Macron woli we Francji tzw. uchodźców od ciężko pracujących Polaków

Najbardziej znany gerontofil europejski

Prezydent Francji Emmanuel Macron skrytykował Europę Wschodnią za odejście od zasad UE, a ciężko pracującym za granicą Polakom chce nakładać surowe ograniczenia.

Według niego Europa powinna serdecznie powitać imigrantów z Afryki, którzy dobijają się do jej granic w poszukiwaniu zasiłków socjalnych, a utrudniać życie Polakom, którzy w pocie czoła wspierają zachodnią gospodarkę.

Macron w zagranicznej prasie stwierdził, że Polacy zabierają miejsca pracy nie tylko Brytyjczykom, którzy właśnie dlatego zagłosowali za Brexitem, ale też Francuzom. Prezydent martwi się, jak ma wytłumaczyć swoim rodakom, że „we Francji zamykane są zakłady pracy, ponieważ produkcja w Polsce jest tańsza, i że równocześnie nasze firmy budowlane zatrudniają Polaków, ponieważ są tańsi”.

Czy można nazwać wspólnotą europejską twór, który chce utrudniać pozwolenie na pracę obywatelom kraju członkowskiego, oraz który woli przyjmować imigrantów spoza granic Unii, a otwarcie krytykuje swoich?

Prawda jest przecież jasna – Polacy są prawdziwym imigracyjnym diamentem, zarówno dla Francji, jak i Wielkiej Brytanii, a słowa Macrona to politycznie poprawny bełkot. [… a Macron to żydowski gównojad i śmieć polityczny – admin]

https://parezja.pl

Macron woli we Francji tzw. uchodźców od ciężko pracujących Polaków

Najbardziej znany gerontofil europejski

Prezydent Francji Emmanuel Macron skrytykował Europę Wschodnią za odejście od zasad UE, a ciężko pracującym za granicą Polakom chce nakładać surowe ograniczenia.

Według niego Europa powinna serdecznie powitać imigrantów z Afryki, którzy dobijają się do jej granic w poszukiwaniu zasiłków socjalnych, a utrudniać życie Polakom, którzy w pocie czoła wspierają zachodnią gospodarkę.

Macron w zagranicznej prasie stwierdził, że Polacy zabierają miejsca pracy nie tylko Brytyjczykom, którzy właśnie dlatego zagłosowali za Brexitem, ale też Francuzom. Prezydent martwi się, jak ma wytłumaczyć swoim rodakom, że „we Francji zamykane są zakłady pracy, ponieważ produkcja w Polsce jest tańsza, i że równocześnie nasze firmy budowlane zatrudniają Polaków, ponieważ są tańsi”.

Czy można nazwać wspólnotą europejską twór, który chce utrudniać pozwolenie na pracę obywatelom kraju członkowskiego, oraz który woli przyjmować imigrantów spoza granic Unii, a otwarcie krytykuje swoich?

Prawda jest przecież jasna – Polacy są prawdziwym imigracyjnym diamentem, zarówno dla Francji, jak i Wielkiej Brytanii, a słowa Macrona to politycznie poprawny bełkot. [… a Macron to żydowski gównojad i śmieć polityczny – admin]

https://parezja.pl

Calais: imigranci z Erytrei, którzy przyczynili się do śmierci polskiego kierowcy mogą uniknąć kary

We wtorek w okolicach francuskiego miasta Calais doszło do tragicznego zdarzenia, w wyniku którego zginął polski kierowca. Przyczyną wypadku drogowego było zablokowanie jezdni przez imigrantów z Erytrei.

Policja zatrzymała podejrzanych, ale część z nich może uniknąć kary. Imigranci nie posiadają żadnych dokumentów i twierdzą, że mają mniej niż 16 lat.

[Oczywiście medycyna współczesna nie zna żadnych sposobów na określenie wieku delikwentów… – admin]

Tragiczny wypadek drogowy, do którego doszło w okolicach Calais na północy Francji, po raz kolejny udowodnił, ze nielegalni imigranci mogą stanowić realne zagrożenie dla bezpieczeństwa Europejczyków.

