinteresowny i kompetentny jest pan Patryk Jaki, podczas gdy pan Rafał Trzaskowski jest interesownym szubrawcem i w dodatku – matołem. W telewizjach nierządnych jest odwrotnie – pan Rafał Trzaskowski przedstawiany jest w charakterze jasnego idola, podczas gdy pan Patryk Jaki – w charakterze osobnika co najmniej podejrzanego.

Być może, że obydwie telewizje mają rację, ale nie o to przede wszystkim chodzi, tylko o stworzenie w medialnej i politycznej przestrzeni wrażenia, że losy Warszawy, a nawet – całego państwa – zależą od zwycięstwa jednego bądź drugiego. Tymczasem z tymi wyborami jest podobnie jak z rozbiciem banku w Monte Carlo. Dla szczęśliwca, któremu się to udało, dla jego rodziny i kopulantek, może to oznaczać zasadniczą odmianę losu.

Jak to pisał Stanisław Cat-Mackiewicz – może zostać prezesem Partii Róbmy Sobie Na Rękę – jak np. pan Ryszard Petru, czy pani Katarzyna Lubnauer, członkowie rodziny mogą zostać członkami rad nadzorczych, prezesami towarzystwa wagonów sypialnych lub spółek komunalnych, a w najgorszym razie – załatwić dla swego potomstwa: Jasia, Zuzi, czy Frania, co to właśnie ukończyli jakąś wyższą szkołę gotowania na gazie – posadę „konsultanta”, albo „specjalisty”. Kopulantka zwycięzcy może dostać brylanty, które – jak wiadomo – są prawdziwym przyjacielem kobiety, albo futro, a w przypadku jakiegoś sknery – tylko fond de toilette – i tak dalej.

Ale kasyno w Monte Carlo odnotuje taki sam bilans, jak w latach poprzednich. Rzecz między innymi w tym, że ambicjonerzy, którzy stają do wyborów, dajmy na to – na prezydenta Warszawy, wprawdzie licytują się między sobą, w jaki sposób przychylać warszawiakom nieba – ma się rozumieć – za ich pieniądze – ale po wyborach natychmiast o tym zapominają. I bardzo dobrze – bo w przeciwnym razie na realizację tych wszystkich obietnic nie tylko musieliby obrabować „złodziei” – co jest zgodne z leninowską normą: „grab nagrabliennoje” – ale również – jak to zalecał Franciszek Fiszer – „dobrać z uczciwych” – jak to zaleca tajna instrukcja Urzędu Skarbowego w Kielcach.

Całe tedy szczęście, że wybory nie odbywają się co roku, albo częściej, bo czegoś takiego nikt by nie przeżył, chociaż z drugiej strony byłaby to znakomita metoda na wydobycie się z ubóstwa. Na początku lat 90-tych ówczesny prezydent Lech Wałęsa zwołał nawet na ten temat naukowy sympozjon – jakby tu wydobyć się z ubóstwa – z udziałem osobistości, które właśnie tej sztuki dokonały. Zwróciłem wtedy uwagę, że każdy z uczestników sympozjonu wydobył się z ubóstwa w tym samym czasie, kiedy przychylał nam nieba, poświęcając się dla dobra Polski na rozmaitych państwowych synekurach.

Zatem nie jest wykluczone, że powszechny dobrobyt udałoby się osiągnąć, gdyby każdy obywatel chociaż na kilka miesięcy zostawał posłem, senatorem, ministrem, czy choćby prezesem. Jeśli przez ten czas nie potrafiłby wydobyć się z ubóstwa, byłby to nieomylny znak, że to jakiś matoł, któremu szkoda stwarzać taką szansę. Myślę jednak, że większość ambicjonerów swoją szansę wykorzystałaby jak najbardziej, więc jeśli to nie jest metoda na wydobycie się z ubóstwa możliwa do zastosowania w skali społecznej, to już nie wiem, co jeszcze można by w tym celu zrobić.

Ale dość już tych dygresji, bo przecież najważniejsze jest zaostrzanie się walki klasowej w miarę postępów socjalizmu w naszym nieszczęśliwym kraju.

Jednym z symptomów zaostrzania się tej walki jest ogromny wysyp ruskich i niemieckich agentów. Sam zostałem po raz kolejny zdemaskowany jako ruski agent, ale również – jako agent niemiecki, a nawet – izraelski, zwłaszcza w momencie, gdy zwróciłem uwagę, iż rząd pana premiera Morawieckiego 2 maja br. podpisał Deklarację z Marrakeszu, którą przedstawiciel Węgier, co tej Deklaracji nie podpisały, uznał za „skrajnie proimigrancką”.