Tym razem, na skutek zablokowania drogi w pobliżu Calais doszło do zderzenia polskiego vana z samochodami ciężarowymi. Niestety kierowca auta zginął na miejscu. Mężczyźni pochodzący z Erytrei planowali zatrzymać ruch samochodowy, aby móc dostać się do naczepy, w której mogliby się ukryć i w ten sposób dotrzeć do Wielkiej Brytanii.

W związku ze zdarzeniem, policja zatrzymała dziewięciu mężczyzn. Pięciu z nich prawdopodobnie uniknie jakichkolwiek konsekwencji. Wynika to z tego, że nie posiadają przy sobie żadnych dokumentów poświadczających ich tożsamość oraz wiek. Zatrzymani mężczyźni twierdzą, że mają mniej niż 16 lat. Zgodnie z miejscowym prawem, osoby które nie ukończyły 16 roku życia, nie mogą trafić do aresztu śledczego.

Media podają jednak, że imigranci, którzy przyczynili się do śmierci polskiego kierowcy, być może ostatecznie poniosą niewielką karę, którą będzie skierowanie do zakładu poprawczego.

Jak podaje serwis gazetaprawna.pl tego typu blokady drogowe „organizowane” przez migrantów przebywających w okolicach Calais nie są niczym szczególnym. Ustawiano je niemalże każdej nocy, przede wszystkim w celu zatrzymania ciężarówek jadących do Wielkiej Brytanii, na których to próbowali oni ukryć się i w ten sposób „wyemigrować” na Wyspy. Niejednokrotnie dochodziło również do napaści i rabunków na zwalniających bądź zatrzymujących się przed tego typu blokadą kierowcach.

Polak jest pierwszą ofiarą tego typu działań. Po jego śmierci francuska policja ogłosiła, że „rozprawi się” z tym problemem. [Kredkami, kredkami! – admin]

Źródło: wprost.pl, PCh24.pl
WMa
http://www.pch24.pl/

W pułapce fałszywej ideologii

Poświęcenie Klasztoru Sreteńskiego w Moskwie

Po wejściu do Unii Europejskiej i NATO relacje Polski z Rosją uległy gwałtownemu pogorszeniu. Był to koszt naszej przyspieszonej, sterowanej z zewnątrz, integracji z Zachodem.

Rzetelna analiza wszystkich plusów i minusów tej integracji wykazuje, iż ucierpiał na niej interes Polski – nie tylko w sferze politycznej, gospodarczej, społecznej, ale również kulturowo-cywilizacyjnej.

Między innymi dlatego, iż to, co mogłoby być korzystne dla nas w partnerskich relacjach – jeśli nie są możliwe przyjacielskie – z Rosją, zostało odrzucone jako niezgodne z przyjętym przez polski establishment polityczny fundamentem ideowym III RP ideologią liberalnego globalizmu w wersji transatlantyckiej.

Akceptacja tego stanu rzeczy przez polskie społeczeństwo była wynikiem narzucenia mu przez ten sam establishment i prozachodnią propagandę – obecną także w katolickich mediach – utopijnej wizji międzymorza. Została ona wręcz idealnie wkomponowana w program transatlantyckiej polityki poszerzającej strefy wpływów amerykańskich – w tym wypadku w Europie środkowej i wschodniej – kosztem państw narodowych.

Taka jest bowiem strategia i taktyka transatlantyzmu, zarówno w wersji soft, jak i hard power. Przykładem pierwszej może być Polska, drugiej – Ukraina.

Celem transatlantyzmu firmowanego przez USA jest nie tylko ogólnoświatowa transformacja polityczna w imię amerykańskiej „demokracji”, ale również ogólnoświatowa transformacja własności. Ten ostatni proces jest ukierunkowany na skupienie globalnego posiadania w ręku niewielkiej grupy ludzi i wykluczenie z niego miliardów mieszkańców globu.

Jest to usankcjonowany przez organizacje światowe rasizm ekonomiczny, doświadczany także przez polskie społeczeństwo, którego miliony żyją na skraju ubóstwa, funkcjonując jako tania siła robocza dla międzynarodowych korporacji w Polsce bądź na emigracji zarobkowej.

Głównym gwarantem globalnych procesów transatlantyckich jest NATO, ukierunkowane na permanentną wojnę, nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale również w innych częściach świata. Z punktu widzenia cywilizacji chrześcijańskiej obydwa kierunki trójczłonowego podmiotu tej polityki: USA-UE- NATO mają wymiar antycywilizacji. Nie tylko dlatego, że skierowane są przeciwko religii chrześcijańskiej, ale także dlatego, że doprowadziły do destrukcji zbudowanej na jej wartościach cywilizacji.

Świadectwem antycywilizacji transatlantyzmu jest z jednej strony ludobójstwo chrześcijan i barbarzyńskie niszczenie śladów chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie, z drugiej – zaplanowane zainstalowanie w europejskiej przestrzeni milionów emigrantów, narzucających jej prawowitym obywatelom cywilizację islamu.

Przyjęty przez Polskę liberalizm globalizmu w formie transatlantyckiej jako kierunek rozwoju jest sprzeczny z jej fundamentem – dziedzictwem duchowym i kulturowym – co łatwo można sprawdzić, konfrontując go z pięciomianem cywilizacyjnym, sformułowanym przez Feliksa Konecznego. Jego słynny quincunx wyróżnia pięć czynników tworzących cywilizację – prawdę, dobro, piękno, zdrowie i dobrobyt – oraz właściwą im zgodność dzięki współmiernemu występowaniu.

Wszystkie te kategorie obecne są w cywilizacji łacińskiej, która ukształtowała Polskę. Wszystkie rugowane są z niej przez liberalizm transatlantyzmu, obowiązujący w III RP. Brak jakiejkolwiek debaty na ten temat świadczy nie tylko o transformacji polskiej tożsamości, ale nade wszystko o braku suwerennej polityki na płaszczyźnie międzynarodowej.

Polska, wbrew hasłom patriotycznym obecnych i poprzednich jej władz, jest politycznie, gospodarczo, militarnie, a nade wszystko cywilizacyjnie podporządkowana zachodnim globalistom. Do wartości chrześcijańskich i własnej tradycji kulturowej odwołuje się bowiem jedynie w wąskim obszarze polityki wewnętrznej – na gruncie religii i kultury.

Jest to eksperyment transatlantystów przypominający sterowany przez Zachód quasi- suwerenny ruch Solidarności. Możemy bowiem cieszyć się koncesjonowaną przez nich zredukowaną polską suwerennością kulturową i wpisanym w nią Kościołem Katolickim – ale tylko w Polsce.

Na zewnątrz występujemy bowiem jak transatlantyści, szermujący hasłami bezpieczeństwa – o pokoju nikt nie mówi – poszerzenia NATO, umocnienia jego flanki wschodniej, zwiększenia nakładów na „obronność”, będących w rzeczywistości nakładami na ten największy w świecie, prowojenny sojusz militarny.

Ta koncesjonowana suwerenność kulturowa jest zredukowana nie tylko w wymiarze politycznym, ale również aksjologicznym i cywilizacyjnym. Nie obejmuje np. polityki historycznej, teatrów profanujących najwyższe dla nas wartości, posthumanistycznej literatury nicości, środków masowego przekazu, w których króluje nie tylko zmakdonaldyzowana popkultura i hollywoodzkie produkcje filmowe z pogranicza pornografii i kiczu, ale również wojenna propaganda natowska.

Polska suwerenność kulturowa służy – podobnie jak idea międzymorza – strategii transatlantyzmu i jako taka przypomina historię Solidarności, dzięki której zjednoczyły się Niemcy bez żadnego referendum, a Polska została poddana narzuconej przez Zachód terapii szokowej.

Obecnie zaś dla celów liberalnego globalizmu „suwerenni” kulturowo polscy patrioci i katolicy – z hasłami wolności i wartości chrześcijańskich na ustach – wspierają nie tylko wojnę domową na Ukrainie, ale również jej powrót do sprzecznej z tymi wartościami ideologii banderyzmu. Na gruncie tej samej koncesjonowanej suwerenności i z tymi samymi hasłami na ustach Warszawa stała się agitatorem wojny z Rosją.

Czy Polska broni cywilizacji chrześcijańskiej?