Ponieważ Biuro Polityczne PiS chyba jeszcze nie wie, w jaki sposób przekuć w sukces tę destrukcję jednego z nielicznych liści do wieńca sławy rządu pani Beaty Szydło, a nawet rządu pana premiera Morawieckiego.

Toteż Wydział Prasy Biura Politycznego PiS najwyraźniej kazał swoim funkcjonariuszom unikanie merytorycznych dyskusji, tylko demaskowanie oponentów, jako ruskich, ewentualnie – niemieckich agentów – bo zgodnie z zasadą, że w domu wisielca nie mówi się o sznurze – demaskowania agentów izraelskich lepiej nie ryzykować.

Dlatego myślę, że komentator, który zdemaskował mnie jako agenta izraelskiego, musiał działać na własną rękę, bez porozumienia z funkcjonariuszami Wydziału Prasy Biura Politycznego Prawa i Sprawiedliwości – albo też pozostawał w łączności z Wydziałem Prasy Biura Politycznego Platformy Obywatelskiej, chociaż to też nie jest pewne, bo gdzieżby tam pan Grzegorz Schetyna ośmielił się wierzgać przeciwko ościeniowi?

Nawet pan prezydent Andrzej Duda nie ośmielił się zagadnąć prezydenta Donalda Trumpa o ustawę nr 447 JUST, tylko obiecał mu więcej płacić za ochronę, częściowo w gotówce, a częściowo w postaci zakupów gazu, w związku z czym prezydent Trump na molestowanie ze strony prezydenta Dudy, żeby pozakładał stałe amerykańskie bazy wojskowe w Polsce, udzielił odpowiedzi wymijającej. Pewnie już zdecydował, że stałe bazy wojskowe w Polsce będzie zakładał Izrael.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Nie podpiszemy proimigracyjnej deklaracji?

Minister spraw wewnętrznych i administracji Joachim Brudziński sprzeciwił się podpisaniu przez nasz kraj deklaracji o imigracji, która ma zostać przyjęta w grudniu w marokańskim Marrakeszu.

Dokument Organizacji Narodów Zjednoczonych ma bowiem zachęcać do nielegalnego przekraczania granic przez imigrantów oraz nie jest gwarantem bezpieczeństwa dla Polski, stojąc w sprzeczności z rządowymi priorytetami.

Porozumienie „Global Compact” zostało przygotowane przez ONZ, po tym jak pod koniec 2016 roku w Nowym Jorku blisko 193 państwa przyjęły Deklarację nowojorską w sprawie uchodźców i migrantów. Wzywała ona przede wszystkim do opracowania odpowiednich przepisów dotyczących przepływów osób, natomiast niedługo potem rozpoczęto opracowywanie dwóch oddzielnych dokumentów w tej sprawie. Wspomniane porozumienie miało zostać podpisane ostatecznie w grudniu podczas szczytu imigracyjnego w Maroku.

Deklaracja ONZ dotycząca imigrantów i „uchodźców” od początku nie podobała się zwłaszcza Stanom Zjednoczonym i Węgrom, dlatego też władze obu tych krajów już zapowiedziały, iż jej nie podpiszą. Teraz podobną deklarację miał złożyć wspomniany Brudziński.

Zdaniem szefa MSWiA, porozumienie może zagrażać bezpieczeństwu Polski, zaś jego ochrona ma być jednym z priorytetów rządu Prawa i Sprawiedliwości oraz Zjednoczonej Prawicy. Zdaniem Brudzińskiego pakt może zachęcać do podejmowania nielegalnej imigracji, tymczasem zdaniem polskiego rządu choćby pomoc uchodźcom powinna być udzielana w miejscu ich pobytu. Ponadto umowa ONZ może uniemożliwić kontrolowane przepływów migracyjnych.

Na podstawie: tvp.info, wpolityce.pl.
http://autonom.pl

Siedzą, choć według prawa nie powinni. Powinni wisieć!

W Polsce funkcjonuje odpowiednik sowieckich psychuszek. W ośrodku w Gostyninie przetrzymywani są ludzie, którzy zgodnie z normami prawa powinni być na wolności.

Problem dotyczy osób skazanych na karę śmierci i objętych amnestią z 1989, która zamieniła im wyroki na 25 lat więzienia. Kary dożywocia nie przewidywał obowiązujący wówczas Kodeks Karny. Sprawa wróciła dopiero w 2013 roku kiedy opinia publiczna za sprawą Mariusza Trynkiewicza. Okazało się, że Trynkiewicz,seryjny morderca i przestępca seksualny, przez prasę nazwany „szatanem z Piotrkowa”, wyjdzie zgodnie z prawem na wolność.