Odpowiedzią na to pytanie może być nie tylko odpowiedni program takiej obrony, ale również jego realizacja w stosunkach międzynarodowych. Tymczasem nie mamy ani programu, ani woli występowania na forum międzynarodowym w roli obrońców własnej cywilizacji

Nasza kulturowa suwerenność, którą się tak chwalą prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło i prezes J. Kaczyński jako pełną suwerennością, nie istnieje przecież na arenie międzynarodowej, gdzie Warszawa służalczo popiera wszystkie poczynania globalistycznego układu USA-UE-NATO.

Najbardziej tragicznym przejawem braku suwerennej polityki, przekreślającym godność naszego narodu – o której grzmią na państwowych i religijnych uroczystościach przedstawiciele rządzącej ekipy – jest służalczość Polski w cywilizacyjnym programie globalistów, negującym chrześcijaństwo i chrześcijańskie wartości. Haniebnymi symbolami tej służalczości jest podpisanie przez Polskę Traktatu Lizbońskiego, nasz udział w amerykańsko-natowskich wojnach na Bliskim Wschodzie, obejmujących zaplanowaną likwidację chrześcijaństwa i ludobójstwo chrześcijan na tym obszarze, a ostatnio poparcie neobanderyzmu i wojny domowej na Ukrainie oraz przygotowania do wojny z Rosją.

Wszystkie te działania wykluczają nas z obszaru cywilizacji chrześcijańskiej.

Szczególnie newralgicznym atrybutem przynależności do niej jest ukierunkowanie na pokój, zakładające stworzenie własnej, niezależnej od prowojennego NATO, armii działającej w obronie Polski. Tworzenie armii z programem ofensywnym obcego dowództwa, w interesie transatlantystów – jest odstępstwem cywilizacyjnym, przekreślającym katolicką doktrynę pokoju, opartą na wykładni wojny sprawiedliwej – dla obrony wartości najwyższych. Zgodnie z tą doktryną uzbrojenie Polski jest koniecznością i obowiązkiem.

Tymczasem obecne zwiększenie nakładów na armię – kosztem poziomu życia obecnych i przyszłych pokoleń – nie ma nic wspólnego z obroną Polski. Świadczy o tym m.in. nieustannie powtarzana teza o gwarancji polskiego bezpieczeństwa poprzez umocnienie wschodniej flanki NATO i obecność amerykańskich oraz natowskich żołnierzy na naszym terytorium.

Wyznawcy tej tezy są przekonani, że polskie społeczeństwo jest tak zmanipulowane i niezdolne do logicznego myślenia, iż nie skojarzy tych działań z przygotowaniem do wojny z Rosją. I dopóki jakieś nikłe nawet przejawy suwerennej polityki obronnej Polski nie staną się faktem, zwiększanie nakładów na jej dozbrojenie w ramach NATO będzie tylko w interesie transatlantystów i narzucanej przez nich światu antycywilizacji.

Dwa procent naszego dochodu narodowego na takie cele i pół procenta na polską naukę – to przekaz dla historii nie tylko o udziale Polski w globalnej transformacji własnościowej na rzecz coraz mniejszej i coraz bogatszej liczby jej beneficjentów, ale również o sposobie wywłaszczania własnych obywateli z ich pieniędzy pod płaszczykiem gwarancji ich osławionego „bezpieczeństwa” wobec wymyślonego zagrożenia rosyjskiego.

Rosja nie stanowi zagrożenia cywilizacyjnego

Tymczasem Rosja nam nie zagraża – nade wszystko cywilizacyjnie. Nie narzuca nam żadnej ideologii, żadnych form kulturowych, żadnych norm życia społecznego. To nie Moskwa, lecz uzależniona od Waszyngtonu Bruksela wymusza na nas otwarcie na genderyzm, wprowadzenie na szeroką skalę aborcji i eutanazji, przyjęcie wyznawców islamu jako uchodźców etc. Co więcej, Rosja nie wysuwa pod naszym adresem żadnych pretensji terytorialnych czy roszczeń ekonomicznych, czego partia wojny w Polsce nie chce przyznać i powołuje się na casus Ukrainy.

Narzuca polskiemu społeczeństwu irracjonalny wywód: jeśli nawet obecnie Rosja nam nie zagraża, to zagrozi w przyszłości, w związku z czym wszelki dialog z nią, a tym bardziej współpraca, muszą być z góry wykluczone. Lansowana jest teza, iż Rosja zagraża nam totalnie, również gospodarczo, choć oczywiste jest, że to nie ona przejęła nasz majątek narodowy w ramach terapii szokowej i nie ona zmusiła nas do zadłużenia w MFW oraz BŚ.

Propaganda o rosyjskim zagrożeniu jest w istocie antypolska.

Nie tylko bowiem popycha nasz kraj do wojny, w której nie mamy szans z nuklearnym potentatem, ale odwraca skutecznie uwagę od rzeczywistego zagrożenia politycznego, gospodarczego, a nade wszystko cywilizacyjnego – płynącego z Zachodu. Fałszywa propaganda czyni nas wobec niego całkowicie bezbronnymi.

Czy jest możliwe współdziałanie cywilizacyjne z Rosją?

Odpowiedź na to pytanie stanowi podpisany 17 sierpnia 2012 roku przez arcybiskupa Józefa Michalika i patriarchę Wszechrusi Cyryla apel o pojednanie narodów polskiego i rosyjskiego. To, że nie uzyskał on należnego rozgłosu nie tylko w sferze politycznej i społecznej, ale także religijnej i kulturowej – zarówno w Polsce, jak i w Rosji – nie jest świadectwem jego słabości czy też niedojrzałości, lecz winą polityków obu stron, odpowiedzialnych za nasze wzajemne relacje. Apel nie wzbudził również zainteresowania badaczy tych nauk humanistycznych i społecznych, które tego typu dokumenty i fakty czynią przedmiotem analiz i interpretacji, nadając im rozgłos i znaczenie konieczności historycznej: religioznawstwa, socjologii, kulturoznawstwa, filologii, aksjologii, politologii, stosunków międzynarodowych.

Z punktu widzenia historii kultury – obejmującej także historię Kościoła Katolickiego w Polsce, historię Cerkwi w Rosji i dzieje ekumenizmu po Soborze Watykańskim II – przesłanie jest wydarzeniem o charakterze fenomenu. Nie ma bowiem inspiracji genealogicznych, nazywanych niekiedy prześmiewczo archeologią wydarzenia. Nie posiada również odbicia w narracjach innych faktów dopełniających jego wymiar. Już pobieżna lektura przesłania skłania do konkluzji, iż mamy do czynienia z próbą przełamania konfliktogennego paradygmatu cywilizacyjnego: Polska – Rosja, ujmowanego, zgodnie z koncepcją F. Konecznego w kategoriach napięć między łacinizmem a bizantynizmem i turanem.

Po upadku komunizmu w paradygmacie tym nastąpiły bowiem nieoczekiwane i nieprzewidziane przez Konecznego zmiany, ignorowane przez jego kontynuatorów. Stępiło się ostrze różnic cywilizacyjnych między Polską i Rosją, gdy ta druga po rozpadzie Związku Radzieckiego wróciła do chrześcijaństwa. Pewnym fenomenem kulturowym jest również fakt, iż Rosja na forum międzynarodowym broni – m.in. w ONZ – wartości chrześcijańskich i praw chrześcijan, występuje przeciwko propagowaniu ideologii genderyzmu czy praw mniejszości seksualnych jako praw człowieka.

Na tym polu różnice kulturowe między Polską i Rosją, między dziedzictwem cywilizacji łacińskiej i bizantyjsko-turańskiej maleją na korzyść Rosji, która coraz częściej występuję w roli obrońcy nie tylko wartości chrześcijańskich, ale również tzw. konserwatywnych, przypisywanych łacińskiemu ukształtowaniu kulturowemu. Jest to widoczne nade wszystko w dążeniu do umocnienia tradycyjnej rodziny i braku akceptacji dla małżeństw homoseksualnych oraz podejmowanych próbach ochrony prawnej życia ludzkiego od momentu poczęcia do naturalnej śmierci.