Sprawą zajął się ówczesny rząd PO-PSL a pracami nad ustawą kierował Minister Gowin. Stworzona pod jego kierownictwem „Ustawa o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób” reaktywowała de facto instytucję „psychuszek” znanych z czasów sowieckich.

Ustawa jest „potworkiem prawnym”. Nie mówi o karze ale o przymusowym leczeniu. Odbywa się ono w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie.

Wyrok kierujący na leczenie wydaje sąd cywilny a nie karny! Skazani nie wiedzą jak długo będą przebywać w Ośrodku. Ustawa w sposób ewidentny łamie jedną z podstawowych zasad prawa rzymskiego mówiącą, że nie można być dwa razy ukaranym za to samo. Z całą pewnością złamana jest zasada o zakazie stosowania środków surowszych niż przewidywała ustawa w trakcie orzekania o winie. Można mieć tez wątpliwości czy nie jest to przykład działania prawa wstecz.

Ustawę podpisał 13 grudnia 2013 roku ówczesny Prezydent Bronisław Komorowski i skierował do Trybunału Konstytucyjnego. Ten mimo tych ewidentnych wad prawnych orzekł w wyroku z listopada 2016 roku iż ustawa jest zgodna z Konstytucją.

„Leczenie” w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie odbywa aktualnie 61 osób. Część z nich ubiega się o zwolnienie ale jak dotąd Sądy odrzucały wszystkie takie wnioski.

Skutki wymuszonej negocjacjami z Zachodem amnestii są straszne. Aby chronić społeczeństwo uchwalono kuriozalne prawo.

Po Trynkiewiczu nikt nie zapłacze bo on i jemu podobni powinni dawno wisieć zgodnie z zasądzona karą. Gorzej, że taka ustawa może być wykorzystana w przyszłości do eliminacji politycznych przeciwników. Trudne warunki w jakich odbywają karę skazańcy jest też paliwem dla środowisk lewicowych, które po eliminacji kary śmierci chcą dalszego złagodzenia prawa karnego w Polsce.

Źródło: okopress/nczas
https://nczas.com/

Ukraina jest państwem paserskim

Władze ukraińskie z naruszeniem prawa (w tym nawet przepisów obowiązujących obecnie na Ukrainie) przekazują dawne majątki polski w „długoletnie dzierżawy”, a w istocie w bezwarunkowe władanie zachodnim korporacjom.

Wobec całkowitej bierności rządu RP – środowiska ukraińskie zapowiadają także „akcję rewindykacyjną” wobec rzekomo zabranej „własności ukraińskiej” w Polsce. W tej sytuacji zadanie restytucji Kresów staje się pierwszoplanową potrzebą narodową Polaków.

Cywilizacja = wartości + odpowiedzialność + obowiązki

Kwestia restytucji majątków jest po pierwsze zagadnieniem cywilizacyjnym, a po drugie prawnym. Poszanowanie świętego prawa własności jest fundamentem nie tylko europejskiego systemu prawnego, ale całego systemu organizacji społeczeństw i państw, mającego swoją genezę jeszcze w dorobku starożytnej Grecji i Rzymu.

Ukraina decydując się dołączyć do świata zachodniego – już dokonała wyboru i po prostu musi być konsekwentna, przyjmując do wiadomości konieczność zwrotu majątków w sensie prawnym nadal należących do wypędzonych z tych terenów obywateli Polski, Węgier, Rumunii (ale także… Izraela czy Stanów Zjednoczonych) i ich spadkobierców. Podobnie nie da się w nieskończoność droczyć z całą Europą i resztą świata zachodniego, utrzymując regulacje ograniczające prawo do posiadania ziemi przez obywateli innych państw.

Umówmy się zresztą, jak to na Ukrainie – przecież i dziś przepisy te są nagminnie obchodzone, a to przez kupowanie/przejmowanie ziemi przez podstawione „słupy”, a to przez wieloletnią dzierżawę, w praktyce równającą się własności, a to po prostu przez zajmowanie najatrakcyjniejszych terenów przez zagraniczne koncerny współdziałające z miejscowymi oligarchami.

Nie chcą kradzionego

I w tym miejscu muszę z pewną satysfakcją, acz bez radości zauważyć, że właśnie zachodnie podmioty przejmujące obecnie rozległe obszary ziemi ukraińskiej – wykazują się większym poszanowaniem praw własności i legalizmu prawnego niż władze ukraińskie.