Te świadectwa pokazują, iż przesłanie o pojednanie i dialog kulturowo-cywilizacyjny Polska-Rosja są realne i zawsze aktualne. Ich mocy nie jest w stanie przekreślić ani skierowana przeciw Rosji utopijna idea międzymorza ani antypolska teza Aleksandra Dugina o konieczności zbudowania imperium eurazjatyckiego – w odpowiedzi na globalne plany transatlantystów. Idei pojednania i podjęcia dialogu kulturowo-cywilizacyjnego nie jest w stanie przekreślić również zła wola polityków zafascynowanych wizją zniszczenia, destrukcji, wojny.

prof. Anna Raźny
Myśl Polska, nr 25-26 (18-25.06.2017)
http://mysl-polska.pl

Barbara Engelking-Boni, czyli jak żydowska kretynka może być profesorem.

Profesórkę Barbarę Engelking-Boni znamy w x głównie z powodu jej powalającego na wznak rasizmu i szowinizmu, jaki zamanifestował się w wypowiedzi na temat śmierci, którą dla porządku zacytujemy:

Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna… śmierć, jak śmierć… A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym [TVN 24 „Kropka nad i „, 09.02.2011]

Według żydówki Engelking-Boni śmierć Polaka to coś w rodzaju śmierci zwierzęcia. Taki maly pryszcz. Błahostka. Bagatela. Tyle, co piardnąć.
Było zwierzę – nie ma zwierzęcia… i tyle.
Co innego dla żyda: to spotkanie z Bogiem, to dramat i metafizyka.
A Polak po śmierci, jak należy rozumieć, nie spotka się z Bogiem. Przepadnie w nicość. Kopa w dupę i do piachu. Żaden dramat, zwykła biologia.

Poniżej film na Youtube, który czasami, jakoś tak sam z siebie, znika. Dlatego dołączamy również adres na Vimeo.

Także: >https://vimeo.com/53751099

Barbara Engelking-Boni wypowiedziała też cenną myśl na temat odpowiedzialności naszego narodu za tzw. holocaust:

Nie ponosimy winy karnej, ci którzy byli za to odpowiedzialni ponieśli winę, nie ponosimy winy politycznej, ale być może ponosimy jakiś rodzaj tej metafizycznej winy za to co się na naszej ziemi w czasie wojny działo, za którą my jesteśmy odpowiedzialni..

Mamy więc nowy rodzaj odpowiedzialności za czyjeś zbrodnie: metafizyczny. Nie jest jeszcze, czego wydaje się żałować profesórka, ujęty w kategorie kodeksu karnego – ale poczekajmy, wszystko przed nami.

Były mąż Barbary Engelking, Michał Boni, znany SB-cki kapuś, człowiek totalnie wyprany z ambicji i honoru, jak się wydaje wyrządził wcale nie metafizyczne szkody wielu ludziom swoim donosicielstwem. Ale tego profesórka nie opisze. Woli obarczać wyjątkowo przyzwoicie zachowujące się społeczeństwo polskie jakimi „metafizycznymi winami”.

Swoją drogą warto zauważyć, że trudna uroda Barbary Engelking-Boni należy do tej samej kategorii, co facjaty Joanny Grabarczyk (żydowska witryna HejtStop), Doroty Wellman (żydowskiego kaszalota lansowanego w TVP) czy niejakiej Martyny Równiak (aborcjonistki).
Wszystkie z tej samej sztancy.

Już dawno przestały się bać, że ktoś im łby ogoli i wybatoży nahajami.

Notka biograficzna, za Wikipedią:

Barbara Teresa Engelking (ur. 22 kwietnia 1962 w Warszawie) – polska psycholog i socjolog. Zajmuje się badaniem historii getta warszawskiego, okupacyjnej Warszawy i zagłady Żydów. Jest autorką książek związanych z zagadnieniami Holocaustu. Prowadzi bazę danych getta warszawskiego. Jest profesorem i kierownikiem Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Od 2014 przewodnicząca Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej.
W 1993 uzyskała w IFiS PAN stopień doktora w zakresie nauk humanistycznych po obronie pracy doktorskiej pt. Doświadczenie Holocaustu i jego konsekwencje w relacjach autobiograficznych, przygotowanej pod kierunkiem Aldony Jawłowskiej-Konstanciak. Była asystentem i adiunktem w IFiS PAN, gdzie obecnie jest zatrudniona na stanowisku docenta.
W 2002 uzyskała w IFiS PAN stopień doktora habilitowanego nauk humanistycznych w zakresie socjologii (specjalność: socjologia kultury) na podstawie rozprawy habilitacyjnej pt. „Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście”.
Od 2012 jest członkiem Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej (w latach 2012-2014 wiceprzewodniczącą rady, a od 2014 przewodniczącą Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej [1]).
W 2003 otrzymała Nagrodę im. Jerzego Giedroycia (za książkę Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście), w 2013 Nagrodę Jana Karskiego i Poli Nireńskiej.

Efekt setnej małpy – parapsychologiczna komunikacja niewerbalna

Efekt Setnej Małpy to zjawisko nie do końca poznane, nie całkowicie zrozumiałe dla większości ludzi. Jego pojęcie zakrawa na elementy wiary w istnienie więzi, komunikacji parapsychologicznej pomiędzy osobnikami należącymi do tych samych gatunków.

Badania dotyczące tego zagadnienia pochodzą z 1952 roku i odbyły się na japońskiej wyspie Kojima.

Efekt setnej małpy – Przebieg eksperymentu

Badacze obserwowali duże stado małp zamieszkujące wyspę należącą do Japonii. Wykorzystując odruch Pawłowa, regularnie dokarmiali grupę słodkimi ziemniakami.

Małpy zawsze wiedziały, kiedy i gdzie dostaną przysmak, który bardzo im zasmakował. Problematyczne było dla nich jednak jego spożywanie, gdyż ziemniaki brudziły się w piasku.

Pewnego dnia jeden z nich wpadł do morza. Małpa, która go wyjęła, zauważyła, że jest czysty, pozbawiony piasku i smaczny. Odtąd robiła tak każdego kolejnego dnia i stopniowo przyłączały się do niej inne należące do stada osobniki.

Pewnego dnia, gdy setna małpa weszła do morza, aby wypłukać ziemniaka, okazało się, że robi tak już całe stado, stąd nazwa efektu.

Nie byłoby w tym nic zaskakującego, bo zwierzęta zwyczajnie uczyły się od siebie nawzajem i w konsekwencji wszystkie dysponowały wiedzą, która znacząco ułatwiała im zjedzenie posiłku. Jednakże okazało się, że w tym samym czasie kiedy wiedzę czy umiejętność taką zyskała setna małpa na Kojima, podobnie postępować zaczęły inne małpy z tego samego gatunku, przebywające na innych, w żaden sposób nieskomunikowanych ze sobą wyspach.

Wnioski z doświadczenia

Pojawiła się więc teoria, że gdy powstaje nowa myśl, nowa idea, umiejętność czy rozwija się nowy poziom wiedzy, stopniowo przekazujemy je sobie w ramach jednego gatunku.

Stają się one coraz powszechniejsze i bardziej ogólnodostępne, a w momencie gdy, „setna” osoba, przedstawiciel gatunku, zgłębi daną rzecz, staje się ona znana wszystkim, niezależnie od tego, gdzie aktualnie się znajduje. Staje się czymś całkowicie oczywistym.

Zdaniem licznych badaczy, którzy czynili publikacje związane z „efektem setnej małpy”, eksperyment przeprowadzony w latach 50 XX wieku udowadnia istnienie sieci niewerbalnej komunikacji pomiędzy przedstawicielami jednego gatunku.

Zależność taka pozwala na utrzymanie dla danej populacji, niezależnie od jej rozmieszczenia na świecie, jednakowego poziomu rozwoju i ewolucji.

Wiara w efekt setnej małpy

Doświadczenia zdają się potwierdzać, coś, co dla wielu osób nie mieści się w granicach logicznego myślenia.

Efekt setnej małpy stanowi akt przekonania, wiary, a nawet pewności, że istnienie poszczególnych gatunków na ziemi jest ze sobą silnie powiązane również na płaszczyźnie pozazmysłowej.

Ukazuje to, że łączą nas powiązania znacznie silniejsze niż egzystowanie w sąsiedztwie innych przedstawicieli tego samego gatunku, jednocześnie obrazując nam wysoki poziom odpowiedzialności za rozwój nas wszystkich i każdego z osobna.