Jako prezes polskiego Powiernictwa Kresowego jestem w kontakcie z kilkoma takimi dużymi korporacjami, które wprawdzie de facto już władają ziemią i nieruchomościami należącymi do spadkobierców obywateli polskich – chcą jednak tę sprawę załatwić legalnie i gotowe są odkupić prawa własności tak, by dokonać prawomocnych zmian w księgach wieczystych. Oczywiście, nie z dobroci serca, ale by nie wchodzić w nieuregulowane stany prawne i nie płacić następnie milionowych odszkodowań i rekompensat.

Wiem też, że podobne transakcje negocjują także nasi rumuńscy przyjaciele, jak również żydowskie organizacji rewindykacyjne. I to jest właśnie legalne załatwienie sprawy – tak właśnie po prostu będzie musiał postąpić i rząd w Kijowie! Chciał do Europy – to obok europejskich praw ma także europejskie obowiązki. Bez uregulowania spraw własnościowych nikt Ukrainy nie wpuści dalej niż do europejskiego przedpokoju. [Wpuści, wpuści… jak nadejdzie chwila – admin]

Oczywiście znam linię wymówek władz ukraińskich. To wszystko propaganda, mająca uśpić ukraińskich wyborców. Spraw odszkodowań za mienie pozostawione na obecnej Ukrainie miała zostać uregulowana Układem pomiędzy Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego a Rządem Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Rad dotyczący ewakuacji obywateli polskich z terytorium U.S.R.R. i ludności ukraińskiej z terytorium Polski z 6. września 1944 r.

Sęk w tym, że przewidzianych tym dokumentem odszkodowań nigdy nie wypłacono, a Układ nie został nawet ogłoszony w Dzienniku Urzędowym RP, nie wszedł więc legalnie w życie. W tej sytuacji ciężar wypłaty odszkodowań nadal spoczywa na władzach Ukrainy jako na prawnych spadkobiercach USSR. I znowu: Ukraina chce mieć te same granice, co Ukraińska Socjalistyczna Republika Sowiecka – to ma i te same zobowiązania.

Kłamstwa Kijowa

Dziecinnym kłamstwem Kijowa jest także mieszanie sprawy majątków z powojennymi zmianami granicznymi i opowiadanie, że „odszkodowaniami dla strony polskiej były ziemi odzyskane od Niemiec”. Powojenna zmiana granic została dokonana decyzjami Wielkich Mocarstw w Jałcie i Poczdamie i w żadnym punkcie nie łączyła się ze sprawami własnościowymi. Te miały zostać uregulowane odrębnie – ale nie zostały, dlatego dziś Ukraina musi płacić i/albo oddać, co nie jej.

Prowadzimy już w tej sprawie kilkadziesiąt spraw przed ukraińskimi sądami, a łącznie będzie ich co najmniej około 6.000 tysięcy. W przypadku braku zgodnego z prawem rozstrzygnięcia w tych instancjach – Powiernictwo Kresowe będzie reprezentować obywateli RP przeciw Ukrainie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. A tam Ukraina po prostu musi przegrać – i zapłacić. Oraz oddać w naturze majątki polskie, węgierskie, rumuńskie, żydowskie i inne.

Zresztą, Ukraińcy powinni być w tym zakresie optymistami – wszak nie jest tajemnicą, że gospodarka Ukrainy jest na skraju upadku. Przywróceni w prawach dawni właściciele mogą ożywić rynek, przynieść nowe kapitały, dać zatrudnienie ukraińskim pracownikom i zaprowadzić porządek na odzyskiwanych terenach. To przecież chyba lepsze od rządów złodziei-oligarchów i nawiedzonych nazistów?

Pójdziemy Ukraińcom na rękę…

Co zaś się tyczy „ukraińskich majątków w Polsce”, o których nagle przypomniały sobie nie tylko ukraińskie ziomskostwa, ale i władze w Kijowie – to trudno uznać, by taki temat w ogóle istniał. Historyczne mniejszości – ukraińska, rusińska i łemkowska już dawno uzyskała zgodny ze stanem prawnym stan posiadania, a nawet zyskała wiele nowych obiektów religijnych i kulturalnych. Nikt nie czynił i nie czyni przeszkód, by Ukraińcy, Rusini i Łemkowie mieszkali na terenach swojego historycznego osadnictwa. Od jakiegoś czasu przyjeżdża do Polski wielu Ukraińców, zwłaszcza do prac w rolnictwie i usługach, łatwo więc mogą to sprawdzić.

My zresztą wychodzimy z założenia, że ludziom należy życie ułatwiać. Skoro młodzi Ukraińcy i tak przybywają pielić polskie truskawki – to chyba lepiej, żeby robili to na oddanych Polakom polach pod Lwowem i Łuckiem. Będą mieli bliżej do pracy.

Konrad Rękas
Prezes Powiernictwa Kresowego
http://myslkonserwatywna.pl/