Efekt setnej małpy prezentuje, że gdy pewna część konkretnej populacji zyskuje określoną wiedzę, to w sposób lawinowy staje się ona dostępna dla osobników należących do tego samego gatunku.

Jeśli obserwujemy społeczności odcięte od siebie i niepowiązane to taką zależność można interpretować jedynie jako pozazmysłową, jako parapsychologiczną komunikację niewerbalną.

https://www.odkrywamyzakryte.com

Islamski gniew kontra króliczek

W Manchesterze dokonała się kolejna odsłona zderzenia cywilizacji. Po jednej ze stron stanęli gotowi na wszystko, diabolicznie brutalni, stuprocentowo przekonani do swoich racji islamscy fanatycy, a po drugiej nurzająca się w zmysłowości i hedonizmie, oddającą cześć mamonie i innym fałszywym bożkom, masa upadłościowa po cywilizacji zachodniej.

Wynik tego zderzenia jest dość łatwy do przewidzenia.

Nie ma wątpliwości, że źródłem siły islamskiego świata jest upokarzająca słabość „naszej strony”. Jak bowiem wygląda świat zachodni oczami prawowiernego wyznawcy Allaha? Jego emblematyczną, a z pewnością przemawiającą do wyobraźni niejednego muzułmanina odsłoną jest „twórczość” i sceniczny wizerunek gwiazdki, podczas której występu doszło do krwawego zamachu.

Droga jaką podążała „kariera” dwudziestotrzyletniej Ariany Grande jest dość typowa. Rosnąca rozpoznawalność zyskana dzięki występom w serialach dla młodzieży sprytni spece od muzycznego show biznesu postanowili przekuć na sukces w świecie muzyki pop. Sprawa nie była stosunkowo trudna, gdyż dziewczyna posiadała całkiem niezłe warunki wokalne. „Jedyne” czego musieli dokonać marketingowi macherzy, to spowodować, aby jej sceniczny wizerunek stał się atrakcyjniejszy dla karmiącej się popkulturą rzeszy młodych ludzi.

W tym, jak i wielu innych przypadkach – wystarczy wspomnieć takie bohaterki młodzieżowych produkcji telewizyjnych jak Hannah Montana (Miley Cyrus), czy Britney Spears – wspomniane uatrakcyjnienie polegało na maksymalnej seksualizacji ich artystycznego emploi.

Nie ma chyba bardziej charakterystycznego rysu współczesności niż nasycanie wszelkich możliwych treści wyuzdaną seksualnością. Problem ten dotyczy nie tylko obliczonych na zysk marketingowych strategii sprzedażowych, ale również tzw. wysokiej kultury. Pornografia trafiła bowiem, przy wtórze jęku zachwytu, na filmowe i teatralne salony.

Jednak polem, na którym seksualizacja stanowi szczególne wyzwanie dla wszystkich zatroskanych o moralną kondycję dzieci i młodzieży, jest bez wątpienia popkultura, którą reprezentuje m.in. piosenkarka Ariana Grande. Oto próbka jej twórczości – słowa pochodzą z piosenki, której tytuł „Niebezpieczna kobieta” jest adekwatny do scenicznego wizerunku zaprezentowanego w teledysku (tłm. za tekstowo.pl):

Coś w Tobie sprawia, że czuję się jak niebezpieczna kobieta
Coś w, coś w, coś w Tobie
Powodujesz, że chcę robić rzeczy, których nie powinnam
Coś w, coś w, coś w Tobie.

Ot, zwykła piosenka dla młodzieży, czyż nie? To może jeszcze jeden cytat:

Stałeś się moim ulubionym grzechem
Więc niech oni, niech oni sobie gadają.

Wątpliwości nie pozostawia także okładka najnowszej płyty piosenkarki nawiązująca do stylistyki jednego z najbardziej popularnych magazynów erotycznych.

Aberracja moralna, drążąca współczesny świat, z pewnością nie umyka uwadze – śniących po nocach o podboju – islamskich bojowników. Oni wiedzą, że najpewniejszą oznaką nieodległego w czasie kresu cywilizacji jest zawsze upadek moralny skutkujący porzuceniem wszelkich zasad… To się właśnie dzieje na ich oczach.

Łukasz Karpiel
http://www.pch24.pl